Relacja z podróży po Europie, z połowy dziewiętnastego wieku. Panika narratora, kiedy odkrywa, że w jego bagażu brakuje … nocnika. Perspektywa nocy bez nocnika wydaje mu się tak straszna, że natychmiast wyrusza w miasto zdecydowany nabyć go za wszelką cenę. Dla nas taka scena jest zabawna, ale w tamtych czasach nocnik rzeczywiście stanowił pospolite wyposażenie każdego, kto udawał się w podróż, a jeszcze wcześniej, w czasach starożytnych zabierano go ze sobą nie tylko wyjeżdżając, ale i wtedy również, gdy wychodziło się z domu. Nocnik to wynalazek cywilizacyjny może nieco wstydliwy, a już na pewno nie tak wychwalany jak koło czy antybiotyki, ale szalenie ważny i po cichu bardzo doceniany. Świadczy o tym zresztą jego długie życie – wynalazek nocnika przypisuje się Sybarytom, którzy podobno zawsze nosili je ze sobą na bankiety, w Europie używany był jeszcze i w dwudziestym wieku, a w wielu częściach świata, w tej czy innej formie, z powodzeniem egzystuje do dzisiaj.
Miesiąc: listopad 2022
Tylko chwila
Tylko chwila, gdy ziarenko piasku spada na dno klepsydry. Zanim go dosięgnie. Nie mamy nic więcej.
Justo Gallego Martinez
Przed rokiem, dokładnie 28 listopada 2021 roku, w wieku 96 lat zmarł Justo Gallego Martínez, rolnik i budowniczy, samouk, który bez jakiegokolwiek planu architektonicznego wzniósł katedrę o powierzchni ponad 4,7 tys. metrów kwadratowych i wysokości około 40 metrów. Nie stać go było za zakup drogich materiałów budowlanych, korzystał tylko z surowców wtórnych i, co jest niemal kuriozalne, wszystkie prace przeprowadził bez użycia dźwigu. Jego monumentalne dzieło posiada elementy charakterystyczne dla katedry: trzy nawy, 12 wież o wysokości 60 metrów, podziemną kryptę, dwa krużganki, kaplice, pomieszczenia mieszkalne, bibliotekę, baptysterium, 28 kopuł i ponad 2 tys. witraży. Zewnętrzne wymiary głównego budynku wynoszą 20 na 50 metrów, a całkowita powierzchnia zabudowana wynosi około 8 000 metrów kwadratowych. Kopuła głównego budynku, według znawców wzorowana na Bazylice Świętego Piotra, ma około 40 metrów wysokości i około 12 metrów średnicy.
Justo wzniósł to kuriozum na działce, którą odziedziczył po rodzicach. Nigdy nie czynił i nie miał żadnych formalnych planów budynku, wyrównał jedynie grunt i rozpoczął prace ziemne. Pracował przez dziesięć godzin dziennie od szóstej rano, z wyjątkiem niedziel, przez 60 lat. Cała epopeja rozpoczęła się w 1961 roku, gdy musiał odejść z klasztoru trapistów, gdzie był nowicjuszem. Przyczyną była gruźlica, jego zdrowie pogarszało się z powodu ascetycznego trybu życia w zakonie. Justo złożył wówczas ślub, że jeżeli wyzdrowieje, zbuduje sanktuarium ku czci Matki Bożej Filarowej, do której się modlił. Prawie dotrzymał słowa, sprawdźcie to sami na Internecie, ale los jego dzieła jest wciąż niepewny.
