Mury

 Miasta dwukrotnie wznoszą mury. Po raz pierwszy wówczas, gdy rodzą się i powstają. Te mury stanowią przejaw ich prężności i siły, wychodzą na zewnątrz, otwierają się na świat. W gruncie rzeczy służą nie tyle obronie, co koncentracji. Pierwszy mur między nami, a światem jest głównie manifestacją naszego istnienia, naszej integralności. Po raz drugi miasta wznoszą mury na kilka godzin przed swoim zgonem. Niektóre czynią to wcześniej, inne później, wszystkie za późno. Te mury są wyrazem słabości i upadku i nigdy nie wychodzą na zewnątrz. Przeciwnie, próbują odciąć się od świata, odsunąć go, chronić to, co mieści się wewnątrz nich, patrzą w głąb, w przeszłość. Są dowodem lęku, bezsiły i entropii, pewnością, że nie posuniemy się już ani o piędź ziemi dalej. Mury padają zawsze. Pierwszy opuszczamy jako barbarzyńcy, drugi pokonują barbarzyńcy.

Hu-ming porównywał życie i rozwój miast do koncentrycznych kręgów, które powstają na wodzie, gdy wrzucimy do niej kamień. Pierwszy krąg, pierwszy mur dawno już nie istnieje, gdy powstaje ostatni, a ten ostatni, najszerszy, ten, który obejmuje całą naszą rzeczywistość i historię, jest najsłabszy. Im większe miasto, tym słabsze mury, tym bardziej oddalamy się od centrum, od miejsca, gdzie padł kamień, od miejsca, skąd wyszliśmy. I tym trudniej to ocalić. Ale kamień pada, kręgi rozchodzą się – zawsze jest pierwszy mur i zawsze jest ostatni. Mury Aureliana wzniesiono na kilka pokoleń, zanim na horyzoncie pojawili się barbarzyńcy. Rzym dość wcześnie zaczął przygotowania do ostatniej sceny dramatu, ale mury nie powstrzymały barbarzyńców. Od kiedy zdobyli się na odwagę i opuścili własne, nic już nie mogło ich powstrzymać. I nic ich nigdy nie zdoła powstrzymać. A jednak mury są potrzebne i powinniśmy je wznosić. Nasz przyjaciel Nasenstern ma rację – trzeba do końca pisać książki i budować biblioteki, rzeźbić i malować, pisać wiersze, bo wiemy już, że trzeba nie jednej, lecz setek bibliotek, by przetrwała choć jedna książka, setek muzeów, by ocalała choć jedna rzeźba, choć jeden obraz, choć jeden wyblakły fresk. I trzeba jak on hodować róże, bo jeśli przetrwa choćby jedna róża, to jest jakaś nadzieja na to, że wszystkie róże nie istnieją być może na darmo. Nawet jeśli nie zdecyduje to o naszym życiu, to zdecyduje to o naszej śmierci, a kto wie, czy nie jest to równie ważne …

Nasze Miasto ma tylko pierwszy mur. Drugiego nie zbudowało nigdy. Jest zbyt olbrzymie, zbyt rozległe i wciąż jeszcze wierzy, że wskazówki historii odmierzają czas na tarczy jego dziejów. Miasto żyje i oddycha, choć tyle samo tu posągów, co żywych ludzi. Przypomina monstrualną gliptotekę, muzeum sztuki dziesiątków narodów i setek wieków, gdzie bez mała każda ulica, każde słowo, każdy przedmiot, a nawet każde uczucie, są już tylko rekwizytami. Dochodzimy do punktu zerowego naszej historii, a nadmiar przedstawień tylko to poświadcza. Chyba rozumiemy już od dawna, że tym razem nie wydarzy się już żaden cud, że nie pójdziemy już dalej, że wykorzystaliśmy większość przeznaczonego nam czasu i nie będzie już żadnych wysp dziewiczych i nowych kontynentów, które uratują nas zastrzykiem świeżej krwi. Pękamy od nadmiaru posągów i wewnętrznych różnic, od nadmiaru historii i sprzeczności i wiemy, że porozumienie jest niemożliwe, a wyhamowanie bez szans. Bran chciałby wierzyć, że zabija nas Mgła … ale starca zabija tylko starość, bez względu na to, jakie nosi imię. Jesteśmy starzy, obarczeni tysiącleciami pamięci i pomników, a te kruszeją i rozpadają się, przygniatając nas swoim ciężarem. A nasi cezarowie? Nasi władcy? Wzorem swoich poprzedników marzą jedynie o tym, by unieruchomić historię, by zatrzymać zegary. To logika ginących. Jest przymus ruchu, życie przypomina szachy, trzeba grać.

