Mieczysław Jastrun, właściwie Mojsze Agatstein, to komunistyczny poeta i tłumacz. Poetą był kiepskim, ale niezłym tłumaczem. Jego syn, Tomasz Jastrun, jest niezłym poetą i, zgodnie z rodzinną tradycją, osobą o zdecydowanie lewicowych, ultraliberalnych poglądach i przekonaniu, że polski patriotyzm jest czymś w rodzaju najohydniejszej formy raka, czemu często daje wyraz w blogu prowadzonym przez siebie na Internecie. W dniu 6 sierpnia bieżącego roku, czyli wczoraj, w dniu bardzo dla Polski ważnym, w dniu zaprzysiężenia nowego Prezydenta Rzeczpospolitej, odnotował:
nie oglądałem zaprzysiężenia, nie jest to na moje nerwy, będziemy słuchać tego palanta przez pięć lat, horrror. Wysyłam felieton do „Przeglądu” . Kończę słowami: „Kiedy wysyłam ten tekst, kończy swoją haniebną kadencję Duda, zaczyna haniebną kadencję Nawrocki. Będzie brzydko, a za dwa lata może być złowrogo. Nie musi. Aby wszystko było w naszych rękach, nie wolno nam ich opuszczać. ” (cytat oryg.).
Nie sposób nie zauważyć, że język powyższego wpisu (dokonanego przez byłego attaché kulturalnego i dyrektora Instytutu Polskiego w Sztokholmie, odznaczonego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski) prawie niczym nie różni się od języka tzw. babci Kasi. Mam nadzieję, że jej niewątpliwy wpływ na stylistykę polskich poetów i tzw. intelektualistów doczeka się pewnego dnia wnikliwego studium.