Jakiś Roosevelt

Dziennik Jana Lechonia, tom 1, listopad 1949 rok: Ambasador Bliss-Lane mówił dziś o Teheranie i Jałcie z piękną odwagą i z hamowanym z trudem oburzeniem. To, co powiedział – to pierwszy od lat i jedyny w tym środowisku głos nie tylko już politycznego zdrowego rozsądku, ale prawdziwego sumienia. Same proste prawdy, te, które się najrzadziej słyszy. A wśród nich najodważniejsze, że gdyby nie Churchill i Roosevelt, Stalin nigdy by sobie nie mógł pozwolić na ujarzmienie wschodniej i środkowej Europy, i że Ameryka wtedy uzyska prawo do przodownictwa w demokracji – kiedy wyprze się Jałty.

Czy to nie dziwne, że zawsze, gdy w Rosji pojawia się jakiś Stalin w Ameryce natychmiast pojawia się jakiś … Roosevelt?