Cesarstwo Wschodniorzymskie, Cesarstwo Bizantyjskie, Bizancjum. Znamy te określenia, słyszeliśmy je zapewne wiele razy. Bardziej dociekliwi wiedzą nawet, że powstało w ramach podziału imperium rzymskiego, że istniał jakiś kodeks Justyniana, słyszeli coś o cesarzowej Teodorze, o upadku Konstantynopola, o bizantyjskim zbytku i przepychu, o bizantyjskiej przewrotności i obłudzie. Media również używają czasem, zwłaszcza gdy mowa o przywilejach władz, naładowanych pejoratywnie określeń typu „bizantyjskie zwyczaje”, „bizantyjska czołobitność”, „bizantyjska polityka”. Zwykle jednak gdzieś w tym miejscu, mniej więcej, kończy się nasza powszechna wiedza o Bizancjum. Czy nie wydaje się to być dziwne? W szkole nawet w moich, zamierzchłych już czasach, o Bizancjum ledwo wspominano, a podejrzewam, że w tej chwili jest jeszcze gorzej i nazwa ta wcale nie pojawia się na lekcjach historii. Spotkałem ludzi, którzy uważają, że Istambuł zawsze nazywał się Istambuł, a Konstantynopol to takie starożytne miasto, które już od dawna nie istnieje. Potrafimy, gdy zachodzi potrzeba, zadać gwałt naszej pamięci i wymienić kilka imion cesarzy rzymskich, powieści, filmy i telewizyjne seriale spopularyzowały co bardziej malownicze postacie, jak Kaligula, Klaudiusz, Cezar czy Neron, ale czy z równym powodzeniem udałoby się nam wymienić kilka imion z długiej listy cesarzy bizantyjskich? Z całą pewnością – nie. O Bizancjum wiemy mało. Zgoła nic. Przez tysiąc lat to wspaniałe, a tak słabo dziś znane państwo, walczyło o to, żeby Europa mogła być tym, czym jest obecnie. Stworzyło niezwykłą, barwną i twórczą cywilizację, która łącząc ortodoksyjne chrześcijaństwo z pogaństwem, klasyczne greckie wykształcenie z rzymską sprawnością administracyjną, zdołała przez tysiąc lat stawiać opór nawale islamu. A my prawie nic o tym nie wiemy. Bizancjum nie ma w naszej pamięci. Bizancjum nie jest częścią naszej historii. Jak to jest możliwe? Czy nie jest to wynikiem szkalującej i wrogiej propagandy ze strony uczestników zachodnich krucjat? Krucjat, które zamiast walczyć z islamem, zajmowały się rabunkiem bogatego Konstantynopola, jak „słynna” krucjata z roku 1204, gdy „bogobojni” krzyżowcy wdarli się do miasta, plądrując je przez trzy dnie i urządzając bezprzykładną rzeź jego chrześcijańskich mieszkańców? Ten moment to nie tylko zdobycie chrześcijańskiej stolicy przez innych chrześcijan, rabunek i zniszczenie bezcennych zabytków wspólnej kultury, ale również zniszczenie ciągłości Cesarstwa Bizantyjskiego. Może w naszej, europejskiej niechęci do mówienia, a już szczególnie mówienia o Bizancjum dobrze, leży coś więcej niż zwykły brak zainteresowania tym niby „orientalnym tematem”? Może nie chcemy pamiętać o tamtej zbrodni albo – jeżeli już nie da się jej ukryć – przynajmniej pomniejszyć jej rozmiary szkalując pokonanego? Stara, wypróbowana taktyka. Trudno oprzeć się wrażeniu, że opinia o Bizancjum została ukształtowana przez zachodnioeuropejskich przywódców ruchu krucjatowego, że jest ich wątpliwym alibi, obrosłym w ciągu setek lat kłamliwymi mitami i stereotypami, alibi, które my wciąż bezmyślnie powtarzamy. No cóż, Bizancjum upadło, a historię – jak zawsze i wszędzie – pisali zwycięzcy.
