Za kilka godzin 2020, kolejna stacja, gdzie Czas zmienia konie. W dawnych wiekach po śmierci rycerza zabijano też jego konia, na stosie Patroklesa płoną aż „cztery przepyszne rumaki” (Iliada).
Miesiąc: grudzień 2019
Refleksje
Odchodzić powinno się dokładnie tak, jak przychodzimy. Nie zabierając niczego, niczego nie pozostawiając. Przeczuwał to Borges: Widzę ostatnią chwilę/Słyszę ostatniego ptaka/
Nikomu zostawiam nic.
*
Przez wiele lat żyliśmy w niechlujnym ustroju. Nasze życie było niechlujne. Nawet nasze marzenia były niechlujne. I wciąż nosimy w sobie tę niechlujność. Będzie ona żyć w nas do końca. I nic już tego nie zmieni
*
Był genialnym portrecistą. Umiał w każdej twarzy, choćby najbardziej pospolitej i banalnej, znaleźć to, co wyjątkowe, co mówiło o portretowanym więcej niż tysiące słów. Każdy jego portret był wierną kopią człowieka. Klienci stali do niego w kolejce, czasem oczekując na swoją sesję miesiące, niekiedy lata. Każdy z jego portretów mógłby posłużyć jako fotografia do paszportu. Miał trzech synów. Nie był z nich dumny, bo żaden z nich nie był podobny do niego.
Karnawał w Aalst
Karnawał w Aalst. Najstarsza wzmianka o nim pochodzi z 1432 roku. W karnawałowym pochodzie biorą udział figury olbrzymów, tudzież figura konia Bayarda – bohatera legend o Karolu Wielkim. Tradycją tego karnawału jest używanie miejscowego dialektu oraz śpiewanie specjalnych pieśni, – w latach 1960–2008 powstało ponad 3000 takich utworów. W sobotę – na cztery dni przed ostatkami – książę karnawału otrzymuje klucze do miasta i zostaje symbolicznym burmistrzem Aalst na czas trwania karnawału. Dnia następnego odbywa się uroczysty pochód uczestników przez miasto. W poniedziałek rano Gilles d’Aalst przeganiają symbolicznie duchy zimy, wykonując taniec z miotłami na głównym placu miasta. Potem odbywa się Ajuinworp (pol. rzut cebulą), kiedy uczestnicy karnawału próbują złapać Złotą Cebulę. W godzinach popołudniowych odbywa się drugi pochód karnawałowy przez miasto. Zabawa trwa przez całą noc. We wtorek zaś na ulice miasta wyruszają młodzi mężczyźni przebrani za kobiety tzw. Ajuinworp (Brudne Żanety). Ta tradycja została zapoczątkowana w XIX wieku, kiedy to robotnicy, których nie było stać na kupno kostiumu karnawałowego, przebierali się w ubrania żon. Prasa kpiła z tych przebrań, używając określenia Voil Jeannetten. Voil Jeannetten niosą druciane klatki dla kanarków z suszonym śledziem, abażury i zepsute parasolki, pchając wózki dla dzieci. Wieczorem, na głównym placu miasta, pali się figurę karnawałową na znak końca karnawału.
Karnawał ten został wpisany na listę UNESCO w 2010 r. Obecnie znalazł się w ogniu krytyki, gdyż na jednej z platform podczas ostatniej edycji przedstawiono karykaturalne postacie z pejsami i dużymi nosami, stojące na stosie pieniędzy. Festiwal usunięto z listy podczas ostatniego spotkania komitetu UNESCO w stolicy Kolumbii, Bogocie. Powodem jest to, że władze miasta Aalst nie podjęły odpowiednich działań, które „wyznaczyłyby granicę” w sprawie tego, co można pokazywać na takim wydarzeniu.
