Potomkowie Goethego

W większości rozważań o stratach w czasie Powstania Warszawskiego podkreśla się głównie niemieckie zbrodnie na ludziach. Znacznie rzadziej wspomina się o skali rabunków, jakich w tym czasie dopuścili się Niemcy, a o ich ogromie może świadczyć fakt, że potrzebowali aż 45 tysięcy wagonów towarowych do wywiezienia skradzionych dóbr. Grabież rozpoczęła się już w trakcie Powstania. Specjalnie w tym celu powołane oddziały, systematycznie wyburzając Warszawę, plądrowały domy i urzędy, grabiąc wszystko, co przedstawiało wartość. Himmler nie tylko zresztą wydał rozkaz totalnego zniszczenia Warszawy. Z germańską dokładnością zaplanował dokąd miały wędrować zrabowane rzeczy. Pieniądze, monety i złoto wysyłano więc do Banku Rzeszy w Berlinie, a takie „drobiazgi” jak futra czy kosztowne dywany do obozu koncentracyjnego Ravensbrück. Niemcy kradli wszystko, najdosłowniej wszystko, poczynając od znaczków pocztowych, porcelany, instrumentów muzycznych, przez sprzęt medyczny i maszyny aż po dzieła sztuki. To, czego nie zdołano zabrać, było niszczone. W ewidencji ich wojennych łupów nie zabrakło silników, pieców kaflowych, sprzętu domowego i rolniczego, kolorowych metali, odzieży, kabli, naczyń stołowych, narzędzi, papieru, lamp, mebli. Rabowano nie tylko instytucje kulturalne, muzea, archiwa i biblioteki, lecz i ludność cywilną przy masowych egzekucjach. Tylko między sierpniem a połową września 1944 r. do III Rzeszy wyjechało 23 300 wagonów. To, czego ten najbardziej „cywilizowany” naród w Europie, naród Bacha, Beethovena i Goethego nie zdołał lub nie zdążył ukraść, padło potem łupem rosyjskich Hunów.