Miesiąc: styczeń 2020
Cendrars
Cendrars „Gwiezdna wieża Eiffla”: Wierzyć w dobrodziejstwa nauki oraz humanizm fizyków to moda tyleż głupia, co rozpowszechniona dziś między intelektualistami tego nowego międzywojnia, podobnie jak w XVIII wieku byli modni Encyklopedyści, ci pierwsi wszędobylscy i ludzie Bez-Boga, którzy ustanowili kult Rozumu, nieskończony Postęp wielbili, głosili Prawa człowieka nieskończone i wierzyli, pocieszne ciołki, w niewinność i cnotę „poczciwych dzikusów; a tymczasem Voltaire wazelinił królowi pruskiemu, Diderot doił Semiramidę Północy, a Jan Jakub składał Onanowi ofiary w gaikach Charmettes, bez wiedzy Claude Aneta, ogrodnika-kochanka, co wytargałby go za uszy, ale za to pod oknami pani de Warens, i tak nasi trzej wielcy myśleli tylko, skąd by wytrzasnąć obfitą rentę albo zapewnić sobie stałe miejsce przy stole i w łóżku, w dupie mając rodzaj ludzki, nie inaczej niż w roku 40 – postawa typowa u literatów, którzy nie krępują się bynajmniej ani swoją pozycją publiczną walczących, ani sprzecznościami wewnętrznymi, ponieważ robią Literaturę”.
Romiosini
Bizancjum. Jaki był mieszkaniec Konstantynopola epoki krucjat? Otóż, był to całkiem dobrze wykształcony chrześcijanin, zafascynowany starożytną literaturą grecką i dobrze z nią obeznany. Mówił po grecku, jak w całym Bizancjum, miał greckie poczucie humoru. Łaciny nie znał albo znał słabo, ale do niczego nie była mu potrzebna. Mimo to nazywał siebie Rzymianinem i co ważniejsze czuł się Rzymianinem. Sprzeczność tę dobrze oddaje słowo „ρωμιοσύνη” (romiosini), wyrażające zarazem „rzymskość” i „greckość”. Pojęcie to wywodzi się z bizantyjskiej idei, że Grecy są prawdziwymi Romioi, czyli spadkobiercami Cesarstwa Rzymskiego. W setki lat po upadku Bizancjum, pod okupacją turecką płomień romiosini żył w kodeksach honoru, lojalności, odwagi, miłości do ziemi, kultu religijnego i patriotyzmu. Dla greckiego poety Yiannisa Ritsosa jeszcze greccy partyzanci w czasie drugiej wojnie światowej byli heroicznymi spadkobiercami romiosini górskich klephtes.
Cisza
Tym, co mi przeszkadza, gdy tylko znajdę się w naturze, jest cisza. Nie zdarza się to na szczęście zbyt często, bo już prawie nie ma takich miejsc, ale kiedy przydarzy się jednak, czuję się nieswojo. Cisza jest nieludzka. Tylko zwierzęta mogą czuć się w niej dobrze.
Piotruś Pan
James M. Barrie i „Piotruś Pan”. Do stworzenia tej słynnej dziś książki zainspirowały go podobno zabawy z dziećmi rodziny Llewelyn Davies. Arthur i Sylvii Llewelyn Davies mieli pięciu synów: George’a, Jacka, Petera, Michaela oraz Nicholasa. Barrie zaprzyjaźnił się z chłopcami oraz ich matką, Sylvii Llewelyn Davies. Jej synowie, i ona sama jako pani Darling, stali się potem pierwowzorami bohaterów „Piotrusia Pana”. Otóż, ciekawe są losy tych chłopców: najstarszy z nich, Georg, zginął na froncie francuskim; Michael, gdy stwierdził, że jest homoseksualistą, popełnił samobójstwo, skacząc razem z przyjacielem do przerębli zamarzniętego jeziora; Peter został wydawcą, napisał kilka prac o Barriem, i w 1960 roku, kilka miesięcy po śmierci brata Jacka, rzucił się pod metro na stacji Sloane Square. Piotruś Pan zapowiadał śmierci jako„największą przygodę”. Ponure proroctwo.
