Ona

Tego dnia pisało mi się wyjątkowo sprawnie, może pogoda, dobre ciśnienie, nastrój, tak czy owak chemia była mi życzliwa. Słowa pojawiały się same, bez kaprysów i ociągań, zdania miały przyjemną talię i zgrabne nogi. Tego dnia naprawdę czułem, że mogę zrobić kawał roboty. Siedziałem przy oknie wychodzącym na dachy, słońce, na biurku pootwierane książki, fiszki i notatki, herbata, nawet papierosów miałem pod dostatkiem.

Wtedy pojawiła się Ona. Wyglądała na zwykłą, najpospolitszą muchę, ale coś było wyraźnie nie tak. Najpierw usiadła na maszynie do pisania, by zwrócić moją uwagę, potem natrętnie krążyła dookoła kartki papieru, odwracała moją uwagę i dekoncentrowała, a kiedy już zainteresowałem się nią dostatecznie, zmieniła taktykę. Teraz wyraźnie chciała mi coś powiedzieć. Nagle usiadła na otwartej książce, przebiegała ją szybko, jakby czegoś szukając, aż wreszcie znieruchomiała. Gdy zatrzymałem wzrok na tekście spostrzegłem, że siedzi na słowie „księżniczka”. Odganiałem ją, lecz uparcie powracała w to samo miejsce, jakby chciała mi coś przekazać, coś wyjaśnić albo podpowiedzieć.

Gdy zacząłem udawać, że nie zwracam na nią uwagi, przelatywała mi niemal przed nosem, siadała we włosach, robiła wszystko, abym znów ją zauważył, a gdy dopięła swego ponownie sfrunęła na tę samą stronę i znów precyzyjnie wylądowała na słowie „księżniczka”. Gdy głośno wymówiłem słowo „księżniczka” przeniosła się na inne. Tym razem, wyobraź sobie, wybrała słowo „zaklęcie”. Nie wiem, co ty byś pomyślał. Ja pomyślałem tylko jedno – że zwariowałem …