Miasto ma tysiące lat i umiera na starość. Przez tysiące lat pielęgnowano tu wiarę w niebo i piekło, w dobro i zło, a teraz pojęcia te wytarły się tak bardzo, że prześwituje przez nie nicość. Z tego bogatego niegdyś dywanu ostała się jedynie rozsypująca się przy najlżejszym dotyku osnowa. Nie wierzę, by można było na niej utkać nowy obraz nieba i piekła. Nie wierzę, abyśmy my mogli to uczynić. Nie posiadamy już mocy tworzenia mitów i tyle boskiej naiwności, by w nie wierzyć. Ale Miasto … co stanie się z Miastem? Czy przeżyje w oddechu jakiegoś innego miasta, wzniesionego z jego ruin i na jego ruinach? Naszym doświadczeniem jest bezsilność. Możemy tylko patrzeć jak pękają mury i obyczaje, możemy jedynie świadczyć, iż każdy wybór, nawet jeśli zda nam się garścią złota, zamienia się w garść prochu w momencie, gdy trzeba płacić.

(frag. powieści URBS)

Mircea Eliade

Mircea Eliade: Za pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat świat zmieni się całkowicie – zmieni się wszystko, i kultura, i sens życia, i wartości moralne. Zrodzi się inny świat, który będzie może równie twórczy i „interesujący”, jak ten, który zaczął swoją egzystencję w Grecji, w siódmym wieku przed Chrystusem. Tym niemniej  n a s z  ś w i a t  zniknie i to dokona się być może w sposób jeszcze bardziej tragiczny niż w przypadku Bliskiego Wschodu czy Grecji. Wyobrażam sobie na przykład Europę zamieszkałą przez ludność azjatycką czy afrykańską, przez inteligentnych i wykształconych ludzi, którzy będą się przechadzali ulicami historycznych miast, nie rozumiając wcale ducha tych miejsc (podobnie jak Anglicy w Kalkucie, przechodzący każdego dnia przed hinduskimi świątyniami bez najmniejszego zainteresowania nimi, co brało się z pogardy lub nienawiści). 

 

4 myśli

Według prastarej legendy, jeżeli zdarza ci się w tam kraju nie spać w nocy, to znaczy, że ktoś skradł cię do swoich własnych snów.

***

Widzieć coś, znaczy wiedzieć o tym. Nigdy nie widzimy tego, o czym nie wiemy. Nawet, gdy patrzymy na to z bliska.

***

Jeżeli ludzie mówią dobrze o kimś innym, to zwykle głównie dlatego, że chcą powiedzieć coś dobrego o sobie samych.

***

Ptaki rozwiązują większość swoich problemów po prostu odlatując od nich. Ale czyż my postępujemy inaczej?

Przypuszczenie

Nie od dziś wiadomo, że mamy dwa ślepe punkty mieszczące się w centrum naszego pola widzenia. Nie widzimy tych dziur, bo nasz mózg nauczył się ekstrapolować informacje pochodzące z całego pola widzenia: „zgaduje” więc, co powinno być w tym miejscu i w ten sposób wypełnia brakujące fragmenty. Mimo tego nie przeszkadza to nam pędzić autostradą z prędkością 150 kilometrów na godzinę, dokonywać chirurgicznych operacji mózgu, żonglować płonącymi pochodniami, chociaż część tego, co widzimy, jest – może i zwykle trafnym – ale przecież tylko i jedynie … przypuszczeniem.

