Navigare necesse est

Navigare necesse est, vivere non est necesse. Jako gatunek wędrowaliśmy zawsze, chociaż podróże nigdy nie były najbardziej ulubionym z naszych zajęć. Starożytni, jeżeli mogli, starali się unikać podróży, podejmowano je tylko w ostateczności, wcześniej sporządzając testament, bo podróżowanie było zajęciem wysoce niebezpiecznym, a do tego wprost niewyobrażalnie uciążliwym, wyczerpującym i zajmowało nie dnie czy tygodnie, lecz miesiące, a nawet lata. Lamartine, udając się w podróż do Ziemi Świętej, wynajmuje statek „Alcesta”. Chateaubriand jest zaopatrzony w listy polecające do najwyższych dostojników odwiedzanych krajów, ma zapewnioną eskortę i przewodników, a jeszcze i w naszym wieku, w roku 1906, gdy Wirginia Woolf, która wraz z siostrą postanawia udać się do Grecji, pisze w jakimś liście, że same przygotowania do tej wyprawy zabrały jej wiele miesięcy. Dyliżansy, kiepskie drogi, obskurne oberże i zajazdy, chybotliwe statki, niewygody, etc. Kiedyś ludzie przed podróżą prosili bogów o przychylność, a po powrocie z niej dziękowali, że dane im było szczęśliwie dotrzeć do domu. Podróż, choćby najkrótsza, nie była niczym oczywistym, niczym, co my dzisiaj kojarzymy z tym słowem – bilety lotnicze w Internecie, tak samo rezerwacja hoteli, taksówka do lotniska, restauracje i bary, pomoc i rozliczne usługi, wsiadamy, lecimy, potem wracamy, wszystko ściele się przed nami niczym czerwony dywan, bezpieczne jak tylko może być i absolutnie naturalne. Dzisiaj, jeżeli nie cierpimy na aerofobię, pokonywanie nawet sporych przestrzeni i odległości kończy się co wyżej jet-logiem i nikt już nie spisuje testamentu lecąc na Teneryfę czy Majorkę. Przecież z każdej podróży, choćby najdłuższej i najdalszej, bezpiecznie wrócimy do domu.

I zupełnie nie wiadomo, skąd po każdej podróży ten szczególny rodzaj zdziwienia, niemal zaskoczenia, że jednak i tym razem udało mi się z niej powrócić.

Moralnie niewątpliwe

Prezydent Karol Nawrocki podczas przemówienia na Westerplatte ponownie poruszył sprawę reparacji od państwa niemieckiego za przerażające zniszczenia, dokonane w czasie II wojny światowej w naszym kraju. Gazeta „Berliner Zeitung” zareagowała już następnego dnia z wdziękiem papugi powtarzając starą frazę o tym, że z niemieckiej perspektywy traktaty dotyczące zjednoczenia Niemiec ostatecznie rozstrzygnęły, że Polska nie ma prawa do reparacji wojennych. Do tego zgodnego chórku dołączył także popularny dziennik „Süddeutsche Zeitung”: „Od momentu objęcia urzędu prezydent Nawrocki podsyca nastroje nacjonalistyczne w swoim kraju. Blokuje pomoc dla obywateli Ukrainy, a w rocznicę wybuchu II wojny światowej domaga się reparacji wojennych od Niemiec”. Natomiast Frankfurter Allgemeine Zeitung” ubolewa co prawda nad tym, czego Niemcy dopuścili się wobec ludności polskiej w czasie II wojny światowej i przyznaje, że „w dużej części” odpowiada to definicji ludobójstwa zawartej w Konwencji ONZ, ale postulowane odszkodowanie rzędu 1,3 biliona euro zdaniem dziennika wydaje się być „moralnie wątpliwe, gdyż płacić musiałoby kilka pokoleń Niemców, urodzonych po wojnie i nie ponoszących żadnej winy”.

Innymi słowy, obecni Niemcy nie ponoszą żadnej winy, a jakiekolwiek żądania odszkodowań z ich strony są „moralnie wątpliwe”. Należy przez to rozumieć, że zbrodnie niemieckie są co prawda niewątpliwe, ale żądania zadośćuczynienia za nie jest „moralnie wątpliwe”. I tak jest z pokolenia na pokolenie. Niemcy rabują, mordują i niszczą i nigdy nie ponoszą konsekwencji swoich czynów. Przypomnijmy, co stało się choćby z polskimi regaliami, gdy po powstaniu kościuszkowskim w 1794 roku Kraków zajęły wojska pruskie. Z rozkazu cesarza Fryderyka Wilhelma III doszczętnie obrabowano wówczas skarbiec na Wawelu, rozkradając wiele cennych dla Polaków zabytków. Wśród nich insygnia koronne, które potajemnie wywieziono do Berlina i ukryto w skarbcu Hohenzollernów. 17 marca 1809 roku Fryderyk Wilhelm III rozkazał zniszczyć polskie regalia. Skarby polskiej historii zostały przetopione w 1811 roku w Królewcu. Ze srebra i złota, uzyskanych po przetopieniu regaliów, wykonano germańskie monety, a kamienie szlachetne sprzedano. Bezmiar zbrodni i rabunków dokonanych przez tych Hunów Europy na przestrzeni dziejów nie mieści się już w żadnych rejestrach, ale wciąż nie ponoszą oni żadnej kary i żądania zadośćuczynienia uznają za „moralnie wątpliwe”. Czego jeszcze musieliby dokonać, czego dotychczas nie dokonali, by stało się to „moralnie niewątpliwe”?

Prawa czy przywileje

Podobno obecnie kobiety uzyskały jakieś prawa. Jeżeli tak jest, to uzyskały je za cenę swoich przywilejów, czyli tego, co zwalniało je od ogólnie obowiązujących praw. Przywileje bowiem wyróżniają, prawa natomiast zrównują. Czyż nie jest to więc cena zbyt wysoka?