Zbójcy

Hans Frank, niemiecki zbrodniarz, w rozmowie z G.M. Gilbertem, autorem Dziennika z procesu w Norymberdze, zwrócił mu uwagę na fakt, że zapewne nie całkiem przypadkiem niemiecka literatura zaczyna się od Die Räuber (Zbójców) Schillera.

Teodozjusz II

Antyczny świat został ostatecznie pogrzebany za rządów cesarza Teodozjusza. Edykty z 391 i 392 roku zakazywały absolutnie wszystkich form tradycyjnego kultu, zabroniono nawet palenia kadzidła i oddawania czci larom. Bezwzględnie niszczono posągi bogów, świątynie i amfiteatry. Pod rządami tego cesarza — przez chrześcijan określanego mianem Wielki — dokonano totalnej separacji społeczeństwa od prawdziwych duchowych korzeni Europy. Przedchrześcijańskie instytucje, dzieła sztuki, budowle, obyczaje i zwyczaje zostały skazane na zapomnienie i śmierć. Igrzyska olimpijskie zlikwidowano w roku 393. Znikły one z rzeczywistości europejskiej na 1503 lata. Wznowiono je w Atenach dopiero 6 kwietnia 1896. Teodozjusz  w swoim dekrecie z roku 423 oświadczył dumnie: paganos qui supersunt, tamquam iam nullos essse credamus (pogan, którzy pozostali, uznajemy za już nie istniejących). Mieszkańców prowincjach zachodnich cesarstwa, odmawiających przyjęcia wiary w Chrystusa, jeszcze u schyłku V wieku deportowano na Korsykę i Sardynię. Na Wschodzie, w połowie VI wieku, czyli w czasach panowania Justyniana I, siłą ochrzczono ponad 70 tysięcy ludzi, a w roku 529 zamknięto jedną z ostatnich ostoi ducha europejskiego — Akademię Ateńską. Nowa religia, chrześcijaństwo, wprowadziła się do Europy nie przez głoszoną miłość, lecz gwałt.

Gender

Fakt, że gender, idea oparta na pseudonaukowych urojeniach ludzi, którzy dobrowolnie zaniechali używania rozumu, jest wykładana z całą powagą, ubraną do tego w naukowe stopnie, na uniwersytetach, najdobitniej świadczy o tym, że uniwersytety stały się siedliskiem zabobonu i powinno się tych miejsc unikać jak zarazy. Ich upadek rozpoczął się już na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, a dziś, po sporych dozach ideowego propofolu i midazolamu, zaordynowanych im przez permisywny liberalizm, popadły w głęboką farmakologiczną śpiączkę. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie wyjdą z niej już nigdy.

Sukces czy porażka

Brytyjski genetyk, profesor Steve Jones twierdzi, że uruchomiając machinę cywilizacyjną poważnie zakłóciliśmy zasady działania doboru naturalnego – ochronny parasol medycyny doprowadził do zmniejszenia wagi mechanizmów ewolucyjnych promujących jedne mutacje, a eliminujących inne. Świadczą o tym dobitnie dane statystyczne dotyczące przeżywalności niemowląt oraz zwiększającego się z roku na rok wieku ojców. Im starsi rodzice jednak, tym większe prawdopodobieństwo przekazania genów uszkodzonych. Zwiększenie przeżywalności niemowląt natomiast to odrzucenie naturalnej selekcji. Według profesora Jonesa stajemy się ofiarami własnego rozwoju, bo doprowadzamy nie tylko do zatrzymania zmian ewolucyjnych, które doskonaliły nasz gatunek, ale wręcz do cofnięcia się w rozwoju. 

Zdarza się, że potrafimy, jako gatunek, uniknąć porażek, ale nie znam przypadku w którym udało nam się uciec od naszych sukcesów. To poza wyborem, panie profesorze.  

Ekologia i lichwa

W XIII wieku rozwijająca się Europa pilnie potrzebowała pożyczek i kredytów, by móc wykarmić wygłodniałą gospodarkę. I tu pojawił się poważny problem, bowiem Kościół zakazywał chrześcijanom zajmowania się lichwą. Czternastowieczny komentarz do „Boskiej komedii” Dantego, autorstwa Włocha Benvenuti de Rambaldis da Imola, trafia w samo sedno tamtego problemu: „Ci, co zaangażują się w lichwę pójdą do piekła; a ci, którym się to nie powiedzie, popadną w ubóstwo.” Na nie-szczęście dla chrześcijan znalazło się bardzo proste rozwiązanie tego problemu. Wystarczyło oficjalnie pozwolić Żydom, by zajęli się udzielaniem pożyczek i kredytów. Według prawa judaistycznego nie było to nic, czym by się wyznawcy Mojżesza nie mogli zająć, a z punktu widzenia Watykanu Żydzi i tak byli skazani na wieczne potępienie przez odrzucenie Chrystusa. Przyjmując nową rolę, Żydzi szybko okazali się być niezastąpieni dla możnowładców, w zamian otrzymując tolerancję i protekcję. Szlachta i duchowieństwo zaczęło pożyczać od nich pieniądze spłacane potem po bardzo wysokim procencie.