Mer Aalst, Christoph D’Haese, oświadczył, że miasto ma dosyć groteskowych skarg dotyczących festiwalu oraz stwierdził, że nie jest jego zadaniem kontrolowanie humoru. „Znajdujemy się na niebezpiecznej, śliskiej drodze ku temu, że ludzie będą mogli decydować o tym, z czego można się śmiać” – dodał. „Nie jesteśmy antysemitami ani rasistami. Aalst zawsze będzie stolicą parodii i satyry” – podkreślił. Natomiast zadowolenie z decyzji o usunięciu festiwalu z listy światowego dziedzictwa UNESCO wyraziła inna znana figura karnawałowa, czyli szef MSZ Izraela, Israel Katz.
Tytuł
„Wolność, Równość, Morderstwo”, wyjątkowo trafny tytuł książki Horsta Gebharda o rewolucji francuskiej. Odnosi się zresztą do wszystkich rewolucji.
Chesterton
Gilbert K. Chesterton (Letters on Polish Affairs, 1922): „Zawsze byłem stronnikiem polskiej idei, nawet wtedy, gdy moje sympatie opierały się wyłącznie na instynkcie (…) Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej; i – rzec mogę – wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół. Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski. Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów – i metoda okazała się niezawodną”.
Taniec
W przedkopulacyjnym tańcu ptaków ujawnia się ciekawa właściwość określana mianem zachowań epideiktycznych, z grec. epideiktios, pokazowy, zrobiony na pokaz. To samo zjawisko występuje także w naszych, ludzkich „tańcach przedkopulacyjnych”.
Geny
Jeżeli zachowanie gatunku miałoby być podstawowym celem ewolucji, to wydaje się być całkowicie niezrozumiałe, dlaczego w takim bądź razie nie dziedziczymy cech nabytych. Wiedza i doświadczenie, gromadzone w ciągu naszego życia, dawałyby przecież naszym potomkom znacznie większe szanse przetrwania. Może więc istotnie naczelnym celem ewolucji jest zachowanie w sensie niezmienionym jedynie naszych genów, a nasze ciała są tylko ich przechowalnią, rodzajem survival machines, których wyłącznym zadaniem jest podtrzymywanie istnienia tych dziwnych cząsteczek?
Historia
Gdy w dawnych wiekach historia była głównie historią wybitnych jednostek, posiadała twórczą moc mitu. Teraz, gdy stała się jedynie grą anonimowych i przypadkowych sił, utraciła nie tylko swoją moc i sens, ale i pozbyła się najważniejszego z atutów – zdolności poruszania naszej wyobraźni.
Jean D’Ormesson
Jean D’Ormesson „Chwała Cesarstwa”: Jedna śmierć nie tworzy jeszcze historii – podobnie jak płacz jednego dziecka. Łzy matki, kochanki, kochanka nigdy nie tworzyły historii. Historia zaczyna się dopiero wtedy, gdy zgony i cierpienia liczą się na setki tysięcy. Weźcie jedną nagłą śmierć i pomnóżcie ją przez sto tysięcy: oto wojna. Weźcie ból matki i pomnóżcie go przez sto tysięcy – oto agonia narodu. I zaraz historia rozwija skrzydła.
Ale wyobraźnia więdnie. Naszą wyobraźnię porusza śmierć jednego człowieka, łzy matki czy kochanki. Wszystko to pomnożone przez tysiące czy setki tysięcy staje się abstrakcją, a abstrakcje nie poruszają naszych uczuć.
Capote
Truman Capote „Psy szczekają”: Każdy człowiek konsekwentnie konsekwentny ma głowę zrobioną z sucharów.
Einstein i duchy
Einstein uważał, że energia nie znika, a tylko zmienia się i to, niestety, upoważnia wielu idiotów do twierdzenia, że Einstein wierzył w życie po śmierci.
