Jeden z moich znajomych stanowczo obstaje przy tym, że kalopsia jest złudzeniem któremu w zdecydowanej większości ulegają mężczyźni. I możliwe, że ma rację. Natomiast złudzeniem, któremu moim zdaniem najczęściej ulegają kobiety, jest przekonanie, że siła ich uczuć może nawet Georga Samsę przemienić w Franza Kafkę.
Miesiąc: luty 2023
Kalif
Muzułmanie nie wiedzą, co znaczy uczestnictwo we władzy. Dla muzułmanów jest to dość puste pojęcie, bowiem islamska doktryna wpaja im od dziecka, że prawo nie pochodzi od człowieka, lecz od Boga, a więc jedyną dopuszczalną formą ludzkiej władzy może być władza wykonawcza – czyli taka, która ogranicza się do wcielania w życie boskich praw i nakazów. Jest to retoryka, którą stosuje się we wszystkich meczetach, także i tych, które uznajemy za normalne i dalekie od propagowania fundamentalistycznych idei. Zachodni ustrój polityczny, z politykami i partiami politycznymi, jest im nie tylko obcy, ale i całkowicie zbyteczny – kalif wystarczy w zupełności. Praw nie ustanawia się. Prawa są dane. Kalif ma dopilnować, by były respektowane.
Tożsamość
Nie mogę współczuć Achmatowej, Mandelsztamowi, Cwietajowej, wszystkim Majakowskim i innym rosyjskim intelektualistom, których Rosja upodliła, zgnoiła i zniszczyła. Inteligentnym cudzoziemcom, a było takich sporo, wystarczył nawet stosunkowo krótki pobyt w Rosji, by na wylot przejrzeć potworności tego systemu i społeczeństwa, pisać o tym, wskazywać przyczyny i proponować środki zaradcze. Natomiast żaden Rosjanin nigdy nie dokonał bezpardonowej wiwisekcji rzeczywistości w której przyszło mu żyć. Nie ma wśród nich takiego twórcy, który zdobyłby się na to, by szeroko otworzyć oczy i zasiać choćby ziarno wątpliwości w umysłach i duszach swoich pobratymców czy choćby tylko w swojej własnej. Żaden rosyjski twórca nigdy nie odważył się powiedzieć prawdy o swoim świecie. Nie można im współczuć. Przekleństwo jakim jest Rosja jest ich tożsamością. Kochają to.
Odysjada 16
Odys. Wspaniały Odys. Wybija wszystkich zalotników Penelopy. I natychmiast zapomina o tym. Przestają istnieć. Nigdy nie istnieli. Nigdy ich nie było. Nigdy nie stanęli na jego drodze. Odys nie wie, co to wyrzuty sumienia, niedorzeczne demony pamięci, a erynie, uskrzydlone staruchy z przekrwionymi oczami nie mają do niego przystępu. Odys jest wojownikiem we wszystkim, co czyni. W jego epoce liczy się prakseologia, a nie wydumana moralność. To jest moralne, co pokrywa się z prakseologią – w tym świecie Hektor mógł więc odważnie uciekać przed ścigającym go Achillesem. Inkarnacją Odysa był Aleksander Macedoński. Inkarnacją Odysa był Pizzaro. Na pewno Cortez. Dzisiaj mamy już tylko smutnych chłopców, których prześladują złe sny i którzy ze strachu moczą się po nocach.
Opozycje
Stara opozycja dobro-zło przybrała dzisiaj postać młodość-starość. To pierwsze jest pożądane. Drugie jest niepożądane. Tylko o dojrzałości nikt ani nie mówi ani nie wspomina. Dojrzałość jest restryktywna, a restrykcje są zakazane – zabrania się zabraniać.
Janusowe oblicze
Jutro, czyli dokładnie rok po napaści Rosji na Ukrainę, do szwedzkiego portu w Nynäshamn wpłynie kolejna dostawa ruskiego gazu LNG. Według raportu organizacji Greenpeace od początku wojny dokonano co najmniej ośmiu dużych dostaw rosyjskiego gazu do Szwecji. Obrazowo mówiąc szwedzki import gazu z Rosji za miliard koron finansuje około 15 rakiet Kalibr albo kilka tysięcy dronów z Iranu, używanych przez Rosję do atakowania Ukrainy. Szwecja po wybuchu wojny wstrzymała import węgla, ale dostawy gazu utrzymują się na tym samym poziomie co wcześniej, chociaż to właśnie gaz jest jednym z głównych źródeł rosyjskiego dochodu. W tym czasie Szwecja złożyła akces o przystąpieniu do NATO i podobno regularnie wysyła dostawy broni na Ukrainę. Pomówmy o czymś beznadziejnym.
