Konfucjusz

Banalna myśl Konfucjusza o tym, że człowiek niepospolity przechodzi przez życie bez żadnego z góry powziętego planu działania, a decyzję o tym, co ma zrobić podejmuje we właściwej chwili. Banalna myśl, bo wynikałoby z niej, że wszyscy jesteśmy niepospolici. Tymczasem nikt nie ma żadnego planu życia. Tym, co mamy są nasze pasje, słabości czy fascynacje i czasem udaje nam się za nimi podążać mniej lub bardziej wytrwale. I to jest cały nasz plan na życie.

Kolaboracja

Kolaboracja. Kariera tego słowa, w aktualnym znaczeniu, czyli pozostawania z własnej woli na usługach jakiejś odrażającej władzy, zaczęła się dopiero w czasie drugiej wojny światowej, w kontekście z nazizmem, ale dzisiaj niemal każda z naszych postaw nosi cechy kolaboracji: kolaboracją jest przecież entuzjazmowanie się zgiełkiem mas mediów, bezczelnymi pochlebstwami reklamy, promowanie braku kultury i dyskrecji, obecnie podniesionych niemal do rangi cnót, kolaboracją jest bezmyślny, tępy zachwyt nad powszechnym zdziecinnieniem czy otwarte promowanie chamstwa, itd. Różnica? Po wojnie status kolaboranta dyskwalifikował, teraz niemal nobilituje. Każda epoka ma taką miarę możliwości na jaką zasługuje.

Ekologia

Gdy zabieramy głos w jakiejś sprawie, wymagane są zwykle wiedza oraz kompetencja. Jedyną dziedziną w której nie wymaga się żadnych kwalifikacji jest ekologia. Każdy może być ekologiem. Dosłownie każdy, analfabeci, bokononiści, dzieci już w wieku przedszkolnym, dżihadyści, płaskoziemcy, wyznawcy Cthulhu, a nawet świstak Phil i jego pobratymcy. Wybitnym ekologiem można stać się przez systematyczne i konsekwentne uprawianie wagarów, co ofiarnie udowodniła szwedzka celebrytka Greta. Do bycia ekologiem wystarczy jedynie ekstremalnie rozwinięta czułostkowość, doprawiona odpowiednią porcją płaczliwego sentymentalizmu, egzaltacja i dobra responsywność na najmniejsze nawet odchylenia klimatyczne i pogodowe, chociaż ta ostatnia cecha nie dyskwalifikuje kandydata na ekologa, bowiem informacji na ten temat w nadmiarze dostarcza przecież prasa. Tak się składa, że tego towaru, zwłaszcza w społeczeństwach zachodnich, mamy obecnie pod dostatkiem. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nasza planeta chyba nigdy jeszcze nie nosiła na sobie tylu zasmuconych, przerażonych i egzaltowanych istot co obecnie. Ekologia ma więc wszelkie szanse na pomyślny, a nawet eksplozyjny rozwój.

Tryptyk włosko-polski

Salvatore Quasimodo, poeta włoski, członek Włoskiej Partii Komunistycznej, profesor literatury włoskiej w Mediolanie. W Warszawie na II Kongresie Obrońców Pokoju został wybrany w skład Światowej Rady Pokoju. W 1954 sławił wierszami wiersz Stalina, nazywając go „mądrością”, „prostotą”, „południem” oraz „dojrzałością ludzi i narodów”. W 1963 zmienia jednak zdanie i ogłasza, że Stalin to „okrutny człowiek”. Podobnie z Mao Tse-tungiem. W wierszu z lat pięćdziesiątych Quasimodo czyni doniosłe odkrycie i w zachwycie oznajmia światu,  że postać Mao „opromienia” światło, ale w 1969 współczuje chińskim wieśniakom, że „muszą czcić tego Buddę, w którym nie ma nic z komunisty”. Tito jest u Quasimodo raz „bojownikiem”, a innym razem „otyłym rzeźnikiem zachlapanym krwią”. Quasimodo, powielając wyświechtany wzorzec intelektualistów, traktuje Prawdę jako problem czysto stylistyczny; do zastosowania w adekwatnej sytuacji społeczno-politycznej. Cały jego świat to nieustanna huśtawka między hagiografią a bezwzględnym potępieniem. Nagroda Nobla z literatury.

