To mnie zawsze zdumiewało: nie ma w Odysei sceny pożegnania Odyseusza z Kalipso. Co za sceneria – morze, niespokojne i ciemne jak wino, wyspa na końcu świata, rozstanie na zawsze, nawet Eurypides nie oparłby się takiej okazji, nie wspominając o hollywoodzkich reżyserach. Ale stary Homer milczy. Odys rozpina żagle, siada przy sterze, odbija od wyspy, biegle przez ciemne odmęty łódź kierował. Kalipso nie ma na brzegu morza, brzeg jest pusty, żadnych sentymentów, żadnych łez, żadnej czułości. Homer milczy o pożegnaniu. U Homera nie ma melodramatycznych czy operetkowych scen. To nie jego genre. Nie ta epoka. Homerycka rzeczywistość jest drapieżna i ostra jak stal. Nie ma czegoś takiego, co moglibyśmy nazwać moralnością homerycką. Moralnością tamtej epoki jest skuteczność. Oceny, etyczna i prakseologiczna, spotykały się wówczas jedynie przez przypadek, rzadko, tak rzadko, że nawet nie warto o tym wspominać. Kalipso nie żegna więc odpływającego Odysa, nie stoi na brzegu, z bezgranicznym smutkiem w jej pięknych oczach, i dwojgiem dzieci, synów Odysa, uczepionych jej sukni. Kalipso nie jest antytezą jego losu. Antytezą jest Penelopa. Kalipso oferuje Odysowi tylko i wyłącznie nieśmiertelność, ale nieśmiertelność dla nas, śmiertelnych, jest darem żałośnie skąpym i ubogim. Nieśmiertelność nie zawiera żadnego wyzwania. Penelopa jest wyzwaniem, droga do Penelopy jest wyzwaniem. Wyzwaniem jest życie, wyzwaniem jest śmierć. Kalipso nie wie o tym. Jest nieśmiertelna, a więc naiwna.
Miesiąc: listopad 2020
Bądź moim bratem
Bądź moim bratem, albo cię zabiję, powiedział Chamfort, parodiując jedno z haseł Rewolucji Francuskiej. Bardzo to przypomina obecną sytuację z koronawirusem. Rządy niemal wszystkich krajów na świecie tak bardzo „troszczą” się o nas, tak bardzo chcą, żebyśmy stali się ich braćmi, że – w razie odmowy – nie zawahają się nas zabić. Gdzieniegdzie już to czynią.
Odysjada 4
Odys nie bardzo wierzy w szczerość intencji Kalipso, gdy ta informuje go, że może opuścić jej wyspę. I daje temu wyraz. Jest nieufny, podejrzliwy, prostacki, nieokrzesany, wymusza na niej przysięgę, że go nie skrzywdzi, że nie jest to pułapka. Odys nie jest dżentelmenem, jest postacią homerycką, żyje w świecie w którym Hektor mógł odważnie uciekać przed ścigającym go Achillesem. Kalipso składa więc przysięgę, że go nie skrzywdzi, ale raz jeszcze, próżna jak każda boginka, jak każda kobieta, kokieteryjnie żąda, by potwierdził, że Penelopa nie może się z nią mierzyć. I Odys zapewnia ją o tym, jakże bym to nie wiedział, że między Penelopą a tobą jest przedział, ale sugeruje jednocześnie, że nie o Penelopę tu chodzi, lecz o powrót, powrót do domu, bo tylko to jest dla niego ważne i tylko tego pragnie. Odys jest ostrożny. Nie jest błędnym rycerzem, nie sławi Penelopy, bo to mogłoby mu zaszkodzić. Doskonale wie, jak groźny może być gniew obrażonych kobiet, a cóż dopiero gniew obrażonych boginek.
Oświecenie
Oświecenie mas odbyło się bez ich zainteresowania tym „dobrodziejstwem” i bez ich przyzwolenia. Była to fanaberia intelektualistów, ich idee fixe, lekkomyślna i niebezpieczna. I teraz i jedni i drudzy nie bardzo wiedzą, co z tym zrobić.
Rozsądek
Bodaj nigdy nie wykazujemy aż tyle inteligencji i pomysłowości co wtedy, gdy chcemy uniknąć używania zdrowego rozsądku. A zdarza się to często, niestety.