Znak firmowy
Znakiem firmowym naszej natury jest dwoistość. Umiejętność współpracy, elastyczność, empatia, altruizm, komunikatywność, intuicja, zdolność przystosowania się, uprzejmość, zaradność, zdolność improwizacji, wytrwałość, inteligencja, kreatywność. Wszystkie te cechy służą nam w realizacji dobrych celów. I wszystkie z nich potrafimy przeobrazić w makiaweliczne. Każda z nich może być przez nas wykorzystana, by tym skuteczniej manipulować, oszukiwać, zdradzać, zastawiać pułapki, intrygować i terroryzować. Nasze bestialstwo i nasza czułość pochodzą więc z tego samego źródła.
Umierać za prawdę
Jeżeli już za coś cenię sobie nasze czasy, to głównie za to, że obecnie coraz mniej ludzi gotowych jest umierać za Prawdę. To optymistyczny akcent. Ludzie przez całe wieki umierali „za Prawdę”. Za dziesiątki i setki najróżniejszych Prawd. Mniej czy bardziej idiotycznych, wymyślonych, fałszywych, zwodniczych, koniunkturalnych. Bo wszystkie Prawdy są koniunkturalne i wszystkie są względne. Nie ma Prawd absolutnych. Nigdy nie było. I być nie może. Jeżeli już więc wybieramy, by za coś umierać, czyż nie byłoby sensowniej umierać za „fakty”? Fakty starają się być przynajmniej jednoznaczne. Och, wiem, umierać za fakty nie brzmi szczególnie heroicznie.
Sztuka
Sztuka. Motyl znajdujący się na słynnym tryptyku Boscha Ogród Rozkoszy jest żeńską odmianą popularnego w Europie motyla o nazwie Manila jurtina. Obraz powstał w roku 1500. Linneusz sklasyfikował motyla, naukowo uwierzytelniając jego istnienie, dopiero 250 lat po tym, jak Bosch umieścił go na swoim obrazie. 150 lat później, pisarz Vladimir Nabokov, zidentyfikował motyla z obrazu Bosch.
Peter Paul Rubens
Peter Paul Rubens „O naśladowaniu posągów starożytnych”: Główną przyczyną, dla której dzisiejsi ludzie różnią się od starożytnych, jest gnuśność i nawyk życia bez ćwiczeń — jedzenie i picie nie stanowią wyniku troski o ćwiczenie ciała. Dlatego przeważają wypchane brzuchy, ociężałe z powodu stale odkładanego tłuszczu, nogi odmięśnione i ramiona stale zachowujące piętno bezczynności. W przeciwieństwie do tego, w starożytności wszyscy codziennie ćwiczyli się w palestrach i gimnazjonach, w sposób intensywny i często naprawdę aż do wypocenia się i całkowitego zmęczenia. Patrz, co pisze Mercurialis w De arte gymnastica, jaka była różnorodność ćwiczeń, jakie były one trudne i ile wymagały siły. Gnuśne członki wprawiały się więc w wysiłku, brzuch cofał się, powracając w ryzy mięśni. I wszystko, co w ciele ludzkim bierne, ożywiało się: bo i ręce, nogi, szyja, ramiona i wszystko, co działa, dzięki pomocy natury i soków spowodowanych gorącem ogromnie potężnieje i rośnie.