Wisława Szymborska. Jej wiersz „Lenin”: Że w bój poprowadził krzywdzonych/że trwałość zwycięstwu nadał/dla nadchodzących epok/stawiając mocny fundament/grób, w którym leżał ten/nowego człowieczeństwa Adam /wieńczony będzie kwiatami/z nieznanych dziś jeszcze planet. Po śmierci Stalina słowami „Pod sztandarem rewolucji wzmocnić warty, wzmocnić warty u wszystkich bram” wzywała do pogłębienia stalinizmu, wyrażając jednocześnie swój żal z powodu śmierci dyktatora. W tomiku „Dlatego żyjemy” tytuły wierszy mówią same za siebie: „Młodzieży budującej Nową Hutę”, „Na powitanie budowy socjalistycznego miasta”, „Lenin”, „Robotnik nasz mówi o imperialistach”, „Gdy nad kołyską ludowej konstytucji do wspomnień sięga stara robotnica”. Nagroda Nobla z literatury.

Czesław Miłosz. Nagrodzony wiersz Miłosza: Runą w łunach, spłoną w pożarach/Krzyże Kościołów, krzyże ofiarne/I w bezpowrotnym zgubi się szlaku/Z Lechickiej ziemi Orzeł Polaków/O słońce jasne, wodzu Stalinie/Niech władza twoja nigdy nie zginie/Niech jako orłów prowadzi z gniazda/Rosji i Kremla płonąca gwiazda/Na ziemskim globie flagi czerwone/Będą na chwałę grały jak dzwony/Czerwona Armia i wódz jej Stalin/wrogów
odwiecznych swoich obali/ Zmienisz się rychło w wieku godzinie/Polsko, a twoje córy i syny/Wiara i każdy krzyż na mogile/U stóp nam legnie w prochu i pyle.
Polecam również wiersz „Campo di Fiori”, gdzie stara się udowodnić polską znieczulicę na los Żydów, mordowanych w getcie. Po zdradzie komunistycznych pozycji, na emigracji, odmawia współpracy z Radiem Wolna Europa, oceniając je jako nadto katolickie i polskie. Profesura na uniwersytecie Berkeley w Kalifornii. Chętnie przedstawiał się jako litewski nacjonalista, gloryfikując cierpienia współziomków-Litwinów. Pogarda Miłosza dla Polaków wielokrotnie gorszyła podobno nawet Amerykanów. Był to również rzeczywisty powód jego konfliktu ze Zbigniewem Herbertem, bez wątpienia największym polskim poetą dwudziestego wieku i patriotą. Nagroda Nobla z literatury.

Tempora mutantur

Już Terencjusz, rzymski komediopisarz, autor słynnej maksymy Homo sum: humani nil a me alienum putto, skarżył się, że nie udało mu się wystawić pewnej sztuki, bo widzowie woleli oglądać linoskoczków. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Czyżby?

Religia i sauna

Scena z sauny. Trzech mężczyzn po trzydziestce na najwyższej półce. Perorują głośno, ochoczo licytując się „liberalnymi” poglądami i każdy próbuje być „liberalniejszy” niż pozostali. Prawie tak, jakby rozdawali nam, siedzącym w tym samym pomieszczeniu, swoje sfałszowane karty wizytowe. Nikt nie reaguje jednak. Ja też nie. Wreszcie zapada chwila błogosławionej ciszy, ale trwa zbyt krótko. Kolejny temat podrzuca pulchniutki blondynek z trzydniowym zarostem na okrąglutkim pyszczku. Religia. Wszystkie religie należy traktować jednakowo, oświadcza głośno, stanowczo zbyt głośno, by mówił tylko do swoich kolegów. Mam ochotę zapytać: Jak to miałoby być możliwe, niedźwiadku? Religie przecież nie są jednakowe. Chrześcijaństwo egzystuje w kooperacji z państwem. W islamie nie ma natomiast rozdziału religii od państwa. Islamskie państwo jest od początku do końca podporządkowane religii. Kościół chrześcijański nie interpretuje Biblii dosłownie. Islam traktuje Koran dosłownie, śmiertelnie dosłownie. Koran nie został stworzony, lecz objawiony. Jest więc słowem Boga. Do tego dochodzi jeszcze chociażby sprawa hierarchii. W chrześcijaństwie jest to struktura wertykalna – decyzje należą do Watykanu. W islamie nic takiego nie może mieć miejsca. W islamie system władzy nie jest stworzony przez człowieka, lecz przez samego Allaha. Nawet Kalif nie stanowi prawa. Odpowiada jedynie za uprawomocnienie i przestrzeganie prawa, które zostało dane od Boga. Więc jak to jest możliwe, kretynie, by rzeczy, które nie są takie same, traktować tak samo? I czemu to miałoby służyć? Mam ochotę zapytać, ale nie pytam. Nikt inny także nie pyta i nikt nie podejmuje tematu. Milczymy, wpatrując się w szaro sine wody cieśniny Sundu, a po kilku minutach liberalni chłopcy w ciszy, jeden po drugim, opuszczają saunę. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że wszyscy słyszeli moje myśli albo słyszeli je właśnie dlatego, że jednak wypowiedziałem je głośno. Albo, że były tak głośne, bo wszyscy myśleliśmy to samo.