To całkiem dobrze ilustruje sytuację, którą mamy dzisiaj w formie szaleństwa europejskiego programu ekologicznego. Pozbywamy się przemysłu w naszych krajach, odmawiamy sobie węgla, elektrowni atomowych, gazu i innych kopalin, bo tego surowo zakazuje nam ekologia, grożąc wiecznym potępieniem. Nie mamy nic przeciwko temu jednak, gdy taką „lichwą” posługiwali się nieprawowierni, czyli kraje, które nie boją się pójść do piekła. Potem kupujemy to wszystko od nich, uzależniając się w identyczny sposób jak trzynastowieczna szlachta i duchowieństwo od żydowskich pożyczek. Zawsze uważałem, że ekologia przeobrazi się w pewnym dziejowym momencie w wyjątkowo ciemną i zacofaną religię.  

Różnicowanie

Vitus B. Dröscher „Ludzkie oblicze zwierząt”: Różnicowanie między wrogiem, partnerem seksualnym, a zdobyczą można prześledzić na przykładzie zachowania żaby trawnej. Jej system różnicowania w tym zakresie opiera się na wzroku, a dokładniej – na ocenie wielkości innego osobnika. System jest prosty: ktoś, kto jest większy niż ja – to wróg, ktoś, kto jest ode mnie mniejszy – prawdopodobnie posiłek, ktoś takich samych rozmiarów jak ja – ewentualny partner seksualny.

W gruncie rzeczy znikoma różnica. Posługujemy się identycznym systemem: ludzi, którzy nas przerastają, uznajemy zwykle za wrogów; tych, których my przerastamy, wykorzystujemy bezlitośnie; równi nam mogą być ewentualnie naszymi partnerami, także seksualnymi.

Toksyczność

Stosunek niektórych ludzi do natury przypomina stosunek niekochanych dzieci do ich rodziców. Zabiegają o jej łaski tym bardziej, im gorzej są przez nią traktowani, wykazując ślepe i bezwzględne posłuszeństwo. Rodzice potrafią być niebezpiecznie toksyczni, ale im bardziej toksyczny jest rodzic, tym bardziej dziecko jest mu oddane, tym skuteczniej zniewolone. Toksyczny rodzic jest despotą. Rości sobie prawo do twego życia i decydowania o nim, i zawsze nosi na twarzy maskę ofiary. W jego oczach nigdy nie zasługujesz na pochwałę. Masz czuć się winny. Każde twoje potknięcie będzie ci pamiętane, żadna twoja zasługa nigdy nie będzie nagrodzona. Toksyczny szantaż – ponieważ dał ci życie, uważa, że może nim dowolnie rozporządzać. Nie liczysz się, nie masz prawa do własnych decyzji i własnego życia, nigdy nie miałeś. Natura jest toksyczna w podobny sposób jak toksyczni rodzice i w podobny sposób toksyczna jest także instytucja państwa. Rosjanie, chociaż upadlani i ciemiężeni od wieków, pozostają wierni Rosji niczym najpodlej traktowane psy. Arabowie, obdarci z człowieczeństwa przez swoich panów i władców, podobnież.

Pytanie

Spuszczony ze smyczy liberalizm usilnie stara się nas przekonać, że o powodzeniu i szczęściu społeczeństwa decyduje ilość sfeminizowanych mężczyzn i zmaskulinizowanych kobiet, a miejskie pochody hałaśliwych, infantylnych istot w różowych perukach, kabaretkach i z piórami przyczepionymi do tyłków, są świadectwem wolności i tolerancji. Co musiało stać się z naszym światem, jeżeli ludzie oceniając dane społeczeństwo kierują się znaczeniem, jakie miejsce w tym społeczeństwie zajmują wszelkiego rodzaju przyjemności seksualne?   

Myrto

Jednym z dzieł zaginionych podczas niemieckiej okupacji Paryża jest akt dwóch leżących kobiet z białą gołębicą. To obraz Tamary Lempickiej „Myrto: Dwie kobiety na kanapie” z roku 1929, własność jednego z jej najważniejszych kolekcjonerów, dra Pierre’a Boucarda. Przedstawia dwie kobiety leżące w leniwych pozach na kanapie, jedna obejmuje drugą od tyłu, dwa nagie, zmysłowe ciała, uznawany za najbardziej ekstrawagancki lesbijski obraz, prawdopodobnie autoportret artystki i jednej z jej kochanek. Krążą pogłoski, że obraz, skradziony przez jakiegoś niemieckiego żołdaka, uwiedzionego jego wyjątkowo erotycznym charakterem, w jakiś tajemniczy sposób stał się potem częścią prywatnej kolekcji innego znanego miłośnika dzieł sztuki, czyli Hitlera, co wydaje się jednak opowiastką przeznaczoną dla bardzo grzecznych dzieci. W „Catalogue raisonné” Alaina Blondela znajduje się czarno-biała fotografia tego obrazu, a jeden z odcinków programu telewizyjnego „The Mystery of the Lost Painting” interesująco opowiada tę historię. Płótna nie odnaleziono. Nie można jednak wykluczyć, że przetrwał i istnieje w tajnej galerii jakiegoś bogatego maniaka, który odwiedza go raz w tygodniu czy miesiącu – z lampką koniaku Delamain de Voyage i zapasem pachnących jednorazowych chusteczek. 

