Owoc umiarkowanej strefy

Zastanawiałem się w czasie moich tegorocznych greckich wakacji, czy dałbym radę tam pisać. Mimo połowy września temperatura ani jednego dnia nie spadła poniżej trzydziestu stopni. Było słonecznie, w pochmurniejsze dni szalenie parno. Dało się leżeć na plaży, prowadzić samochód, pić zimne Mythos albo raki melo w nadbrzeżnej knajpie, zdobyliśmy się nawet na wędrowkę po górach, wyczyn tyleż heroiczny, co głupi, owszem, przychodziły mi do głowy jakieś frazy, które mogły przeistoczyć się w wiersze, choć nie stały się nimi nigdy … Ale czy mogłem pisać? Nie, nie byłem w stanie spłodzić choćby kilku linijek tekstu, poprzestawałem na krótkich, stenograficznych zapiskach, daty, nazwy, jakaś myśl, nic ponadto. Możliwe, że miał rację ten, kto powiedział, że literatura jest owocem, który w miarę dobrze rośnie jedynie w umiarkowanej strefie klimatycznej.