Hoki Tokuda
Hoki Tokuda, japońska piosenkarka i pianistka, wczesny prototyp Yoko Ono, obdarzona banalną urodą lalki, została ostatnią żoną Henry Millera. To w pełni „białe małżeństwo – schorowany i wyniszczony Miller był już od dawna impotentem – trwało około dziesięciu lat. Rozstali się w rok przed jego śmiercią w 1980 roku. Miller, tytaniczny epistolograf, napisał do niej setki listów – większości z nich nigdy nie przeczytała. Nie zapoznała się też nigdy z jego książkami, choć Miller troskliwie zadbał o tłumaczenie „Zwrotnika Raka” na jej język ojczysty. W wywiadzie udzielonym dla Marka Roedera wyznała, że z trudem, najwyższym trudem zdołała pokonać trzy strony. W latach dziewięćdziesiątych zeszłego wieku mieszkała w Tokio, z powodzeniem zarządzając klubem nocnym o nazwie Tropic of Cancer, nazwanym tak na cześć najsłynniejszej powieści Millera. W głębi tego lokalu, gdzie piękne hostessy zajmowały się zabawianiem bogatych japońskich biznesmenów, znajdował się jasno oświetlony, duży neonowy plakat fotograficzny przedstawiający Millera idącego wzdłuż plaży w pobliżu Big Sur w Kalifornii. Tuż obok wisiały trzy z jego infantylnych, dziecięcych akwareli, których wyprodukował prawie cztery tysiące. Hoki zwierzyła się Roederowi, że miała przyjemnie z Millerem, bowiem był zabawny, chociaż bardzo zazdrosny.
Myślenie
Nie wierz we wszystko, co myślisz. W gruncie rzeczy nie ma żadnej gwarancji, że to na pewno ty myślisz.
Cataluccio
F. M. Cataluccio: Tak zwane awangardy, niezależnie od swoich osiągnięć artystycznych, często żałosnych (zwłaszcza w dziedzinie sztuk plastycznych), były najwyrazistszym przejawem dwudziestowiecznego infantylizmu. To, że wielu artystów należących do tych ruchów – zwłaszcza we Francji, Rosji i Europie Środkowej – wspierało czynnie rewolucję komunistyczną, zapewniło im nadmierną życzliwość, która prowadziła do intelektualnej porażki, bo nie ujawniła, że wielu „awangardowych artystów” zostawało ślepymi apologetami zbrodni sowieckiego komunizmu i faszyzmu.
Kundera
M. Kundera: Braterstwo wszystkich ludzi świata można zbudować wyłącznie na kiczu.
Tokarczuk
Do twórczości Olgi Tokarczuk, zeszłorocznej polskiej noblistki, znakomicie pasują słowa H. Brocha o tym, że największą okropność ujawnia zawsze literatura pretendująca do tego, by stać się światłą przewodniczką po historii.
Unamuno
Miguel de Unamuno: Powinniśmy z największym wysiłkiem zatroszczyć się o to, byśmy się stali niezastąpieni, by nikt nie mógł wypełnić pustki, jaką umierając, zostawimy po sobie.
Poglądy polityczne
Bezsens wszelkich publicznych debat politycznych. W gruncie rzeczy wcale nie chodzi w nich o konfrontację poglądów czy przekonań. Są jedynie zamaskowaną formą reklamy i propagandy tychże poglądów. Nigdy nie słyszałem, by ktokolwiek i kiedykolwiek, po uważnym i rzetelnym zapoznaniu się z argumentami drugiej strony, zmienił swoje zdanie podczas takich pseudo-dyskusji. Oceniamy przychylnie i pozytywnie jedynie to, co potwierdza nasze własne poglądy na dany temat. Argumenty i fakty, bez względu na ich wagę i powagę, nie mają tu żadnego znaczenia, bo nasze zapatrywania polityczne czy społeczne są doskonale obojętne na jakiekolwiek zmiany. Nigdy nie oceniamy niczego bezstronnie czy obiektywnie. Zawsze interpretujemy uzyskaną informację w ten sposób, by potwierdzała nasze już istniejące przekonanie. Zgadzamy się tylko z tymi, którzy zgadzają się z nami.