Wojny diadochów
Grecy raz jeszcze. Po śmierci Aleksandra Wielkiego, gdy diadochowie podzielili między siebie jego olbrzymie królestwo, świat stał się par excellence grecki. Ale diadochowie nie kontynuowali zamysłu Aleksandra, ruszając na dalszy jego podbój. Natychmiast zaczęli walczyć między sobą i w gruncie rzeczy to nie Rzymianie zniweczyli grecką dominację – uczynili to sami Grecy, a Rzymianie, zręcznie wykorzystując ich wewnętrzne niesnaski, jedynie im w tym dopomogli. Działania wojenne z tego okresu objęły swoim zasięgiem cały ówcześnie znany świat, od Grecji kontynentalnej i wysp po Afrykę Północną, Azję Mniejszą, Bliski Wschód i Iran, a ich celem było panowanie nad światem. Walki pochłonęły dziesiątki, a może setki tysięcy ludzkich istnień. Dwadzieścia lat między 321–301 rokiem to okres brutalnych i bezwzględnych wojen – praktycznie nieprzerwanego pasma wojen, wojen na taką skalę, że śmiało należałoby uznać je za pierwszą w dziejach wojnę światową.
Odysjada 3
Pierwsza noc Kalipso i Odysa po złowieszczej wizycie Hermesa … wtem zaszło słońce i nastał mrok szary / Oboje pod sklepienia weszli tej pieczary / Rozkoszując miłością spali obok siebie. Bardzo wymuszona czułość Odysa pewnie nie umniejsza jednak czułości Kalipso. Jest nieśmiertelna, musi czuć i rozumieć kruchość kilku dni, które jeszcze są przed nimi, zanim Odys ukończy budowę tratwy. Jak często ktoś nieśmiertelny otrzymuje szansę, by przeżywać nieodwołalny koniec czegoś niepowtarzalnego? Nic nie kończy się w świecie nieśmiertelnych. W świecie nieśmiertelnych nie ma nawet słowa koniec. W świecie nieśmiertelnych jest tylko trwanie. Kalipso nie zmarnuje więc tych czterech dni i czterech nocy, które jej jeszcze pozostały i nie będzie jej przeszkadzać świadomość, że wdzięczność jest zapewne głównym ingredientem w miłosnym zapale Odysa. Bogowie są realistami. Nie dbają o pozory, żądają jedynie ofiary.
Odysjada 2
Kalipso, przekazując Odysowi nowinę o uwolnieniu go z jej wyspy, nic nie wspomina o swoim uczuciu. Jest zrozpaczona, rzuca to w twarz Hermesowi, ale w jej słowach do Odysa nie ma już żadnych akcentów rozpaczy. Chcesz wracać do Itaki, wracaj, nie chcę, abyś się smucił czy rozpaczał, jestem gotowa cię puścić, a do tego hojnie wyposażę cię we wszystko, czego będziesz potrzebował w drodze, pomogę ci. Jest lakoniczna i rzeczowa. Ani słowem nie wspomina o tym, że nie jest to jej zasługa, że jest to kategoryczne żądanie Zeusa. Nie ujawnia też, że została zmuszona do tego pod groźbą kary, ani tego, że nie odważyła się sprzeciwić woli Zeusa ani tego, że nie walczyła o swoją miłość, że oddała ją bez walki i że Hermes nie musiał przekonywać ją długo, bo posłusznie zaakceptowała wolę Gromowładnego. W ustach Kalipso jest to tylko i wyłącznie jej decyzja. Żaden nakaz, żaden przymus, jedynie jej wola, jeszcze jeden dowód jej uczuć do niego, gdyż kocha go, ale i widzi jego tęsknotę. Kalipso nie kłamie, omija prawdę. Jest dumna. Jest boginką. Jest nimfą. Nie skarży się i nie płacze. Jeżeli czuje ból, zachowa go dla siebie. Odys nie jest dla niej równorzędnym partnerem. Jest człowiekiem, istotą śmiertelną, przed śmiertelnymi nie wolno demaskować się, odsłaniać i poniżać. Nie muszą wiedzieć wszystkiego. Lepiej, gdy nie wiedzą.
Gdzie jest grypa
Każdego roku o tej porze niepodzielnie panowała grypa. Znalazłem dane z ostatniego tygodnia stycznia 2017. Odnotowano wówczas ponad 360 tysięcy zachorowań na grypę, czyli trochę powyżej 50 tys. dziennie. Nie pamiętam, by z tego powodu ogłoszono wtedy epidemię czy – tym bardziej – pandemię. W tym roku nikt nie choruje na grypę. Po prostu nie ma chorych na grypę. Osobiście nie znam nikogo, kto byłby chory na grypę. Grypa, zwyczajna grypa, choć czasami bardzo męcząca, paskudna i uparta, całymi tygodniami trzymająca nas za gardło i rozsadzająca astmatycznym kaszlem nasze płuca, znikła zupełnie. Nie ma po niej nawet śladu. Dziś wszyscy, w wielu wypadkach nie bez pewnej dumy, chorują na koronawirusa. Jak to jest możliwe?
