Uczucia

Zdumiewało mnie zawsze, że pewne istoty, poziomem intelektualnym niewiele różniące się od kleszcza, zdolne są do przeżywania uczuć, zwłaszcza tych o najprymitywniejszym odcieniu, jak zazdrość czy nienawiść, i że uczucia te, opanowując je, uzyskują natężenia tysięcy wolt. Skąd to zdumienie? Czy dlatego, że uczucia, kretyńsko sprowadzone przez nas do wspólnego mianownika, przywykliśmy łączyć z czymś pięknym, dobrym i godnym szacunku? Błąd. Parafrazując myśl Goyi można powiedzieć, że tam, gdzie śpi intelekt, rodzi się tragedia. Zdolność do intensywnego przeżywania uczuć nie jest oznaką czystości czy, tym bardziej, szlachetności charakteru, lecz braku rozumu. Czyste emocje nie są niczym innym jak twarzą diabła w nas samych.

Najlepsze tragedie można byłoby napisać podglądając życie dzikich zwierząt. Wspaniała sceneria, ani cienia rozumu, tylko wszechwładne, niszczące, drapieżne, skłębione emocje. Zapewne z tego właśnie powodu nigdy nie zdołałem przeczytać do końca Germinal Zoli. Nieznośne w tragedii jest to, że degraduje człowieczeństwo. Obserwuje się jedynie marionetki, które na nic nie mają wpływu i o niczym nie stanowią.

Tym, co nas chroni przed samounicestwieniem jest intelekt. Jeszcze jedna idea pedagogiki współczesnej – ta, która gloryfikuje uczucia, każe szczycić się nimi i uzewnętrzniać przy każdej okazji – w prostej drodze do śmietnika.