Steve Jobs

Steve Jobs: „Pamiętanie o tym, że kiedyś umrzesz jest najlepszym sposobem jaki znam na uniknięcie myślenia o tym, że masz cokolwiek do stracenia. Już teraz jesteś nagi. Nie ma powodu dla którego nie powinieneś żyć tak, jak nakazuje Ci serce.”

Odys

Odys. Wspaniały Odys. Wybija wszystkich zalotników Penelopy. I natychmias zapomina o tym. Przestają istnieć. Nigdy nie istnieli. Nigdy ich nie było. Odys nie wie, co to wyrzuty sumienia, erynie, niedorzeczne demony pamięci. Odys jest wojownikiem, cokolwiek by nie czynił.

Inkarnacją Odysa był Pizzaro. Na pewno Cortez. Dzisiaj mamy tylko smutnych chłopców, których prześladują złe sny i którzy moczą się po nocach.

Ciekawość świata

Niektórzy twierdzą, że brakuje mi ciekawości świata. Skłonny jestem przyznać im rację. Wolę raczej wyobrażać sobie świat niż narażać się na niewygody związane z eksploracją rzeczywistego świata. Jestem hedonistą, zawsze wybiorę przyjemność, ale jeżeli nie mam takiego wyboru potrafię zrobić wiele, by uniknąć nieprzyjemności.

Efez

Cesarz Lucjusz Werus zawarł ślub z Lucyllą, córką Marka Aureliusza, w pięknym Efezie, wówczas rzymskiej stolicy prokonsularnej Azji. Myślałem o tym idąc drogą Arkadyjską. Szybko zapadający zmierzch przypominał egzotyczny owoc – był ciepły, aksamitny i wilgotny.

Pauzaniasz

Wciąż Pauzaniasz. Czytam go powoli, smakując. Pisze o Heraklesie, pisze o Neronie. I nie ma żadnej różnicy w tym, jak o nich pisze. Dla nas Herakles jest wyłącznie mitem. Neron mocno niepewną historią. Dla Pauzaniasza tak Herakles jak i Neron są historią. Należą do historii.

Cztery myśli

Seks z głupią kobietą jest przykry z tego powodu, że zamyka się i wyczerpuje w samym akcie. Potem nie bardzo już wiadomo, co z nią zrobić. Podejrzewam, że to samo dotyczy seksu z głupim meżczyzną.

                                                                       ***

Nie wiem, czym jest wieczność, ale jest na Ziemi takie miejsce, gdzie wyraźnie slychać jej oddech – to Santorini.

                                                                       ***

1,1 miliarda koron. Tyle wynoszą roczne apanaże dworu królewskiego w Szwecji. Fascynujące, jak kosztowna może być nicość.

                                                                       ***

Leszek Kołakowski, „O wybaczaniu” : Z pewnością nie możemy wybaczać w cudzym imieniu, to znaczy nie mamy prawa po prostu oświadczyć, że przestępcom, mordercom, oprawcom wybaczone są zbrodnie, które na innych ludziach, nie żyjących już popełnili.

Targowisko

Wczoraj w Londynie jedna nicość poślubiła inną. Według firmy Bridebook, zajmującej się planowaniem ślubów, na ten potlacz wydano ponad 35 milionów funtów. Ogromną część kosztów pochłonęło zapewnienie bezpieczeństwa; tysiące policjantów, tajniaków, snajperów i zaawansowane technicznie drony. To targowisko próżności obserwowało 2 miliardy ludzi.

Jesteśmy bezprzykładnie durnym gatunkiem.