Strach
Powód dla którego ludzie uczą się niechętnie i niechętnie zmieniają swoje przekonania wcale nie jest związany z ignorancją, umysłowym lenistwem czy brakiem ciekawości. Głównym powodem jest strach. Poznawać nowe rzeczy, dodawać coś do swojej wiedzy, poszerzać swoje horyzonty, związane jest z nieustanną korektą swego światopoglądu, swoich przekonań, wizji, wyobrażeń, osądów i zapatrywań. Każda taka zmiana, każda taka korekta to stan zawieszenia – opuszczasz znany teren i znajdujesz się na grząskim, nieznanym gruncie. To trochę tak, jakbyś na czas zanim ustabilizujesz swoje nowo uzyskane widzenie świata – zakładając, że w ogóle zdołasz to uczynić – musiał żyć na niewyobrażalnej wysokości bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Strach. Paraliżujący strach.
Odysjada 1
Kalipso. Pani Ogygii, uderzająco piękna, długowłosa boska nimfa skazana przez Zeusa na zesłanie z powodu buntu jej ojca, Atlasa. Samotna na wyspie zapomnianej przez bogów i ludzi. Samotna do chwili, gdy w jej pustelni pojawia się rozbitek, Odys. Czy kochała go? Nie można w to wątpić. Pragnęła dać mu nieśmiertelność i wieczną młodość, urodziła mu dwóch synów, Nausitusa i Nausinusa, spędzili razem siedem bardzo szczęśliwych dla niej lat. Siedem lat to wieczność. Nie wiemy, ile czasu Odys i Penelopa byli małżeństwem, zanim Odys wyruszył pod Troję. Rok, może dwa, pewnie nie więcej. Od tamtej chwili minęło jednak 20 lat. Penelopa jest już kobietą w średnim wieku, ma około czterdziestu lat, może czterdzieści jeden, dwa. Z całą pewnością nie jest dawną atrakcyjną, dwudziestoletnią dziewczyną. Odys o tym wie. Ten mężczyzna potrafi liczyć. My również o tym wiemy. I, podobnie jak Odys, jesteśmy po stronie Penelopy i razem z nią, każdej nocy, prujemy tkaninę, całun pogrzebowy Laertesa. Tylko czy na pewno Odys jest po stronie Penelopy? Odys jest przecież zawsze tylko po swojej stronie. I czy my jesteśmy po jej stronie? Co nas uwodzi w Penelopie? Jej wierność, jej niezachwiana wiara w męża, jej stałość, jej duma? Rozpacz Kalipso, gdy dowiaduje się, że musi uwolnić Odysa, nawet jeżeli uwierzymy, że jest zrozpaczona, nie bardzo nas jednak porusza. Kalipso jest piękna, wiecznie młoda, jest tą drugą, jest nieśmiertelna, jest uprzywilejowana mimo swojej niewoli, jest obca, i nie należy do naszego świata. Nie mamy żadnych szans, by jej współczuć. Jesteśmy po stronie Penelopy. A więc po naszej własnej stronie. Dokładnie jak Odys. Żal mi Kalipso. Nie, nie Penelopy. Penelopa nie ma już nic do zyskania. Kalipso natomiast traci wszystko.
Nad Elsterą
Lipsk 1813. Poniatowski próbuje wycofać się z miasta, które przechodzi już w ręce sprzymierzonych. Jest w kleszczach koryta dwóch wezbranych i rwących, rozlanych rzek, Pleśny i Elstery, płynących prawie równoległe w małej od siebie odległości. Zapada decyzja, by pokonać rzekę wpław. Koń księcia, znoszony nurtem, nie może dobić do brzegu. Wówczas na pomoc księciu rzuca się młody oficer sztabowy, Francuz Hipolit Blechamps. Pomaga księciu uwolnić się od konia i wydostać się na brzeg. Dalej próbują iść pieszo ogrodami, tu jednak Poniatowskiego po raz czwarty tego dnia trafiła nieprzyjacielska kula, tym razem w bok. Bardzo osłabiony i tracący przytomność książę Józef wsiada jednak na nowego konia, wspomagany przez otaczających go oficerów, i ponownie rusza ku rzece. Jest z nim adiutant, kapitan Ludwik Kicki (przyszły generał, zginie pod Ostrołęką), mały oddział Krakusów, polski artylerzysta płk. Jakub Redel i wspomniany francuski kapitan Hipolit Blechamps. Tymczasem wróg zajmuje już brzeg rzeki, ostrzeliwuje próbujących przeprawiać się żołnierzy. Poniatowski, widząc wrogi oddział na swojej drodze, kieruje konia do Elstery, dociera nawet do przeciwległego brzegu, lecz podczas wychodzenia na stromy brzeg trafia go piąta kula. Książę osuwa się z powrotem do rzeki, dzielny Blechamps po raz kolejny rzuca się na pomoc, walczy o życie księcia utrzymując jego głowę ponad wodą, aż opada z sił i razem znikają w spienionych nurtach Elstery. W nocy przeszukałem Internet w poszukiwaniu informacji o kapitanie Blechamp lub Blechamps. Tylko lakoniczna notatka, że prawdopodobnie pochodził z Hawru oraz, że był oficerem sztabowym. Nic ponadto.