Deprekacja

Bez wątpienia najlepszą polską powieścią jest Encyklopedia staropolska Glogera. Często do niej zaglądam, podczytując coś w którymś z czterech tomów i zawsze znajdując coś fascynującego. Wczorajszym odkryciem jest słowo deprekacja. Pochodzi od łacińskiego deprecor, czyli usilnie prosić. W dawnej palestrze nazywano tak zwyczaj uroczystych przeprosin. Gdy któryś z palestrantów został przez marszałka lub deputata trybunału publicznie obrażony, wtedy cała palestra strajkowała, dopóki nie nastąpiły publiczne przeprosiny obrażonego, czyli dopóki nie nastąpiła deprekacja, innymi słowy uroczyste odwołanie obrazy. Słowo jest stare, zwyczaj jest stary, ale zapewne przydałyby się także i wśród współczesnych „palestrantów”. Może zresztą obecnie byłyby bardziej potrzebne niż kiedykolwiek wcześniej.

Greckie lasy

W greckiej poezji epickiej i lirycznej las jest integralną częścią krajobrazu. Lasy porastają pasma górskie i wyspy, sąsiadują z łąkami i pastwiskami na wzgórzach i równinach. W poematach Homera nie brakuje podobnych przedstawień. W Iliadzie są to przeważnie lasy górskie, w Odysei częściej mówi się o porośniętych lasem wyspach oraz świętych gajach. Atena wymienia, wśród innych walorów Itaki, jej bujne lasy, gdy pod postacią młodego pasterza ukazuje się Odysowi i wygłasza pochwałę jego wyspy. W czasach Homera Grecja była lesista, zamieszkiwały ją lwy, niedźwiedzie, wilki, dziki. Trudno to sobie wyobrazić, jeżeli znamy Grecję taką, jaka jest dzisiaj. Dzisiejsza Grecja jest skalista, łysa, porośniętą kosodrzewiną i niskim jałowcem. Czytając „Aleksjadę” Anny Komneny, obserwując niszczycielski szał z jakim Persowie, Rzymianie, Wenecjanie, Genueńczycy, Łacinnicy, Bizantyńczycy, Turcy, wszystkie nacje, które walczyły o dominację w regionie Morza Egejskiego i Jońskiego, przemieniali greckie drzewa, zwłaszcza jodły i strzeliste dęby, w monery, triery, pentery, poliery, w dromony, liburyny, galery, w dziesiątki, a potem setki tysięcy statków i łodzi, zaczynam rozumieć, dlaczego przybrzeżne regiony Grecji i jej wyspy są skalistym pustkowiem pokrytym fryganą, niską i suchą, garigiem lub poduchowatymi, wydzielającymi silny aromat olejków eterycznych, krzewinami makii. Usunięte, wytrzebione lasy zabliźniają się właśnie makią. Bujne, greckie lasy spoczywają na dnie mórz.

