Dziś już tylko nieliczni rozumieją na czym polega różnica między tym, co stylowe, a tym, co bardzo drogie. Większość jest absolutnie przekonana, że styl jest już wkalkulowany w cenę.
Miesiąc: sierpień 2017
Reguła zła
Ayn Rand „Cnota egoizmu”: Nic nie niszczy i nie dezintegruje kultury czy charakteru człowieka tak dogłębnie jak reguła agnostycyzmu moralnego, pogląd, że nie wolno wydawać ocen moralnych na temat innych, że trzeba być moralnie tolerancyjnym wobec wszystkiego, że dobro polega na nierozróżnianiu dobra czy zła.
Jasne jest, kto na takim poglądzie zyskuje, a kto traci. Powstrzymywanie się zarówno od chwalenia ludzkich zalet, jak i od potępiania wad nie jest wcale zachowaniem wobec ludzi sprawiedliwości ani równym ich traktowaniem.
Wanaprastha
W starożytnych Indiach, analogicznie do podziału społeczeństwa na cztery klasy, dzielono życie jednostki na cztery okresy. W trzecim okresie należało rozpocząć wanaprastha, pustelnicze życie. Europejskie średniowiecze proponowało klasztor.
A czym my możemy obronić się przed natarczywością świata? Gdzie my możemy uciec, gdy dochodzimy do punktu w którym banalność i ograniczoność ludzkich przeżyć zaczynają ciążyć, gdy ich schematyczność i tępota zaczynają nas przyprawiają o mdłości, a szaleństwo tego świata, popychanego wciąż w to samo szambo władzy, religii i pieniądza podpowiadają potrzebę ucieczki. Gdzie możemy uciec? Dokąd? W co? Czy jest jeszcze takie miejsce, taka dziedzina życia, której nie zdążyliśmy sprostytuować do reszty? Przyszły Mojżesz będzie prawdopodobnie otępiałym, głuchym wrakiem, z gumą do żucia w nieskazitelnie zdrowych zębach, na monstrualnej górze śmieci.
Ambicja
Cenimy ludzi ambitnych, a ambicje – jeżeli nie są przesadne i bezwzględne – skłonni jesteśmy uznawać raczej za zalety niż wady. Ludzie ambitni jawią nam się jako ludzie silni i zapewne jest to prawdą.
Do ludzi zazdrosnych mamy już nieporównywalnie mniej pozytywny stosunek, chociaż zazdrość jest niczym innym jak zdławioną i karłowatą formą ambicji – zazdrość jest bowiem ambicją słabych. Te dwie nasze cechy są do siebie zadziwiająco podobne. Obydwie, nakazując nam patrzeć na innych i przymierzać się do nich, oddalają nas od samych siebie, od naszego własnego przeznaczenia. Zastanówmy się – któż to w istocie jest człowiek ambitny? To ktoś, kto nie zadawala się tym, czym jest. To ktoś, kto chce być czym więcej. W samym pragnieniu „bycia czymś więcej” nie ma nic złego, ale taki człowiek chce również być wyżej, chce panować nad innymi i tutaj czycha na niego pułapka. Przymierza się do innych. Usiłując być kimś więcej niż inni – popada w zależność od innych. Zaczyna żyć innym, obcym mu życiem. Identycznie jest z człowiekiem zazdrosnym. Cierpi on męki z tego powodu, że nie jest tym innym, kimś, kto został obdarowany przez los hojniej, kto otrzymał więcej, kto ma się lepiej. Człowiek zazdrosny i człowiek ambitny żyją fikcyjnym, pożyczonym życiem, w którym więcej jest rozglądania się na boki i przymierzania się do innych niż patrzenia w siebie i na siebie. I ambicje i zazdrość czynią z naszego życia karykaturę, wypaczają je.
Być może jedyną, w miarę zdrową formą ambicji jest ta, która każe nam przyglądać się tylko sobie samym, przymierzać się tylko do siebie, która pozwala nam jasno i wyraźnie postrzegać własne braki oraz słabości i wyposaża nas w wolę, by pokonywać je i przekraczać. Ale ten rodzaj ambicji jest niewiarygodnie rzadki.
Rozumiem
Gdy słuchając kogoś mówimy ”rozumiem cię” chcemy przez to jedynie powiedzieć, że gotowi jesteśmy wysłuchać go do końca, na moment, na krótką chwilę starając się wygłuszyć samych siebie. Tak naprawdę jednak nikt nigdy nikogo nie rozumie. Nie można zrozumieć kogoś innego. Aby zrozumieć kogoś innego należałoby całkowicie wyłączyć i wycofać samego siebie, a to nie jest możliwe. Możemy więc jedynie zbliżyć się do zrozumienia i nic więcej. Słuchanie kogoś innego przypomina słuchanie stacji radiowej na zakres której nieustannie nakładają się fale innego, fale naszego własnego programu – czystość odbioru nigdy nie jest pełna. Mówiąc ”rozumiem cię” mówimy w istocie ”staram się ciebie usłyszeć”.
Tajemnica
Nieczytana książka, nieotwarty list i nieznajoma kobieta mają wiele wspólnego – wabią tajemnicą, którą rzadko są w stanie spełnić.
