Każdy czas stwarza swoje własne mity. Niedorzecznym mitem naszego czasu jest idea, by pracować na konto przyszłych pokoleń, aby żyć oszczędniej i ekologiczniej po to, by przyszłe pokolenia zastały świat wygodniejszy, lepszy i bezpieczniejszy. Nie trzeba być tytanem intelektu, by rozumieć, że jest to absurdalne – wszyscy musimy mierzyć się z taką rzeczywistością, w jakiej przyszło nam żyć. Zmierzyć się z nią taką, jaka ona jest. Nie wybiegamy poza nią, nie możemy jej antycypować. Pojawiamy się w niej pewnego dnia, bez naszej chęci czy woli, i musimy w niej egzystować, bez względu na to, czy podoba nam się czy też nie i czy nasi poprzednicy myśleli o nas czy też wcale nie brali tego pod uwagę.
Nawoływanie, by pracować nad lepszym życiem przyszłych pokoleń jest bezsensowne. Żadne pokolenie nie pracuje na dobro przyszłych pokoleń. Z trudem budujemy swoje własne życie, z trudem walczymy o przetrwanie, o swoje własne wygody czy bezpieczeństwo. To nie my formujemy rzeczywistość – to rzeczywistość formuje nas. Zawsze. Żadne pokolenie nie jest w stanie przyszłym pokoleniom czegokolwiek ułatwić czy cokolwiek za nie zrobić. Bo i nie może tego uczynić. Tak samo jak nie możemy za kogoś przeżyć jego życia. Możemy tylko, lepiej czy gorzej, mądrzej czy głupiej, wygodniej czy w trudzie, przeżyć swoje własne życie. Każde przychodzące pokolenie zastaje pewną sytuację, określone warunki, i musi się w tym znaleźć. I przyszłe pokolenia, te, które pojawią się po nas, znajdą się w identycznej sytuacji – zostaną wrzucone w pewien status quo i będą musiały sobie z tym poradzić. Jedyne, co możemy zrobić dla przyszłych pokoleń, to powołać je na świat. Nic ponadto.