 

Péter Esterházy

Péter Esterházy von Galántha, węgierski pisarz i eseista. Jego dziadek, Móric Esterhàzy, był premierem Węgier. Najbardziej znaczącym dziełem Esterházy`ego jest pochodząca z 2001 r. Harmonia caelestis, opis Węgier i Europy na tle historii własnej rodziny. Pisał ją nie mając pojęcia o trzydziestoletniej współpracy własnego ojca z Államvédelmi Hatóság, węgierskimi służbami bezpieczeństwa. Jego ojciec, Matyas, był ich agentem od 1957 roku do 1980. Jego syn i żona, na których zresztą donosił, byli przekonani, że jest jedną z tych odważnych postaci, które nigdy nie podporządkowały się komunistom.

I tyle, żyjąc całe dziesięciolecia obok siebie, wiemy o sobie nawzajem.

Ivo Andrić

Ivo Andrić „Przydrożne znaki”: Ludzie, którzy kochają w sposób czysty i bezgraniczny, z trudem godzą się z myślą, że wokół nich cokolwiek się zmienia, zwłaszcza zaś przedmiot ich miłości. Tacy ludzie miarami wieczności mierzą przemijające i zmienne zjawiska wokół siebie. Śmiałość ich zostaje jednak nagrodzona, bo wszystko dookoła nich wydaje się im wieczne i nie podlegające zmianie; z tym cudownym złudzeniem są w stanie przepędzić i zakończyć swoje ziemskie bytowanie, wyzwoleni od największego ludzkiego zła, grozy przemijania. 

Transaborcja

Demokrata, jeden z kandydatów na prezydenta Stanów Zjednoczonych w przyszłych wyborach, Julián Castro, gwarantuje kobietom „trans”, czyli mężczyznom, którzy zmienili płeć, swobodny dostęp do aborcji. Brawo, bardzo hojna obietnica wyborcza. Tylko, że terapia zastępcza powoduje – o ile mi wiadomo – rozwój trzeciorzędnych cech płci żeńskiej, takich jak piersi, redystrybucja tkanki tłuszczowej, niższy stosunek talii do bioder, lecz nie zapewnia czegoś takiego jak macica. Chyba, że znów coś przegapiłem …

Wolter

Myśl z cyklu „zasługi intelektualistów dla ludzkości”. Jeszcze jeden liberał, wielki piewca wolności, rzecznik Prawdy, nigdy nie godzący się na nieprawość, niesprawiedliwość oraz krzywdę „na które wzdrygała się jego dusza i jego nerwy nowożytnego człowieka”, pisarz, obrońca uciskanych, sumienie oświeconych, encyklopedysta, filozof czyli Wolter, spłodził paszkwil „Pisma przeciw Polakom”, napisany na zlecenie i za pieniądze rosyjskiej carycy Katarzyny. Utrzymuje w nim między innymi, że imperatorka Rosji nie tylko wprowadziła powszechną tolerancję w swoich rozległych krainach, lecz teraz posyła swoją armię do Polski, pierwszą tego rodzaju odkąd istnieje Ziemia. Armię pokoju, która służy jedynie obronie praw obywateli i nastraszeniu jej przeciwników. List do niej jest równie obficie zaprawiony wazeliną: „Pani hojna troska o ustanowienie wolności sumienia w Polsce jest błogosławieństwem, którego nie można nie uczcić. W imieniu całej ludzkości odważę się zabrać w tej sprawie głos. Ten „król filozofów” podlizywał się zresztą nie tylko carycy. W nadziei otrzymania jakiejś jałmużny równie ochoczo komplementował także Fryderyka II: „Mówią, Sire, że to Pan poddał pomysł rozbioru Polski – i ja tak sądzę, ponieważ znać w tym geniusz”. Intelektualiści rzeczywiście mają spore zasługi dla ludzkości.