Dziesięciu małych murzynków
Nie to jest smutne, że nie ma już dzieł wybitnych (te pojawiają się rzadko), lecz to, że szmira i przeciętność triumfują dziś jak nigdy przedtem. Literatura, malarstwo, film, muzyka, poezja, wszystko bez wyjątku przystrzyżone jak trawnik przed mauzoleum Kim Ir Sena. Poprawność polityczna pożeniona z prezentyzmem wkrótce dokonają pewnie reszty, ale i dziś już nikt nie odważa się powiedzieć niczego, co nie jest dozwolone. Dokonuje się nawet zabiegów na przeszłości. Czytam dzisiaj, że powieść kryminalna Agathy Christie, „Dziesięciu małych murzynków„, zmieni we Francji swój tytuł na „Było ich dziesięciu”. Dokonane zostanie również „pewne dostosowanie” treści tłumaczenia. Ma to na celu „uniknięcie zranienia choćby jednej osoby” sformułowaniami użytymi w książce. Słowo „nigger”, występujące w książce 74 razy, zostanie zastąpione przez ekwiwalent politycznie poprawny. W Polsce „Dziesięciu małych Murzynków” ukazało się w 1960 roku. Od 2004 roku tytuł książki brzmi „I nie było już nikogo”. Chciałoby się dodać …i niczego. Proroczy tytuł.
Literatura mas
Màrai, w czwartym tomie Dzienników, lata siedemdziesiąte. Uważa, że masy nie potrzebują pisarza. To prawda. Dziś widać to jeszcze wyraźniej. Pisarz stał się dostawcą rozrywki. „Literatura” mas jest rozrywkowa, to kryminały, komiksy, harlekiny, powieść sensacyjna, gatunki, które mają drażnić zmysły, jak horrory czy pornografia. Stąd totalna degradacja roli pisarza. Pisarz nigdy nie był idolem mas i nigdy nim nie będzie. Idolem mas może być piłkarz, ewentualnie gangster. Pisarz nie jest z „tego świata”.
Konstantyn XI
Konstantyn XI. Ostatni cesarz Bizancjum. Władcy schyłkowych dynastii zlewają się zwykle z charakterem takich epok – są przeważnie anemiczni, słabi, pozbawieni woli, pogrążeni w marazmie, dekadenccy. O Konstantynie nie można tego powiedzieć. Osaczony, zdradzony i opuszczony, skazany na klęskę dał dowód niesłychanej siły i odwagi. Historycy obecni przy upadku miasta raportowali różne wersje jego śmierci. Wśród mieszkańców kolonii włoskiej krążyła opowieść o tym, że głowę cesarza przynieśli sułtanowi jacyś dwaj anonimowi tureccy żołnierze, a wzięci do niewoli dworzanie rozpoznali ją głowę swego pana. Mehmed umieścił ją podobno na kolumnie na Forum Augusta, po czym wypchał i wysłał w celu wystawienia na czołowych dworach świata islamu. Barbaro informował, iż widziano ciało cesarza w stosie zabitych, a inni uparcie głosili, że nigdy nie zostało odnalezione. Florentyńczyk Tetaldi pisał, że cesarz na pewno skonał przy bramie św. Romana, powalony na ziemię i zadeptany butami tysięcy wdzierających się do miasta janczarów. Także według Konstantego z Ostrowicy cesarz miał walczyć właśnie w tym miejscu, czyli przy bramie św. Romana, gdzie janczarzy dokonali wyłomu. Istnieje też legenda, że cesarzowi poległemu w walce odciął głowę janczar imieniem Sarielles, a Mehmed uwierzył, że to głowa cesarza wynagradzając usługę Sariellesa pieniędzmi, bogatymi szatami, końmi i namiestnictwem w Aydinie w Anatolii. Jednak żadne inne źródła nie tylko nie potwierdzają podobnego wydarzenia, ale nawet o nim nie wspominają. Georgios Phrantzes, jeden z ostatnich bizantyńskich dziejopisów, osobisty przyjaciel cesarza, próbował zdobyć więcej wiadomości, lecz dowiedział się jedynie, że sułtan nakazał poszukiwanie ciała, że pewną liczbę trupów oraz odciętych głów umyto, mając nadzieję zidentyfikowania cesarza, ale bez