Zielone ludziki
Wyobraźmy sobie naszą może wcale nie tak odległą przyszłość: na Ziemi żyje nie 8, jak obecnie, lecz 18 miliardów ludzi i trzeba ich wszystkich wyżywić. Wyobraźmy sobie dalej, że rozwiązano ten problem przez wstrzykiwanie do naszych organizmów chlorofilu. Pewnie będziemy wówczas przypominać słynne zielone ludziki, na które tak daremnie polowaliśmy, lecz dzięki temu będziemy również mogli egzystować dokładnie jak rośliny – wylegując się w słońcu na jakiejś plaży, leniwi i beztroscy, a w naszych organizmach z zawartego w powietrzu dwutlenku węgla i wypijanej wody będą powstawały cukry, co zapewni nam trwałe uczucie sytości. Oszczędnie i wygodnie. I wcale nie jest to taka znów utopia. Co prawda nie udało się jeszcze zastosować tego u ludzi, ale naukowcy zapewniają, że jest to wyłącznie kwestia czasu. Pewne morskie ślimaki już dziś świetnie egzystują właśnie dzięki fotosyntezie. Chodzi o Elysia chlorotica, ślimaka morskiego, który ma zaledwie kilka centymetrów długości i do złudzenia przypomina mały, zielony listek. Młode ślimaki tego gatunku już od momentu wylęgu żywią się wyłącznie glonami Vaucheria litorea, wysysając z ich komórek organella zawierające chlorofil. I tutaj jest clou tej historii – żaden organizm roślinożerny nie potrafi przyprowadzać fotosyntezy tylko poprzez zjedzenie sałaty, a Elysia chlorotica właśnie tego dokonała. Z pomocą technik molekularnych ustalono, że ślimak przeprowadził proces kleptoplastii, czyli skradł sobie zestaw genów zawierających informację o niezbędnych enzymch i z pomocą wirusów poprzez transfer poziomy wbudował we własny genom. Tym sposobem stał się jedynym znanym organizmem zwierzęcym, który po pierwszym posiłku z glonów potrafi przez resztę swojego życia odżywiać się przetwarzając energię świetlną.
Może nie powinniśmy więc traktować różnych Gatesów, fanatycznych ekologów, zwolenników Zielonego Ładu, wegetarian i weganów jako szaleńców? Może oni już dzisiaj dobrze wiedzą, jaki będziemy mieli kolor skóry jutro?
Prawda
Vilhjalmur Stefansson: Najbardziej uderzającą sprzecznością naszej cywilizacji jest głoszony przez nas fundamentalny szacunek do Prawdy i najgłębsze lekceważenie, z jakim ją praktykujemy.
Dobra uwaga. Prawdą chętnie i namiętnie wycierają sobie gęby wszystkie organizacje, rządy, religie, wszyscy politycy, filozofowie, księża, nauczyciele, wszyscy razem i każdy z nas z osobna i wszyscy nienawidzą jej jak najgorszej zarazy i unikają jej, gdy tylko jest to możliwe. Zawsze. Prawda jest ostatnią rzeczą po którą sięgamy w naszych narracjach czy działaniach. I nigdy nie używamy Prawdy, gdy nie jesteśmy do tego bezwzględnie przymuszeni, a mimo tego wciąż bezczelnie zapewniamy innych, a nawet samych siebie, o naszym bezgranicznym oddaniu i uwielbieniu dla Prawdy. Najbardziej, i najobrzydliwiej, zakłamani z nas skłonni są nawet dać się zabić za Prawdę. Kto wie, czy nie powinno się im tego umożliwiać …
L’Humanité?
25 czerwca 1940 r., w dzień po zawarciu zawieszenia broni, francuska Partia Komunistyczna złożyła do Gestapo podanie o … pozwolenie na wydawanie ich dziennika „L’Humanité”. Uzasadniano to następująco: „Pozwolimy sobie przypomnieć, że my, komuniści, jedyni występowaliśmy przeciwko wojnie i domagaliśmy się pokoju wtedy, kiedy wiązało się to dla nas ze znacznym ryzykiem…
Komuniści zapewniali w podaniu, że L’Humanité” będzie stawiała sobie za główne zadanie demaskowanie machinacji agentów brytyjskiego imperializmu. I tak było do 22 czerwca 1941. Dopiero po napaści niemieckiej na Rosję, czyli od czerwca 1941 roku, zmieniło się wszystko: Anglia przestała być imperialistyczna, wojna stała się wyzwoleńcza. Niemcy przeobraziły się hitlerowskie, de Gaulle awansował nagle do miana bohatera, a Francję uznano za ukochaną ojczyznę. Wszystko to dokonało się w ciągu jednego dnia: 22 czerwca 1941. Nie zmieniło się tylko jedno: francuska partia komunistyczna tak jak i przedtem pozostała ślepym narzędziem rządu sowieckiego.