Zbrodnia

Dziennik” G. M. Gilberta, scena z procesu niemieckich zbrodniarzy w Norymberdze. Sąd wyświetla kolejny film obrazujący okrucieństwa niemieckie: „pokazywane są hektary ziemi usłanej ciałami jeńców, zamordowanych lub pozostawionych na śmierć głodową w terenie, gdzie zostali pojmani; narzędzia tortur; okaleczone ciała; gilotyny i kosze głów; ciała wiszące na latarniach, znalezione w odbitych miastach, gdzie działało gestapo; ruiny Lidic; kobiety szlochające i grzebiące zwłoki w masowych grobach; kobiety gwałcone i pomordowane; dzieci z roztrzaskanymi głowami; krematoria i komory gazowe; stosy odzieży, bele kobiecych włosów w Auschwitz i Majdanku …”. Podczas tego makabrycznego spektaklu Göring udaje, że czyta książkę, ziewając z nudów, i od czasu do czasu posyła jakieś sarkastyczne uwagi do Ribbentropa i Hessa.

Staram się wyobrazić sobie identyczny proces rosyjskich zbrodniarzy w jakiejś współczesnej Norymberdze i widzę Putina, który czyta książkę, ostentacyjnie ziewając z nudów, i od czasu do czasu posyła jakieś sarkastyczne uwagi do Ławrowa i Prigożina. Staram się to wyobrazić sobie. Daremnie, choć nie brakuje mi wyobraźni. Rozum podpowiada, że nasz świat usankcjonował zbrodnię i tym samym zlikwidował karę. Zbrodnia stała się w pełnym tego słowa znaczeniu terminem ekonomicznym – może być inwestycją bardzo opłacalną, opłacalną lub mniej opłacalną. W przypadku inwestycji totalnie nieudanych jedyną karą może być co wyżej bankructwo.    

Karakalla

Dnia 8 kwietnia 217 roku n.e., czyli dokładnie cztery dni po swoich 29 urodzinach, podczas podróży z Edessy do świątyni bogini księżyca pod Carrhae (obecnie Harran, w południowej Turcji), cesarz Karakalla został zamordowany przez oficera swojej osobistej gwardii, Juliusza Martialisa. Okoliczności w jakich rozegrała się ta scena: wydarzyło się to w czasie postoju, gdy Karakalla udał się w zarośla, by załatwić naturalną potrzebę. Śmierci nie przeszkadza trywialność scenerii. Śmierć nie jest estetką.

Consolamentum

Albigensi. Consolamentum było obrzędem katarskim o charakterze sakramentu. Można było przyjąć go jedynie raz w życiu. Jeśli ktoś po jego przyjęciu popełnił najdrobniejszy grzech, tracił szansę na zbawienie i był odtrącany przez wspólnotę. Z tego też powodu wielu katarów obrzęd ten przyjmowało dopiero na łożu śmierci, kiedy ryzyko popełnienia jakiegokolwiek grzechu była już minimalna. Ponieważ „doskonałych” obowiązywała bardzo surowa asceza, część z nich tuż po przyjęciu consolamentum decydowała się także na praktykę zwaną endura. Było to tzw. cnotliwe samobójstwo, starożytna metoda popełnienia samobójstwa przez zagłodzenie się. Katar, który się na nie decydował, przestawał przyjmować pożywienie, a ostatnie dni życia spędzał na modlitwie i oczekiwaniu na wyzwolenie się z grzesznego w jego mniemaniu ciała.

Żydowskie porachunki?

Żydowska anarchistka znana jako Fani Kapłan, a właściwie Feiga Chaimowna Rojtblat-Kapłan, 30 sierpnia 1918 roku w fabryce Michelsona w Moskwie oddała trzy strzały do Lenina. Dosięgły go dwa z nich (jeden w ramię, drugi trafił między szczękę i kark), a trzeci kobietę stojącą nieopodal. Feiga, po przesłuchaniu i torturach, została zgładzona bez sądu, prawdopodobnie już 3 września. Zemstą za jej śmierć było zabójstwo Moiseja Urickiego, urodzonego w Czerkasach w rodzinie żydowskiej, szefa słynnej z bestialstwa Czeka (czyli Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją) w Piotrogrodzie, którego następnie na tym stanowisku, wykazując się nieludzkim okrucieństwem, zastąpiła Varvara Jakovleva, również z żydowskiej rodziny kupieckiej. Zastanawiam się, czy była to istotnie rewolucja rosyjska czy też zwykłe żydowskie porachunki?