Fakty i anegdoty
Nie fakty nas przekonują, lecz anegdoty. Przekonują nas historie, a nie dane. Opowieści mają dla nas większą wagę niż statystyka. Czy powinno to nas dziwić? Jesteśmy w stanie identyfikować się z innymi ludźmi. Możemy też wczuć się w położenie innych ludzi. Czy możemy wczuć się w sytuację liczb?
Gra bez przeszłości
Przeszłość może wpływać na teraźniejszość i przyszłość. Ale nie w grach losowych. W grach losowych przeszłość nie istnieje. Żadna gra nie ma bowiem kontynuacji. Każda zaczyna się od nowa i kończy się, gdy się kończy. Następny rzut kości czy bieg kulki w ruletce jest zawsze pierwszy i ostatni. Nie ma nic wspólnego z poprzednim i następnym. Kasyna zwykle prezentują listę wszystkich numerów, które wygrały wcześniej. Dlaczego nie? Doskonale wiedzą, że nie ma to żadnego znaczenia. Czy moneta, którą rzucasz, może coś wiedzieć o poprzednich rzutach?
Caryca Unia
Obrzydliwa postawa polskich lewicowych parlamentarzystów w Brukseli. Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie praworządności w Polsce oraz na Węgrzech stwierdzającą, że sytuacja w obu państwach pogarsza się i dlatego Komisja Europejska i Rada UE powinny wykorzystać wszystkie dostępne środki, aby wyeliminować ryzyko „naruszania wartości unijnych”. Za rezolucją głosowało 446 posłów, przeciw było 178, od głosu wstrzymało się 41. Dzisiejsi targowiczanie, którzy głosowali przeciwko własnemu krajowi, a po przyjęciu rezolucji nagrodzili ją owacją na stojąco, nie nazywają się już Potocki, Branicki, Rzewuski czy Kossakowski. Nazwiska nie powtarzają się, ale historia powtarza się, jak zawsze. Nowa kasta targowiczan to boleściwa wdowa Adamowicz, Belka, Arłukowicz, Frankowski, Halicki, Hetman, Hübner, Jarubas, Kalinowski, Kopacz, Spurek, Lewandowski, Łukacijewska, Sikorski, Thun und Hohenstein, Biedroń, Miller i Cimoszewicz. Pewną odmianą jest może tylko to, że tym razem nie caryca Katarzyna wspiera „prawdziwych polskich patriotów” walczących z prawowitym i demokratycznie wybranym rządem, lecz Unia Europejska. Jeżeli pewnego dnia Rosja i Niemcy, może właśnie na zlecenie Unii, znów zdecydują się na dokonanie kolejnego rozbioru Polski, nie zabraknie więc wśród Polaków kreatur, które nie tylko to usprawiedliwią, ale i nagrodzą owacją na stojąco.
Zmiana
Jedyną niepodważalnie stałą rzeczą w życiu jest zmiana. I właśnie tego nienawidzimy najbardziej. Zmiana, i to jakakolwiek zmiana, jest zamachem na naszą nieśmiertelność.
Najtrudniej
Najtrudniej zawsze przychodzi nam zaakceptować wolne istnienie, nawet jeżeli sami przyznaliśmy komuś ten przywilej. Ta sztuka nie udaje się w pełni nigdy i nikomu. Jest to bowiem prawie tak, jak zgodzić się na niebyt – znacznie powyżej pułapu naszych granic.
Brama
Brama do zaświatów. Umieszczana w starożytności na wielkich rodzinnych grobowcach z portykiem kolumnowym na froncie, a także na wielu skromnych stelach. Najbardziej znany przykład znajduje się w muzeum archeologicznym w Sarsinate, w pobliżu Bolonii. Zwykle w formie dwuskrzydłowych drzwi, zawsze zamkniętych, bez jakichkolwiek napisów. Gdy z czasem i na chrześcijańskich nagrobkach pojawiły się identyczne wrota do zaświatów, były już niedomknięte, a napis obok oznajmiał: Ingressus at non egressus – wejście, ale nie wyjście.