Temat zdrajcy

Wyobrażam sobie, że jesteś europejskim parlamentarzystą, że zasiadasz w Brukselskim areopagu, że jesteś Grekiem, Hiszpanem, Francuzem, a może Niemcem i wysłuchujesz płaczliwych pretensji twoich polskich kolegów, także parlamentarzystów, pod adresem ich własnego, niewdzięcznego kraju. Wysłuchujesz cierpliwie, jak szkalują go, oskarżają, obmawiają i ośmieszają. Oskarżają swój własny kraj, swoich własnych wyborców i swój własny, demokratycznie wybrany rząd, domagając się najsurowszych kar i pręgierza. Jak czujesz się wysłuchując podobnej jeremiady? Zgadzasz się z nimi? Współczujesz im? A może raczej myślisz po cichu i z niesmakiem, że ci twoi koledzy, polscy parlamentarzyści, zachowują się ohydnie, że zdradzają swój własny kraj i swoje własne społeczeństwo? Wiesz przecież aż nadto dobrze, że w Polsce odbyły się wolne wybory i społeczeństwo – nawet jeżeli twoi parlamentarni polscy koledzy uważają je za społeczeństwo kmiotków i przygłupów – zdecydowało o kształcie rzeczywistości w której pragnie żyć. Czy nie zastanawiasz się, jakim słowem określić osoby, usiłujące uchodzić za polityków, którzy wcale nie próbują zdobyć zaufania większości swego społeczeństwa mądry i sensowym programem politycznym, natomiast chętnie skarżą się przed tobą na jego niesforność, niekompetencję i durnotę, oczekując na dodatek, że ty, w ich i swoim imieniu, to społeczeństwo skarcisz i ukarzesz? Jest takie słowo. Słowo proste i celne.  Mówi o tym Julian Barnes w powieści „Papuga Flauberta”: „Dzisiaj zabrania nam się używać słowa „szaleniec”. Co za obłęd! Tych kilku psychiatrów, których szanuje, zawsze mówi, że ludzie są szaleni. Używaj krótkich słów, prostych, prawdziwych słów. Mówię: martwy, umierający, szalony i cudzołóstwo. Nie mówię: ten, który odszedł, ani w śpiączce, ani u kresu drogi (u kresu drogi – jakby chodziło o stację końcową. Którą? Euston? St. Pancras, Gare St Lazare?); ani jakieś zaburzenia osobowości, ani biegać za spódniczkami, ani skok w bok, ani poszła odwiedzić siostrę. Mówię szalony i cudzołóstwo – tak właśnie mówię. „Szalony” brzmi właściwie. Jest to zwykłe słowo, które mówi nam, w jaki sposób obłęd może nadjechać niby ciężarówka. Rzeczy straszne są także zwyczajne”. Otóż to, właśnie. Używaj takich krótkich, prostych, prawdziwych słów. Krótkie, proste, prawdziwe słowa, nawet jeżeli nie opisują całej prawdy, nie stwarzają kolejnych kłamstw. Twoi polscy koledzy parlamentarzyści, ci, którzy siedzą obok ciebie, są zdrajcami własnego kraju. Tak, to zwyczajni zdrajcy. To nic nadzwyczajnego w Polsce. Mieliśmy ich zawsze pod dostatkiem w naszej historii; długa i obrzydliwa lista Efialtesów. Chętnie sprzedawali nasz kraj – Adam Poniński, Franciszek Ksawery Branicki, Szczęsny-Potocki, Seweryn Rzewuski i zastępy innych zdradzali nie dla idei nawet, nawet nie z powodu wygórowanych ambicji, lecz za zwyczajny żołd inkasowany corocznie w rosyjskiej czy pruskiej ambasadzie. Są tacy, którzy zdrajców oceniają surowiej niż morderców motywując to tym, że mordercy przynajmniej nie udają, podczas gdy zdrajca, przedstawiając się jako uosobienie szlachetności, podstępnie wbija ci sztylet w plecy. Czy wiesz zresztą, co stało się z wyżej wspomnianym Efialtesem, który zdradził Spartan pod Termopilami? Jest wiele wersji jego losów, a jedna z nich głosi, że ostatecznie otrzymał od Kserksesa przyrzeczone mu złoto, potem jednak został obdarty ze skóry, skórę wypchano złotymi monetami i wysłano do Sparty. Najwyraźniej nawet Persowie brzydzili się zdradą. Nie, nie, nie miałem zamiaru zaniepokoić cię tą legendą. W Polsce zdrajcy nie są obdzierani ze skóry. Przeciwnie. Zwykle powodzi im się znakomicie. Hieronim Radziejewski, który z banalnych i osobistych powodów zafundował Polsce szwedzki „potop”, po doprowadzeniu przez Szwedów naszego kraju do totalnej ruiny odzyskał sławę, zaszczyty i majątek, a Sejm darował mu wszystkie winy i zniósł infamię. Jego cichy wspólnik, Bogusław Radziwiłł, schował się pod życzliwym fartuszkiem domu Hohenzollernów, i także oczyścił dobre imię swojej sławnej familii. Ta sama życzliwość spotkała innych zdrajców, co zapewne przyczyniło się do prawdziwego wysypu tych renegatów w drugiej połowie osiemnastego wieku. Nie przerażaj się więc, mój drogi europejski parlamentarzysto, my hołubimy zdrajców, nagradzamy ich zawsze, wysyłamy jako reprezentantów na najróżniejsze dwory świata, i tylko czasem, i tylko dla zabawy, wieszamy na szubienicach ich portrety.