Aneks do terminu Czeka. Orlando Figes, brytyjski historyk, pisze, że każdy lokalny oddział Czeki miał własną specjalność. W Charkowie upodobano sobie „numer z rękawiczką” – parzono dłonie ofiar wrzątkiem, aż pokryta pęcherzami skóra dawała się zdjąć: ofiarom pozostawały obdarte do żywego mięsa, krwawiące dłonie, a torturującym „rękawiczki z ludzkiej skóry”. Czeka w Carycynie przepiłowywała ofiarom kości. W Woroneżu nagie ofiary umieszczano w nabijanych gwoździami beczkach, które potem toczono. W Armawirze miażdżono czaszki, zaciskając wokół głowy ofiary skórzany pas z żelaznym sworzniem. W Kijowie przymocowywano do tułowia ofiary klatkę ze szczurami i ją podgrzewano, tak że rozjuszone zwierzęta wgryzały się w jelita, szukając drogi ucieczki. W Odessie przykuwano ofiary łańcuchami do desek i powoli wsuwano do pieca albo zbiornika z wrzątkiem. Ulubioną zimową torturą było oblewanie wodą nagich ofiar dopóty, dopóki nie zamieniły się one w żywe lodowe posągi. Wielu funkcjonariuszy Czeki preferowało tortury psychologiczne. Jeden z nich kazał prowadzić ofiary rzekomo na egzekucję, po czym strzelano do nich ślepymi nabojami. Inny kazał grzebać ofiary żywcem albo wkładać do trumny z cudzymi zwłokami. Niektórzy zmuszali do patrzenia, jak się torturuje, gwałci lub zabija bliskie ofiarom osoby. („Tragedia narodu. Rewolucja rosyjska”, Wrocław 2009)

Grobowiec Aleksandra

Kiedy ten wszedł do miasta z całym wojskiem, udał się najpierw do świątyni, złożył wiele hekatomb w ofierze i ołtarze obsypał hojnie kadzidłem. Stamtąd pospieszył do grobowca Aleksandra i zdjąwszy płaszcz purpurowy, jaki nosił, pierścienie z drogimi kamieniami, pas i wszystko, co miał na sobie kosztownego, złożył to na trumnie Aleksandra – odnotował Herodian. Opis dotyczy wizyty w Aleksandrii cesarza Karakalli, który przybył tam w 216 roku. I jest to ostatnia wiadomość ze starożytności na temat tego wciąż nieodkrytego grobu. Od tego momentu urywa się wszelka w miarę pewna wiedza o lokalizacji grobowca. Późniejsze relacje na ten temat są fragmentaryczne i często sprzeczne. Jako ostatni wspomina o nim angielski poeta, podróżnik i tłumacz, Georg Sandys w The Relation of a Journey, pracy wydanej na początku siedemnastego wieku, choć historycy twierdzą, że zawarty w niej opis jest tylko powtórzeniem wcześniejszej relacji, pochodzącej z kroniki arabskiego kronikarza Leona Afrykańczyka. Swoistym paradoksem w tej sprawie jest to, że chociaż znamy już dość dobrze topografię antycznej Aleksandrii, wiemy, gdzie znajdowała się Biblioteka, Serapeum, pałace Ptolemeuszy, znamy nazwy starożytnych dzielnic, rozkład ulic i położenie świątyń, to o miejscu pochówku Aleksandra wciąż nic nie wiemy. Grób Aleksandra i grobowiec Kleopatry, dwa najbardziej kultowe miejsca antyku, zlokalizowane w tym samym mieście, ulotniły się tak doszczętnie, że – posługując się słowami Lukana – Etiam periere ruinae, znikły nawet ruiny. Nie ma po nich ani śladu, prawie jak z całej Aleksandrii hellenistycznej. Leonard Woolley, archeolog angielski, napisał w pracy W poszukiwaniu przeszłości, że „wszystkie starożytne miasta powinny być zasypane popiołem przez jakiś pobliski wulkan. Badacz terenowy z zazdrością przygląda się w Pompei wspaniale zachowanym budowlom, nienaruszonym aż do drugiego piętra domom, freskom ściennym i umeblowaniu obiektów mieszkalnych, zachowanych w takim stanie, w jakim porzucili je uciekający przed niebezpieczeństwem mieszkańcy”. Aleksandria miała pecha. W jej pobliżu nie było żadnych wulkanów. Były za to gigantyczne tsunami, trzęsienia ziemi i powtarzające się przez wieki, równie katastrofalne w skutkach, paroksyzmy ludzkiej nienawiści – wpierw zainicjowane przez dekrety teodozjańskie niszczenie budowli i posągów „pogańskich”, potem równie niszczycielskie zapędy wyznawców Allaha.

