Błazenady von Triera

Nigdy nie przepadałem za filmami Larsa von Triera. Są wymyślone, nawet niezbyt starannie wymyślone i, co gorsza, zawsze stawiają na to, aby mnie szokować. Ilekroć jakaś sztuka bazuje na tym, aby mnie szokować wiem, że nie ma mi nic do powiedzenia. Filmy von Triera nie mają nic do powiedzenia, nie pamiętam zresztą żadnego z nich, moja pamięć nie utrwaliła choćby jednej sceny z jego produktów. Ale Lars von Trier uwielbia również szokować poza ekranem. Kiedyś deklarował się jako Żyd, by następnie głosić, że ze względu na niemieckie pochodzenie jego rodziny jest nazistą i rozumie Hitlera, a ostatnio, zaledwie przed kilkoma dniami, podczas wizyty prezydenta Ukrainy W. Zełenskiego w Kopenhadze, oburzyła go decyzja duńskich władz, by przekazać Ukrainie 19 myśliwców F-16. Dał temu wyraz na Instagramie pisząc: „”Do pana Wołodymyra Zełenskiego i pana Władimira Putina, a także do pani Mette Frederiksen, która jak ktoś zakochany po uszy, pozowała w kokpicie jednej z najstraszniejszych maszyn do zabijania naszych czasów, uśmiechając się od ucha do ucha: ROSYJSKIE ŻYCIE TEŻ SIĘ LICZY!„. Trafniejszy byłby właściwy sens tego apelu: nie zabijajmy morderców!

Ta kolejna błazenada von Triera właściwie nie wymaga żadnego komentarza, ale prowokuje gorzką refleksję na temat prawdziwej tragedii naszych czasów, która polega na tym, że pozwoliliśmy wszelkiej maści komediantom, subretkom, kuglarzom i celebrytom uchodzić za nasze sumienie, a oni – z właściwą im naiwnością – naprawdę uwierzyli w to, że mogą nim być.

Głupi jak polska pisarka

W Olsztynie rozpoczął się w tych dniach Campus Polska Przyszłości. Pierwszy gość tej imprezy, polska pisarka i znana patoweganka, Olga Tokarczuk natychmiast popisała się błyskotliwym spostrzeżeniem w jej stylu: „W Indiach mieszka 800 mln ludzi, którzy nie jedzą mięsa i właśnie wylądowali na Księżycu, więc widać, że można żyć bez mięsa”.

Zdumiewające, że nikt dotąd nie poinformował p. Tokarczuk, że Chińczyków jest prawie półtora miliarda i oni również wylądowali na Księżycu i, co zabawniejsze, Chińczycy jedzą mięso, każde mięso, więc – posługując się logiką naszej noblistki – widać aż nadto wyraźnie, że jednak nie można żyć bez mięsa. Istnieje mocno krzywdzące tenorów powiedzenie „głupi jak tenor”, ale sądzę, że zdecydowanie słuszniej byłoby zastąpić je powiedzeniem: „głupi jak polska pisarka”.

Dress code

Dress code. Pewien 27 – letni mężczyzna umówił się na spotkanie z atrakcyjną kobietą, mniej więcej w jego wieku, poznaną kilka dni wcześniej. Uprzedził ją lojalnie, że zarezerwuje stolik w restauracji dość drogiej i wytwornej, lecz znanej w całym mieście z wyśmienitej kuchni, a to – jak wcześniej ustalili – było ważne dla nich obojga. Ubrał się z tej okazji stosownie do sytuacji, czyli unikając przesadnej elegancji, ale czysto i starannie. I spróbujmy sobie teraz wyobrazić jego zaskoczenie, gdy w dniu spotkania dziewczyna pojawia się przed nim wystrojona w kusą, postrzępioną u spodu różową koszulkę bez rękawów, z najwyższym trudem maskującą jej imponujący biust, w seledynowe leginsy, precyzyjnie i hojnie ukazujące całą topografię jej krocza oraz adidasy, na dodatek nie pierwszej już czystości. Nie namyślając się długo, przytomny młody człowiek zawiózł ją do Burger Kinga, proponując hamburgera i frytki. Niewiarygodne, ale podobno obraziła się.  

Islam i psy

Szwedzi kochają psy. Nie zawsze uśmiechają się do innych ludzi, ale zawsze uśmiechają się do psów i zawsze okazują im zainteresowanie. W Malmö mieszkają tysiące muzułmanów. Nigdy nie widziałem żadnego wyznawcy islamu na spacerze z psem. Ich dzieci uciekają przed psami, głośno krzycząc, dorośli zachowują dystans. Pies jest nieczysty w ich religii. Jeden z hadisów przekazuje słowa Mahometa: „Powiedział mi Dżibril: Nie wejdziemy do domu, w którym jest obraz lub pies”. Ktokolwiek trzyma psa w swoim domu jest pozbawiony błogosławieństwa obecności aniołów w jego domu, bowiem jak powiedział al-Bukhari: „Aniołowie nie wchodzą do domu, w którym znajduje się pies”. I oni to biorą na poważnie.

