Nawet jeżeli brzmi to banalnie: nie ma żadnej waluty, którymi moglibyśmy zapłacić za zaspokojenie naszych najprawdziwszych, czyli duchowych potrzeb. Duchowe potrzeby nie podlegają zasadzie kupna. Za pieniądze możemy nabyć tylko to, co zewnętrzne, co nie nasze i co nigdy nasze nie będzie.
Miesiąc: listopad 2018
Dwa cytaty
Dwa cytaty z „Dziennika” braci Goncourt: Rozglądam się po moim salonie i myślę sobie, że człowiek nie rodzi się ze smakiem, ale go się uczy. Smak wymaga edukacji i ćwiczenia, to dobry nawyk; mój odźwierny podziwia ordynarne złocenia, prostackie formy, krzykliwe kolory – i ja miałbym wierzyć, że piękno jest czymś absolutnym, a doskonałe twory inteligencji są w zasięgu wszystkich?
Berlin wygląda jak koszary zbudowane w Ameryce. Ulice pod sznur; pałace mają kamienne hełmy, posągi na mostach wzywają do bohaterskich czynów. Położony pośrodku płaskiej i jałowej równiny wydaje się przy tym szkołą wojskową na jakimś Polu Marsowym, przykrytą trójgraniastym kapeluszem Fryderyka.
Czekając na pociąg
Nasza sąsiadka jest obecnie osobą starą i samotną. Nie zawsze była stara, ale zawsze była samotna. Nie wiemy o niej prawie nic, choć mieszkamy wspólnie w tym samym domu, my piętro niżej, prawie dwadzieścia lat. Jakiś zdawkowe pozdrowienia wymieniane, gdy zmuszeni byliśmy minąć się na schodach, banalne uwagi na temat pogody, nic ponadto. Zwykle przemykała się chyłkiem i śpiesznie, cicha i bezosobowa jak cień. Nigdy nie przejawiała ochoty, by nawiązać jakiś kontakt, nigdy nie porozmawialiśmy dłużej niż kilka minut i nigdy o niczym takim, czemu te kilka minut warto byłoby poświęcić. W zeszłym roku po raz pierwszy zapukała do naszych drzwi. Był koniec miesiąca, chciała płacić rachunki, a jej komputer przestał działać. Zdumiał mnie niewyobrażalny bałagan w jej niewielkim mieszkaniu na poddaszu. Potem wielokrotnie obserwowaliśmy ją w dość szczególnych sytuacjach: już od rana przesiadywała samotnie, coraz bardziej zaniedbana i apatyczna, na ławce w pobliskiej galerii handlowej, czasem siedziała tam jeszcze i wieczorem, pewnego dnia mijając samochodem hotel Radisson spostrzegłem ze zdumieniem, że wybiera niedopałki z dużej popielniczki ustawionej przed jego wejściem. Całkiem niedawno, późną wieczorną porą, zapukała do naszych drzwi ponownie. Tym razem chciała pożyczyć tabletkę od bólu głowy. Była zgarbiona, niechlujna, miała pusty wzrok i trzęsące się ręce, które chowała wstydliwie za plecami. Jej twarz wygląda niczym odbita w zagłębieniu łyżki. W zeszły piątek nasz sąsiad z piętra spotkał ją siedzącą na schodach przed wejściem do naszego domu. Była ubrana jak do podróży, a obok niej stała ogromna walizka. Wyjaśniła mu, że wyjeżdża i czeka właśnie na pociąg, ale ma jeszcze czas, specjalnie wyszła z domu znacznie wcześniej, żeby się nie spóźnić. Nie reagowała, gdy próbował jej powiedzieć, że pociągi nie kursują po naszej ulicy. Gdy wracał po kilku godzinach, wciąż jeszcze siedziała w tym samym miejscu czekając na pociąg. Inny sąsiad, widząc, że zapada zmrok i robi się coraz zimniej, zadzwonił po ambulans. Zabrano ją. Podobno jej walizka była tak ciężka, jakby wypełniona była kamieniami.