Ochryda
Kapka Kassabova „W stronę Ochrydy” fascynująca opowieść o ludziach i historii mało dla nas znanego regionu Prespy i Jeziora Ochrydzkiego, dzielonego obecnie przez trzy kraje, Grecję, Macedonię i Albanię. Opowieść o świecie rozdartym i tragicznym, gdzie kotłują się i mieszają różne kultury, różne języki, różne tradycje i od tysięcy lat te same ludzie namiętności: Zawsze myślałam, że jesteśmy tak uwarunkowane jako kobiety – do nękania i bycia nękanymi, do ciągłego życia pod presją, cudzą lub własną. Kiedy jednak spędziłam tu więcej czasu, zrozumiałam, że to coś bardziej uniwersalnego – tak po prostu jest na Wschodzie. Żyje się w zniewoleniu i niewoli się innych. Mężczyźni też są słabi. Spotkałam takich, którzy już po kilku godzinach znajomości zaczynali opowiadać o swoich prywatnych sprawach. Sojusze i przyjaźnie zawiązuje się bardzo szybko. Ale poufałość może zostać potraktowana jako atak. Paranoja i myślenie spiskowe są normą. Ludzie okazują sobie serdeczność i rozsiewają podłe plotki. Wszyscy wtrącają się w cudze sprawy, chociaż nie potrafią zająć się własnymi. Tak dzieje się w społeczeństwach, do których nowoczesność dotarła późno, a zasadą władzy wciąż jest feudalny paternalizm. Nikt nie uczy się samodzielnego życia, więc wszyscy wspierają się na swoich ukochanych – jak na kulach inwalidzkich.
Dekalog
Nie bardzo rozumiem, dlaczego wciąż jeszcze opłakujmy zgon Dekalogu. Nie okłamujmy się – wyłącznym jego adresatem był naród żydowski, a nie jakiś abstrakcyjny ogół ludzkiej populacji. Fakt, że chrześcijaństwo zdołało ów Dekalog do pewnego stopnia znowelizować, także jest sprawą bez większego znaczenia. Chrześcijaństwo od początku było genetycznie judeochrześcijaństwem i takim pozostało. Europa na tysiąc lat przed chrześcijaństwem miała swój własny Dekalog w postaci Maksym delfickich, zawierających podstawowe reguły etyczne świata helleńskiego. Zbiór ten był podstawą edukacji w Atenach już w VI wieku przed naszą erą. Znakomity grecki bizantysta N. Oikonomides słusznie powiedział, że w kwestii ich etycznego standardu możemy stwierdzić, że stoją na wyższym poziomie niż mozaistyczny dekalog, do tego bez roszczeń, by być słowem jakiegokolwiek Boga.
Kilka z ponad stu maksym delfickich: Znaj właściwy czas, Bądź sobą, Oskarżaj obecnego, Wiedząc mów, Władaj sobą, Ćwicz rozum, Stroń od cudzego, Nic w nadmiarze, Módl się o możliwe, Szanuj siebie lub słynne γνῶθι σεαυτόν czyli Poznaj samego siebie. Mądre, ludzkie zalecenia bez mieszania w to bogów i nadprzyrodzonych sił. Nie mamy powodu, by płakać po żydowskim dekalogu.
Przekonania
Kiedy ludzie mówią, że są wierni swoim przekonaniom możecie im wierzyć. Powód jest banalny i niezmienny: prastary lęk, by nie okazać się niestałym w świecie, który premiuje i nagradza stałość, który zawsze przedkłada skostnienie nad płynność, posągowość nad nieokreśloność. Świat wokół nas zmienia się. Ale nie nasze lęki.
Paryż
Spróbuj sobie wyobrazić, że w Paryżu z początku siedemnastego wieku, zamieszkałym wtedy przez półtora miliona mieszkańców, funkcjonowało zaledwie 30 studzien. Miasto nie miało także kanalizacji i wszystkie nieczystości, odpady i fekalia lądowały prosto na ulicach. Brud i ścieki musiały sięgać kostek i zapewne nie jest to obraz przesadzony. Wielu podróżnych z tamtych czasów wyczuwało bliskość wielkiego miasta nie z powodu dobiegającego ich gwaru, lecz z powodu atakującego ich nozdrza smrodu – wspomina o tym J. Huizinga w znakomitej pracy „Jesień średniowiecza”. Ówczesne miasta śmierdziały niczym wielka, otwarta kloaka. Spacer po mieście, co z takim upodobaniem uprawiamy dzisiaj w naszych podobno „straszliwie” wprost zanieczyszczonych miastach, nie wchodził w rachubę. W tamtych przedindustrialnych i ekologicznych czasach byłoby to przedsięwzięcie wysoce przykre i ryzykowne.