powodzenia. W końcu znaleziono jakieś bezgłowe ciało z orłem wyhaftowanym na skarpetach i wytłoczonym na nagolennikach. Uznano je za ciało Konstantyna XI, a sułtan oddał je Grekom, by zostało pogrzebane. Sam Phrantzes nie widział go i wątpił, czy rzeczywiście było to ciało jego pana, nie mógł też odnaleźć miejsca, gdzie zostało pogrzebane. Historyk Michał Kritobulos z Imbros napisał, że pewne w tej całej historii jest tylko to, że cesarz nie uciekł tchórzliwie, nie poddał się, nie ukrył, że – jak przystało na władcę wspaniałego imperium, jakim bez wątpienia było Bizancjum – walczył do końca i zginął w walce.
Prawdziwi mężczyźni
Szef spraw zagranicznych Niemiec, Heiko Maasa, zamieścił na Twitterze w miniony piątek, 20 listopada, wpis następującej treści: „Dokładnie 75 lat temu rozpoczął się proces norymberski. Przed sądem stanęli mężczyźni (podk. moje) odpowiedzialni za najohydniejsze zbrodnie w historii”. A więc już nie zbrodniarze Trzeciej Rzeszy, najwyżsi przywódcy Niemiec, lecz po prostu mężczyźni, jacykolwiek mężczyźni. Czy mamy rozumieć, że chodzi może o prawdziwych mężczyzn?
Satysfakcja
Satysfakcja z życia to mit. Nikt i nigdy nie czuje satysfakcji z życia. Bez względu na to, jakim ono było. Każde życie jest ułomne, niedoskonałe, chybione i niewystarczające. Bez znaczenia, kim w nim byliśmy i co osiągnęliśmy. Zawsze można było być kimś innym i osiągnąć coś innego.
Asteria
Wędrówka po Cykladach. Ortygia lub Asteria, Wyspa Przepiórek. Wyspa, która jak okręt swobodnie pływała po morzu, cumując w przystaniach życzliwych wiatrów. Osadził ją na miejscu, przymocowując do czterech diamentowych słupów, Posejdon. Nie była to kara. Uczynił tak po to, by dać schronienie Leto, prześladowanej przez Herę. I tu, na brzegu wyschniętego dziś, owalnego jeziorka, które w starożytności połyskiwało czystą wodą, pod palmą daktylową, Leto powiła Apollina i Artemidę. Z tego powodu wyspa stała się odtąd główną siedzibą kultu obu tych bóstw i zyskała status „świętej”. Ateński tyran Pizystrat, któremu wówczas podlegała, kazał ekshumować zmarłych z tamtejszych grobów i pochować ich na sąsiedniej wyspie Renei. Uważał, że żaden śmiertelny nie powinien leżeć w ziemi, która zrodziła Apollina. Ateńczycy również uznali to miejsce za święte i odtąd nikt nie miał prawa ani urodzić się tam ani umrzeć. Kobiety przed połogiem oraz umierających wywożono na Reneję, wyspę oddzieloną półkilometrową cieśniną. Gdy ktoś umarł nagle i nieoczekiwanie, zginął na wskutek nieszczęśliwego wypadku lub zabójstwa, konieczne były rytuały oczyszczające.
Wyspę zdobył i zrównał z ziemią Menofanes, wódz Mitrydatesa, króla Pontu. Jej mieszkańcy zostali wymordowani, a nielicznych, którzy zdołali przeżyć, uprowadzono w niewolę. Kolejny cios zadali wyspie piraci pod wodzą Atenodorosa, również pozostającego na usługach Mitrydatesa. Tym razem wyspę złupiono doszczętnie. Nie pozostał na niej ani jeden człowiek. Przez pewien czas hulał tu tylko meltemi, silny wiatr północny, ocalałe budowle kruszały, jezioro Leto wyschło, drzewa i róże zdziczały i obumarły. Wyspa Przepiórek ożyła ponownie dopiero po zburzeniu przez Rzymian Koryntu. Wtedy stała się jednym z najważniejszych centr handlowych starożytności, kosmopolitycznym portem i największym rynkiem handlu niewolnikami. Według pewnych relacji sprzedawano ich tutaj do 10 tysięcy dziennie. Inną tutejszą specjalnością były słynne w antycznym świecie i bardzo drogie łoża biesiadne.
