Sybirak

Roman Sanguszko zwany „Sybirakiem”. W młodości służył w straży przybocznej cara Aleksandra I, a jednak w listopadzie 1831 wziął udział w powstaniu, być może świadomie szukając śmierci, po nagłym zgonie jego ukochanej żony. Nie zginął, dostał się do ruskiej niewoli, a na pytanie o motywy przystąpienia do powstania odparł dumnie: „Z przekonania”. To powiedzenie stało się później dewizą jego rodu. Był wojskowym, poddanym cara, a więc według ruskich praw była to zdrada i karą za nią mogła być tylko śmierć. Dzięki wstawiennictwu znanych przyjaciół i sutym łapówkom rodziny zamieniono mu wyrok śmierci na zesłanie. Panujący wówczas car Mikołaj I zaostrzył jednak karę nakazując, by szedł na zesłanie piechotą i w kajdanach. Jak czytamy w pamiętnikach matki Romana, Klementyny, syna ogołocono „ze wszystkiego, posuwając barbarzyństwo do tego stopnia, że mu zerwano z szyi pamiątki po żonie, które zawsze nosił. Ubrany w ohydny strój aresztancki, prawie zupełnie pozbawiony pożywienia, zmuszony był odbywać podróż z katorżnikami, tj. ze skazańcami najcięższej kategorii. «Partie» (tak zwą oddziały tych nieszczęśliwych osiedleńców) traktowane są znacznie gorzej, niż posieleńcy. Posieleńcy to prawie wyłącznie Polacy, którymi rząd chce zaludnić sybirskie pustynie; katorżnicy – to zbiorowisko zbrodniarzy rosyjskich, wśród których Moskale wloką bohaterów polskich, przeznaczonych do ciężkich robót, tych właśnie, którzy dali największe dowody poświęcenia dla sprawy naszej niepodległości”. Dumny polski magnat szedł więc aż do podnóża gór Uralu, do Permu, w grupie zwykłych skazańców, brudny i zawszony, ale – aby dopełnić obrazu ironii – jego służący wiózł za nim jego pieniądze i odzież.