Jesteś piękna

Zwykle uśmiechasz się półironicznie, choć życzliwie, gdy mówię ci, że jesteś piękna. Och, przecież dobrze znasz samą siebie, znasz swoją twarz, wszystkie jej sekrety, spotykasz się z nią w lustrze każdego dnia, nic nie może umknąć twojej uwadze, znasz swoje ciało, wszystkie jego pęknięcia, najdrobniejsze niedoskonałości, śledzisz je uważnie od tylu już lat, okazujesz im zainteresowanie i troskę, nauczyłaś się je maskować, żyć z nimi w przyjaźni, ale to miły komplement i nie jest ci przykro, gdy mówię, że jesteś piękna. Przeciwnie, to przyjemne, nawet bardzo, tylko, że moich słów nie możesz potraktować poważnie, nie jesteś aż tak próżna, by kupować złudzenia, by sycić się nimi niedorzecznie, a poza tym lubisz siebie taką, jaką jesteś, ze wszystkimi słabościami, drobnymi zmarszczkami, z tym wszystkim, co tak skutecznie nauczyłaś się zatajać przed światem i od dawna nie oczekujesz żadnych kłamstw czy pochlebstw ze strony luster. Mirror, Mirror on the Wall, ale ty nie jesteś i nigdy nie byłaś Złą Królową, od lustra wymagasz już jedynie szczerości. No dobrze, mówisz uśmiechając się do mnie półironicznie półżyczliwie, może w twoich oczach jestem piękna. Tak, jesteś piękna i nie chodzi tu o moje oczy. Najmniej o moje oczy. Ja postrzegam cię inaczej niż jakiś przypadkowy mężczyzna mijający cię na ulicy czy ukradkiem śledzący twoją postać, gdy siedzisz w restauracji czy w kawiarni przy lampce wina. Ja widzę nie tylko twoją kształtną głowę, twoje niesforne czasem włosy, twoje piersi, twój ładny nos, twoje nogi czy biodra. Ja – w przeciwieństwie do tego przypadkowego mężczyzny – patrząc na ciebie widzę też twoją wrażliwość, twój takt, twoją dyskrecję, twoją hojność, twoją wielkoduszność, twoją ciekawość świata, twoją odwagę i dobroć, widzę to, czego przypadkowe oczy, choćby były najbystrzejsze, nigdy nie zdołają dojrzeć. Ja, patrząc na ciebie, widzę również twój zapach, który kocham, i smak twego ciała, twoje i tylko tobie właściwe gesty, spojrzenia, uśmiechy, widzę nie tylko to, co cielesne i materialne, ale i to, co jest niecielesnym twego ciała przejawem i wytworem. Widzę ciebie. I jesteś piękna.

Kot raz jeszcze

Dzisiaj kot zmaterializował się nagle. Nigdy nie widziałem w tym domu kota, ani razu przez ostatnie bez mała dwadzieścia lat. A dzisiaj czekał pod drzwiami. Prawdziwy szarobury kot, zadbany i ładny, i natychmiast wbieg do mieszkania, a ja, oniemiały, nie zdążyłem nawet zareagować. Przemierzył pokój, potem skierował się znów do przedpokoju, zignorował jednak  drzwi otwarte na klatkę schodową, wybrał kuchnię, obieg ją, zatrzymał się na moment przy oknie, uroczo i zabawnie wspinając się na kaloryfer i po chwili był już w kolejnym pokoju, zapoznając się  z nim w taki sam sposób. Pozostawiony na klatce schodowej, zniknął.

Jakże wiele

 …i jakże wiele dałbym za to, by dowiedzieć się, jakie pieśni słyszałem i pod jakim niebem, jakie kobiety spotkałem i co żyło w ich spojrzeniach, jakie nosiłem imiona w jakich miastach, czasach i epokach. Nie dowiem się tego, bowiem nie znamy siebie takimi, jakimi mogliśmy być lub byliśmy, ale nas przerasta nawet pytanie o chwilę obecną, o dzień dzisiejszy, o twoje czy moje teraz. Jesteśmy jedynie znakiem zapytania, który nigdy nie przerodzi się w odpowiedź, hipotezą, która nigdy nie stanie się twierdzeniem …