Podobno w starożytności zamieszkiwało ją ponad trzydzieści tysięcy ludzi. Dziś nie mieszka tu nikt. Nie ma tu kawiarń, sklepów, straganów, dróg ani pojazdów. W miejscu, gdzie przed wiekami wrzało bujne życie, panował niewyobrażalny zgiełk i hałas, przewalały się tłumy pielgrzymów, żołnierzy, kupców i niewolników – panuje teraz cisza. Rano z Mykonos przypływają wodoloty, wysypują się z nich grupki skacowanych po nocnych hulankach turystów, którzy potem rozpraszają się wśród jej ruin i resztek murów, wśród okaleczonych rzeźb i niskich krzewów, ostrych niczym kolczaste zasieki. Wszyscy szukają cienia, którego tu nie ma. Nie ma go nawet na nadbrzeżu, skąd odpływają wodoloty. Nie ma też wody i żadnego miejsca, gdzie można byłoby ją kupić. Tylko płynne słońce spadające na głowy niczym połyskująca złotem lawa, jak tego dnia, gdy tam dotarliśmy. Trzy czy cztery godziny, przewidziane na zwiedzenie wyspy, wystarczą aż nadto. Wszyscy chcą z tej martwej wysepki wyjechać jak najszybciej. Rzadko kto, opuszczając ją, ogląda się za siebie. Delos. Nie czułem się na niej dobrze, także chciałem opuścić ją jak najszybciej. Może miejsce, gdzie nie masz prawa umrzeć nie jest też miejscem, gdzie możesz żyć?
Nostos
Nostos, powrót do domu. Prastary wątek, jednakowo atrakcyjny zarówno w epoce Homera jak i dzisiaj, a zapewne i jutro. Jego aktualność nie wygaśnie nigdy, bowiem wiernie odtwarza mechanizm samego życia; każde życie jest nostos, każde życie jest drogą do domu, powrotem do domu, podróżą, którą wypełniają dziesiątki przygód, pokus i prób. Nostos to epopeja o powrocie.
Menelajon
Menelajon. Oddalony od Sparty o dobrą godzinę marszu, położony na wzgórzu, z widokiem na miasto i góry Tajgetu na zachodzie i Parnonu na wschodzie. Około 700 roku p.n.e. zaczyna się tam kult Menelaosa i Heleny. Tradycja głosi, że na owym wzgórzu znajdowała się siedziba Menelaosa i jego półboskiej żony Heleny, ale do dziś przetrwały tylko prastare, omszałe kamienie. Dojazd tam to udręka. Najpierw, z braku oznakowania, mijamy bardzo ostry zjazd z dość ruchliwej trasy, potem, po zawróceniu, kołyszemy się na jakiejś polnej dróżce pełnej dziur i dołów jak na wzburzonych falach, by ostatecznie wylądować na rozstajach bez żadnego oznakowania. Po chwili wahania wybieramy drogę na lewo, a ta, już po kilkuset metrach, kończy się raptownie zwałowiskiem gruzu. Zawracamy ponownie. Od strony Tajgetu naciągają ciemne, ołowiane chmury. Zaczyna padać deszcz. Decydujemy się na powrót do Sparty. M. między płaczem a wściekłością, że nie zobaczymy i tego miejsca. Jutro musimy wyjechać.
Grecja
Nie istnieje tylko jedna Grecja. Każdy naród, konfrontując się z klasyczną Grecją, szuka w niej swego własnego odbicia. Istnieje więc wiele Grecji. Istnieje Grecja angielska, miłość bez cienia ostentacji, Grecja francuska, przesycona tęsknotą za Moreą, Grecja niemiecka, edle Einfalt, und eine stille Größe, Grecja amerykańska, radosna i wodewilowa, Grecja Polska, Grecja Włoska i wszystkie one bardzo różnią się od siebie. Grecja to nie tyle kraj, co pojęcie.