Zarys rozkładu
E. Cioran „Zarys rozkładu”: Wódz-zdobywca, który jest zarazem marzycielem, to zawsze największa katastrofa w dziejach; tym niemniej ludzkość, zafascynowana jego dziwacznymi projektami, szalonymi ideałami, chorobliwymi ambicjami, oddaje mu bałwochwalczą cześć. Nigdy człowiek rozsądny nie był otaczany takim kultem, nie zachował się w pamięci ludzkości ani nie związał swego imienia z wielkim wydarzeniem historycznym. Tłum, niewzruszony wobec precyzyjnych pojęć, wobec bożków wyzutych z tajemnicy, wpada w ekstazę w obliczu niesprawdzalnego, oszałamiają go fałszywe tajemnice. Czy ktokolwiek zginął kiedyś w imię ścisłości? Każde pokolenie z zapałem wznosi pomniki katom z poprzedniego pokolenia. A ich ofiary z nie mniejszą wdzięcznością pozwalały się mordować, uczestnicząc w tym biegu ku chwale jednostki, w pędzie ku triumfowi jednego, a porażce wszystkich … Ludzkość wielbiła zawsze tylko tych, którzy kazali jej ginąć. Rządy pozwalające swym obywatelom umierać w spokoju, mądry książę, zawsze pogardzany przez poddanych – nie wzbudzą zainteresowania historyków. Tłum kocha opowieści, nawet jeśli powstają jego kosztem. Obyczajowe skandale to najlepsza pożywka dla ludzkiej ciekawości, to one stanowią ukryte źródła wszystkich zdarzeń. Niewierna kobieta i zdradzony mąż to zestaw motywów wystarczający do komedii i tragedii, a nawet do epopei. Uczciwość nie ma w sobie żadnego powabu, nie doczekała się biografa od Iliady po wodewile, a zaledwie cień skandalu zawsze wystarczał, by ludzi zabawić i zaintrygować. Nic więc dziwnego, że ludzkość z rozkoszą oddaje się na pastwę zdobywców, że pozwala im się deptać i poniżać, że państwa bez tyranów mijają przez nikogo niezauważone, a suma nieprawości popełnionych przez naród jest jedynym wyznacznikiem jego obecności i siły.
C40 Cities
Fundacja C40 Cities, w skrócie C40, powstała w 2005 roku i jest hojnie finansowana przez Open Society Foundations, organizację George Sorosa. Sygnatariuszami C40 jest ponad 40 miast, między innymi Akra, Ateny, Austin, Barcelona, Kopenhaga, Denver, Paryż, Tel Awiw, Tokio, Toronto, Warszawa i Waszyngton. Najnowszy ich raport zawiera zalecenia, które mają pomóc w osiągnięciu celów klimatycznych. Zgodnie z tymi propozycjami należy zmniejszyć spożycie mięsa na rok przez osobę do maksymalnie 16 kilogramów, a nabiału do granicy 90 kilogramów. Należy również ograniczyć możliwość nabywania nowych ubrań – do 8 sztuk rocznie na osobę. Liczba samochodów powinna zostać zniwelowana do 190 na tysiąc osób, a każdy obywatel mógłby odbywać tylko jeden lot samolotowy (w obie strony) raz na 2 lata, ale pod warunkiem, że trasa tego przelotu nie przekroczyłaby więcej niż 1500 kilometrów. Raport docelowo zakłada całkowity zakaz spożywania mięsa oraz nabiału, możliwość kupienia tylko trzech ubrań rocznie, likwidację prywatnych samochodów oraz jeden lot samolotowy na trzy lata.
Właściwie nie jest nic nowego, sekty apokaliptyczne są zjawiskiem równie starym jak świat, choć zwykle były precedensem mniej czy bardziej lokalnym. Nowe w tym przypadku jest to, że C40 Cities jest fenomenem ogólnoświatowym i działa całkiem oficjalnie, starając się po cichu zamienić nasz świat w rodzaju Jonestown, gdzie wielebny pastor Jones, wcielony tym razem w postać miliardera Sorosa, wspomagany w Polsce przez Trzaskowskiego i Spurek, dokona wreszcie pełnego dzieła zagłady zbytecznej ludzkości.