Dopamina
Naukowcy są coraz bardziej przekonani, że ośrodek nagrody w mózgu, odpowiedzialny za uzależnienia, aktywują nie tylko takie przyjemności jak miłość, narkotyki, alkohol, seks, hazard czy słodycze, ale również i religijne rytuały. Religia kwestią dopaminy. Myśl bardzo nęcąca. I może wcale nie tak szalona.
***
Dopamina pomaga nam żyć i przeżyć. Jest ważna i pożyteczna, ale tylko wówczas, gdy jej wydzielanie się pozostaje pod przynajmniej jako taką kontrolą. I tu zaczyna się problem. Smaczny obiad odpowiada podobno za 50% wzrost wydzielania się dopaminy, zapalenie papierosa zwiększa to wydzielanie już o ponad 200%, a amfetamina aż o 1000%! Jak tu więc, do diabła, zapanować nad chęcią powtórzenia tak przyjemnych (z punktu widzenia mózgu) czynności?
Islam
Interesujące spostrzeżenie: uczestniczenie we władzy nie jest muzułmanom do niczego potrzebne, ponieważ islamska doktryna wpaja im od dziecka, że prawo pochodzi nie od człowieka, lecz od Boga i jedyną dopuszczalną ludzką władzą jest władza wykonawcza — ograniczająca się jedynie do wcielania w życie boskich praw i nakazów. Taką retorykę stosuje się we wszystkich meczetach, również tych, które uznawane są za normalne i nie propagujące idei fundamentalistycznych. Ani tradycyjni politycy ani zachodni ustrój polityczny nie są w tym przypadku w ogóle potrzebni. Kalif wystarczy w zupełności. Ta religia jest tak anachroniczna, że jej istnienie można wyjaśniać tylko przez fakt istnienia fenomenu określanego mianem debilizmu.
Rozrywka
Sport jest wszechobecny. Cieknie ze środków masowego przekazu niczym brudna woda z popsutej toalety, dwadzieścia cztery godziny na dobę, jak rok długi. Powód jest banalny i oczywisty – używanie rozumu jest procesem bardzo bolesnym, a sport szczęśliwie nie wymaga używania rozumu. Odwołuje się jedynie do emocji. Prostych. Najprostszych. Jest przy tym znakomitym ćwiczeniem w bezmyślności, co wszystkie rządy i rządzący, kiedyś i dzisiaj, witają jeśli nie z entuzjazmem, to przynajmniej z cichą aprobatą. Kwalifikuje się go jako rozrywkę. Muszę przyznać, że jest to interesujący rodzaj rozrywki. Nie szykuję tu żadnej aluzji do słynnej wojny futbolowej. Mam na myśli bez porównania skromniejszy incydent podczas prowincjonalnego meczu piłkarskiego w Maranhao w Brazylii. Josemir dos Santos Abreu, gracz jednej z drużyn, po otrzymaniu czerwonej kartki, nie panując nad wściekłością uderzył sędziego. W odpowiedzi sędzia wyjął nóż i przypadkiem zadał graczowi śmiertelny cios. W kilka chwil potem został ukamieniowany i poćwiartowany przez rozwścieczonych kibiców i rodzinę Josemira. Odciętą głowę arbitra zatknięto na palu wbitym w sam środek boiska. Należy się spodziewać, że ulamaliztli zostanie już wkrótce oficjalnie ogłoszone sportem, czyli rozrywką.
Familja
Antoinette Sophie-Victoire Delaborde wyszła za mąż za kapitana Maurice Francois Dupin. Jej ojciec był właścicielem jakiejś podrzednej sali bilardowej, a także ulicznym sprzedawcą kanarków i szczygłów. Antoinette dorastała w biedzie, zarabiając na swoje utrzymanie uprawianiem prostytucji. Po poślubieniu kapitana Dupin urodziła córkę, której nadano imię Aurora. Była to przyszła pisarka George Sand. Córka George Sand, piękna Solange Clésinger, zdolna uczennica Chopina, stała się potem jedną z najbardziej znanych kurtyzan Europy.