Poniatowski
Pułkownik Józef Szumlański był adiutantem, domownikiem i bliskim współpracownikiem księcia Józefa Poniatowskiego. W roku 1830 udzielił dwóch korespondencyjnych wywiadów Stanisławowi K. Bogusławskiemu, autorowi pierwszej naukowej biografii Poniatowskiego. Na pytanie o rozkład dnia księcia odpowiedział: Nie było stałego rozrządzenia co do jego zatrudnień codziennych – później, wcześniej wstawał, stosownie do potrzeby. Rad jednak był leżeć, jak można najdłużej. Ordynaryjnie o szóstej budził się, pił kawę w łóżku, tytoń palił i interesy pomniejsze ekspediował i osoby w poufałości z nim zażyłe przyjmował i chętnie z nimi rozmawiał. Koło dwunastej ubrany, jeżeli nie było sesji lub musztry, lub jakiej parady, tedy schodził do pani hrabiny de Vauban i tam jadł śniadanie złożone z jaj na miękko, jakiegoś innego przysmaku i kieliszka likworu. Zabawiwszy tam z godzinę, powracał do siebie i tam pracował ciągle aż do obiadu. Po tym różnie czas przepędzał. Późno spać zwykł był chodzić i długo jeszcze czytać w łóżku, dlatego sypiał bardzo mało.
Gortyna
Ruiny starożytnej Gortyny na Krecie. Dotarliśmy tam w samo południe, temperatura dochodziła do trzydziestu ośmiu stopni, mózg gotował się pod termitierą czaszki. Nadaremnie usiłowałem przypomnieć sobie imiona synów Dedala i pewnej Gortynianki bez imienia, którzy według legendy jako pierwsi zaczęli rzeźbić w marmurze. Wspomina o nich Pauzaniasz. Byli to Dopojnos i Skyllis.
Wincenty Tyszkiewicz
Interesująca, niemal literacka postać. Wincenty Tyszkiewicz, herbu Leliwa, honorowy referendarz stanu W. Ks. Litewskiego, hrabia na Łohojsku i Świsłoczy, starosta strzałkowski, mąż Teresy Poniatowskiej, siostry księcia Poniatowskiego, gospodarny i bogaty, przyjaciel Jana Śniadeckiego, sponsor wydania ostatniego tomu „Słownika języka polskiego” Samuela Lindego, założyciel gimnazjum w Świsłoczy, którego wychowankami byli między innymi Ignacy Kraszewski, Romuald Traugutt czy malarz i kompozytor Napoleon Orda. Wszystkie relacje o nim potwierdzają, że gospodarzem był hojnym, choć zawsze zaraz po przyjeździe gości omawiał datę ich wyjazdu: „w umówionym dniu ani burza, ani choroba nie mogą zmienić obietnicy gości”. Leon Potocki opisał go jako człowieka łagodnego, ale jednocześnie słabego i nieśmiałego. Mimo zamożności skromny, lubił ciszę i spokój. Pił tylko czystą wodę, nie grał w karty, kochał sztukę, zwłaszcza teatr. Główną jego namiętnością było jedzenie i z czasem stał się tak gruby, że rąk nie mógł spleść na sterczącym brzuchu. Był też impotentem i transwestytą. Chętnie przebierał się za księdza i odprawiał mszę, a wieczory spędzał najchętniej na kanapie przebrany w kobiece suknie, z wachlarzem w dłoni, każąc kobietom całować się po rękach. Dziwak i ekscentryk, który każdego Nowego Roku dokładnie planował w kalendarzu na cały rok z góry gdzie, kiedy, i o której godzinie będzie każdego dnia w ciągu całego roku. Zmarł w marcu 1818, gdy pomimo zawiei i choroby przyjechał w odwiedziny do swojej krewnej, kasztelanowej Kurzenieckiej, bo tak miał zaplanowane w kalendarzu.
Pangea
W powieści Gabriela Marqueza Sto lat samotności deszcz „padał cztery lata, jedenaście miesięcy i dwa dni”. Około 233 milionów lat temu na Pangei, superkontynencie karbońskim, spadł deszcz i padał nieprzerwanie przez milion lat. Milion lat. Literatura, którą pisała i wciąż pisze Przyroda, jest niewyobrażalna. Trzeba być kretynem czyli ekologiem, by wierzyć, że można coś poprawić lub zmienić w jej scenariuszach. Na Pangei deszcz padał przez milion lat. Nie jesteśmy nawet w stanie wyobrazić sobie tego. Nasz umysł nie odbiera na tak wieczystych częstotliwościach.