Mechanizm utopionych kosztów

Twierdzenie, iż mechanizm uruchamiający pułapkę utopionych kosztów wynika z naszej awersji do ponoszenia strat, jest prawdziwe. Kiedy tracimy w jakimś przedsięwzięciu pieniądze, czas czy choćby tylko wysiłek, zwykle nie potrafimy przyjąć do wiadomości, że pojawiły się jakieś nowe, nieprzywidziane okoliczności i w tej sytuacji, aby zminimalizować stratę, należałoby się z nią pogodzić. Zwykle zamiast tego ślepo i uparcie brniemy dalej, jeszcze bardziej potęgując powstałe już szkody. Prawdopodobnie postępujemy tak z dwóch powodów. Nasze wcześniejsze doświadczenia i kultura. Z doświadczeń jednoznacznie wynika, że tylko sfinalizowanie jakiejś aktywności może zaowocować nagrodą. Pogardzamy ludźmi, którzy odstępują od swoich celów, uznajemy ich za słabych i chwiejnych. Cenimy zaś tych, którzy potrafią dopiąć swego, bez względu na to, ile ich to będzie kosztować. Kultura zaś podpowiada, że najwyżej ceni się osoby konsekwentne, które rozpoczęte działania zawsze doprowadzają do końca, często nawet wbrew szansom, rozsądkowi i okolicznościom. Tych szczerze podziwiamy i gloryfikujemy. Te dwa mechanizmy przeszkadzają nam funkcjonować racjonalnie – z tego powodu też gracz nie wychodzi z kasyna zanim nie straci wszystkiego, maltretowane żony nie opuszczają swoich mężów sadystów, ludzie kontynuują rozpoczęte studia na kierunkach, które nie dają im ani satysfakcji ani perspektyw, wszelkiej maści putiny prowadzą wojny do ostatniego żołnierza, etc. I tak oto nasza własna biografia staje się naszym przeznaczeniem.  

9 biedroni

Staję w obronie osób transpłciowych chcących opuścić Ukrainę – heroicznie oświadczył na Twitterze nijaki Biedroń. I, jak przystało na prawdziwego bojownika o prawa mniejszości, nie poprzestał na tym. Poucza więc Ukrainę, że aspirując do tego, by stać się państwem członkowskim Unii Europejskiej, powinna co rychło zacząć wdrażać standardy panujące w krajach członkowskich. Zwraca się z apelem do prezydenta Zełenskiego, by nie powoływał się na jakieś tam palące i naglące problemy, lecz raczył wreszcie zwrócić uwagę „na sytuację osób transpłciowych wliczając w to kobiety po zmianie płci oraz transpłciowe i interpłciowe kobiety z oznaczoną płcią męską w swoich paszportach”. Dzielnego polityka polskiej lewicy niepomiernie martwi również fakt, że w związku z trwającą na Ukrainie mobilizacją mężczyźni w wieku od 18 do 60 lat nie mają, niestety, pozwolenia na opuszczenie terytorium kraju i jest to ewidentne łamanie ich praw. Innym poważną sprawą, który spędza sen z oczu Biedronia jest to, że na Ukrainie występuje obecnie wręcz skandaliczny „problem z dostępem do leczenia hormonalnego”. Na koniec przypomina prezydentowi Zełenskiemu, że chociaż Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą władze Ukrainy do rozwiązania tego arcyważnego problemu (rezolucja wyrażająca troskę o los osób transpłciowych, została przyjęta 26 kwietnia 2022 roku, dokładnie dwa miesiące i dwa dni po wybuchu wojny na Ukrainie!!!), to wedługnaszych doniesień nic w tej sprawie nie zostało zrobione”

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem używania w dyskusji tzw. mocnych słów, wyzwisk, obelg i wulgaryzmów, ale po zapoznaniu się z bełkotem wyżej wspomnianego osobnika, nie mogę oprzeć się pokusie, by nie zapytać, kto tego totalnego idiotę wpuścił do Parlamentu Europejskiego i jakim cudem zajmuje on tam jeszcze miejsce. Bezprzykładna czelność tego osobnika podsuwa mi myśl, by jego nazwiskiem określać miarę bezwstydu i chamstwa. W ten sposób wpis na Twitterze, o którym mowa, zdobyłby co najmniej 9 pełnych biedroni na 10 możliwych.

Dom

Dom jest naszą alfą i omegą. Cywilizacja nie byłaby możliwa bez domu. Dom jest u podstaw wszystkiego, co stworzyliśmy. Nasza historia, nasza kultura, nasza sztuka mogły rozwinąć się tylko dzięki temu, że nauczyliśmy się wznosić domy, że stworzyliśmy dom. Pozbawić nas domu to pozbawić nas poczucia bezpieczeństwa, to skazać nas znów na okrutną i kapryśną łaskawość natury, to odebrać nam nasz jedyny azyl. Burzyciele domów powinni być karani z całą surowością prawa.

Wojna

Tukidydes wymieniał trzy motywy skłaniające nas do udziału w wojnie – strach, honor i interes. Honor zdewaluował się w naszych czasach. Pozostały tylko strach i interes. Widać to dobrze na przykładzie obecnej wojny na Ukrainie. Rosjanie biorą w niej udział ze strachu lub dla interesu albo z jednego i drugiego powodu jednocześnie. O honorze mogliby może mówić jedynie napadnięci, gdyby ta opcja nie była wymuszona.