Wybaczanie

Màrai uważał, że wybaczanie jest aktem tchórzostwa.  N. G. Dávila jest blisko tej samej myśli twierdząc, że tolerancja wyraża głównie strach tchórza. Czym jest wybaczanie? Aby to zrozumieć, trzeba zadać pytanie o to, kto właściwie wybacza. Czy ten, kto skrzywdził? Nie. Wybaczanie jest zawsze opcją skrzywdzonego. Wybacza ten, komu – w ten czy inny sposób – stała się krzywda. Innymi słowy, wybacza ten, kto jest słabszy, kto został zraniony. I już w tym jest nuta fałszu, bowiem wybaczanie nie jest przecież żadnym przywilejem, żadną nagrodą, żadnym zadośćuczynieniem. Zwykle jest tylko i wyłącznie bardzo smutną koniecznością i świadectwem bezradnoóci. Jakby było mało, że zostaliśmy skrzywdzeni, to jeszcze spada na nas obowiązek wybaczania. Tak, właśnie obowiązek, bo w powszechnym przekonaniu człowiek, który nie wybacza jest jednostką podejrzaną moralnie, osobą zawziętą, mściwą i przepełnioną nienawiścią, a więc bardzo destrukcyjnymi i niszczącymi uczuciami. Istnieje więc przymus wybaczania. Ale czy tak powinno być? Być może nie, lecz tak właśnie jest. Wybaczanie jest specjalnością słabych i pokrzywdzonych, ich wątpliwym przywilejem. Silni nie zajmują się wybaczaniem czy też niewybaczaniem. Nie widzą i nie odczuwają takiej potrzeby. Wybaczanie jest również potrzebą słabych, bowiem jest to w gruncie rzeczy technika odzyskiwania równowagi. Zostałeś skrzywdzony, co oznacza, że znajdujesz się w gorszej, podległej sytuacji. Reakcją pierwotną i jak najbardziej naturalną jest zapewne myśl o zemście, ale co ci pozostaje, gdy nie masz żadnych możliwości, by zemścić się i w ten prosty sposób zrekompensować krzywdę, wyrównać tę zachwianą równowagę? Wtedy wybaczasz i pozornie poprawiasz swoje położenie. Pozornie, bo w istocie jest to czysta retoryka, bo musisz wmówić sobie, że jesteś ponad to, że jesteś szlachetniejszy niż twój prześladowca, lepszy i mądrzejszy,  dojrzalszy, i moralnie czystszy. Pozornie, bo tego, kto uczynił ci krzywdę, nie kosztuje to przecież dokładnie nic – to ty, i tym razem, ponosisz wszystkie koszty. To droga i mało efektywna kompensacja. Wybaczanie jest więc rodzajem zemsty, zemsty per procura, smutnej zemsty pokonanych i upokorzonych. Tym samym jest to również gra o władzę. Czy wybaczanie rzeczywiście przynosi spokój ducha? Czy daje ukojenie? Pewnie w takim sensie, w jakim jest to pogodzenie się z losem, rezygnacją, akceptacją pewnego stanu rzeczy. Zatem wybaczyć znaczy poddać się.

Myślę, że propozycja Hammurabiego była zdecydowanie uczciwsza.

Psychopata

Kilka dni temu. W kawiarni. Przy stoliku tuż pod oknem mężczyzna w średnim wieku, zadbany, dobrze ubrany. Przed nim lampka czerwonego wina i książka, i nic więcej, żadnego smartfonu, żadnego komputera, iPodu, nic z tych rzeczy. Siedzi w zamyśleniu, wolno delektując się winem. Ma spokojny, pogodny wyraz twarzy.

Przy narożnym stoliku obok mego dwie młode kobiety, te dla odmiany bezustannie i niemal histerycznie zajęte swoimi smartfonami. Co chwila robią sobie selfie, wysyłają sms-y, ich palce pracują z fenomenalną, niemal małpią zręcznością, porównują zdjęcia, dzwonią gdzieś, przesadnie głośno odpowiadają na telefony i prowadzą rozmowę same ze sobą, przerywając sobie nawzajem i przekrzykując się. Ich rozmowa nie jest jednak żadną rozmową, nie ma w niej jakichkolwiek znamion dialogu, każda mówi o sobie i do siebie. Ich nadpobudliwość może przyprawić o epileptyczne drgawki, a na dodatek jest zaraźliwa – czuję, że moje ciśnienie skacze do dwustu.

Nagle słyszę jak jedna z nich, dość bezceremonialnie wskazując palcem tego samotnego mężczyznę przy stoliku pod oknem, mówi do drugiej: Ty, popatrz, ten facet tylko tak sobie siedzi i siedzi. Jej koleżanka, zajęta wysyłaniem sms-u, ani przez moment nie odrywając wzroku od smartfona, odpowiada: Może jakiś psychopata …

Obrona życia

Przemawiając do wiernych, przybyłych na modlitwę Regina Coeli, papież Franciszek znów bredził o konieczności obrony życia na wszystkich jego etapach. Zabawne, bo właściwie jest to sprzeniewierzenie się pierwotnym ideałom Kościoła, który u swoich początków propagował nie wielodzietność czy obronę życia poczętego, ale właśnie bezdzietność. Oczekiwano przecież rychłego przyjścia Pana, a więc końca świata, i nie należało „mnożyć bytów nadaremnie”. Pomnażanie stada wiernych owieczek to doczepiona ideologia.

