Parta, Konstantyn XI i Palamas

Konstantyn XI Paleolog. Ostatni władca Cesarstwa Bizantyńskiego. Zginął walcząc u boku swych żołnierzy, kiedy miasto padało pod naporem Osmanów. Jego ciała podobno nigdy nie odnaleziono i być może to sprawiło, że postać tego cesarza obrosła tyloma legendami. Jedna z nich głosi, że to Anioł Pański uniósł ciało cesarza z pola bitwy, zamienił je w marmur i ukrył w podziemnych tunelach pod Złotą Bramą. Cesarz ma tam spoczywać do czasu, aż przebudzi go Boży wysłannik, by poprowadził chrześcijan do walki przeciw muzułmanom i przepędził ich z Nowego Rzymu. Turcy zdaje się również wierzyli w tę opowieść. Po zajęciu Konstantynopola wielokrotnie przeszukiwali Złotą Bramę i chociaż niczego nie znaleźli, nakazali ją zamurowć. Do dziś pozostaje zamurowana. 

Legenda o cesarzu, który zmartwychwstanie, by przywrócić chrześcijanom Konstantynopol nigdy nie umarła. Z oczywistych powodów szczególnie żywa jest wśród Greków. Kostis Palamas, jednego z największych poetów Grecji nowożytnej, nawiązał do niej w poemacie „Królewski flet”, opublikowanym w 1910 r.:

Ze snów marmurowych królem się obudzę,
Z mego mistycznego grobowca powstanę,
By w Złotej Bramie mur otworzyć na oścież
I zwyciężyć kalifów i carów.

Kostis Palamas zmarł w 1943 roku, a jego pogrzeb stał się manifestacją patriotyzmu. W ostatniej drodze towarzyszyły mu tysiące osób śpiewając hymn narodowy – mimo obecności niemieckiego okupanta. Dom rodziny Palamasa w Patrze znajduje się przy ulicy Korintos i przetrwał do dziś. Gdy Palamasowie opuścili Patrę, wynajęła go włoska rodzina Serao. Ten dom miał swoje literackie koniunkcje. Tam bowiem urodziła się także pisarka i dziennikarka Matilde Serao, pierwsza w historii Włoch kobieta, która założyła i prowadziła własną gazetę. Obecnie mieści się w nim Instytut Kostisa Palamasa. Jest to jednopiętrowy, biały budynek z podcieniami, położony bardzo blisko skweru z fontanną króla George I, mniej więcej w środku długiej ulicy Korintos, równoległej do Agiou Andreou.

Do Patry dotarliśmy w samo południe, słoneczne i gorące, ale na zwiedzanie jej nie mogliśmy przeznaczyć wiele czasu. Tego dnia czekało nas jeszcze sporo drogi, a to znaczyło, że nie zdołam odwiedzić domu Palamasa, choć solennie przyrzekałem to sobie przed wyjazdem. No cóż, może kiedyś, w jakiejś innej rzeczywistości, w jakimś innym świecie, może wtedy, gdy Boży wysłannik przebudzi ostatniego cesarza i przebudzimy się wszyscy …