Widzenie stereoskopowe umożliwia nam postrzeganie głębi i odległości, ale my, gatunek sapiens, jesteśmy wyposażeni w jeszcze inny rodzaj widzenia stereoskopowego. Jest nim wiedza i kultura. One także pozwalają postrzegać więcej, głębiej i dalej. Znajduję wczoraj w Internecie, na niechlujnym blogu, wzmiankę o zwiedzaniu pałacu w Łańcucie i o tym, że w jednym z salonów stoi „jakiś grat, przedpotopowy fortepian”. Autor tych wynurzeń jest najwyraźniej wyposażony jedynie w podstawowy rodzaj stereopsji – widzi tylko stary fortepian, jakiś grat. Brak wiedzy i kultury nie pozwala mu dostrzec, że fortepian ten, marki Bösendorfer, to instrument koncertowy Teodora Leszetyckiego, obok Franza Liszta uważanego za jednego z najbardziej wpływowych nauczycieli fortepianu swojej epoki. Nie widzi też, że na tym instrumencie pobierał naukę m. in. Ignacy Paderewski. I nie widzi, że Teodor Leszetycki przyszedł na świat właśnie w zamku w Łańcucie, gdzie jego pochodzący z Czech ojciec Józef, z polecenia Carla Czernego, wybitnego kompozytora wiedeńskiego, uczył muzyki córki hrabiego Alfreda Potockiego – Julię i Zofię. Nie widzi też tego, co Paderewski w „Pamiętnikach” pisał o pedagogice Leszetyckiego: „Nie znałem i do dziś dnia nie znam nikogo, kto by mu dorównał. Nikt absolutnie nie może się z nim porównywać. Jako pedagog – olbrzym, wobec którego wszyscy inni są tylko karłami”. Widzimy to samo? Nie, nigdy nie widzimy tego samego.