Alter Fritz
Podczas pobytu w Polsce zakupiłem, a potem heroicznie przebrnąłem przez prusko ciężkie i nastroszone „Pamiętniki margrabiny Bayreuth”, siostry Fryderyka Wielkiego, obejmujące także i te czasy, gdy jej brat nie był jeszcze szczególnie wielki, a wręcz przeciwnie, gdy był mały i wielce bojaźliwy. Wychowany w absolutnie patologicznym środowisku, łamany psychicznie i upokarzany przez maniakalnego ojca, podejrzliwy i przewrotny, rysuje się w tych, życzliwych mu przecież pamiętnikach, blado jednak i nędznie. Mnie interesował jednak nie jako zlękniony braciszek margrabiny, lecz podstępny i bezwzględny Alter Fritz. To on bowiem był głównym inicjatorem rozbiorów Rzeczypospolitej i to on starał się pozyskać i nakłonić carycę Katarzynę do podziału Polski. Już w 1769 roku przedstawił w Petersburgu tzw. plan hrabiego Lynara, w którym proponował zabór części terytorium Rzeczypospolitej. Plan ten najogólniej rzecz biorąc przewidywał, że Rosja „wielkodusznie” ofiaruje Austrii miasta Lwów i Spisz, Prusy otrzymają Prusy Polskie z Warmią i prawo opieki nad Gdańskiem, a Rosja zabierze taką część Polski, jaka będzie dla niej najdogodniejsza. To miało tę bandę imperialnych złodziei zjednać do pomocy Rosji w wojnie przeciwko Turkom. Co nie udało się w roku 1769, udało się trzy lata później – głównym wnioskodawcą podpisania traktatu rozbiorowego Polski był właśnie brat margrabiny z Bayreuth, Fryderyk II Wielki. Traktat przyznawał Prusom Pomorze polskie, Warmię i Prusy Królewskie. Poza tym Prusy zagarnęły także, pod różnymi pretekstami, 52 miasta i 1300 wsi. W książce „Historia mojego czasu”, wydanej w 1779 roku Fryderyk Wielki bezczelnie przyznawał, że „Prusy nie posiadały tytułu do zaboru polskiego Pomorza. Nie chciałbym udowadniać tęgości praw do tej ziemi”. Nie musiał. Nikt tego nie wymagał.
Troskliwi sąsiedzi
W lutym 1772 roku został zawarty układ rozbiorczy prusko – rosyjski. Rokowania trzech zaborców sfinalizowano traktatami podpisanymi 5 sierpnia 1772 r. w Petersburgu, które we wstępie zawierały następujące uzasadnienie pierwszego rozbioru Polski: W imię Trójcy Przenajświętszej, Duch stronniczy podtrzymujący anarchię w Polsce, każe obawiać się zupełnego rozkładu tego państwa, co mogłoby zaszkodzić interesom sąsiadów tej Rzeczypospolitej, naruszyć dobre stosunki między nimi i wzniecić ogólną wojnę. Więc Austria, Prusy i Rosja, mając zresztą względem Polski pretensje o prawa równie dawne jak słuszne, postanowiły wystąpić z nimi, przywrócić porządek wewnątrz Polski i nadać temu państwu stan polityczny więcej zgodny z interesami jego sąsiadów…
Historia to recykling, jak pisałem wcześniej. Także i dzisiaj nasi, ci sami zresztą sąsiedzi, są tak samo zatroskani naszym rozkładem i chętnie nadaliby Polsce „stan polityczny więcej zgodny” z ich interesami.
Obelgi
W czasach Kazimierza Wielkiego i według Statutu Wiślickiego obelgi wobec kobiety uznawano za przestępstwo równe wydobyciu oręża w obecności króla.