Thomas Coryat

Ciekawa, zapomniana postać. Thomas Coryat, urodzony w drugiej połowie 16-go wieku, w Crewkerne, Somerset. W 1608 udał się w pięciomiesięczną podróż edukacyjną po zachodniej Europie, odwiedzając tereny dzisiejszej Francji, Włoch, Niemiec, Holandii i Szwajcarii. Swoje wspomnienia spisał następnie w Coryat’s Crudities: Hastily gobled up in Five Moneth’s Travels. Zawarł w tej pracy sporo bystrych obserwacji o działalności tzw. szkoły weneckiej, jednego z najbardziej postępowych ruchów muzycznych w ówczesnej Europie, ale także o zwyczaju używania widelca w czasie jedzenia, zaobserwowanym we Włoszech, dokładny opis parasola i pełną historię Wilhelma Tella, dotychczas w Anglii nieznaną. Wyprawę odbył w większej części pieszo, a po powrocie swoje obuwie powiesił w kościele w Odcombe, gdzie pastorem był jego ojciec. Podczas kolejnej podróży zwiedził Palestynę, Grecję, Turcję z Konstantynopolem, Mezopotamię i Persję, docierając w końcu do Indii Wielkich Mongołów. Zmarł na dyzenterię w Suracie w 1617 roku.

Coryat był protoplastą słynnych Grand Tour, podróży w jakie wyruszali młodzi arystokraci i intelektualiści europejscy, by dokształcić się, zdobyć wiedzy o świecie i kulturze, poszerzyć swoje horyzonty myślowe, wyrobić gust artystyczny i nabrać dobrych manier. Grand Tour stał się potem niemal podstawą edukacji młodych Anglików z wyższych klas aż po schyłek XIX wieku.

Dzieciństwo Talleyranda

Charles Talleyrand kulał, jak wiadomo. W Pamiętnikach opisuje, z właściwym jemu sarkazmem, przyczyny. „Za mego dzieciństwa moda na troskę rodzicielską jeszcze nie nadeszła”, pisze. Już jako niemowlę został oddany na wychowanie i trwało to aż do czwartego roku życia. Kobieta, u której go umieszczono, mieszkająca na jednym z przedmieść Paryża, pozwoliła,bym spadł z komody”, a skutkiem tego było zwichnięcie stopy. Zapewne gdyby zajęto się tym natychmiast, nie miałoby to żadnych przykrych skutków, ale kobieta ta przez wiele miesięcy – w obawie, że straci dochód – pilnie ten fakt skrywała. Cała sprawa wydało się dopiero, gdy został stamtąd zabrany do pani de Chalais, jego prababki. Od wypadku minęło już jednak stanowczo zbyt wiele czasu, by można było cokolwiek zrobić. „Osłabła nawet moja druga stopa, która w pierwszym okresie po wypadku musiała sama utrzymywać ciężar ciała; okulałem na zawsze”.

Wojny

Przez całe nasze dzieje prowadziliśmy wojny. Niemal równie długo ludzie analizowali i badali przyczyny wojen i konfliktów. Od Tukidydesa do dzisiaj zapisaliśmy na ten temat setki tysięcy stron. Nie wynikło z tego nic. Nadal prowadzimy wojny, coraz bardziej wyniszczające, coraz bardziej totalne, coraz bliższe powszechnej zagładzie. Nadal uczeni intensywnie mozolą się nad coraz bardziej skutecznymi wynalazkami służącymi do zabijania. Nadal inteligentni analitycy i specjaliści tworzą nowe modele strategiczne, coraz bardziej wymyślne i coraz bardziej precyzyjne. I nadal intelektualiści, muzycy, artyści, pisarze, poeci i rzemieślnicy zmuszeni są do tego, by przebrać się w jakiś mundur, wziąć w ręce karabin i zabijać się nawzajem. I nadal na ich czele stoją, tak samo jak przed wiekami, tępe i debilne mordy tzw. przywódców, jakichś tamerlanów, czingis-hanów, wilhelmów, bismarcków, hitlerów, leninów, stalinów, musolinich, putinów, mordy zwykłych rzezimieszków, złodziei, kaprali, zboczeńców, pospolitych bandytów i psychopatów, którzy bez usłużnej pomocy całych zastępów mądrych ludzi nauki, tudzież podwykonawców, jakimi jesteśmy my, mięso armatnie, nie potrafiliby nawet złożyć szafki z IKE-i. Czy można nas, jako gatunek, traktować poważnie?

Statystyka

Wygląda na to, że Śmierć ma pewne problemy z tym, by dogonić ludzi, którzy chodzą szybko. Wśród setek absurdalnych statystyk, które pojawiają się obecnie każdego miesiąca, jest i taka, która ilustruje zależność śmiertelności od szybkości chodu. Podobno ludzie poruszający się szybciej niż 2.95 km na godzinę mają o ponad 20% większą szansę uniknięcia śmierci w ciągu najbliższych pięciu lat. Zauważono również, że wśród osób, które zdolne były poruszać się z szybkością 5 km na godzinę lub jeszcze prędzej żadna nie zmarła w ciągu 5 lat od czasu eksperymentu. Absurdalne? Absurdalne, ale starość kurczy przestrzeń, to prawda. Dystans trzech czy pięciu kilometrów nie jest żadnym wyzwaniem dla człowieka młodego, natomiast dla człowieka starego może być nieskończenie długą drogą.