Eudajmonia
Eudajmonia? To bardzo proste. Chodzi jedynie o to, by zaakceptować rzeczywistość taką, jaka jest. Ale właśnie to jest niemożliwe.
Bourdieu
Pierre-Félix Bourdieu, twórca interesującej teorii przemocy symbolicznej. Według tego francuskiego antropologa i filozofa jedynym skutecznym sposobem osiągnięcia wolności jest wiedza. Dobra myśl. Wolność bez wiedzy jest drogą do chaosu.
W co gramy
Najwięcej o naszej epoce mówi fakt, że zdecydowana większość młodych kobiet za atrakcyjniejszego uznaje mężczyznę grającego w piłkę nożną niż grającego na fortepianie.
Miłość jest ślepa
The Lancet. Podczas jednego z eksperymentów zbadano mózgi uczestników za pomocą rezonansu magnetycznego i okazało się, że kiedy zakochujemy się, kora czołowa, część mózgu odpowiedzialna m.in. za logiczne myślenie i ocenianie innych jest… nieaktywna. To rzeczywiście mogłoby wyjaśniać, dlaczego wobec ukochanej osoby jesteśmy często mniej surowi i krytyczni, czemu wobec niej znikają wszelkie wątpliwości i obawy. No, to by przynajmniej wyjaśniało eufemizm o „ślepej miłości”.
Choroba autoimmunologiczna
N. H. Lents w pracy „Człowiek i błędy ewolucji” pisze, że choroby autoimmunologiczne są skutkiem pomylenia tożsamości. Mechanizm jest prosty. Układ odpornościowy jakiejś osoby po prostu „zapomina” (lub nigdy się nie nauczył), że jakieś białko czy komórka organizmu należy do niej, a nie do agresora. Skoro nie rozpoznaje własnych komórek, atakuje je z tym większym zapałem, a w wyniku tego „dochodzi do tragicznego w skutkach ostrzału własnych pozycji”.
W dzisiejszej Europie identyczny proces odbywa się także na poziomie kultury. Jest to niemal ta sama autoimmunologiczna choroba. Brak kulturowej tożsamości powoduje, że z zapałem atakujemy samych siebie i własną kulturę. Zapominamy, a raczej nikt nas już nie uczy, kim jesteśmy i skąd przychodzimy. Dziś to kulturowe stwardnienie rozsiane anektuje coraz większe obszary Europy. Pod czujnym patronatem EU.
Islam raz jeszcze
Czy muzułmanie mogą przyjąć cywilizację łacińską? Nie wydaje się to być możliwe i zapewne nigdy nie będzie. Hedonistyczna Europa, mająca infantylne problemy z tożsamością, od długiego czasu spychająca swą łacińską tradycję na drugi plan, nie jest już dla nikogo wystarczająco atrakcyjnym modelem, nawet dla samych Europejczyków. Dzisiejsza Europa, podobnie jak schyłkowy Rzym, weszła w etap symulakry, znaków pustych i bezużytecznych, i wydaje się beztrosko wróżyć z nich o wiecznotrwałości swojej cywilizacji.
Imperia upadają. Rzym także upadł, ale Rzym walczył i do końca marzył o odbudowaniu własnej potęgi. Tymczasem nasza zjednoczona Europa, zaślepiona wpojoną jej ideologią poczucia winy, opluwania własnych tradycji i swojej historii, uniżenie tudzież pokornie zaprasza swoich oprawców. Europa nie uznaje ani swoich tradycji ani własnej kultury za dobro wyższe. Wstydzi się ich. Rezygnuje z nich w imię karykaturalnie pojętej tolerancji. W sytuacji, gdy w zamachach giną jej obywatele, woli usprawiedliwiać przestępców niż karać ich czyny. Europa jest słaba i, co gorsza, bezmyślnie szczyci się swoją słabością. O ile w przypadku Rzymu barbarzyńcy musieli walczyć o swoje łupy, o tyle my przynosimy je sami, w zębach, bez walki. Co więcej: cieszymy się, że barbarzyńcy napływają, a ich gwałty, rozboje, zamachy, a także obyczaje, w sposób oczywisty stojące w sprzeczności ze wszystkim, czym jest Europa, uważamy za nasze kulturowe zwycięstwo.
