Jedna z nielicznych zalet

Jedną z nielicznych zalet bycia emigrantem jest to, że wymykasz się spod praw zwykłego reżimu czasu. Żyjąc na emigracji, z dala od kraju, żyjąc w obcym, indyferentnym środowisku, wśród ludzi z którymi nie wyrastaliśmy, z którymi nie dzieliliśmy ani dzieciństwa ani młodości, nie doświadczamy tego natrętnego poczucia, że ich wiek odbija się w naszym. To nasi przyjaciele z dawnych lat najskuteczniej przypominają nam o przemijaniu, o tym, że starzejemy się, i patrząc na ich poszarzałe, zmęczone twarze, coraz bardziej pochylone sylwetki, obserwując ich dolegliwości i choroby, odnajdujemy w nich samych siebie, naszą własną starość, w ich twarzach widzimy naszą własną twarz, coraz bardziej pooraną bruzdami zmarszczek. Żyjąc z daleka od naszych dawnych przyjaciół i znajomych, żyjemy jakby w osobnej kapsule czasu, rządzącej się własnymi prawami. Starzejemy się mniej nachalnie, mniej zauważalnie – nie mamy z czym porównać naszej starości, nie odnoszą się do niej ani inni ludzie ani drzewa.