Wilde

Whenever people agree with me, I always feel I must be wrong, słusznie zauważył kiedyś Wilde. Istnieją powody, by być nieufnym nawet wówczas, gdy zgadza się z nami człowiek inteligentny. Zawsze może czynić to w pewnym celu. Ale zdarza się czasem, że zgadza się z nami jakiś idiota, i wtedy jest znacznie gorzej. Rezultatem jest coś w rodzaju uczucia obrzydzenia do samego siebie i przemożna potrzeba, by natychmiast bardzo dokładnie umyć ręce i myśli.

To nie Zachód

To nie Zachód przechował i utrwalił dziedzictwo antyku. To, że tradycje, kultura, wiedza, literatura i sztuka starożytności przetrwały, jest zasługą Cesarstwa Wschodniego. Anna Komnena w „Aleksjadzie” (a jest to XI wiek) niemal na każdej stronie tego dzieła wtrąca aluzje, metafory czy odniesienia do Iliady i Odysei, Eurypidesa i Arystotelesa, Sokratesa i Platona, cytuje Ajschylosa i Tukidydesa, pisze o podbojach Aleksandra, antycznej rzeźbie i medycynie. Europejscy twórcy tamtego okresu? Anonimowy Turold, który –  być może –  spłodził dość naiwną i niezdarną przypowieść o Rolandzie, nigdy zapewne nawet nie słyszał o Troi, Homerze lub Odysie. Cesarstwo Zachodnie, spacyfikowane, wyniszczone i rozdrobnione, opanowane przez prymitywne germańskie plemiona, całą północną dzicz, przypominało dokładnie oczyszczony szkielet ryby. Nawet gdyby pozostało coś godnego przechowania, to i tak nie miałby kto tego uczynić.

Przypowieść

Pewien mistrz Zen miał ucznia, którego bardzo lubił. Któregoś dnia musiał wyprawić tego ucznia w daleką i pełną trudów podróż. Uczeń obiecał mu, że będzie pisał o swych przeżyciach i przygodach. I tak było. Przez pierwszy rok Mistrz dostawał listy regularnie, jednak wciąż bardzo martwił się o los ucznia. Z czasem listy zaczęły nadchodzić coraz rzadziej i rzadziej, a mistrz, choć stawał się spokojniejszy, wciąż jeszcze niepokoił się losem ucznia. Minął kolejny rok, potem drugi i żaden list od ucznia nie nadszedł. Dopiero wtedy mistrz z radością klasnął w dłonie i powiedział — „Tak, to jest to! Teraz jestem o niego  spokojny”.  

Zagajewski

Wzruszył mnie nasz eksportowy poeta A. Zagajewski artykułem „Zamykanie otwartego społeczeństwa”. Utrzymuje on, że intelektualiści, artyści i pisarze Europy Środkowo-Wschodniej przyczynili się niewątpliwie do upadku sowieckiego totalitaryzmu, a ich idee i odwaga bywały inspirujące. Jako przykład takiego polskiego intelektualisty-artysty wymienia Leszka Kołakowskiego. Czyżby istotnie miał na myśli gorliwego ucznia komunistycznego profesora Adama Schaffa? Tego samego Leszka Kołakowskiego, który aktywnie działał w Instytucie Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR i który – wraz z kilkoma innymi – jemu podobnymi kreaturami, podpisał donos na prof. Tatarkiewicza mającego, zdaniem sygnatariuszy tego obrzydlistwa, przekraczać dopuszczalne granice krytyki wobec „filozofii proletariackiej”, co oczywiście spowodowało usunięcie prof. Tatarkiewicza z Katedry? Jeśli tak, to jest to bardzo osobliwy sposób pojmowania zasług w obalaniu sowieckiego totalitaryzmu.