 

Decyzje

Decyzje podejmuje za nas nasza podświadomość, a świadomość ma za zadanie dostarczyć takich uzasadnień dla decyzji, które będą brzmiały racjonalnie, jak głosi nauka. I zapewne tak właśnie jest. Możemy jednak i zdarza się czasem, że myślimy w sposób racjonalny o wyborach, których dokonują inni ludzie. Jest to możliwe, bo nie musimy brać pod uwagę ich podświadomych potrzeb czy dziecinnych marzeń. Przyglądamy się bowiem tylko faktom i efektom. Jeżeli natomiast uda nam się podjąć właściwą decyzję w naszym życiu, to najczęściej dzieje się tak przez przypadek. Podejmując decyzję, jakąkolwiek decyzję, zawsze mamy zbyt mało informacji, aby postąpić w sposób w pełni świadomy, chociaż nasza podświadomość – i to jest zabawne – zawsze zawiera nadmiar informacji.

Strzępy 10

była to jedna z tych kobiet, które kupując jakąś sukienkę czy talerz, oglądają je uważnie, dokładnie badając i sprawdzając, spędzają przy półce czy ladzie długie minuty w tropieniu wad, skupione niczym zegarmistrz pochylony nad drogocennym chronometrem, rzeczowe i pedantyczne jak księgowy, ale kiedy chodzi o wydanie o kimś lub o czymś jakiejś opinii czy sądu, nie zastanawiają się ani przez sekundę bełkocząc ochoczo, co im tylko ślina na język przyniesie.

Idealiści

Idealiści nie są artystycznymi duszami. Idealiści to buchalterzy. Wszystko jest w nich jest miarą i porządkiem, są zwykle maniacko skrupulatni i niczego nie pozostawiają na łaskę przypadku. Idealiści to niewolnicy ładu. Nigdy nie wierz, że bujają w obłokach – oni stoją twardo na ziemi.

Eugen Herrigel

Eugen Herrigel ”Droga zen”: Ściśle mówiąc, nie należałoby twierdzić, że jakakolwiek istota poza lub poniżej człowieka żyje – to raczej życie żyje nią. Z somnambuliczną pewnością istoty te prowadzą egzystencję skierowaną ku sobie i nie jesteśmy w stanie, jakkolwiek byśmy nie próbowali, zgłębić ich świadomości. Nie mają one możliwości otwarcia się ani bycia otwartym, możliwości ujawnienia siebie ani bycia ujawnionym. Cokolwiek robią, jakkolwiek cierpią jest to dla nich pozbawione specjalnego znaczenia. Żyjąc bezimiennie, są radośnie pochłonięte sobą, ale nigdy nie osiągają świadomej radości własnej egzystencji.

Axel Oxenstierna

Gdybyś mój synu wiedział, jak małą mądrością ten świat jest rządzony! – miał podobno napisać w liście do syna Axel Oxenstierna, słynny szwedzki kanclerz za czasów królowej Krystyny Szwedzkiej. Gdyby sparafrazować tę myśl, dostosowując ją do naszych czasów, powinna brzmieć następująco: Gdybyś mój synu wiedział, jak niezmierzoną głupotą świat ten jest rządzony!

Miłość

W miłości istnieje tylko i wyłącznie intuicja. Cały mechanizm poznania w miłości jest intuicją; obserwacja ma wartość czysto opisową. Uwierzyć w czyjąś miłość znaczy tyle, co pokochać. Dopóki miłość trwa, może być tylko odnawianym stale oczekiwaniem w ruchu, nigdy poczuciem zaspokojenia. Kochamy kogoś nie dlatego, że jest taki czy inny. Kochamy i przez to jest taki, każdorazowo taki, jaki jest i każdorazowo doskonały.