Odysjada 15
Żadna z chrześcijańskich świętych nie została nigdy wystawiona na tak nieludzką pokusę jak Penelopa. Przeżycia świętych histeryczek średniowiecza, zwykle anemicznych i mdłych, w porównaniu z jej doświadczeniem wydają się być naiwne, dziecinne i śmieszne. Penelopa jest dojrzałą i atrakcyjną kobietą, która zmuszona jest żyć w towarzystwie ponad stu młodych i przystojnych mężczyzn, okupujących jej dom przez trzy lata. Która kobieta byłaby całkowicie wolna od jakichkolwiek erotycznych marzeń i myśli? Która zdołałaby oprzeć się pokusie?
Dusza matki Odysa, spotkana w Hadesie, opowiada mu o wierności Penelopy, ale Odys wie już o zdradzie Klitajmestry, zna los Agamemnona. Jest ostrożny, nie dowierza nikomu, do domu wraca w przebraniu, zręcznie zmieniony przez olimpijską wizażystkę, Atenę, i nie jest do końca pewny lojalności swojej żony. Odys nie ufa nikomu. Penelopa wie przecież o jego rozlicznych zdradach, o jego boskich kochankach, plotkuje o tym cała Grecja, sam chwalił się tym na każdej wyspie, gdzie tylko rzucił go kaprys bogów. Jest świadom tego, że tej grze to Penelopa będzie rozdawać karty – może udawać, że go nie rozpoznaje, może potraktować jak zwykłego oszusta, może zakwestionować jego prawdziwość, może zemścić się podburzając na niego zalotników. Duch Agamemnona wychwala Penelopę nie za to, że była wierna, lecz za to, że nie zabiła Odyseusza. To szalona różnica. Duch Agamemnona wie, że mogła to zrobić, mogła to zrobić łatwiej niż przyszło to Klitajmestrze, która zabiła jego. Penelopa mogła bowiem dokonać tego rękoma innych ludzi.
Ponad stu młodych i przystojnych mężczyzn, przez trzy lata, dniem i nocą. I Penelopa, może nie tak bosko piękna jak jej kuzynka Helena, ale w pełnym rozkwicie kobiecości, urodziwa i na pewno godna pożądania. Tak ponętna i godna pożądania, że po śmierci Odysa zostaje żoną Telegonosa, który jest synem jej męża i Kirke. Penelopa, wówczas zapewne już prawie czterdziestoletnia, poślubia więc człowieka młodszego nawet niż jej własny syn.
Circus Maximus
1200 lat. Przez taki okres czasu rzymski Circus Maximus stanowił miejsce widowisk – od pierwszego wyścigu rydwanów, który odbył się tam około roku 600 przed naszą erą do roku 549 naszej ery, czyli do ostatnich zawodów zorganizowanych na życzenie Totili, władcy Ostrogotów. Miał wymiary 544 x 129 m i w ostatecznym kształcie mógł podobno pomieścił na widowni ćwierć miliona osób.
Dziś jego powierzchnię porasta trawa i tylko lekkie wyniesienie terenu nad jego gruzami, dwie niezbyt wysokie, równoległe hałdy, zdradza obszar zajmowany niegdyś przez monumentalne zabudowania.
Boskość
„Problemy życiowe” nie są niczym, co trapi tylko nas, ludzi. Zwierzęta doświadczają ich także. Różnica polega tylko na tym, że zwierzęta rozwiązują swoje problemy życiowe według z góry zapisanych instrukcji, a człowiek musi wymyślać rozwiązania ad hoc za każdym razem, gdy staje przed jakimś problemem. Nieustanne dokonywanie wyborów – cała nasza boskość i przekleństwo.
Warp
Wiadomo, że gdy poruszając się samochodem poniżej 90 kilometrów na godzinę zwiększymy prędkość, to uzyskujemy 1 minutę na 10 kilometrów. Natomiast, gdy zwiększamy prędkość poruszając się z prędkością powyżej 90 kilometrów na godzinę, zyskujemy już tylko 30 sekund. A więc, innymi słowy – im szybciej poruszamy się, tym mniej zyskujemy. Wydaje się to nielogiczne, ale tylko pozornie, bo gdybyśmy – poruszając się coraz szybciej i szybciej – rzeczywiście zyskiwali coraz więcej i więcej, to w konsekwencji powinniśmy osiągnąć tak niewyobrażalną prędkość, że możliwym byłoby przybycie do celu bez opuszczania punktu w którym rozpoczęliśmy naszą podróż. Byłoby to rozwiązanie na miarę napędu, który pisarz Gene Roddenberry ochrzcił mianem warp.