Jacyż to inni polscy twórcy, chciałoby się przy okazji zapytać, przyczynili się do upadku sowieckiego totalitaryzmu? Czy chociaż jeden z nich z nie zgrzeszył współpracą z komunistami? Szymborska? Iwaszkiewicz? Miłosz? Putrament? Andrzejewski? Bratny? Tuwim? A może Machejek? Wolne żarty. Nie, Panie Zagajewski, polscy intelektualiści i pisarze, a już tym bardziej artyści nie mają na tym polu żadnych zasług. Jako poeta ma Pan, naturalnie, prawo do wypisywania wszystkich możliwych bzdur, ale nie powinien Pan zajmować się kolportowaniem kłamstw.

Pisarze i intelektualiści, nie tylko polscy, to urodzeni konformiści, panie Zagajewski, o czym pan sam powinien dobrze wiedzieć. Bardzo dbają o swoje ego, wygodne życie i dla tych dwóch wzniosłych celów gotowi są poświęcić wszystko, łącznie z wolnością, tzw. prawdą i niezależnością. Pisarze to banda błaznów, rozpierana nieuzasadnioną dumą, że robią Literaturę, co zdaje się upoważnia ich do myślenia, że wszystko wiedzą najlepiej, że tylko oni rozumieją i mają monopol na właściwe postrzeganie rzeczywistości.

Sojusz

Chamstwo i wulgarność podszywają się obecnie pod naturalność, awansując dzięki temu w hierarchii społecznych zachowań. Nędzny, lecz skuteczny sylogizm: naturalność jest pożądana, chamstwo jest naturalne, a więc chamstwo jest pożądane. Ten sam zabieg z wulgarnością. Można było to przewidzieć ten sojusz. Chamstwo i wulgarność, podobnie jak naturalność, nie znoszą jakichkolwiek wymagań i nie wymagają żadnych zachodów. Kolejny z chorych snów Jana Jakub R. wcielił się w życie.

Ruletka i demokracja

Nigdzie i nigdy demokracja nie spełnia się tak idealnie jak przy stole do ruletki –  tylko tam obok siebie zasiadają nauczyciel, pisarz, milioner, gwiazda futbolu, prostytutka, inwalida, sprzedawczyni, dyrektor koncernu, złodziej, bezrobotny, filozof, gospodyni domowa, aktor, fryzjer i mistrz świata w gimnastyce. To prawda, że każdy z nich gra o inną stawkę, ale nie wyklucza to faktu, że są sobie równi. Ruletka winna być atrybutem demokracji.

Mózg

Podobno z samej siatkówki naszego oka przesyłanych jest do mózgu aż 10 milionów bitów danych na sekundę. Prawie niewyobrażalna ilość informacji. Powstaje pytanie, co dzieje się z naszym mózgiem, gdy przerywamy czy całkowicie blokujemy tę transmisję? Otóż, doświadczenia w komorze deprywacyjnej potwierdzają, że nasz mózg, odcięty od jakichkolwiek bodźców, zaczyna je wymyślać i produkować: pojawiają się geometryczne wzory, rozbłyski światła, czujemy swędzenie na skórze, słyszymy szum nieistniejących fal, słyszymy fragmenty jakichś melodii, napływają strzępy wspomnień, obrazy całkiem abstrakcyjne. Nie jest wykluczone, że mózg osoby uzależnionej od hazardu, na podobnej czy zgoła tej samej zasadzie, fabrykuje intensywne marzenia o graniu, a mózg osoby zakochanej fabrykuje obrazy związane z obiektem uczuć. Mózg nie śpi nigdy.

Czółenka

Szwedki to kobiety, które zaczynają cierpieć na akrofobię, lęk wysokości, w tym samym momencie, gdy zakładają czółenka. Poruszają się wówczas tak ostrożnie, jakby chodziły po wąskiej i zbutwiałej kładce; nierzadko balansują ramionami.