Język niemiecki

Po niemiecku prawdopodobnie nie da się mówić cicho. To język werbli i fanfar. Schnell, schnell, to właściwe tempo. Pojawia się zawsze – prędzej czy później. Nic dziwnego, że Beethoven określał tempo w swoim ojczystym języku.

Słownictwo kretynów

Prasa posługuje się dzisiaj językiem infantylnych dzieci: makabryczny wypadek, straszne odkrycie, wielka klęska, tragedia w turystycznym raju, dramat tysięcy rodzin, przerażające zdjęcia, fenomenalny produkt, tragiczny finał, makabryczne odkrycie, szokujące ustalenia, druzgocący raport, koniec nadziei, wstrząsające szkody, sensacyjne badania, gigantyczne straty, niesamowite zjawisko, miażdżące ceny. Słownictwo kretynów przeznaczone dla kretynów. Triumf wszechobecnych przymiotników.

Należałoby przyjrzeć się uważniej zależności między nadużywanem przymiotników, a poziomem zgłupienia społeczeństwa.

Królu Branie

Królu Branie, siedzę przy biurku ustawionym wzdłuż okna otwartego na południe, niebo jest wściekle niebieskie i na horyzoncie zlewa się z groźnym granatem posępnych chmur. Słyszę odległe krzyki, czyjś śmiech, astmatyczny oddech Miasta, ale dźwięki docierają do mnie wytłumione i łagodne, jakby przedwieczorne trwanie spowijało je w welurową tkaninę ciszy. Zawsze będę pisać do ciebie pod oknem, w świetle nieba, i nie do ciebie chyba też, choć wiem, że to nieprawda, bo odtąd już wszystko będzie dla i do ciebie.

Poprowadzę cię teraz po poziomie pobliskich dachów, królu Branie, pozamykam drzwi, te od moich obaw i zbyt ostrych definicji, skieruję cię do mego pokoju, posadzę w tym szarym fotelu naprzeciwko i powiem ”miły” i pierwsza sylaba będzie zbliżaniem się do ciebie i wstrzymywaniem oddechu, a druga miękkim spadaniem w twoje ramiona. Już kolejny wieczór przed snem prześladuje mnie takie wyobrażenie i tuż przed, a może na granicy rozstania się ze świadomością, przeciągam się mrucząc ”weź mnie”, i to samo, gdy budzę się w środku nocy. Nie, nie jestem rozpustna i niczego nie żądam. Teraz już nie żądam niczego … Tak, masz rację, znów kłamię. Cybernetyka zakłada, że człowiek jest dość przypadkową składanką, bez istotnych diachronicznych powiązań, co podpowiada mi, że razem moglibyśmy być wspaniali, ale już wiem, że to beznadziejne. Nawet jeśli odzyskam cię, królu Branie, to i tak cię stracę i chcę cię odzyskać, choćbym miała cię stracić. Czy jest w tym jakiś sens? Sentymentalizm, którym tak bardzo pogardzałam, panuje teraz nade mną niepodzielnie i cała jestem oblepiona czułością i tęsknotą.

To dziwne, bo minęły już wieki, choć nie minął jeszcze tydzień … Czas jest najbardziej abstrakcyjnym ze wszystkich naszych pojęć. Od kiedy roztopiłeś się w Fanarze trwam w takiej samej pustce, bez możliwości, ale i bez chęci zmiany pozycji. Jedyne, co zmienia się, nasilając z każdym dniem, to moja nienawiść do księżyca, wieczorów i zakochanych, których nie powinno być, gdy świat się kończy, a którzy wciąż są, jakby mieli go przeżyć i pochować. Zastygam jak moje gesty, Bran, zastygam jak samo oczekiwanie, czytam książki bez ludzi, robię nam wieczorną herbatę, której nie wypijasz, potem odbywam dalekie podróże, czasem wtulona w poduszkę bezgłośnie płaczę. Miasto szybko teraz pogrąża się w ciemności, samotność wślizguje się jak wąż. Mówiłeś kiedyś, że jesteśmy kochankami Miasta, lecz teraz, gdy dogorywa ona w bólu i skowycie myślę, że myliłeś się, miły, a Miasto jest tylko naszym bezlitosnym i okrutnym władcą i zabierze nas ze sobą do grobu, razem z jego zbroją, bronią i końmi. Umierające miasta domagają się hekatomby proporcjonalnej do ich wielkości i sławy, a nasze Miasto rozciąga się na przestrzeni tysięcy lat i dusi się od sławy. Nic nie będzie tak daremnie wystawne jak jego pogrzeb.

