Dramat

99 procent z tych spraw, którymi zamartwiamy się, nie wydarzają się nigdy. A pozostały jeden procent, czyli to, co się jednak wydarza, ma zwykle całkiem inny przebieg niż ten, który przewidywaliśmy. I nawet nie w połowie tak dramatyczny. Ale my kochamy dramat, kochamy uczucia, te zjawiska atmosferyczne naszej psychiki. Bez dramatu czulibyśmy się niespełnieni i żałośnie ubodzy. Dramat nadaje sens nawet najnędzniejszej egzystencji. Zapewne dlatego, gdy brakuje dramatu w naszym życiu, wymyślamy go sami.

Uczucia i miary

Och, ta nasza kłamliwa pasja, by w oczach innych uchodzić za szlachetnych! Usłyszałem niedawno zwrot: równo dzielę moje uczucia między moje dzieci. Miałem ochotę zapytać, jak dzieli się równo uczucia? Jaką miarę stosuje się przy dzieleniu uczuć? Centymetry czy stopy angielskie, kwarty czy uncje, decylitry czy mililitry, gramy, a może centymetry kwadratowe lub sześcienne? Zwykliśmy mówić o uczuciach, że mogą być gwałtowne, namiętne, dojrzałe, destrukcyjne, wielkie, etcetera, ale wszystkie te przymiotniki, określające nasze stany, choć można je stopniować, są w gruncie rzeczy niepomierzalne. Można mówić o natężeniu uczuć. Nie da się natomiast ich mierzyć, a tym bardziej dzielić równo. Uczucia nie podlegają żadnym miarom, nie mają żadnego wzorca opartego o stałą Plancka, jak kilogram.

Uczucia

Człowiek gotów popaść w prawdziwą rozpacz, ilekroć u tych, których uważa za bliskich, zamiast zrozumienia i serdecznej pomocy, natrafia na zimne i przenikliwe analizy swoich poglądów i postępków – podstawą naszych związków z innymi ludźmi nie jest bowiem intelekt, lecz uczucia. Nawet w sytuacjach kryzysowych, gdy potrzebujemy pomocy głównie ze strony chłodnego, analitycznego intelektu, chętniej zwracamy się w stronę uczuć, choć ich zdolność w niesieniu nam konkretnej pomocy jest żadna lub nieznaczna. Uczucia są prymarne. Intelekt jest wciąż tylko gadżetem.

Mózg

Podobno z samej siatkówki naszego oka przesyłanych jest do mózgu aż 10 milionów bitów danych na sekundę. Prawie niewyobrażalna ilość informacji. Powstaje pytanie, co dzieje się z naszym mózgiem, gdy przerywamy czy całkowicie blokujemy tę transmisję? Otóż, doświadczenia w komorze deprywacyjnej potwierdzają, że nasz mózg, odcięty od jakichkolwiek bodźców, zaczyna je wymyślać i produkować: pojawiają się geometryczne wzory, rozbłyski światła, czujemy swędzenie na skórze, słyszymy szum nieistniejących fal, słyszymy fragmenty jakichś melodii, napływają strzępy wspomnień, obrazy całkiem abstrakcyjne. Nie jest wykluczone, że mózg osoby uzależnionej od hazardu, na podobnej czy zgoła tej samej zasadzie, fabrykuje intensywne marzenia o graniu, a mózg osoby zakochanej fabrykuje obrazy związane z obiektem uczuć. Mózg nie śpi nigdy.

Efekt utopionych kosztów

Tzw. „efekt utopionych kosztów”, chętnie i zwykle stosowany w odniesieniu do sytuacji stricte ekonomicznych, w identyczny sposób przejawia się także w sferze uczuć. Tak naprawdę cenimy tylko te uczucia, w które solidnie zainwestowaliśmy. Nie potrafimy cenić uczuć, które nie kosztują nas nic albo niewiele. Z takich uczuć rezygnujemy też bez żalu.

Germinal

Wszędzie tam, gdzie rządzą tylko i wyłącznie uczucia, w powietrzu unosi się tragedia. Zawsze zdumiewał mnie, drzemiący w duszach zdawałoby się zwyczajnych, prostych ludzi, przerażający potencjał uczuć, uczuć rozpalonych do czerwoności, dusznych i niszczących, ślepych jak huragan lub wybuch wulkanu. Doskonałym tego przykładem w literaturze jest Germinal Zoli. To epopeja o straszliwej sile emocjonalnych wyładowań.

Uczucia

Zdumiewało mnie zawsze, że pewne istoty, poziomem intelektualnym niewiele różniące się od kleszcza, zdolne są do przeżywania uczuć, zwłaszcza tych o najprymitywniejszym odcieniu, jak zazdrość czy nienawiść, i że uczucia te, opanowując je, uzyskują natężenia tysięcy wolt. Skąd to zdumienie? Czy dlatego, że uczucia, kretyńsko sprowadzone przez nas do wspólnego mianownika, przywykliśmy łączyć z czymś pięknym, dobrym i godnym szacunku? Błąd. Parafrazując myśl Goyi można powiedzieć, że tam, gdzie śpi intelekt, rodzi się tragedia. Zdolność do intensywnego przeżywania uczuć nie jest oznaką czystości czy, tym bardziej, szlachetności charakteru, lecz braku rozumu. Czyste emocje nie są niczym innym jak twarzą diabła w nas samych.

Najlepsze tragedie można byłoby napisać podglądając życie dzikich zwierząt. Wspaniała sceneria, ani cienia rozumu, tylko wszechwładne, niszczące, drapieżne, skłębione emocje. Zapewne z tego właśnie powodu nigdy nie zdołałem przeczytać do końca Germinal Zoli. Nieznośne w tragedii jest to, że degraduje człowieczeństwo. Obserwuje się jedynie marionetki, które na nic nie mają wpływu i o niczym nie stanowią.

Tym, co nas chroni przed samounicestwieniem jest intelekt. Jeszcze jedna idea pedagogiki współczesnej – ta, która gloryfikuje uczucia, każe szczycić się nimi i uzewnętrzniać przy każdej okazji – w prostej drodze do śmietnika.