Niewolnictwo

Niewolnictwo jest możliwe tylko tam, gdzie inny człowiek traktowany jest jako zwierzę lub rzecz, jako dobro użytkowe, przedmiot własności i transakcji. Niewolnictwo zawsze było rodzajem fikcji, niewolnicy nie przestawali przecież być ludźmi, ale człowiek wolny czuł się tym bardziej człowiekiem, im bardziej różnił się od zwierząt. Nasz prastary, jaskiniowy kompleks, którego resztki pokutują w nas jeszcze i dzisiaj. Wniosek: bodaj najbardziej nieludzcy stajemy się wtedy, gdy za wszelką cenę chcemy podkreślić nasze człowieczeństwo.

Bacha bazi

Utrzymywanie bacha bazi, chłopców do przyjemności, to w Afganistanie praktyka bardzo powszechna. Chłopcy, zwykle pochodzący z biednych rodzin, są wykorzystywani jako seksualne zabawki przez bogatych i wpływowych Afgańczyków. Gdy dorosną i przestaną być potrzebni swoim „właścicielom”, zajmują się stręczycielstwem lub prostytucją. W Afganistanie mężczyźni wykorzystują seksualnie chłopców od pokoleń. Zjawisko to stało się powszechne zwłaszcza w latach 80., kiedy mudżahedini zabierali lub rekrutowali młodych chłopców z wiosek, które przechodziły pod ich kontrolę. Zdobycie władzy przez talibów w połowie lat 90. było po części możliwe właśnie dzięki oburzeniu na lokalnych dowódców, którzy utrzymywali bacha bazi i oddawali się innym, nie bardzo „islamskim” praktykom. Afgańskie prawo w dużej mierze opiera się na prawie islamskim, a to prawo zabrania kontaktów homoseksualnych, podobnie zresztą jak i seksu przedmałżeńskiego.

Kilka epilogów

Ramon Novarro. Aktor pochodzący z Meksyku, główny konkurent Valentino, ale i jego dobry znajomy.  Zdeklarowany homoseksualista. Wiedząc o tym, Valentino podarował mu wielki, sztuczny penis, który w przyszłości stał się narzędziem zbrodni. Pod koniec lat 60., niemal 70-letni gwiazdor zaprosił do domu niejakich braci Ferguson. Chciał, aby uprawiali z nim seks. Plany braci Ferguson były jednak inne: pobili Navarro sztucznym penisem, którego aktor otrzymał 40 wcześniej od Rudolfa, i zaczęli przetrząsać dom w poszukiwaniu pieniędzy. W wskutek pobicia Ramon zmarł – zakrztusił się własną krwią,  Fergusonowie zbiegli, zabierając ze sobą jedynie 20 dolarów.

Sherwood Anderson. Najbardziej znaną książką tego amerykańskiego pisarza jest zbiór opowiadań „Miasteczko Winesburg”. Anderson był wielkim entuzjastą twórczości Hemingwaya, wiele też podróżował. Śmierć dopadła go właśnie w trakcie jednej z jego wypraw: podczas picia martini w Panamie, Sherwoodowi wpadła do gardła wykałaczka, na którą nadziana była oliwka. Pisarz połknął ją, ale wykałaczka poważnie poraniła jego wnętrzności. Anderson zmarł na zapalenie otrzewnej.

Tennessee Williams.  Autor słynnego „Tramwaju zwanym pożądaniem” czy „Kotki na gorącym, blaszanym dachu”, laureat Nagrody Pulitzera. Koniec, jaki go spotkał, był dość niezwykły: Tennessee udławił się podczas aplikowania sobie kropli do oczu… nakrętką, którą trzymał w zębach! Miał 72 lata.

