Film Anne Boleyn z Jodie Turner-Smith. Podstawowym warunkiem dobrej opowieści jest jej prawdopodobieństwo, czyli to coś, co pozwala nam potraktować tę opowieść poważnie, co pozwala nam w nią uwierzyć. Tymczasem Anne Boleyn w wykonaniu Jodie Turner-Smith tego warunku nie spełnia: obraz przedstawiający czarnych arystokratów, a już zwłaszcza czarnej królowej w XVI wiecznej Anglii, jest równie nieprawdopodobny jak delegacja rabinów w 1944 roku na urodzinowym przyjęciu u Hitlera w Berghof. Nie da się w to uwierzyć, a więc i nie da się tego filmu potraktować poważnie.