György Dózsa
György Dózsa. Przywódca powstania ludowego na Węgrzech i w Siemiogrodzie w 1514 roku. Po upadku powstania został pojmany, skazany i poddany karze, która była bodaj najokrutniejszą egzekucją XVI w. Dózsę posadzono na żelaznym tronie. Pod tronem płonął ogień, na głowę skazańca włożono rozpaloną do czerwoności koronę, a do ręki wciśnięto rozgrzane berło. Kaci powoli szarpali jego ciało gorącymi szczypcami. Nie był to koniec jego męki. Na miejsce kaźni sprowadzono jego podwładnych i brata, każąc im gryźć i zjadać jego ciało. Odmowa kończyła się poćwiartowaniem na oczach pozostałych. W ten sposób skończył życie brat Dózsy, a pozostali, ci, którzy wykonali rozkaz, zostali puszczeni wolno. Upieczony żywcem i pożarty przywódca wreszcie zmarł. Reżyserem tego makabrycznego spektaklu był Jan Zápolya, wojewoda siedmiogrodzki i przyszły król Węgier, brat Barbary Zapolyi – żony Zygmunta Starego i królowej Polski.
Absurdy z krainy Muminków
Malmö, miasteczko z krainy Muminków, jest bardzo biedne. Rocznie otrzymuje ze strony państwa 5 miliardów koron zapomogi, ale suma ta nie wystarcza i rośnie z roku na rok. „Expressen”, pisemko wydawane przez Muminki, poinformowało wczoraj, że w mieście żyje już ponad 1300 bezdomnych dzieci, czyli małych Muminków, co jest skandaliczne, bo duże Muminki niczego nie kochają tak bardzo jak małych Muminków i opowiadają wszystkim i zawsze, że małe Muminki mają w ich świecie tak dobrze jak nigdzie indziej i że kraina Muminków jest dla małych Muminków prawdziwym rajem. Ciężko jest więc w Malmö, biednym miasteczku z krainy Muminków, ale optymistyczne jest to, że władze socjalne nie poddają się i robią, co mogą. Ostatnio, w szczytnym celu sprowadzenia na dobrą drogę dwóch młodych Muminków-kryminalistów, członków tutejszych gangów, wynajęły dla nich piękne, pięciopokojowe mieszkanie, całe 180 metrów kwadratowych, położone dokładnie w centrum, mieszkanie z kominkiem i wygodami, tudzież pełnym utrzymaniem i codziennym sprzątaniem, żeby tylko nic nie przeszkadzało tym młodym i zdolnym Muminkom-kryminalistom w ich codziennych, bardzo niebezpiecznych i ryzykownych zajęciach. Dotychczas władze socjalne, czyli Muminki-podatnicy zapłacili za ten ekskluzywny program 70 milionów koron, a niegrzeczne Muminki-kryminaliści urządziły w tym wytwornym mieszkaniu magazyn, gdzie bezpiecznie przechowują materiały wybuchowe i kokainę.
Dobrze, że w Polsce do tego nie dojdzie, bo Platforma Obywatelska zapowiada, że w razie wygrania wyborów odbierze polskim dzieciom, czyli Muminkom-kryminalistom, to wstrętne 500+, za które ich nieodpowiedzialni rodzice kupują tylko alkohol i sztuczne ognie.
P.s. Wybory w krainie Muminków wciąż kompletnie nierozstrzygnięte, a Buka straszy bardzo rozkosznie. Mamy dużo zabawy.
Giotto
Giotto. Jego fresk ze scenami z życia św. Michaliny. Zachwyt Vasariego, uważa, że jest to jeden z najpiękniejszych obrazów, jakie Giotto kiedykolwiek namalował: Układ szat i wdzięk, i żywość głów są tam wspaniałe. Widzimy tam młodą żonę (piękną tak, jak tylko kobieta piękna być potrafi), która, aby się obronić przed oszczerstwem cudzołóstwa, wspaniałym ruchem przysięga na księgę, mając oczy utkwione w oczach męża. Zmusił on ją do przysięgi przez nieufność, gdyż urodziła czarnego syna, co do którego w żaden sposób nie mógł uwierzyć, aby był jego. Ona zaś, choć mąż objawia gniew i niewiarę na twarzy, wyrazem czoła i oczu, jakże uporczywie wpatrujących się w niego, okazuje swoją niewinność i nieświadomość, i krzywdę, którą jej mąż czyni.