Podróż

Podróżowanie nie zawsze było przyjemnością, choć dla nas, przyzwyczajonych do szybkiego, komfortowego i bezbolesnego przemieszczania się nawet z kontynentu na kontynent, może to brzmieć dziwnie. A jednak. Najlepiej oddaje to angielskie słowo oznaczające tę czynność, travel. Według słownika Webstera, pochodzi ono prawdopodobnie od francuskiego słowa travail, czyli „mozół”, „trud”, „ciężka praca fizyczna i umysłowa”, „cierpienie”, „wysiłek”. Według Simona Winschestera słowa takie jak „podróżować” i „travail” mają jednak jeszcze bardziej starożytne korzenie. Mogą, mianowicie, wywodzić się od łacińskiego słowa tripalium („trzy pakiety”), oznaczające narzędzie tortur. Słowo travel oddaje więc charakter tego, czym podróż była w starożytności. I nie ma to nic wspólnego z tym, co my dzisiaj kojarzymy z tym słowem. W dawnych czasach podróżowanie było niebezpieczną, ciężką pracą, męką i torturą, na którą nikt nie skazywał się z własnej woli i bez potrzeby.

Patriotism is the last refuge of a scoundrel

Patriotism is the last refuge of a scoundrel (patriotyzm to ostatnie schronienie łajdaka) – miał podobno powiedzieć Samuel Johnson, a jego biograf, James Boswell, podaje nawet datę narodzin tej słynnej sentencji, 7 stycznia 1775 roku. Tylko idiota może sądzić, że Johnson, człowiek o przekonaniach ultrakonserwatywnych, chciał w ten sposób potępić patriotyzm. Z całą pewnością nie. Natomiast chciał na pewno zwrócić uwagę na mało patriotyczne motywy działania różnych gorliwych „patriotów”, bowiem patriotyzm jest rzeczywiście wygodnym parawanem za którym doskonale ukryje się wszelkiego rodzaju podłość i małość. Jak bowiem zakwestionować kogoś, kto twierdzi, że działa z pobudek patriotycznych? Jak zakwestionować patriotę? Jak podważyć uczucie, które wydaje się być tak szlachetne i bezinteresowne? Jak to uczynić? Milczymy nawet wtedy, gdy wiemy, że powołuje się na nie ostatnia miernota i nicość, która nie mając najmniejszych powodów do dumy z samej siebie identyfikuje się z czymś, co istnieje poza nią, z jakiś klubem sportowym, partią polityczną, sektą czy innym błazeństwem, czymś, co z prawdziwym patriotyzmem nie ma nic wspólnego. Łajdacy często przebierają się za patriotów, bowiem w tym przebraniu mogą czuć się bezpieczni. Stary Johnson miał więc do pewnego stopnia rację, ale patriotyzm jest przede wszystkim najbezpieczniejszym schronieniem łajdaka  – w tym przebraniu może działać długo i bezkarnie.

Twój kot

Dzisiaj śniłem, że kot, podarowany mi przez ciebie we śnie, patrzył na księżyc tak, jakby chciał go mieć na własność. Siedząc w oknie mego pokoju, zastygły w pozie małego sfinksa, przypominał porcelanową figurkę – kiedy chciałem go pogłaskać odkryłem nagle, że jest porcelanową figurką.

Nasz język

Kalectwo naszego języka, które sprawia, że pewne zdarzenia czasowe uchodzą za rzeczowniki – pięść, iskra, fala, wir, sztorm, spazm, miłość … Szkoda, że nie mamy słów, które określają moment, gdy pięść przeradza się w otwartą dłoń, a miłość w nienawiść lub obojętność.

Widzieć ciebie

Po to, abym mógł stwierdzić, że ciebie widzę konieczne jest, by promienie świetlne pobudziły funkcjonujące wybiórczo nerwowe elementy siatkówki, wywołując określone zmiany w pręcikach i czopkach, co z kolei pobudzi ośrodkową część analizatora wzrokowego, mieszczącego się w potylicznym płacie kory. Nie wiem, jakie komórki kory mózgowej i w jaki sposób rozkodowują dany zespół sygnałów jako CIEBIE. Nie wiem też w jaki sposób owo rozkodowanie zostaje przesłane do świadomości, ale kiedy widzę ciebie nigdy nie mam wątpliwości, że to jesteś ty.

F.Pessoa Dwa cytaty

Po źle przespanej nocy nikt nas nie lubi.