Dama bez rodowodu

Nasza higiena to dama bez szczególnie imponującego rodowodu. Jeszcze w osiemnastym wieku żyliśmy w ścisłej komitywie z brudem, ekskrementami i nieprzyjemnymi zapachami naszych bliźnich. Nawet pozornie bardzo wytworna tradycja opuszczenia przez kobiety salonów po zakończeniu posiłku w pałacach i eleganckich domach służyła głównie do tego, by panowie mogli otworzyć drzwiczki kredensu Chippendale albo jakiejś skrytki w boazerii, wyciągnąć z ukrycia nocnik, i załatwić swoje potrzeby bez przykrej konieczności przerywania konwersacji. 7 Lord Chesterfield w swoich pamiętnikach wspomina o pewnym gościu, który – udając się do toalety – wydarł kilka stron z jego egzemplarza poematów Horacego, gdzie czytał je podczas wypróżniania, a następnie, dokonawszy dzieła, wykorzystał je w charakterze papieru toaletowego, którego wtedy jeszcze nie znano. Fakt, iż w ogóle to uczynił – czyli podtarł się – zaliczał go w ówczesnej dobie do ludzi wysoce kulturalnych i obytych.  

When in Rome

When in Rome, do as the Romans do nie jest wcale zachętą do porzucenia swoich własnych wartości i tradycji, lecz sposobem okazania, że żywimy szacunek do naszego gospodarza i nie chcemy, by czuł się urażony naszym zachowaniem. Muzułmanie, którzy dotarli do Europy w ostatnim okresie nie tylko nie respektują tej zasady, ale czują się nią obrażeni. Obrażeni, że ośmielamy się oczekiwać tego od nich.  

Kosmopolityzm

W Polsce w rozmowach z ludźmi często zdarza się usłyszeć, że są kosmopolitami. „Jestem kosmopolitą”, cały świat jest moją ojczyzną, te wszystkie banały i frazesy, bezmyślnie i chętnie klepane podczas towarzyskich spotkań. Nie wierzę nikomu,  kto twierdzi, że uważa się za obywatela świata i nie jestem w stanie takiego człowieka potraktować poważnie. Deklaracja jestem kosmopolitą, pyszałkowata i bezczelna, podpowiada mi, że taka osoba nie ma najmniejszego pojęcia o tym, jak złożona jest nasza rzeczywistość. Wyobrażam sobie, jak bardzo taki osobnik dalej byłby dumnym bezpaństwowcem, gdyby zdarzyło mu się znaleźć gdziekolwiek indziej niż w jego spokojnym i bezpiecznym otoczeniu, choćby w slumsach jakiegoś meksykańskiego miasta opanowanego przez gangi czy na terytoriach kalifatu rządzonego przez Isis. Kosmopolityzm to luksus na który stać jedynie bogatych i sytych. Bieda, a tym bardziej nędza, nie mają szans na kosmopolityzm. Nasz świat nie jest i nigdy nie będzie kosmopolityczny. Poza wąską grupą ludzi absolutnie najbogatszych kosmopolityzm nie jest niczym innym jak tylko bezmyślnym kalaniem swego gniazda. Patria mea totus hic mundus est, napisał Seneka, słynny stoik, w „Liście do Lucyliusza”, ale przeżył traumę, gdy cesarz Klaudiusz zesłał go na Korsykę, tylko na Korsykę, a nie na przykład do barbarzyńskiej Scytii, który to świat na pewno nie byłby jego ojczyzną. Stoicy zresztą nie twierdzili, że bycie obywatelem świata wymaga dystansowania się od swoich poleis. Diogenes Laertios pisze, że wierzyli oni, iż dobroć wymaga od ludzi służenia i poświęcenia się dla innych osób najlepiej jak się potrafi, ale służenie wszystkim ludziom na równi jest niemożliwe, zatem najlepsza forma poświęcenia wymaga politycznego zaangażowania – czyli działania w polis, we własnym mieście. To prawda, że obecnie technika niemal z dnia na dzień przekracza nowe granice, ale przekonanie, że ludzie stali się przez to sobie bliżsi, jest niebezpieczną iluzją. Zwodnicza i krucha e-bliskość nie ma wiele wspólnego z fizyczną i tradycyjną zażyłością międzyludzką, a świat z każdego miejsca na Ziemi wygląda całkiem inaczej.

Przywileje czy postęp

Najbardziej ponurą i przykrą stroną bycia istotą cywilizowaną jest konieczność stałej obsługi samego siebie, ze wszystkim, co to oznacza, czyli od prania swoich majtek po gotowanie i sprzątanie. Dawne społeczeństwa były sensowniej zorganizowane – przynajmniej niektórzy mieli przyjemnie. Zapamiętać: postęp zawsze odbywa się kosztem naszych przywilejów i to one są jego główną ofiarą.  

Niepamięć

To szczególne wrażenie, kiedy spotykasz ludzi, którzy nie mają najmniejszego pojęcia o faktach, które kiedyś zdecydowały nie tylko o twoim życiu, ale i o życiu całego twego pokolenia.  Wydaje się to niewiarygodne, ale oni nigdy o tym nie słyszeli. Zaczynam wierzyć, że życie jest możliwe nie ze względu na pamięć, ale właśnie z powodu niepamięci i że to niepamięć jest rzeczywistym motorem życia.

Zasada Mefista

Być może najlepszym opisem zła (nie definicją, lecz właśnie opisem) są słowa, którymi przedstawia się Mefistofeles: Jam jest tej siły cząstką drobną, co zawsze złego chce i zawsze sprawia dobro. Myślę, że jeszcze celniejsza byłaby trawestacja tych słów: Jam jest tej siły cząstką drobną, co zawsze złego chce, a jakże często sprawia dobro.