Trzy porządki
Jońska kolumna jest smukła. Jest w niej siła, ale i delikatność. W kolumnie doryckiej jest surowa ociężałość i dostojeństwo, natomiast brak jej wdzięku. Kolumna koryncka to imperialne rokoko – nic dziwnego, że kochali się w niej Rzymianie.
Humanizm
Sàndor Màrai: Czym jest humanizm? Ludzką miarą. Uznaniem, że miarą jest jednostka ludzka. Że to ona nadaje sens rozwojowi. (Jeśli w ogóle istnieje coś takiego jak rozwój i jeśli w ogóle jest możliwe, by człowiek zapanował nad instynktami, które przyniósł ze sobą z jaskini). Postawą człowieka, który nie żywi nadziei, że otrzyma nadprzyrodzone odpowiedzi na problem śmierci, i nie oczekuje rozwiązania swoich ziemskich problemów od nieziemskich potęg.
4 myśli
Odgadywać to wszystko z czego innym nie pozwala zwierzyć się duma? Jakież to uciążliwe i męczące … I niepotrzebne.
***
Czy interesuje mnie nauka, jej odkrycia? Z całą pewnością, choć przyznaję, że jest to szalenie „nienaukowe” zainteresowanie. Tezy nauki zajmują mnie, przyciągają moją uwagę tylko o tyle, o ile zdolne są poruszyć moją wyobraźnię lub wzbogacić moje własne, artystyczne wizje. To, czy są prawdziwe, czy nie, jest mi doskonale obojętne.
***
Duma z naszego człowieczeństwa jest być może jedynym skutecznym lekarstwem w chorobie zwanej zwątpieniem czy poczuciem absurdu. Ale właśnie to lekarstwo jest coraz skuteczniej wycofywane ze wszystkich naszych aptek.
***
Należy nabywać myśli, a nie sprzęty. Nabywamy jednak sprzęty, a nie myśli. Dlaczego? Bo jesteśmy przekonani, że myśli mamy za darmo.
Cold War
Cold War, Pawła Pawlikowskiego. Dobry, dobrze zagrany film z absolutnie mylącym i nieadekwatnym tytułem. Wbrew pozorom nie jest to wcale opowieść o mrocznych czasach zimnej wojny. Ta historia mogła wydarzyć się pod każdym niebem, w każdym ustroju i w każdym czasie. Jest to opowieść o namiętności, o opętaniu, o pięknej, ale i strasznej sile uczuć. Cold War, zimna wojna, tło jest tu całkowicie bez znaczenia. Równie dobrze mógłby to być okres międzywojenny lub Aleksandria Kleopatry i Antoniusza.
Porfir
Porfir. Zafascynował mnie ten kamień, gdy przeczytałem gdzieś dawno temu, że jedyna w starożytnym świecie kopalnia tego surowca należała podobno do Kleopatry Wielkiej. Porfir. Purpurowy kamień pokryty delikatnymi białymi kryształkami. Zarezerwowany wyłącznie dla cesarzy i władców. Tajemniczy, egzotyczny, imperialny. Pliniusz Starszy zapewniał chełpliwie, że do odkrycia tego kamienia doszło w 18 roku n.e. a odkrywcą był Caius Cominius Leugas, rzymski legionista. Obecnie wiemy już, że mylił się albo kłamał. Odkrycia dokonano wcześniej. Zasoby porfiru znajdowały się na Pustyni Wschodniej, prawie na szczycie 1600 metrowej góry, nazywanej przez Rzymian Górą Porfirową,a przez Arabów Zadymioną Górą, Gebel Dokham, blisko dzisiejszej Hurghady. Masowe wydobywanie porfiru z tego miejsca zaczęło się jednak dopiero za panowania cesarza Klaudiusza, bijąc rekordy w okresie od rządów Trajana po panowanie Dioklecjana. Ten okres był złotym wiekiem porfiru. Używano go tylko i wyłącznie do dekoracji budynków użyteczności publicznej i pałaców cesarskich. Najbardziej reprezentacyjne części cesarskich pałaców Dioklecjana i Konstantyna pokrywał porfir, a także w salach przyjęć porfirem zaznaczone były koła – miejsce, gdzie ambasadorowie padali na kolana przed cesarzem. Porfir jako symboliczny kamień towarzyszył władcom także w ich ostatniej drodze: prochy Nerona przechowywano w porfirowej urnie, cesarz Hadrian zlecił wykonanie swego olbrzymiego sarkofagu również z porfiru, cesarz Septymiusz Sewer, chcąc być pewnym cesarskiego pogrzebu, na wypadek śmierci podczas bitwy, zabrał swą porfirową urnę do Brytanii. Przydała się. Tam też zmarł. Choć nie na polu bitwy, lecz na podagrę. Najbardziej znane „porfirowe” dzieła to wnętrze Panteonu, słynna kolumna Konstantyna w Konstantynopolu, niegdyś 50 metrowa, istniejąca do dziś, porfirowe partie Hagia Sofia, Porfirowa Komnata, wyłożona nim od podłogi aż po sufit w Wielkim Pałacu w Konstantynopolu, kolumny świątyni w Syryjskim Heliopolis (obecnie Baalbek).
