My home is my castle

W „Tak było”, znakomitych i świetnie napisanych wspomnieniach Eustachego Sapiehy, jest scena opowiadająca o wizycie jakiegoś sprzedawcy, oferującego cud ówczesnej techniki, czyli radio. Rzecz dzieje się w domu Sapiehów w Spuszy koło Grodna w pierwszych latach zeszłego wieku. Sprzedawca dumnie wyjaśnia, że przyjechał aż z Warszawy, by zaprezentować coś, co w stolicy robi prawdziwą furorę: Z kartonowego pudełka wyciągnął drewniane pudełko z jakimiś guzikami, lampkami, na które patrzyliśmy dziecinnymi oczami jak na raroga. Coś pokręcił, coś podusił, nacisnął, jakieś dwa druciki połączył i nagle pudło zaczęło strasznie trzeszczeć i gwizdać, a w końcu bardzo niewyraźnie odezwał się czyjś głos mówiący, że nazajutrz ma być deszcz.

Autor wspomnień, podówczas zaledwie kilkuletni, był – zwyczajem większości dzieci –  zafascynowany wynalazkiem, ale jego ojciec, E. Kajetan Sapieha, okazał się być nader sceptyczny wobec tego cudu. Zwracając się do sprzedawcy zapytał: Czy pan naprawdę myśli, że będziemy słuchać tego straszliwego hałasu i starali się zrozumieć co mówi ten człowiek, którego nie prosiłem, żeby mi w moim domu gadał, bo go nie znam i myślę, że wcale nie chcę go znać?

Doskonała riposta. Książę Sapieha ani myślał zapraszać do swego domu „hałaśliwych, obcych” ludzi. Jego dom był jego ostoją, miejscem do którego wpuszczał dokuczliwy jazgot świata tylko wtedy, gdy uznał to za konieczne i tylko w takiej formie, która jemu odpowiadała. My home is my castle. Nasz dom to nasz zamek, nasza świątynia, miejsce święte.

Dzisiaj nasz dom nie jest już ani naszym zamkiem ani naszą świątynią. Nie chcemy i nie potrafimy być sami w naszym domu. Nasz dom stał się czymś w rodzaju lupanaru, który zaludniają polityczni kuglerzy, komentatorzy nicości, przepowiadacze pogody, zbrodniarze chcący uchodzić za zbawców, fałszywi prorocy, bezduszni specjaliści od naszych dusz, oszuści, hochsztaplerzy, psychopaci, komedianci, bandy oszołomów, karierowiczów, nachalni i obcy nam ludzie. Nasz dom stał się miejscem, gdzie rozgrywają się wojny, trwają manifestacje, gdzie dokonuje się zbrodni i głosi się kłamstwa, miejscem kataklizmów, powodzi, trzęsień ziemi i wybuchów wulkanów. Dziś do naszych domów wpuszczamy cały brud i smród tego świata. Dobrowolnie oddaliśmy nasz ostatni azyl i czasem niedorzecznie dziwimy się, że nie mamy już dokąd uciec.