Stroje i kobiety
Niekiedy tęsknię do czasów, gdy mężczyźni nie wymyślali strojów, których zamiarem jest obrzydzać nam kobiety. Tęsknię do czasów, kiedy mężczyźni, którzy wymyślali stroje dla kobiet, kochali je. Dziś stroje dla kobiet wymyślają mężczyźni, którzy kobiet nie kochają. Kobiety są dla nich rywalkami. Starają się więc je ośmieszyć. I czynią to z powodzeniem.
Tir na mBan
… a wyspa wyłoniła się znienacka, z wyniosłym zdumieniem damy, zaskoczonej na obgryzaniu świeżo pomalowanych paznokci. Tir na mBan, kraina marzeń i beztroski, wyciągała ku nam długi, szorstki język plaży, oblizując się łakomie. Miraż, zamiast z ironicznym uśmiechem pogrążyć się w morzu, począł w miarę zbliżania się nabierać cech prowokującej trójwymiarowości, a w chwili spotkania pękł ujawniając głębię, która na kształt spiralnych zwojów mitycznego smoka, wysiadującego jajo chaosu, przebiegała jednocześnie wszystkie poziomy istnienia. Teraźniejszość tylko z grzeczności odwoływała się do przykładu tęczy, która pije z dwóch źródeł. W istocie sama była źródłem i tęczą, bezlitośnie dziurawiącą spróchniałe słoje czasu.
Królowa oczekiwała na brzegu. Fale, wybiegające na piasek o barwie bladego złota z wdziękiem oswojonych łasiczek, znosiły w wilgotnych, lśniących pyszczkach ślimacznice i muszle i pokornie składały je u jej stóp. Misterny wieniec heliotropów i motyli, ozdabiający jej głowę, mógł być spleciony ręką Arcimboldiego lub di Cosimo, kiedy marzył Simonettę, ale królowa miała postać snu, który my śniliśmy. Jej twarz („was this the face that launched a thousand ships”?) była twarzą Semiramis, wypoczywającej przy ocienionym palmami basenie, położonym na dachu babilońskiego Empire State Building, twarzą Małgorzaty Burgundzkiej w której przymglonych oczach, niczym w podwójnym zwierciadle Pyncheonów, żyły sylwetki wszystkich jej kochanków, mordowanych nad ranem, twarzą szczupłej, wysportowanej Pisanelli, uduszonej pod górami różanych płatków, twarzą Amestris, pochylonej z czułością nad obciętymi piersiami jej rywalki, twarzą Izoldy, z głową na ażurowym, pawim oparciu wiklinowego fotela, zasłuchaną w walcu z Opowieści lasku Moreńskiego, mroczną twarzą Nyssii, w ayerowskim makijażu arabesqe, gorsecie z czarnej skóry i wysokich butach, twarzą zgwałconej Rebeki, w krwistych promieniach wschodzącego słońca, w brudnej bramie opuszczonego domu, twarzą Salome, rudowłosej, wytatuowanej wyobraźnią Moreau, tańczącej w kłębach dymu na parkiecie podmiejskiej dyskoteki, twarzą Teresy z Avila, usiłującej wykrzyczeć swoje pożądanie w mikrofon o kształcie srebrzystego lingamu, twarzą Emmy Bovary, z sentymentalnym romansem na kolanach, w zatłoczonym autobusie, twarzą Wiktorii Accoramboni, w geście beardsleyowskiej Lizystraty, twarzą Wandy von Dunajew, cerującej skarpetki jej męża na jego stopach, twarzą Messaliny, w małym kinie, na pornograficznym seansie, twarzą Juliii Farnese i Lukrecji, księżnej Sanseverina i Kleopatry, Livii i Sidonii, Liliah i Dahud z Ys, setkami tej samej twarzy, tajemną maską totema, przechowującą pamięć wszystkich prenatalnych żłobień – ślad pierwszych łez, pierwszej krwi, pierwszego pocałunku, pierwszej zdrady, pierwszego porodu …
Królowa była światem, a otaczający ją krąg tancerek odissi, o taliach wąskich jak antyczne metrum, thiazos menad i kurtyzan, mógł być tylko jej kaprysem, ale kaprys ten żył, żył i wabił. Przebudzony wąż wyśliznął się z ciepłej gleby wiązów i korzeni, zmierzając ku spojeniom kręgosłupa, a deszcz śnionych imion, przechodząc w niepohamowaną gwałtowność tropikalnej ulewy, zagłuszył nawet bicie serca i rozpaczliwe okrzyki Brana. Niedawni wyznawcy kultu jałówki, gorliwi wielbiciele jej łagodnych zboczy, znikali w parnych wnętrzach kusząco zsuniętych przepasek, między trawami rozplecionych warkoczy, niczym zwielokrotnione cienie proroka, silne poczuciem tężejącej mocy swoich zulfakarów. Szaleni katachoi wśród córek Tespiosa …
(URBS, fragmenty)
Któregoś dnia
Któregoś dnia odkryjesz, że najtrudniej jest uwierzyć, iż życia jest tak żałośnie mało.