Jeżeli kogoś nienawidzę, to reformatora. Reformator to człowiek, który dostrzega tylko powierzchowne dolegliwości świata i postanawia je wyleczyć, potęgując dolegliwości zasadnicze. Lekarz stara się uczynić z chorego ciała ciało zdrowe, nie wiemy jednak, co oznacza „zdrowe” i „chore” w życiu społecznym.

Kapuściński w „Lapidarium”

Kapuściński w „Lapidarium IV – VI”: Ten powszechny dostęp do obiegowych źródeł informacji uczynił z nas zadowolonych pseudoznawców, amatorów, besserwisserów, tym bardziej pewnych siebie, im mniej wiedzących i rozumiejących”.

Dokładnie tak. Obserwuję to na co dzień. Wszędzie. W telewizji, w radiu, na ulicach, w gazetach, w autobusach i kawiarniach. Panel wątpliwych ekspertów, popisy niekompetencji, jarmark rozdętej próżności, ale – jak głosi Kabała – „Niewiedza tego, który nie wie, przewyższa wiedzę tego, który wie, ponieważ ten, który wie, nigdy nie wie tyle, ile niewiedzący nie wie”.

Orkiestra z „Titanica”

Sześciu Anglików, Francuz i Belg – orkiestra z „Titanica”. Grali w dwóch składach, jako kwintet oraz tercet, a na czele tej niewielkiej orkiestry stał Wallace Hartley. Gdy kapitan statku poprosił ich, by grając pomogli w utrzymaniu spokoju wśród pasażerów, bez wahania rozpoczęli swój ostatni koncert. Miało to miejsce na kilka minut przed północą, 14 kwietnia 1912 roku, i po raz pierwszy grali w pełnym składzie. Przemieszczali się wielokrotnie, w takt jak woda, wdzierając się do wnętrza statku,  pochłaniała kolejne pokłady. Pod mroźnym i gwieździstym niebem północnego Atlantyku grali z początku wesołe, jazzowe rytmy, a utworem, który zamknął ich tragiczny koncert – zanim przechył uniemożliwił im utrzymanie instrumentów – był prawdopodobnie protestancki hymn „Być bliżej Ciebie chcę„. Słowa pieśni, inspirowanej snem Jakuba z Księgi Rodzaju, mówią o tym, że ludzka dusza dopiero w Domu Ojca, czyli po śmierci znajdzie pełnię szczęścia i spokoju. Melodia urwała się podobno dopiero w tym momencie, gdy skrzypce i altówki muzyków znikły w lodowatych wodach oceanu.

Co za wspaniały w swej grozie, epicki obraz! Myślę, że wyraża się w nim cała wielkość dawnej Europy. Wielkość z której nie zostało dzisiaj ani cienia …

Mój mózg

Mój mózg jest autystyczny. W pewien sposób przypomina internetową wyszukiwarkę. Jeżeli ktoś postawi mi jakieś pytanie, mój mózg nigdy nie poprzestaje na jednej odpowiedzi; potrafi znaleźć wiele trafnych odpowiedzi. Nie szuka liniowo, linearnie, logicznie przechodząc od punktu do punktu. Przeciwnie, wydaje się wybiegać na wszystkie strony, całkowicie ignorując konsekwencję. W dyskusjach, gdzie odpowiedź jest też zwykle wyrazem czyjegoś stanowiska w danej sprawie, powoduje to zamęt w umysłach rozmówców. Nie bardzo wiedzą, gdzie mnie mają i jaką pozycję zajmuję, bowiem prezentuję zwykle co namniej kilka opcji. Przy czym żadna z nich nie musi być wcale moja, bowiem nie są wynikiem moich przekonań – są jedynie rezultatem „wyszukiwania”. Google nie ma przekonań. Mój mózg, w przypadku pytania czy problemu, szybko i swobodnie tworzy połączenia, które potrafią bardzo daleko odbiegać od właściwego tematu czy sedna poruszanej sprawy. Mam wrażenie, że ma to jakiś związek z pamięcią krótkotrwałą. Często nie pamiętam imienia osoby, którą przedstawiono mi pięć minut temu, ale jeszcze po wielu latach pamiętam jakieś nic nie znaczące detale jej garderoby, kolor oczu czy wypowiedziane przez nią słowa.