Ostatni raz wydobywano Cesarski Porfir około 330 roku n.e. Później kamieniołomy zostały opuszczone ze względu na trudności z dostępem do nich oraz transportowaniem wydobytego już porfiru. Po roku 600 n.e. Bizancjum utraciło kontrolę nad Egiptem na rzecz rosnącego w siłę islamu. Od tego momentu kamień ten stał się surowcem jeszcze bardziej cennym i poszukiwanym. W setki lat później Napoleon Bonaparte zamarzył sobie porfirowy grobowiec, chcąc w ten sposób podkreślić, że jest prawym potomkiem rzymskich cesarzy. W czasie jego ekspedycji do Egiptu usilnie i daremnie poszukiwano Porfirowej Góry. Dawny kamieniołom na Porfirowej Górze odkrył ponownie Sir John Wilkinson, prezydent Royal Geographic Society. Miało to miejsce w roku 1823, dwa lata po śmierci Napoleona.
Piękna śmierć
George Sand opisująca śmierć swojej matki, Antoinette Sophie-Victoire, która po zwykłej przejażdżce po Polach Elizejskich, po powrocie do domu udała się do buduaru, usiadła przed lustrem i umarła przyglądając się w nim. Piękna śmierć.
Goncourt
Goncourt: Myśl upierająca się przy jednej rzeczy to smutek.
Somma
Somma. Miejsce, gdzie przez 141 dni co godzinę ginęło 384 młodych Europejczyków. Co godzinę – spróbujmy to sobie wyobrazić. Tylko współczesne rzeźnie są być może równie efektywne.
Oikoumene
W 330 r. Konstantyn Wielki ogłosił za swoją nową siedzibę dawną grecką kolonię nad Bosforem – Byzantion. Miasto, od jego imienia, nazwano Konstantynopolem. Kiedy w 395 roku Teodozjusz Wielki podzielił imperium między swoich synów, starszy Arkadiusz miał rezydować w Konstantynopolu, a młodszy Honoriusz w Rzymie. Zachowywano pozory jedności, ale w rzeczywistości drogi dwóch części państwa coraz bardziej się rozchodziły. Mimo upadku Zachodu w 476 r. Wschodnie Cesarstwo przetrwało jeszcze tysiąc lat, czyli aż do podboju tureckiego w 1453 r. Rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że mieszkańcy cesarstwa zawsze uważali się za Rzymian, a swoje imperium uznawali za rzymskie. Nazwa Bizancjum, którą tak chętnie posługujemy się określając wschodnie obszary imperium, została po raz pierwszy użyta dopiero w 1557 r., a więc ponad sto lat po upadku Konstantynopola. Mieszkańcy „Bizancjum” określali swój kraj terminem Oikoumene, czyli świat cywilizowany.
Posągi
Pliniusz wyraził to precyzyjnie: Greca res est nihil velare. At contra Romana ac militaris thoraces addere. Obyczajem greckim jest niczego nie zakrywać, rzymskim przywdziewać togę. Istotnie, posągi greckie przeważnie były nagie, rzymskie natomiast zwykle ubrane w togi lub zbroje. Rzymianie nie tworzyli nagich posągów.