Szwedzkie drzwi
Drzwi pełnią rolę ruchomej przegrody, służą najogólniej rzecz biorąc do oddzielenia jednego pomieszczenia od drugiego, do wpuszczania do środka świeżego powietrza, a niekiedy do ochrony nas przed powietrzem niezbyt świeżym. Tautologia? Z całą pewnością, ale kiedy myślę o drzwiach w toaletach szwedzkich mieszkań, wydają mi się one być czymś absolutnie zbytecznym i równie staromodnym jak na przykład getry. Entuzjaści szwedzkich filmów zapewne wielokrotnie podziwiali sceny z kimś siedzącym na sedesie, w trakcie defekacji, przy szeroko otwartych drzwiach, zwykle w swobodnej konwersacji z pozostałymi domownikami, i to bez względu na to, czy jest to ktoś obcy czy domownik. Szwedzi mają iście starorzymskie obyczaje toaletowe, choć zarozumiale skłonni są przypisywać tę zasługę wyłącznie sobie.
Niesłusznie. Już starożytni rzymscy użytkownicy latryn prowadzili w tym miejscu intensywne życie towarzyskie. W dawnym Rzymie miejsca te nie zapewniały ani odrobiny prywatności, nie dzieliło je najmniejsze nawet przepierzenie, ich użytkownicy siedzieli tuż obok siebie, niemal ramię przy ramieniu. Korzystanie z toalety domowej też niczego nie zmieniało. Zwykle uplasowane były w kuchni, a więc i tu należało liczyć się z obecnością wielu innych osób, które w danym momencie pracowały w niej albo spożywały posiłek. O najmniejszym odosobnieniu nie było nawet mowy. Rzymianom nie przeszkadzało to zresztą, ich nosy były uodpornione na smród czy mało przyjemne zapachy. Nad dumnym i potężnym Rzymem, stolicą ówczesnego świata, nieustannie unosił się skondensowany smród tysiąca wszechobecnych szamb, śmietników, kadzi z moczem i porażający nozdrza odór z kanałów odprowadzających do rzeki nieczystości z domów i ulic. Słynna rzymska Cloaca Maxima w pierwszych stuleciach biegła dokładnie przez centrum miasta, w tym przez środek słynnego Forum, i aż do II wieku p. n. e. pozostawała całkowicie otwarta.
Habituacja
Habituacja. Gdy wrzucimy żabę do gotującej się wody, wyskoczy z niej natychmiast. Jeżeli jednak włożyć żabę do garnka z wodą, której temperatura będzie wzrastała stopniowo, nawet nie zauważa, że zaczyna się gotować, a gdy podejmie wreszcie próbę ucieczki, zwykle jest już za późno. To jest właśnie habituacja, proces polegający na przyzwyczajaniu się organizmu do konkretnych, stałych bodźców. Proces zdradliwy i podstępny, bo z jednej strony wygłusza nasze otoczenie i oswaja z nim, retuszuje uciążliwe i przykre elementy, ale z drugiej usypia naszą czujność. Zdarza się często, że żyjąc w naszym garnku z wodą, w naszej rzeczywistości, nie postrzegamy zachodzących w niej zmian, nie zauważamy, że woda staje się podejrzanie gorąca, a kiedy fakt ten wreszcie dociera do naszej uśpionej świadomości bywa, że jest już za późno na ratunek. Habituacja to nie tylko pułapka na żaby. Jest to również pułapka na nas – żyjąc przyzwyczajamy się do życia takim, jakim ono jest, a kiedy odkrywamy, że za chwilę będziemy żabą ugotowaną, najczęściej nie mamy już wystarczająco dużo sił, by wyskoczyć z garnka.
Uciec od siebie
Wyrażenie „uciec od siebie” jest absurdalne, ponieważ ten, który ucieka, jest jednocześnie tym od którego chce uciec.
Historia
W rzeczywistości Historia wcale nie jest spektaklem wielkich, nowych wydarzeń. Mechanizm jej działania wydaje się polegać na skrupulatnym wykorzystywaniu wcześniejszych zdarzeń lub powielaniu pewnych stałych mechanizmów w nieco zmienionej formie czy wersji. Historia to mozolny i nieco toporny recykling – pieczołowite odzyskiwanie tego, co było, do tworzenia nowych faktów i sytuacji. Wszystko, co tylko może być użyte raz jeszcze, każdy materiał, który nadaje się do ponownego wykorzystania, prędzej czy później pojawia się na jej scenie, tyle że opatrzony nowym kodem. Historia jest bardzo oszczędna w zużywaniu swoich „surowców naturalnych” – natomiast mistrzowsko przerabia odpady.