Moment
Jest taki moment w naszym życiu, który decyduje o tym, kim będziemy, czym staniemy się – moment, gdy wybieramy swój los lub pozwalamy mu płynąć w pewnym kierunku. Zwykle nie wiemy o tym. Podejmujemy mniej lub bardziej przypadkową decyzję albo okoliczności podejmują ją za nas i to jest wyrok, coś, co przesądza o naszym życiu, coś, co nadaje mu kierunek.
Uczłowieczanie zwierząt
Uczłowieczanie zwierząt. Nigdy jeszcze zjawisko to nie było tak masowe i nagminne. Według ostatniej ankiety ponad 70% mieszkańców Ultima Thule jest przekonanych, że zwierzęta – z tej racji, że posiadają mózg – posiadają też mniej czy bardziej bogate życie umysłowe. Ale o tym, czy coś jest umysłem (przekonaniem, bólem, lękiem) nie decyduje przecież to, z czego się składa, lecz to, co potrafi zrobić. Obecność w mózgu cząsteczek glutaminianu nie jest wcale równoznaczna z obecnością umysłu. Nie ma tu żadnego znaku równania. Możliwe więc, że zwierzęta stały się nieco „inteligentniejsze”, ale nasz gatunek wyraźnie obniżył intelektualne progi. Ciekawe, że nikomu nie przychodzi do głowy, iż „umysł” bez języka może być tak różny od umysłu wyposażonego w język, że nawet nazywanie tego pierwszego „umysłem” jest już nieporozumieniem i błędem.
Niewinność
Graham Greene: Niewinność zawsze domaga się bezgłośnie ochrony, tymczasem byłoby o wiele mądrzej strzec się właśnie przed nią. Niewinność jest jak niemy trędowaty, który zgubił dzwonek i błąka się po świecie bez żadnych złych zamiarów.
Zdobycz
Zdobyciu kobiety zawsze towarzyszy smutek rozstania się z marzeniem – powiedział – Dopóki nie wiem, dokąd ona idzie beze mnie, dopóki jej świat jest dla mnie zamknięty, fascynuje mnie i prowokuje, jak wszystko, co obce i nieosiągalne, ale gdy przenikam do wnętrza tego świata, natychmiast traci swoją tajemniczość. W każdym akcie podboju obumiera cały, nieskończenie bogaty świat zrodzony przez moją wyobraźnię. Zdobywając zawsze tracimy.
Meden agan
Meden Agan – niczego za wiele, umiar. Motto wypisane na frontonie świątyni Apollina w Delfach. Umiar. Dzisiaj słowo w stanie leksykalnej śmierci.
Porta Libitinensis
Dla pokonanych gladiatorów, opuszczających amfiteatr, przeznaczone były dwie bramy: Porta Scavinaria oraz Porta Libitinensis (Brama Libityńska). Przez tę pierwszą chyłkiem przemykali się ci, którym lud darował życie, przez drugą zaś wyciągano martwych. Tylko ta druga jest realna.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.