Mozart
Ludwig Köppen, biograf Mozarta, w książce Śmierć Mozarta – Rozwiązana zagadka stara się dowieść, że Mozart umarł na skutek zatrucia rtęcią. Prócz nerek i płuc związek ten atakuje też mięśnie, powodując ich drżenie i wiotkość. Ostatnie ukończone fragmenty „Requiem” zdają się to potwierdzać – nuty na pięciolinii są krótkie i urywają się, jakby twórca nie miał już siły dociągnąć linii do końca. Wiadomo, że Mozart nabawił się syfilisu latem 1771 roku i potajemnie próbował zaradzić tej wstydliwej przypadłości. Chorobę weneryczną leczono w tamtych czasach tlenkiem rtęci i jest prawdopodobne, że kompozytor po prostu mógł przedawkować lek. Specyfik dostarczył choremu Mozartowi baron Gottfried van Swieten – mason, osoba z najbliższego otoczenia cesarza. Według barona za wszelką cenę należało zataić przed światem wstydliwy fakt śmierci geniusza na chorobę weneryczną.
Lucjusz Mummiusz
Konsul Lucjusz Mummiusz Achajski zapisał się w historii jako człowiek, który zrównał z ziemią Korynt. Mummiusz był typowym parweniuszem, homo novus, jak nazywano w Rzymie polityka, który jako pierwszy w swoim rodzie piastował wysoki urząd. Wellejusz Paterkulus przytacza zabawną historię mającą świadczyć o ograniczonej inteligencji pogromcy Greków: „Mummiusz natomiast był tak nieokrzesanym prostakiem, że gdy po zdobyciu Koryntu ogłosił przetarg na przewóz do Italii posągów i obrazów wykonanych rękoma najwybitniejszych mistrzów kazał zapowiedzieć kontrahentom, że w wypadku zniszczenia dzieł będą zmuszeni na ich miejsce zwrócić nowe”.
Sztuka grecka
Jakaż musiała być siła i wielkość antycznej sztuki greckiej, jeżeli jeszcze i w tysiąc lat później, w epoce nowożytnej była ona niemal niedoścignionym ideałem dla wszystkich ówczesnych twórców? Każdy z tych, których Giorgio Vasari wymienia w pierwszym tomie Żywotów, poczynając od Jana Cimabua, wzorował się na dziełach greckich. Po tysiącu lat barbarzyństwa i mroku, gdy człowiek znów powraca do sztuki, nie ma nikogo i niczego – poza genialnymi Grekami.
Przyroda
Ekolodzy, Zieloni, wszelkiej maści obrońcy przyrody wychodzą z naiwnego założenia, że z Przyrodą można negocjować, że można ją przekupić, można się jej podlizać, że będzie dla nas dobra, jeżeli tylko my będziemy grzeczni. Błąd. Przyroda wykreowała dziesiątki tysięcy najrozmaitszych gatunków, zarówno takich, które znamy, jak i takich o których nic nie wiemy i nie dowiemy się już nigdy. I niemal wszystkie one, poza dinozaurami i diplodokami, które – cierpiąc na obrzydliwy gigantyzm – produkowały koszmarne ilości metanu, były wyjątkowo grzeczne i pokorne, wstydliwie kryjąc się w swoich niszach. Wszystkie te gatunki podzieliły jednak dokładnie ten sam los. Przyroda nie zajmuje się nagradzaniem dobrych czy karaniem złych. Niszczy i jednych i drugich. To jedyne jej zadanie. Innego zresztą nie ma.
Miłość
Podobno, kiedy patrzymy na obraz zakochanego mózgu prześwietlonego skanerem fMRI, wygląda on jak pofałdowana szachownica. Obszary odpowiadające za namiętną miłość mieszczą się w 12 częściach mózgu, równomiernie rozłożonych po całej powierzchni. Miłość jako gra neuroprzekaźników rozgrywająca się w masie neuronów.
Stacja pocztowa
Jeszcze tylko półtora miesiąca i znów ta sama stacja pocztowa, gdzie, jak mawiał Byron, Los zmienia konie.