Sztuka
W starożytnym Rzymie sztukę uprawiali przede wszystkim wyzwoleńcy i niewolnicy. Dla Rzymian sztuka nie była zajęciem dość szlachetnym, by mogli ją – bez narażania się na śmieszność – uprawiać ludzie wolni.
Szwedzkie billboardy
W szwedzkich całościennych billboardach, a nawet i plakatach reklamowych mniejszego kalibru, niepodzielnie panuje poprawność polityczna. Do absolutnie najpopularniejszych przedstawień należy w nich łączenie białej kobiety i czarnego mężczyzny, czasem występuje tylko czarna kobieta, czasem śmiszkowaci, sfeminizowani mężczyźni. Pary białe, biała kobieta i biały mężczyzna, należą do przedstawień rzadszych niż zaćmienie Słońca. Natomiast nie pojawia się wcale kombinacja typu czarna kobieta i biały mężczyzna – pewnie, by nie drażnić czarnych mężczyzn. Fakt, że czarni mężczyźni dominują w tych reklamach szwedzkie kobiety nie drażni szwedzkich mężczyzn. Szwedzcy mężczyźni nie są ani trochę zazdrośni. Jest im wszystko jedno. Szwedzki mężczyzna nie ma już samczych instynktów. Szwedzki mężczyzna dobrowolnie spacyfikował się sam.
Podróż bez podróży
Nie podróżujemy już. Przenosimy się z jednych dekoracji w inne i tylko dekoracje stanowią różnicę. Poza tym nie zmienia się prawie nic. Ludzie i tu i tam spożywają takie same potrawy, noszą takie same ubrania i obuwie z tych samych firm, słuchają tej samej muzyki, mają takie same telefony i komputery, zachowują się podobnie i oglądają takie same filmy i seriale. Wielu nie wie nawet, gdzie dokładnie byli, w najlepszym razie znają tylko nazwę kraju. Przez większości ludzi miejsca, które najmniej różnią się od ich własnego otoczenia, są uznawane za najbardziej pożądane i atrakcyjne – to one w plebiscytach na popularność uzyskują najwyższe notowania. Podróż staje się coraz bardziej wirtualna, coraz bardziej fikcyjna.
Omnipotencja
Martin Caparros w zbiorze reportaży Księżyc – od nowiu do nowiu zastanawia się w którym momencie naszych dziejów zaczęliśmy mylić siebie z bogami. Chodzi mu o nasze spęczniałe poczucie wszechmocy, które – jak sugeruje – zawdzięczamy przede wszystkim technice. To ciekawe pytanie, ale być może nie tam należy szukać wyjaśnienia. Wymyśliliśmy bogów, by stać się boskimi per procura, wymyśliła ich nasza tęsknota za tym, co nie może być naszym udziałem jako ludzi. Człowiek już od swoich początków przeczuwał, że tylko w ten pokrętny i złudny sposób może zbliżyć się do wieczności. Nasi bogowie są wszechpotężni, a dzięki temu i my możemy uczestniczyć w tej omnipotencji. Unikalność naszego gatunku polega na tym, że już od zarania swoich dziejów marzył o wszechmocy. Bogowie są wyrazem tego marzenia.
