Nie cierpię, kiedy śpi. Ten bezwład, to ciało istniejące tylko samo dla siebie, egoistyczne, zamknięte, obce. Gdy zasypia, mój świat kurczy się i maleje. Zasypiając okrada mnie ze swojej obecności. Nie umiem powstrzymać się, by nie budzić go na tysiące sposobów, dotykać go, puszczać głośniej muzykę, całować, głaskać, sprzątać … Jest wówczas zły, ale jest znów ze mną. Bogowie nie powinni spać. Gdy śpią przestają być bogami, stają się gliną, sypkim piaskiem, mułem rzecznym, nicością. Nienawidzę, gdy śpi, nienawidzę tego spokoju, spokoju śmierci, odległości, tych marzeń, do których nie mam dostępu, światów do których nie mogę wejść, które zostawiają mnie na zewnątrz i skazują na samotność.