Trzy razy de Goncourt
Edmund i Juliusz de Goncourt, ”Dziennik”: Rzucam okiem na rodzinę narzeczonej, na matkę, braci, na nią samą. Straszne! Nakładają się na siebie, odpowiadają sobie, są niby seria modeli idiotyzmu w książce Esquirola; skóra w czerwonych smugach, skażona trądzikiem i blednicą; nosy ogromne, kretyńskie usta, policzki wydęte, oczy rozstawione, uciekające ku skroniom, jakby Pan Bóg ugodził ich pięścią u nasady nosa i tym ciosem ogłupił. A w tych oczach coś okropnego, nieruchomość i tępota bydlęca. Gatunek przy tym coraz większej ulegający degeneracji – jak w rodzinie błaznów upośledzonych, bękarcich, skarłowaciałych – aż po narzeczoną, która nieokreślonym spojrzeniem ogarnia zielone sukno wielkiego stołu i własną przyszłość, niczym krowa patrząca na przejeżdżający pociąg.
Kto dziś odważy się na taki opis? Kto użyłby takich słów? Walec politycznej poprawności rozjechał nas tak dokładnie i równo, że nie pozwalamy sobie nawet na to, by tak myśleć. A przecież takie czy podobne słowa, w podobnej sytuacji, często przychodzą nam na myśl. Jesteśmy dziś jak bezzębne hieny. W szczęśliwych czasach braci Goncourt hieny miały jeszcze zęby.
***
Niesłychanie trafna uwaga Edmunda de Goncourt odnośnie sztuki japońskiej. Japoński artysta potrafi z niewiarygodną precyzją oddać najdrobniejszy szczegół ze świata natury. Kwiat wiśni, żuraw brodzący w wodzie, poranna mgła, ryba w strumieniu czy słowik są prawdziwe i niepowtarzalne. Nic w przyrodzie nie umknie jego uwadze. Obserwuje ją jak kochankę, z czułością i wrażliwością. Twarz natomiast, jeśli to nie twarz teatralnie komiczna czy dramatyczna, zawsze jest hieratyczna: dwie szparki wyobrażają oczy, orle zgięcie nos, ustami są dwa płatki kwiatu. Celne spostrzeżenie. Japoński artysta nie „czyta” twarzy. Twarz niczego mu nie opowiada, twarz jest konwencją. Nie ma na niej uczuć. Uczucia mieszkają gdzieś indziej.
***
Edmund de Goncourt: Z całą tą blagą wokół Renana – wielkiego człowieka – należałoby wreszcie skończyć. Czy naprawdę ludzie nie widzą, że Flaubert bardziej zasługuje na honory, które oddaje się Renanowi; że spuścizna literacka powieściopisarza wzbogaca Francję w inny sposób niż spuścizna tego filozofującego rezonera, którego sława za dwadzieścia lat będzie bardzo problematyczna?
E. de Goncourt widział trzeźwo i wizjonersko. Renan nie istnieje. Flaubert wciąż istnieje i zachwyca.
Demokracja i pisarz
Demokracja jest grobem pisarstwa i pisarza. Bożyszczem demokracji jest pokraczna równość. Pisarz jako zjawisko wyjątkowe musi do żywego ranić każdego, kto wyznaje ten ideał. Pisarz zawsze wybija się ponad równość, a to jest już nie do zniesienia. Demokracji całkowicie wystarczy gazeta. Stąd, notabene, taka władza prasy w każdej demokracji.
Balzac
T. „Boy” Żeleński, „Obiad literacki”: Szczególne, jak Balzac balzakizował wszystko, co się o niego otarło: taka na przykład jego śmierć – czyż to nie czysty „balzak”? Natychmiast po zgonie pisarza wierzyciele szturmujący dom, wypychający wdowę za drzwi, rzucający się na meble, wysypujący na ziemię zawartość szuflad, rękopisy, papiery, listy, które, wystawione spokojnie na sprzedaż, mogły dać ze sto tysięcy franków! I to wszystko leżało na ulicy, zbierał, kto chciał, straganiarze zawijali w to masło!
Sauna
Zamiast na lekcje szermierki, udałem się dzisiaj do sauny. Co za upadek!
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.