Robactwo

Jan Mohnhaupt „Zwierzęta w Trzeciej Rzeszy”: W październiku 1939 roku, krótko po ataku na Polskę, Ministerstwo propagandy Rzeszy poinformowało niemieckie gazety, że muszą „nawet ostatniej niemieckiej posługaczce od krów uświadomić, że polskość to tyle samo co podludzkość”. W artykułach powinno to być dawane do zrozumienia, oddziaływać podprogowo i występować „zawsze jako motyw przewodni”, poprzez banały takie jak „polska gospodarka” czy „polska demoralizacja”. I tak długo, aż „każdy w Niemczech podświadomie uzna każdego Polaka, czy to robotnika rolnego, czy intelektualistę, za robactwo”.

Kleopatra i perfumy

Kleopatra kochała perfumy. Kochała je do tego stopnia, że – jak głosi legenda – spryskiwała nimi nawet żagle łodzi, którymi podróżowała. Nie wiemy jednak, jak pachniały. Para naukowców – Robert Littman i Jay Silverstein – postanowiła to sprawdzić. Pomysł narodził się podczas wykopalisk w Tell Timai, w miejscu starożytnego egipskiego miasta Thmuis. To tutaj produkowano dwa najbardziej popularne zapachy starożytności: Mendesian i Metopian. Przechowywano je w glinianych amforach. I to w nich właśnie znaleziono pozostałości liczących ponad 2000 lat składników używanych do produkcji perfum. To pozwoliło założyć, że znajdują się wśród nich i te, których używała Kleopatra. Poddano je chemicznej analizie i na ich bazie oraz danych z zapisków o tym, czym pachniała Kleopatra, spróbowali odtworzyć zapach, którego ewentualnie mogła używać ostatnia królowa Egiptu. Jego bazą okazała się być mirra. Dopełniały go oliwa z oliwek, cynamon i kardamon. Efekt nie przypomina jednak perfum, jakie znamy dziś – antyczne produkty tego typu były znacznie gęstsze i bardziej lepkie, choć prawdopodobnie dzięki temu mogły być znacznie trwalsze. Odtworzono także drugi, znacznie ostrzejszy i bardziej piżmowy zapach, nazywany maścią metopijską, w której skład wchodziły: galbanum, miód, wino, mirra, gorzkie migdały, oliwki, kardamon, olej balsamiczny i terpentyna. To mocne, korzenne zapachy.

Wiemy więc jak mogła pachnieć Kleopatra, ale dokładnie nie wiemy jak pachniała. I nie dowiemy się tego nigdy. Możemy tylko zgadywać. O niej również wiemy niewiele. Może trochę o jej życiu, ale nie o śmierci. Romantyczny wariant z wężami w koszu fig to fikcja. Ciało Kleopatry nie nosiło żadnych charakterystycznych dla otrucia plam, a w komnacie nie znaleziono żadnego węża. Nikt nie wie, jaką truciznę zażyła ani jak ją sobie podała. Podobno na jej ramieniu znaleziono dwie małe ranki, co miało sugerować ukąszenie żmii, równie dobrze jednak mogło to być ukłucie zatrutą szpilką. Z całą pewnością nie chciała być niewolnicą Rzymian, więc samobójstwo jest wysoce prawdopodobne, ale jest równie prawdopodobne, że została zgładzona na ciche polecenie Oktawiana – jej śmierć była dla niego najkorzystniejszą alternatywą. Wiemy, że Marek Antoniusz odebrał sobie życie i skonał w jej ramionach, a ona przeżyła go o dwanaście dni. Nie wiemy, gdzie została pochowana, wersji jest kilka. Plutarch wspomina o tym, że Oktawian pozwolił, aby Antoniusza i Kleopatrę pochowano razem, nie podaje jednak miejsca. Opisuje też jej mauzoleum, z którego okien można było podziwiać morze – część północno-wschodnia starożytnej metropolii, obecnie niemal w całości pod wodą – ale nie sugeruje, by mauzoleum miało stać się ich grobem. Są przypuszczenia, że jej grobowiec może znajdować się w dawnym kompleksie świątyni Izydy w Taposiris Magna. Tylko domysły, nic więcej. Morze i historia spłukały i zatarły ślady po tej wielkiej władczyni i fascynującej kobiecie. Pozostał tylko jej zapach – pachniała korzennie. I może tylko tyle właśnie powinniśmy po sobie zostawiać. Kto wie.  