Mózg i myślenie
Ostatnie badania naukowe potwierdzają, że na skutek zbyt intensywnej pracy umysłowej w mózgu kumulują się szkodliwe substancje, które w poważnym stopniu mogą zaburzać jego funkcjonowanie. Chodzi o wydzielanie się kwasu glutaminowego (w naszych organizmach występuje zazwyczaj w formie anionu nazywanego glutaminianem). To najważniejszy neuroprzekaźnik pobudzający w układzie nerwowym. Od jego aktywności zależą między innymi procesy uczenia się i zapamiętywania, pod jego wpływem podejmujemy decyzje, zwłaszcza emocjonalne – jednocześnie jego zbyt wysokie stężenie zabija komórki nerwowe i może prowadzić nawet do zaburzeń psychicznych. Naukowcy radzą, by przy intensywnym wysiłku intelektualnym, na przykład w trakcie pracy twórczej, stosować częstsze przerwy, podjąć się jakiegoś wysiłku fizycznego lub – co czyniło wielu znanych pisarzy i filozofów – odbywać solidne spacery czy uciekać w sen, a przynajmniej krótkie drzemki, bowiem w czasie snu nadmiar glutaminianu jest z mózgu usuwany.
Potwierdza to tylko dobrze już znaną prawdę, że mózg – wbrew naszym optymistycznym i naiwnym przekonaniom – wcale nie jest stworzony do myślenia, a myślenie wybitnie nam nie służy.
Bieda
Zmieniło się wiele. Zmieniła się nawet bieda. Stała się mniej biedna, nabrała pewnej ogłady, ubiera się lepiej i zamożniej, przyjemniej pachnie. Nie zmieniło się tylko to, że pozostała tak samo hałaśliwa jak była kiedyś, może nawet bardziej. Bieda jest zawsze hałaśliwa.
Outremer
Francuskie słowo Outremer znaczy dosłownie „Zamorze” – w średniowieczu używano tego określenia na oznaczenie terenów zajętych przez krzyżowców w wyniku I wyprawy krzyżowej. Był to pas nadbrzeżny rozciągający się od Małej Armenii na północy do Gazy na południu, a składał się z czterech państw: Hrabstwa Edessy, Księstwa Antiochii, Hrabstwa Trypolisu oraz Królestwa Jerozolimskiego.
Ciekawy opis tych terenów pozostawił w swoim dzienniku podróży po Outremer w 1184 roku Ibn Dżubajr, hiszpański muzułmanin: Opuściliśmy Tibnin (Toron, leżący na obszarze Królestwa Jerozolimskiego) traktem prowadzącym obok domostw muzułmanów, którzy wiodą pod rządami Franków bardzo dobre życie – niechaj Allah uchroni nas przed taką pokusą! Narzucone im prawo przymusza ich do oddawania połowy plonów zboża w czasie żniw, płacenia pogłównego w wysokości jednego dinara i siedmiu karatów oraz niewielkiego cła na sady owocowe. Muzułmanie są właścicielami swoich domów i rządzą sobą według własnej miary. Tak też zorganizowane są gospodarstwa i wielkie wsie na terytorium Franków. Wielu muzułmanów doświadcza silnej pokusy osiedlenia się tutaj, dostrzegając dalekie od dogodnych warunki, w jakich ich bracia żyją w prowincjach pod rządami muzułmańskimi. Niestety zawsze znajdą oni powód do utyskiwania na niesprawiedliwości swoich przywódców na ziemiach rządzonych przez braci w wierze, gdy tymczasem Frankom nie szczędzą pochwał, polegając zawsze na ich sprawiedliwości.
Niechlubna tradycja
„Tragedia templariuszy”, Michael Haag: Załoga zamku Beaufort na południowym krańcu doliny Bekaa w Libanie poddała się w 1268 roku. Wyśmienici muzułmańscy inżynierowie wojskowi zbudowali dwadzieścia sześć machin oblężniczych: taranów, wież i katapult, zakupiwszy drewniane ramy i metalowe części od kupców weneckich zawijających do portów egipskich.