Fałsz
Goethe w Podróży włoskiej słusznie zauważa, że kiedy tworzy się głównie dla efektu, wówczas nigdy nie może on wydawać się zbyt mocny i stąd zawsze obecna w takich utworach przesada, manieryzmy, napuszoność i fałsz.
Róże i lasy
Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy, uważał J. Słowacki. Przeciwnie, właśnie wtedy, gdy płoną lasy trzeba zajmować się różami, trzeba je ochraniać i pielęgnować. Lasy odradzają się same. Róże nie. Gdy płoną lasy, róże dziczeją i umierają.
Termy
Termy, codzienność i chluba Rzymu. Wiemy, że już w 33 r. p.n.e. było w samym Rzymie 170 małych łaźni, a w V wieku ich liczba wzrosła do ponad 850 – publicznych, jak i prywatnych. Do najsłynniejszych i największych zalicza się termy Nerona, do dziś na via di S. Eustachio zachowały się z nich dwie kolumny, termy Tytusa, usytuowane obok Koloseum, wybudowane w miejscu, gdzie wcześniej znajdowało się jedno ze skrzydeł Złotego Domu Nerona, termy Trajana czy olbrzymie Termy Karakalli, z których jednorazowo mogło korzystać ponad półtora tysiąca osób.
Podziwiamy je i nigdy nie myślimy o technicznej stronie ich funkcjonowania. Tymczasem tylko te największe z nich zużywały nie mniej niż 10 ton drewna dziennie. Podziemia term Karakalli mogły podobno swobodnie pomieścić 2000 ton drewna, czyli zapas wystarczający na siedem miesięcy. Jeżeli to wszystko pomnożyć przez ilość term, mniejszych i większych w całym mieście, a potem przez setki lat ich działalności, suma będzie astronomiczna. Skutkiem tego było wylesienie ogromnych połaci lasów w Europie i w basenie Morza Śródziemnego oraz zagłada dziesiątków gatunków zwierząt i całych lokalnych ekosystemów. Drewno płynęło do Rzymu nie tylko pełnomorskimi statkami zresztą i nie tylko po Morzu Śródziemnym, ale i wszystkimi spławnymi rzekami cesarstwa. Wielkie barki, które rzekami dostarczały drewno do stolicy, nie wracały potem do swoich macierzystych przystani. Nie warto było holować ich pod prąd, wymagałoby to zbyt wielu nakładów. Rzymianie znaleźli prostsze rozwiązanie – ponieważ były zrobione z drewna, rozbierano je i sprzedawano na wagę, czyli dzieliły los ładunku, który dostarczały.
Najdłużej jednak przetrwały termy nie w zachodniej, lecz we wschodniej części Cesarstwa – w Bizancjum. Odkrycia archeologiczne potwierdzają, że jeszcze w VI wieku n.e. Aleksandria wydawała niemal jedną trzecią swego budżetu tylko na ogrzewanie łaźni. We wschodnich prowincjach Syrii, w Judei i Arabii, w rejonach ścierania się wpływów chrześcijańskich, rzymskich i islamskich, termy, zwykle niewielkie, ewoluowały stopniowo w rzymsko-arabską hybrydę. Przede wszystkim całkowicie znikły gimnazjony, a frigidarium przekształciło się w miejsce towarzyskich spotkań. I to właśnie ta hybryda została następnie zaadoptowana przez Turków, którzy natrafili na nią w miastach bizantyjskich Azji Mniejszej oraz arabskich w Egipcie i Syrii i przekształciła się w łaźnię turecką, czyli hamam. Jej bywalcy nie myli się już jak Rzymianie we wspólnym basenie, lecz przy umywalniach, a łaziebni energicznie ich namydlali i masowali szorstką rękawicą, co zastąpiło rzymski strigił i nacieranie oliwą. Jest swoistym paradoksem, że to hamam pozostał jedynym żyjącym potomkiem rzymskiej tradycji kąpielowej i pośrednio sprawił, że zwyczaj mycia się powrócił następnie rykoszetem do średniowiecznej Europy.
Turcy, po podbiciu Bizancjum, zaadoptowali sporo z greckich i rzymskich cywilizacyjnych zdobyczy, w tym również termy, ale nigdy nie stały się one ich codziennym zwyczajem, jak w starożytnym Rzymie. Hamamu zażywano raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie. Nigdzie poza antycznym Rzymem kąpiele nie były i nie stały się tak popularne i tak pospolite. Ironia historii polega na tym, że termy powróciły po wiekach do Europy jako „turecka łaźnia” i dla wielu Europejczyków wciąż są wynalazkiem, który Turcy przynieśli ze sobą z bezdrzewnych i bezkresnych stepów z których pochodzą.