Aksjomat
Zwierzęta odczuwają, ale tylko człowiek posiada zdolność oceniania. Przed wielu laty pewna znajoma oburzyła się, że odważam się oceniać; oceniać ludzi, fakty, zdarzenia. Pytała, czy jestem bogiem i kto mi do tego dał prawo. Odpowiedziałem, że jest to nie tylko prawo czy przywilej, ale i obowiązek każdego człowieka. Tylko my bowiem posiadamy zdolność oceniania. Dzisiaj niepodważalnym aksjomatem jest odczuwać. Wracamy do krainy zwierząt.
Myślenie i Grecy
Największą zasługą Greków jest to, że nauczyli nas myśleć o myśleniu, że nauczyli nas stawiać pytania o myślenie, że nauczyli nas rozważać pewne możliwości i badać ich konsekwencje. Przed Grekami nic nie wiedzieliśmy o myśleniu, nie uprawialiśmy myślenia, nie znaliśmy myślenia. Bez Greków moglibyśmy co wyżej nauczyć się obsługiwać stosunkowo proste narzędzia, jak to trafnie zauważył W. H. Auden, ale nigdy nie stalibyśmy się całkowicie świadomi, przez co należy rozumieć, że nigdy nie nauczylibyśmy się być pełnymi – na dobre i na złe – ludźmi.
Teatr
Termy i teatry należą do najbardziej charakterystycznych budowli kultury grecko-rzymskiej. Teatr Dionizosa w Atenach, słynny teatr w Epidaurusie, mniejszy w Ancient Epidaurus, w Efezie, w Argos, w Sparcie, w Eretrii, w Oropos, w Delos, Priene, Termessos, Sagalassos, Patarze, Tralles, w Messini, Taorminie, Gortynie, Aspendos, Apterze, Didymie, w Milecie, w Pergamonie, Helikarnasie, w Efezie, w Tebach … Można wymieniać bez końca. Zdawać by się mogło, że każde greckie miasto, wieś i najmniejsza osada posiadały teatr. Niemal wszystkie znane nam starożytne ruiny, pod każdą szerokością geograficzną, to świątynie, grobowce albo ponure warownie. Tylko grecko-rzymskie ruiny to teatry.
Longobardowie
W szóstym czy siódmym wieku naszej ery germańsko-skandynawskie plemiona Longobardów przeprawiły się przez Bałtyk, zawędrowały w dorzecze Wisły, przesuwając się na południe doszły do okolic mniej więcej dzisiejszego Krakowa, niszcząc wszystko, co stało na ich drodze. Nabrawszy sił ruszyli dalej, w końcu podbijając nawet Italię. W 1650 roku potomkowie Longobardów, czyli Szwedzi, ponownie pojawili się na ziemiach polskich, a efekty ich kilkuletniego „pobytu” w Polsce dałoby się porównać jedynie z niewyobrażalnym tsunami.
Sezon dla morderców
22-letni Fouad Saleh został skazany na dożywocie za trzy morderstwa w miejscowości Hallonbergen, w pobliżu Sztokholmu, na początku ubiegłego roku. Najpierw, działając pospołu z kilkoma innymi zbirami, postrzelił 25-letniego mężczyznę. Młody człowiek zdołał jednak wyrwać się oprawcom. Przy pomocy znajomego próbował dostać się do najbliższego szpitala. Byli niemal na miejscu, tuż przed szpitalem Karolińska, gdy ich samochód został staranowany, a 25-latek trafiony kolejnymi strzałami. Nie udało się go uratować. Świadkiem wcześniejszego zdarzenia był sąsiad zastrzelonego. To on zawiadomił policję i rozpoznał sprawców. Sześć tygodni później on i jego żona zostali zamordowani. Kilka osób włamało się do mieszkania pary, najpierw zasztyletowali żonę świadka, a potem skatowali jego i poderżnęli mu gardło. Fouad Saleh, sprawca zbrodni, już po aresztowaniu, podczas fotografowania na komisariacie, śmieje się do aparatu, znacząco mrużąc oko. Dzisiaj czytam, że Fouad Saleh, za potrójne morderstwo skazany na dożywocie, dostał przepustkę, bowiem wyraził życzenie, by … spożyć hamburgera i odbyć spacer po parku. Permisywizm szwedzkiego systemu penitencjarnego nie ma zdaje się sobie równych – wkrótce będą pewnie za każde morderstwo przyznawać specjalne nagrody, wielotygodniowe wakacje na Karaibach, dodatek do emerytury, rejs dookoła świata na Queen Mary II albo dobry samochód sportowy. Pojęcie kary utraciło jakikolwiek sens.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.