Islamska kolonizacja, której jesteśmy świadkami, to wstęp do bezpardonowej anihilacji tego wszystkiego, czym jest nasza Europa. W dawnym Rzymie procesy barbaryzacji i romanizacji uzupełniały się, przynajmniej do pewnego stopnia. Armia rzymska ulegała barbaryzacji, ale również ci barbarzyńcy, którzy stanęli w jej szeregach poddawali się świadomie lub mniej świadomie romanizacji. Uczyli się dyscypliny i taktyki, nabywali umiejętności operacyjnych i taktycznych. Zjawiskiem bardziej rzucającym się w oczy była jednak zdecydowanie barbaryzacja, która zaważyła nie tylko na stanie armii, ale całego państwa i jego losach ostatecznie. Czy islamskie hordy, wdzierające się obecnie do Europy, mają podobny stosunek do naszej kultury? Nie miejmy złudzeń: napływający do Europy muzułmanie nienawidzą wszystkiego, co europejskie, a zwłaszcza wszystkiego co – chrześcijańskie. Islam to stan umysłu, cywilizacja oparta na określonym systemie wartości, a także totalny system prawny. Jego wyznawcy nie chcą i nie mogą mieć żadnych względów dla tego, co zastaną: ich jedyną opcją jest wymazanie dziedzictwa ziem, które zasiedlają i wprowadzenie własnych rozwiązań, uznawanych za jedyne słuszne i jedyne możliwe. Plemiona barbarzyńskie, które najechały Imperium Rzymskie, podziwiały je. Kopiowały rozwiązania polityczne i administracyjne, które tam zastały, uważając je za lepsze, niemal wzorcowe. Napływający do nas muzułmanie ignorują nasze prawa, domagają się własnych praw, żądają szariatu. Czy ci, którzy wysadzili w powietrze posągi Buddy w Afganistanie lub Palmyrę długo będą wahać się, co zrobić z posągami Grecji czy arcydziełami zgromadzonymi w naszych muzeach i świątyniach? Dla muzułmanów istnieje tylko dar al-islam (ziemia islamu) albo dar al-harb (ziemia wojny). Już dziś tańczą na naszych pogrzebach. Jutro będą tańczyć na naszych grobach.
Nieatrakcyjny temat
Walka z ekspansją turecką zeszła na dalszy plan, gdy Europa odkryła Amerykę. Od tego momentu Europa patrzy już w inną stronę, krucjaty ustają, nikt nie przeciwstawia się temu, że Turcy zagarniają kolejne ziemie i kraje. Temat przestał być atrakcyjny.
Dzisiaj Osmanowie zagarniają kolejne kraje i ziemie, a Europa nie ma już żadnej nowej Ameryki do odkrycia. Pozostaje więc tylko, jak zawsze, patrzeć w inną stronę. Jaką tym razem?
Helena
Konstantyn I urodził się 27 lutego, najprawdopodobniej w 272 roku w mieście Naissus (dzisiejszy Nisz w Serbii), jako syn Konstancjusza Chlorusa i Heleny, córki właściciela oberży. Konstantyn XI, ostatni władca Bizancjum, urodził się 8 lutego 1405 roku w Konstantynopolu jako ósme z dziesięciorga dzieci cesarza Manuela II i księżniczki serbskiej Heleny Dragasz. Taki układ imion, spinający dzieje Cesarstwa symboliczną fibulą, nie zdarzył się w dziejach Bizancjum nigdy, z wyjątkiem pierwszego i ostatniego cesarza.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.