Igrzyska Olimpijskie
Międzynarodowy Komitet Olimpijski zdecydował, że Rosjanie i Białorusini mogą uczestniczyć w przyszłych Igrzyskach w Paryżu. Część krajów zdecydowanie nie aprobuje, i słusznie, takiej decyzji. Komitet Olimpijski straszy więc, że za taką postawę może wymierzyć kary wykluczenia z rodziny olimpijskiej, bowiem groźba bojkotu jest pogwałceniem zasad olimpizmu i równości startu. Ewentualny bojkot byłby więc potraktowany jako złamanie Karty Olimpijskiej.
Zdumiewa mnie, że w żadnym tekście, który na ten temat czytałem, nie pojawia się ani słowo o tym, co w tej sytuacji powinno pojawić się jako pierwsze i najważniejsze – mianowicie, przypomnienie władzom Komitetu Olimpijskiego źródeł z jakich wywodzi się ta piękna idea, którą podobno reprezentują. Igrzyska Olimpijskie w starożytności były organizowane zawsze w czasie drugiej pełni Księżyca po przesileniu letnim, czyli na przełomie lipca i sierpnia, a już miesiąc przed oraz podczas igrzysk olimpijskich obowiązywał święty pokój, ekechejria. Termin ten znaczy dosłownie „wyciągnięcie ręki”, bez pełnej zgody lub chociażby zawieszenia broni igrzyska nie miały prawa się odbyć. Na ten okres wstrzymywano nawet wykonywanie kary śmierci i tok procesów sądowych, a udział w Igrzyskach mogli brać wyłącznie wolni obywatele, nieobciążeni żadnym przestępstwem. Igrzyska Olimpijskie nie mogły być wielkim świętem zbrodniarzy. Czyżby Komitet Olimpijski nic na ten temat nie wiedział?
Nikt i nic
Świat w którym wszyscy muszą żyć tak, jak im się nakazuje, nie jest i nie może być światem wolnych ludzi. Decyzje o naszym życiu muszą być naszym indywidualnym wyborem i naszą osobistą odpowiedzialnością. W życiu nie istnieje nic takiego jak równość i żadne istnienie nie jest co do wartości równe innemu istnieniu. Nikt nie ma prawa stawiać znaku równości między życiem Alberta Einsteina i Teda Bundy. W imię żadnej ideologii.
Dżizja
Wszędzie tam, gdzie muzułmanie stanowią lub zaczynają stanowić większość, wcześniej czy później pojawia się dżizja. Pod tą nazwą kryje się podatek dla wszystkich nie-muzułmanów w krajach z przewagą ludności islamskiej. Dżizja oznacza takie opodatkowanie innowiercy, aby ten zmuszony był „dobrowolnie” przejść na islam, bo inaczej zabraknie mu środków do życia. W praktyce jest to haracz, który muszą płacić wszyscy innowiercy, perfidna, ale skuteczna forma prozelityzmu. Obecnie stosuje się ją na terenach opanowanych przez tzw. państwo islamskie, ale odnotowano już jej przypadki także w Europie – w brytyjskich więzieniach przestępcy muzułmańscy pobierają takie haracze od współwięźniów innych wyznań. Nie tak dawno w egipskim miasteczku Dalga Bractwo Muzułmańskie nałożyło dżizję na chrześcijan. Za możliwość zachowania swojej wiary Koptowie i Żydzi muszą płacić muzułmanom od 20 do 50 euro na dzień. Wysokość tych sum jednoznacznie podpowiada, że dżizja nie jest podatkiem, lecz brutalnym przymusem.
Ktoś całkiem rozsądnie zaproponował nałożenie identycznego podatku na wyznawców Proroka, nad wyraz chętnie osiedlających się obecnie w Europie, co w wielu krajach mogłoby solidnie zasilić budżety, mocno nadwyrężone przez stale rosnące wydatki socjalne na rzecz islamskich migrantów.
Znajomi
Znajomi, którzy nie czytają książek. Nie da się z nimi dyskutować o książkach. Znajomi, którzy nie mają żadnych osobistych przekonań politycznych. Dysponują jedynie komunałami, które trafiają do nich za pośrednictwem masmediów. Nie da się z nimi dyskutować o polityce. Znajomi, którzy starają się nie mieć żadnych poglądów, bo poglądy mogą być niewygodne z punktu widzenia obowiązującej poprawności politycznej. Nie da się więc z nimi wymieniać poglądami. Znajomi, którzy nie mają żadnego pojęcia o historii, ani o tej najbliższej nam, współczesnej, ani o historii starożytnej. Nie da się z nimi dyskutować o historii. Jaki ma sens mieć znajomych, jeżeli nie da się dyskutować z nimi o niczym, o czym dyskutować warto?