Jestem senna i zmęczona. Włóczyłam się dzisiaj twoimi ulicami, przemierzałam nasz pierwszy szlak, czytałam wyblakłe afisze, stare repertuary zamkniętych teatrów i kin, oglądałam puste witryny, spotkałam Gwyddiona, który zgarbił się jeszcze bardziej i pali trzy razy więcej, a z jego twarzy pozostały już tylko wielkie, błyszczące i umęczone oczy. Kiedy zapytałam o ciebie uczynił taki gest, jakby chciał uciec, ale nie zrobił tego, patrzył w niebo i przecząco kręcił głową. Wtedy skłamałam. Powiedziałam, że podobno widziano ciebie i dlatego właśnie pytam, że może już jutro … Wiem, skłamałam okropnie, ja często kłamię, ale on na pewno mi nie uwierzył, bo odszedł tak szybko, i teraz myślę, że chciał coś ukryć.

Gdybym tylko mogła wysłać ten list, Bran, list pełen piasku i traw, mego smutku i nadziei, i tylu innych rzeczy o których boję się myśleć, bo powracają potem w snach jak strzały i jak noże.

Całuję cię w linii do której dosięgają moje usta. Stoję boso, na palcach. Adriana.

(Frag. powieści „URBS”)

Elegancja

Współczesność cechuje prostacki egoizm, niemal spazmatyczne zabieganie tylko o swoje prawa, interesy i potrzeby, wulgarna roszczeniowość, niechlujne narzucanie się światu ze swoimi chaotycznymi odruchami, pseudopoglądami i – co jeszcze bardziej naganne – totalny brak wdzięku …  To smutne, że świat przestał być elegancki.

 

Problemy

Problemy mają naturę przymiotników. Dają się też stopniować jak przymiotniki. To pewnie ta cecha powoduje, że można je także opisywać w kategoriach klasowych – są problemy o manierach nieskazitelnie wytwornych, eleganckie i niemal zaszczytne, problemy banalne i przeciętne, i problemy plebejsko wulgarne.

Sauny w Malmö

Sauny w Malmö. Budynek, stary i stylowy, leży w wodach zatoki, mniej więcej dwieście metrów od brzegu plaży. Praktyczne rozwiązanie. Można wskoczyć do morza niemal prosto z sauny, a w pogodne dnie opalać się na pomostach. Idę głównym pomostem do przebieralni. Po prawej jego stronie ciągną się szeregiem kabiny, proste, zwyczajne, bez wygód, ale przez starych bywalców wykorzystywane chętnie, bo dają złudzenie pewnej prywatności. W drzwiach jednej z nich spostrzegam mężczyznę w średnim wieku. Jest zajęty rozmową telefoniczną, drugą ręką wciąż odgarnia i poprawia włosy, rozwiewane przez silny dzisiaj wiatr. Stoi nagi, w czym nie ma nic dziwnego, to męska strona obiektu, wszyscy chodzą tu nago. Tym, co przykuwa moją uwagę, jest coś innego – przed nim, a raczej między jego udami, stoi mała, jasnowłosa i również naga dziewczynka. Z całą pewnością nie ma więcej niż cztery, góra pięć lat. Wyraźnie nudzi się, czekając aż ojciec skończy rozmowę (zgaduję, że to jej ojciec), dłubie w nosie palcem jednej dłoni, a drugą dłoń zaciska na jego penisie, pociągając go tak, jakby to był wskazujący palec dłoni jej ojca. Mężczyzna, mimowolnie stymulowany w ten sposób, ma częściową erekcję. Jest południe. Nie tylko ja jestem świadkiem tej sceny. Nikt nie reaguje.