Aldous Huxley. Autor „Nowego wspaniałego świata” był entuzjastycznym zwolennikiem stosowania środków psychoaktywnych, prowadził nawet własne badania nad meskaliną i LSD. Owocem tych fascynacji psychotropami jest książka „Drzwi percepcji”. Obie wyżej wymienione substancje towarzyszyły Huxleyowi także w ostatnich momentach życia: odchodząc na raka krtani, twórca poprosił żonę o podanie mu dwóch dawek LSD, w sumie 200 mikrogramów. Umierający Aldous nie był już w stanie mówić, dlatego też swoją prośbę napisał na kartce.

Isadora Duncan. Twórczyni tańca współczesnego, skandalistka przełomu XIX i XX wieku. Szokowała ówczesną konserwatywną publiczność tańcząc boso, w obcisłym trykocie i z rozpuszczonymi włosami. Była bez wątpienia osobą niezwykłą i ekscentryczną i jej zgon także nie należał do pospolitych. Duncan udusił jej własny szal, który wkręcił się w koło wyścigowego kabrioletu Amilcar.

Olivia Goldsmith. W swojej debiutanckiej powieści „Zmowa pierwszych żon”, Goldsmith z bezlitosną złośliwością opisała postać kobiety (filmowe wcielenie Goldie Hawn), która nie może pogodzić się z upływem czasu. Pisarka zmarła 9 lat po wydaniu swojej książki. Przyczyną były… powikłania po operacji plastycznej.

Znikomość

Ziemia dawno przestała być centrum wszechświata. I my też nie jesteśmy już miarą wszechrzeczy. I właśnie gdzieś od tego momentu rozpaczliwie poszukujemy alibi dla naszej znikomości. Relatywizm moralny coraz częściej przybiera postać prostackiego kodeksu zgody na zło, a wyglądanie przybyszów z kosmosu jest być może tym samym, co oczekiwanie na barbarzyńców z wiersza Kawafisa.

Giorgio Vasari

Wreszcie, po tylu latach, zabrałem się ponownie za Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów Giorgia Vasariego. Polskie wydanie ma 8 tomów, co znaczy, że przy oszczędnej lekturze mam wiele wspaniałych chwil aż do wiosny. Już we wstępnie do Żywotów znakomita uwaga Karola Estreichera, tłumacza tego dzieła: W roku 1550 ukazuje się pierwsze wydanie Żywotów najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów Giorgia Vasariego. Dzieło zyskało od razu powodzenie. Bogactwo Włoch stworzyło jedyną w swoim rodzaju koniunkturę dla artystów. Nie byli uważani za rzemieślników. Najwięksi z nich byli uważani za bohaterów narodowych, podobnie jak na polu literatury Dante, Petrarka czy Boccaccio. Instynkt Włochów nie czynił bohaterami papieży ani królów, ani wodzów, ale właśnie pisarzy i artystów.

                                                                       ***

W okresie, gdy Vasari kończył rękopis pierwszego wydania Żywotów, sypiał podobno nie więcej niż trzy godziny na dobę.

                                                                      ***

Dla Vasariego rozwój kultury w żadnym razie nie jest anonimowym dziełem anonimowych sił i mechanizmów polityczno-ekonomicznych – jest przekonany, że tym co wpływa na rozwój i kształt kultury jest indywidualna twórczość.

                                                                      ***

Vasari nie potrafił wyobrazić sobie, że można nazwać artystą kogoś, kto nie opanował sztuki rysunku i zasad naturalistycznej perspektywy. Miał rację. Dzisiejsze galerie „sztuki” w pełni oddają sprawiedliwość jego przekonaniu.

Konkursy

Wszelkiego rodzaju konkursy i nagrody za najlepszy wiersz czy najlepszą powieść są przykładem ewidentnego idiotyzmu. Każde dzieło sztuki jest dobrem unikalnym, a więc nie tylko nie powinno, ale i nie może być porównane z żadnym innym. Porównać można przedmioty, meble, naczynia stołowe czy samochody, które nie są egzemplarzami unikalnymi, a jedynie wybranymi egzemplarzami pewnego gatunku dóbr materialnych. Powieść czy wiersz nie są dobrami materialnymi czy egzemplarzami pewnego gatunku tych dóbr.