Deprecjacja
Życie podlega nieustannej deprecjacji. To, co wznosimy dzisiaj, rozpada się już jutro. Dążymy do trwałości, a nieustannie doświadczamy rozpadu. Każde szczęście wygasa i płowieje, nawet każda rozpacz szarzeje i cichnie. Dopiero u schyłku życia, niezależnie od tego, jakim ono było, zdarza nam się czasem zrozumieć, że nigdy nie mieliśmy racji, że pięćdziesiąt czy dwadzieścia lat temu myliliśmy się równie bardzo, jak mylimy się teraz i tak samo będziemy mylić się w ostatnim dniu naszego życia.
Dwa języki
Fragment z raportu niemieckiego generała SS Jűrgena Stroopa o zniszczeniu warszawskiego getta: Tylko dzięki bezustannej i niestrudzonej pracy wszystkich zaangażowanych odnieśliśmy sukces, chwytając ogółem pięćdziesiąt sześć tysięcy pięciu Żydów, których zniszczenie może być zapewnione. Do tych należy dodać liczbę Żydów, którzy stracili życie w eksplozjach i płomieniach.
Kiedy zastanawiam się, kto jeszcze – poza generałem niemieckim – mógłby sformułować swój raport w podobnie nieludzki, zwyrodniały i odrażający sposób, przychodzi mi na myśl jedynie generał rosyjski. Tylko w tych językach można użyć słowa „sukces” w kontekście zgładzenia pięćdziesięciu sześciu tysięcy pięciu ludzi w warszawskim getcie lub zamordowania 22 tysięcy jeńców w Katyniu i nie pojawia się w nich jakikolwiek dysonans, i ich gramatyka nie krzyczy z przerażenia. Na naszym kontynencie tylko te dwie nacje bezczelnie i bezkarnie posługują się taką stylistyką. Współczesna nauka utrzymuje, że słownictwo, narracja, oraz sposób wyrażania pojęć, kształtują nasze postrzeganie rzeczywistości i z całą pewnością sprawdza się to większości europejskich języków – poza niemieckim i rosyjskim. Do nich można zastosować raczej twierdzenie Wilhelma von Humboldta, zmarłego w drugiej połowie dziewiętnastego wieku niemieckiego polityka i filozofa, który uważał, że sposób postrzegania świata jest wynikiem emanacji ducha narodu (Volksgeist), który najpełniej przejawia się właśnie w języku. W ponurej językowej rzeczywistości niemieckiego i rosyjskiego zamordowanie dziesiątków tysięcy ludzi da się określić słowem „sukces” i w ich odczuciu nie brzmi to ani przerażająco ani nawet fałszywie. Co Rosjanie udowodniają obecnie na Ukrainie.
Kierkegaard
Jesteśmy niekwestionowanymi mistrzami w dorabianiu motywów do naszych czynów. W tej dyscyplinie żaden gatunek nie dorasta nam do pięt. Søren Kierkegaard. Wydarzenie z 1836 roku, gdy młody Sören prowadził jeszcze swobodne i hałaśliwe życie. W tym okresie uchodził nawet za Don Juana, co świetnie ilustruje karykatura Wilhelma Marstranda, przedstawiająca go jako uwodziciela. Niestety, pewnego listopadowego wieczora dał się namówić kolegom na wizytę w domu publicznym, co w tamtej epoce było zwyczajem praktykowanym powszechnie i entuzjastycznie. Wiemy, że wizyta ta nie trwała długo, a przyszły filozof umknął stamtąd w szalonym popłochu, żegnany sardonicznym śmiechem prostytutki. Nie znamy detali tego wydarzenia, ale łatwo możemy odgadnąć ewentualną przyczynę jego popłochu. Minoderyjny, mocno egzaltowany, obarczony wizją vita ante acta, neurasteniczny młody człowiek z jednej strony, a z drugiej wulgarność lub też zwyczajna dosadność prostytutki, co zaowocowało problemami z potencją i złożyło się w efekcie na upokarzające przeżycie. W swoim Dzienniku Kierkegaard odnotował pod tą datą jedynie jęk: „Mój Boże, mój Boże”, ale w innej notatce, uczynionej zdaje się w kilka dni później, wspomina o „zwierzęcym chichocie”. W ten sposób, wcale nie wyjątkowy, pewna niefortunna wizyta w burdelu stała się, przy wydatnej pomocy hipokryzji, traumą na całe życie. Z czasem zaczął coraz bardziej stanowczo utrzymywać, że małżeństwo jest niczym innym jak potwierdzeniem miłości własnej, a pod koniec życia sformułował swój radykalny pogląd głosząc, że „chrześcijanin nie powinien być żonaty.”
