W stronę Balzaca

Współczesna krytyka Eugenię Grandet Balzaca uznaje za jedno z arcydzieł w cyklu „Komedia ludzka”. Podkreśla się, że jest to mistrzowsko skonstruowana opowieść o triumfie pieniądza i prawach interesu nad światem istot wrażliwych i dobrych, a ich wcieleniem ma być właśnie tytułowa bohaterka utworu. Poznałem tę powieść, jak i większość utworów Balzaca dość wcześnie, w latach młodości, i chociaż wielbiłem go bezkrytycznie to akurat w przypadku tej powieści czułem rozczarowanie, rozczarowanie, że tak mało, jak na postać tytułową, było w tej powieści Eugenii. Mocno też wydawały mi się nudne bardzo spęczniałe refleksje na temat pieniądza i jego wpływu na ludzi, co jednak – uwzględniając fakt, że nie mogłem mieć wówczas więcej niż piętnaście, szesnaście lat – dałoby się łatwo i sensownie wytłumaczyć. I oto dzisiaj, czytając „Dzienniki” Eugene Delacroix, napotykam raptem jego opinię na temat tej powieści : Czytałem smutną Eugenię Grandet: te dzieła nie wytrzymują próby czasu; bezład, niedoświadczenie, płynące z nieuleczalnej ułomności talentu autora, wyda to wszystko na pogardę wiekom. Żadnej miary, harmonii, proporcji.

A jednak Balzac, mimo nieuleczalnej ułomności talentu, oparł się „pogardzie wieków”. Jest w tym jakieś memento, by być ostrożniejszym lub po prostu mniej kategorycznym w opiniach o dokonaniach innych ludzi. Może przydałoby się też więcej pokory w naszych sądach, we wszystkich sądach, nie tylko o literaturze czy sztuce w ogóle. Wyrazem tego byłoby już choćby zrozumienie swoich ograniczeń, tak jak w przypadku Delacroixa, którego uwagi na temat malarstwa są z reguły błyskotliwe i trafne, ale kiedy zapuszcza się w rozważania o innych sprawach, mniej mu bliskich, często ociera się o naiwność.