Zachodni Europejczycy z chęci zysku wielokrotnie pomagali w islamizacji Bliskiego Wschodu. Wtedy i potem, wystarczy wspomnieć o niechlubnym udziale w upadku Konstantynopola. Z co najmniej równym zapałem pomagali także w sowietyzacji Europy Środkowej i Wschodniej jeszcze niedawno. W sierpniu 1920 roku lwowski Dziennik Ludowy informował, że tak zwane powszechne zrzeszenie niemieckich Związków zawodowych, Soc. Demokratyczna partia Niemiec oraz niemiecka partia komunistyczna ogłosiły następującą odezwę: Z dnia na dzień mnożą się pogłoski, że wojska koalicyjne gromadzą się nad Renem, że zwozi się tam materyał wojenny i żywność, aby wesprzeć Polaków w wojnie z Rosyą, rozpętanej przez polski rząd. Gdyby koalicya wymusiła przewiezienie transportów przez Niemcy, oznaczałoby to złamanie niemieckiej neutralności. Niemiecka klasa pracująca musi temu wszelkimi środkami przeszkodzić i odmówić współudziału przy próbach transportowania wojsk i amunicyi przez niemieckie terytoryum.
Z Dziennika Ludowego pochodzi również wiadomość o tym, co w tym samym czasie działo się w Pradze: wydział wykonawczy czesko-słowackiej soc. demokratycznej partyi robotniczej, przy współudziale członków prezydyum niemieckich socyalistów wydał odezwę, w której podnosi, że zwycięstwo Rosyi sowieckiej leży w interesie międzynarodowego socyalizmu. Cała tedy sympatya czesko-słowackiego i niemieckiego proletaryatu rewolucyjnego znajduje się w tej walce po stronie Rosyi sowieckiej.
A czy i dziś, w roku 2022, Europa jest już całkowicie wolna od tej nędznej i wielowiekowej tradycji?
Cecha stałości
To, czym jestem, jest zawsze nieuchwytne i bezkształtne. Paradoksalnie tylko to, czym byłem, czyli to, co już nie istnieje, zdaje się przejawiać cechy stałości. W moich własnych oczach określa mnie więc coś, czego nie ma.
Lądy do odkrycia
Ani w literaturze ani w sztuce żadna nowość nie jest już możliwa. Lądy do odkrycia są jeszcze tylko w nauce.
Egipska kampania Napoleona
Pouczająca jest egipska kampania Napoleona. W 1799 r. Napoleon opuścił wojsko wyruszając na powrót do Francji, ale Francuzi utrzymali się jeszcze w Egipcie. Zostali ostatecznie wyparci przez wojska angielskie i tureckie dopiero dwa lata później. Wśród wielu przyczyn, które zadecydowały o ich porażce w Egipcie często wymienia się między innymi niezrozumienie przez nich realiów społecznych w kraju nad Nilem. Francuzi bowiem, organizując nowy tryb życia w podbitym Egipcie, kierowali się oświeceniową, lansowaną przez rewolucję zasadą, iż wszyscy ludzie preferują postęp i wszyscy marzą o wolności. Naiwnie usiłowali więc zaszczepić te wzniosłe idee i w Egipcie, w świecie w którym były one totalnie obce, a na dodatek odbierane przez Egipcjan jako nowa, perfidna, znacznie okrutniejsza forma poddaństwa i uciemiężenia niż to, czego doświadczali wcześniej. Egipska kampania jest pouczająca, ale jeszcze bardziej pouczające jest to, że nikt nigdy niczego się z niej nie nauczył – wciąż wierzymy, że postęp i wolność dla wszystkich znaczą dokładnie to samo.
Zwyczajny sadyzm
Nasze życie. Jesteśmy świadomi nie tylko tego, czym i jakie ono jest, ale i tego, że mogło ono być zupełnie inne, że mogliśmy przeżyć je całkiem inaczej, że mogliśmy być kimś innym. To, właśnie to, świadomość, że mogliśmy być kimś innym – żadna inna żywa istota nie jest wydana na pastwę doświadczenia tak okrutnego i tak bezprzykładnie sadystycznego.
Europejczycy
Do 23 lutego tego roku można było jeszcze żyć w mniej czy bardziej wątłym przekonaniu, a jednak przekonaniu, że „my, Europejczycy” to nie tylko Francuzi, Niemcy czy Włosi, ale również Polacy, Litwini, Estończycy, Łotysze, Słowacy, czyli cała ta nowa i odzyskana część Europy, którą w Jałcie beztrosko sprzedano ruskim chanom. Od 23-go lutego tylko idiota może jeszcze żywić nadzieję, że jesteśmy niepodzielną, równą Europą i że Polak jest równie dobrym Europejczykiem jak Niemiec.