Niefortunna wizyta w burdelu może mieć najdziwaczniejsze konsekwencje. Okazuje się, że może nawet zrodzić filozofa. Zaczynam podejrzewać, że to samo zdarzyło się w przypadku Spinozy, a jeszcze prawdopodobniej w przypadku Kanta, choć oni nie byli tak przesadnie ekshibicjonistyczni, by ujawniać to w swoich prywatnych zapiskach czy dziennikach. Faktem jest natomiast, że bardziej udany przebieg wizyty Kierkegaard w burdelu mógł oszczędzić wielu cierpień dzielnej Reginie Olsen, a nam mnóstwo czasu straconego przy kosmicznych bredniach „Albo-Albo”. Mielibyśmy oczywiście jednego filozofa mniej w naszej historii, ale możemy śmiało twierdzić, że nie byłaby to nadzwyczajnie wielka strata dla ludzkości.
de Lavoisier
Antoine Laurent de Lavoisier, twórca nowożytnej chemii, w czasie Rewolucji Francuskiej został skazany na gilotynę. Przedstawił wówczas prośbę, by egzekucję przesunąć chociaż o kilka dni z powodu pracy nad pewnym eksperymentem naukowym. Jednak przewodniczący trybunału odrzucił jego prośbę oświadczając, że „Republika nie potrzebuje uczonych”. W kilka tygodni później człowiek ten również został zgilotynowany – najwidoczniej Rewolucja nie potrzebowała też przewodniczących trybunału. Ale legenda głosi, że Antoine Lavoisier, jak przystało na prawdziwego naukowca, eksperymentował do końca. Miał umówić się ze swoim asystentem, że po ścięciu będzie próbował mrugać oczami tak długo, jak to możliwe. Asystent przybył na miejsce egzekucji i zdołał zaobserwować, że jego mistrz mrugał jeszcze przez 15 do 20 sekund – co brzmi jak solidny fake news produkcji Aleksandra Dumasa, w czym autor Hrabiego Monte Christo był podobno niedościgniony.
Bogowie
Pisarz
Trzeba być szaleńcem, by chcieć być pisarzem. Nie mam tu na myśli producentów literackiej rozrywki, dostarczycieli horrorów, kryminałów, harlekinów i romansów. Mówię o pisarzach, o prawdziwych twórcach. Miesiące, a nierzadko lata zmagań ze słowami. Podporządkowane temu całe życie prywatne, wszystkie relacje z innymi ludźmi, wyrzeczenia, najczęściej bieda. Potem, kiedy książka jest gotowa, zaczyna się kolejny etap upokorzeń i żebraniny. Nadzieje, oczekiwanie, zawody, rozgoryczenie. Wydawnictwa, które przeważnie nie odpowiadają albo odpowiadają nawet nie zapoznawszy się z książką, traktują pisarza jak petenta, z pogardą nieledwie i lekceważeniem, opędzają się od niego, a w razie zainteresowania targują się o każdy grosz, starając się zapłacić za jego pracę jak najmniej, a najchętniej nic. Potem, w razie „powodzenia”, żałosne honoraria, uzupełniane spotkaniami z czytelnikami, taki seks zbiorowy za kilkanaście euro honorarium plus zwrot kosztów podróży, bo podobno pisarz potrzebuje takich kontaktów. Jakby pisarz istotnie tego potrzebował …
Bieda
Problem w polskim myśleniu polega może nie tyle nawet na tym, że bogactwo zwykliśmy kojarzyć z osobistą zasługą, co przekonanie, że bieda jest zawsze i nieodmiennie naszą osobistą porażką i odpowiedzialnością. Dopuszczamy myśl, że bogatym można stać się zarówno dzięki osobistym przymiotom, jak pomysłowość i zaradność, jak i wszelkiego rodzaju koneksjom, często dwuznacznym i podejrzanym. Bogactwa nie kwestionujemy. Nie darujemy natomiast niczego biednym. Bycie biednym jest niedopuszczalne. W polskim myśleniu biedny jest zawsze odpowiedzialny za swoją biedę – każdy człowiek biedny jest winny swojej biedy.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.