Historia Zła

E. Cioran „Zarys rozkładu”: Historia powszechna to historia Zła. Gdyby ktoś próbował usunąć tragedie z dziejów ludzkości, to jakby chciał ujrzeć naturę bez pór roku. Nie przyczyniłeś się do żadnej katastrofy – znikniesz bez śladu. Zainteresowanie, które w ludziach wzrasta w miarę, jak rośnie ilość cierpienia, które rozsiewasz wokół siebie. „Nigdy nikogo nie unieszczęśliwiłem!” taki okrzyk nie powinien wyrwać się cielesnej istocie. Podziwiając dawnych czy współczesnych bohaterów, zadajemy sobie nieświadomie pytanie: „Ilu ludzi skrzywdził ten człowiek?”. Kto wie, czy każdemu z nas nie marzy się możliwość zamordowania wszystkich swoich bliźnich? Lecz tym przywilejem cieszą się tylko niektórzy, a i tak nie w pełni: to ograniczenie wyjaśnia, dlaczego Ziemia nadal jest zamieszkana.

Zoo Buchenwald

Buchenwald to niemiecki obóz koncentracyjny, w pobliżu Weimaru, bardzo starej i kultowej miejscowości, gdzie cała plejada germańskich geniuszy typu von Goethe, Schiller i Gropius wytrwale budowała prawdziwy bauhaus niemieckiej kultury. Chcę wierzyć, że zbyteczne są jakiekolwiek dodatkowe wyjaśnienia, czym było to miejsce od 1937 do 1945 roku. Określenie niemiecki obóz koncentracyjny w umyśle każdego Europejczyka powinno wywoływać ten sam przerażający obraz. Jeżeli już tego nie czyni, jeżeli przeobraziło się w mniej czy bardziej pusty, pozbawiony jakichkolwiek odniesień denotat najwyższy czas, by uznać, że przestaliśmy być Europejczykami. Liczę jednak na to, że ty wiesz, iż była to rzeźnia, gdzie naród bachów i beethovenów, z właściwą im metodycznością i precyzją, wymordował dziesiątki tysięcy ludzi, bezbronnych i niewinnych.

Możesz natomiast nie wiedzieć – i o tym chciałem ci opowiedzieć – że w odległości nie większej niż rzut kamieniem od tego ponurego miejsca znajdował się Ogród Zoologiczny Buchenwald, wybudowany oczywiście rękoma więźniów obozu, a zwierzęta pochodziły z ogrodu zoologicznego w Lipsku, zakupione z żebraczych wynagrodzeń, jakie więźniowie otrzymywali za przymusową pracę w okolicznych fabrykach i kamieniołomach. Mam cichą nadzieję, że nie przyszła ci do głowy szalona myśl, iż w takim razie zoo było przeznaczone czy dostępne dla więźniów. Korzystać z niego, ciesząc się widokiem dobrze odżywionych zwierząt, mogli wyłącznie wartownicy i cywilni pracownicy obozu Buchenwald. Było ono „oczkiem w głowie” Karla Kocha, komendanta tego obozu, i jego żony, Ilse Koch, głównej nadzorczyni obozu kobiecego, która przez sadyzm i patologiczne okrucieństwo zyskała przydomek Suki z Buchenwaldu. Nie był to zresztą jedyny jej przydomek. Nazywano ją także Ilsa Abażur, a to z tego „niewinnego” powodu, że uwielbiała abażury wykonywane z ludzkiej skóry i namiętnie je kolekcjonowała. Jak wspomniałem, niewielka odległość dzieliła zoo od obozu zagłady – od krematorium do wybiegu dla niedźwiedzi było co wyżej kilkanaście metrów. Pomiędzy nimi wysokie na trzy metry i długie na trzy kilometry ogrodzenie pod napięciem elektrycznym. Po jednej stronie niekończące się rzędy drewnianych baraków i krematoria, po drugiej prywatne zoo pary zboczeńców. Po jednej stronie niemiecki pan stworzenia i jego ukochane zwierzęta, o które dbał czule i troskliwie, po drugiej podludzie, którym nie przysługiwał nawet status zwierząt. Światy te rozdzielał podłączony do prądu płot.  

Umysły pospolite i banalne uznają a priori (a przekonanie to staje się obecnie niemal powszechne), że zdolność do miłości obejmuje wszystko i często głoszą, że ten, kto nie kocha zwierząt nie szanuje też i nie kocha ludzi. Nie przychodzi im do głowy, że miłość do zwierząt nie tylko nie jest jednoznaczna z miłością do ludzi, a wręcz przeciwnie – może być wyrazem w najlepszym razie niechęci, a w najgorszym nienawiści do ludzi. I obawiam się, że ten drugi wariant jest znacznie powszechniejszy niż pierwszy.

1920

Dziennik Ludowy, 18.08.1920, Lwów: Dyplomatyczna konferencya w Belgradzie, w której wzięli udział Take Jonescu (Rumunia), serbski minister spraw zagr., jako też reprezentanci Czechosłowacyi i Bułgaryi, uchwaliła nie dopuścić do żadnej militarnej interwencyi przeciw Rosyi sowieckiej. Reprezentowane na konferencyi państwa zobowiązały wspierać się wzajem w przestrzeganiu neutralności w wojnie polsko-rosyjskiej. Konferencya odnośnie do ewentualnej interwencyi Węgier postanowiła odrzucić wszelką prośbę o przemarsz wojsk węgierskich na front polski.