Fenomen

Pogaństwo i chrześcijaństwo. Z mało znanej sekty, znienawidzonej przez tłumy za swój nader osobliwy charakter i podejrzanej o przerażające obrządki, z grupy, której żaden wykształcony człowiek nie mógł traktować poważnie, za panowania Marka Aureliusza chrześcijanie przekształcili się w społeczność tak liczną i wpływową, że zarówno władze jak i intelektualiści musieli się z nią liczyć. Właściwie nikt sensownie nie wyjaśnił tego fenomenu.

Salony

Szwedzkie malarstwo skończyło się razem z Zornem. Już od dawna nie spodziewam się niczego po salonach sztuki. Nie odwiedzamy ich więc zbyt często. Tym razem weszliśmy jednak. Równie dobrze mogliśmy spacerować po zapuszczonych zaułkach, gdzie głupota wspomagana chamstwem sygnuje ściany domów gryzmołami. To samo było w tutejszej Galerii Sztuki.

Refleksja: przez całe długie wieki sztuka powstawała  na zapotrzebowanie określonych środowisk, dwór, Kościół, warstwa intelektualistów, arystokracja, mieszczaństwo. Teraz, gdy zabrakło tego określonego środowiska mamy antysztukę dla nikogo, co w Szwecji jest zapewne widoczne wyraźniej niż gdziekolwiek indziej.   

Przepaść

Katalogizujemy nasze geny, konstruujemy rakiety kosmiczne, odbywamy loty na Księżyc, obserwujemy gwiazdy oddalone od nas o miliony lat świetlnych. Jednocześnie istnieją między nami miliony ludzi dla których jedyną prawdą objawioną są takie baśnie jak  Biblia czy takie brednie jak Koran. Nie jest wykluczone jednocześnie, że wielu z tych ludzi w życiu zawodowym zajmuje się właśnie rozwojem technologii.

Nigdy jeszcze nie byliśmy tak daleko od wytworów naszych umysłów i rąk jak obecnie.

Informacja

Jakoś trudno mi uwierzyć, że obecnie świat jest gorszy. Sądzę, że to nie tyle świat stał się gorszy, co znacznie poprawił się przepływ informacji. Tak jak nadmiar wiedzy o drugim człowieku nie poprawia jego wizerunku, tak samo nie poprawia obrazu świata nadmiar wiedzy o nim. Świat jest taki, jaki był, może nawet nieco lepszy.

Procesor seksualny

Na polu zmysłowej miłości to mężczyzni są królami. Podobno procesor seksualny, czyli ośrodek w mózgu odpowiedzialny za myślenie erotyczne, jest u mężczyzn dwa i pół razy większy niż u kobiet. „Jeżeli chodzi o myślenie seksualne, mężczyźni dysponują międzynarodowym portem lotniczym, natomiast kobiety – czymś w rodzaju podmiejskiego lotniska dla prywatnych awionetek”, tłumaczy dr Brizendine, psycholog z ośrodka w San Francisco. W następstwie tego mężczyźni myślą o seksie co 52 sekundy, przedstawicielki piękniejszej płci zaś – przeciętnie tylko raz na dzień.

52 sekundy? Jak oni to obliczyli? Nigdy nie byłem dobry w matematyce, ale pocieszam się tym, że to równanie z całą pewnością mogłoby załamać nawet Hilberta.

Słownik Chazarski

W Itilu, stolicy Chazarii, jak głosi „Słownik Chazarski”, istnieje takie miejsce, w którym, gdy mija się dwóch (choćby całkiem nieznajomych) ludzi, przejmują oni nawzajem swoje nazwiska i losy i każdy z nich żyje odtąd w roli tego drugiego, całkiem jakby zamienili się czapkami.