Mylimy się
Mylimy się zawsze. Mylimy się nawet wówczas, gdy mamy rację. Często wtedy mylimy się zresztą najbardziej, choć w gruncie rzeczy jest to bez znaczenia – nie jest to nawet różnica stopnia. Po prostu inny wariant daremności.
Kiedy zaczyna się starość
Starość zaczyna się od chwili w której uświadamiasz sobie, że życie ma kres. Nie jest bowiem prawdą, że zawsze jesteśmy tego świadomi. Oczywiście, niekiedy dowiadujemy się o tym dość wcześnie, w ten lub inny sposób, przez chorobę lub nieszczęście i zaczynamy rozumieć, jak kruche jest nasze istnienie, ale nie ma to jeszcze wiele wspólnego z tym nagłym, gwałtownym rozbłyskiem ognia w twoich żyłach, ze świadomością, że twoje życie ma kres, że kończy się ostatecznie i nieodwołalnie. To rodzaj satori, bo i po tym doświadczeniu dotychczasowy świat przestaje być takim, jakim wydawał się wcześniej. Dopóki nie przeżyłeś tej chwili, wciąż jesteś młody i nieśmiertelny.
Kafka i dziewczynki
Dziennik 1914-1923 Franza Kafki. Czyta się te zapiski tak, jakby przez zakurzoną, zabrudzoną szybę oglądało się starą mapę – nic w tym nie jest ani czytelne ani jasne. I nic z tego nie da się zapamiętać. I nigdzie, w żadnych dziennikach czy pamiętnikach, których przeczytałem sporo, nie znalazłem tak przedziwnej fascynacji. Trzydziestoletni mężczyzna, który zwraca uwagę na dziewczynki. W świecie trzydziestolatków istnieją kobiety, wszelkiej maści kobiety, kobiety rozkwitające lub dojrzałe, piękne lub brzydkie, ale tylko kobiety – dziewczynki nie istnieją w świecie trzydziestoletnich mężczyzn. Trzydziestoletni mężczyźni nie postrzegają dziewczynek. Kafka postrzega, widzi je, interesuje się nimi, natychmiast wychwytuje je w pejzażu. W świecie Kafki dziewczynki istnieją zadziwiająco natrętnie. Co kilka stron pojawiają się takie uwagi: Pięcioletnia dziewczynka, Baumgarten, krótka droga wiodąca do głównej alei, włosy, nos, promienna twarzy. / Mała, brudna, biegająca na bosaka dziewczynka w koszulowej sukience, z rozwianymi włosami. / Po południu u Baumana. Udziela lekcji fortepianu małej, bladej dziewczynce w okularach. / Gruba dziewczynka z mnóstwem srebrnych bransoletek. / Ze zdenerwowania grałem w piłkę z małą dziewczynką, etc.
Koncert hebanowy
Tom czwarty Pamiętnika Kijowskiego. Relacja Juliusza Baykowskiego. Jego siostra Maria i jej mąż, Józef Żurakowski, w okresie międzywojennym sędzia w Łucku, mieli stałą siedzibę w Uściługu, którą odkupili od Igora Strawińskiego i jego żony. Strawiński motywował sprzedaż tej posiadłości słowami: „nie żełaju żyt pod polskim prawitielstwom”. Innymi słowy, sławny muzyk wolał żyć pod ruskim prawitielstwom, choć ze strony ojca miał przecież i polskie korzenie. Ojciec Strawińskiego pochodził z kresowej szlachty Strawińskich herbu Sulima, a jego prapradziadek Stanisław, jeden z oficerów konfederacji barskiej, brał w roku 1771 udział w porwaniu króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Utwory Strawińskiego nigdy nie należały do moich faworytów, ale zawsze lubiłem i chętnie słuchałem jego Koncertu hebanowego. Wpuściłem go wczoraj i wyłączyłem już po kilku taktach – nie wiem czemu, ale teraz już nie wydaje mi się być tak pasjonujący.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.