Aniołowie
… otóż, ja uważam, że aniołowie istnieją. Uważam, że aniołami zostają po śmierci artyści, prawdziwi twórcy. Aniołowie to właśnie oni. Myślę, że wszechmocny i miłosierny Bóg czyni ich aniołami natychmiast, bez śledztwa i weryfikacji, przez sam fakt, że za życia byli artystami, że ich jednych nie pyta Bóg o ich życie i uczynki i tylko ich z niczego nie rozlicza – jeżeli przeznaczył im za życia los twórcy, po śmierci stają się aniołami. Ale być twórcą to straszny los …
Populacja
W przyrodzie występuje dość prosta zależność pomiędzy wielkością zwierzęcia, a częstością jego występowania. Słonie są duże i jest ich stosunkowo mało, myszy są niewielkie i jest ich dużo. A jak na tym tle wyglądamy my, ludzie? Jako gatunek całkowcie wyłamaliśmy się z tej zasady. Liczba przedstawicieli homo sapiens jest aż 10 tys. razy większa niżby wynikało z tej skali. Innymi słowy, nasze występowanie jest 10 tys. razy bardziej rozpowszechnione niż jakiegokolwiek ssaka naszego rozmiaru. Gdyby człowiek był wyłącznie kolejnym „zwykłym” naczelnym, to naturalna populacja ludzi na świecie wynosiłaby mniej więcej 1 mln, byłaby mocno rozproszona i żylibyśmy w małych, 20-30 osobowych grupach.
Tak twierdzą naukowcy i brzmi to przekonywująco. Płacimy jednak sporą cenę za nasze niepohamowane rozmnażanie się. Epidemie: w czasach, gdy żyliśmy w odizolowanych, małych wysepkach, wybuch epidemii szybko uśmiercał całą grupę, a wraz z nią przepadała choroba. Ale już w XVII wieku, gdy dżuma rozprzestrzeniła się po całej Europie, w Anglii zmarło ok. 40% populacji. Dziś, w przypadku wybuchu epidemii tzw. ptasiej grypy, cyfra ofiar może otrzeć się o 100 milionów. Katastrofy: ostatni atak tsunami pochłonął prawie pół miliona ludzi.
Sofizmat
Niepalący odnoszą się dziś z pewną wyższością wobec palących. Wielu zdaje się posiadać poczucie moralnej przewagi nad palącymi, przewagi pochodzącej stąd, że oni przestali palić, a więc posiadają silną wolę, której ich zdaniem brakuje palaczom. W ostatnim okresie daje się zaobserwować jeszcze jedno zjawisko. Niepalący zaczynają również demonstrować coś w rodzaju poczucia intelektualnej przewagi nad palaczami. Palenie uznaje się już nie tylko za słabość, ale i głupotę. Powstał więc sofizmat: palenie jest głupotą, a więc ten, kto nie pali, jest mądry.
Może to być jednak pocieszeniem tylko dla głupców. Zdecydowana większość tych, którzy przestali palić, to ludzie, którzy nigdy nie zasmakowali w paleniu, a więc i decyzja o skończeniu z paleniem nie wymagała od nich nadzwyczajnych wysiłków. Nie potrzebowali żadnej silnej woli, by przestać palić. Prawdziwi palacze nigdy nie przestają palić. Silną wolę objawiają raczej ci, którzy mimo represji i różnych nacisków nie wyrzekają się Madame Nikotyny. Kto nie pali, ten mądry ..? Palił Einstein, Musil, Lowry, Hemingway, Miller, Picasso, Ortega y Gasset, Durrell, Modigiliani, tysiące wybitnych twórców i naukowców – w dziejach naszej kultury mielibyśmy więc ogromne ilości szalenie mądrych głupców.
Poeci w czasie marnym
Miodrag Bulatović „Po co są poeci w czasie marnym?”: Powinna powstać jeśli nie powieść, to przynajmniej studium o tym, jak obumiera Europa. Przypomina ona już teraz stary college, rupieciarnię pełną zużytych gratów, kurzem pokrytych ptaszysk, orderów i mieczy zapomnianych wojsk. Wielkie i prymitywne systemy, pomińmy tu strony świata, jak gdyby się sprzysięgły, by zdewaluować lub zniszczyć wartości, które jeszcze w niej pozostały. Na Europę rzuca się błotem, robią to wszyscy. Jeśli zaś o mnie chodzi, przepraszam, ale czuję się niepoprawnym europocentrystą. Nie ma świata bez Europy.
Prawdy z piaskownicy
Europa tak długo bawiła się w piaskownicy postmodernizmu, budując swoje piaskowe babki w postaci „twoja prawda”, „moja prawda”, „ich prawda”, „prawda wszystkich” i tyle tych prawd namnożyła, kruchych, piaskowych prawd, że dzisiaj nie mamy już niczego, co można jeszcze nazwać Prawdą i nie potrafimy już wyjaśnić, dlaczego demokracja i tolerancja są moralnie wyższe niż tyrania czy religijna przemoc.
Ile trwa teraz
Jak twierdzi Ernst Poeppel „teraz” trwa tylko 30 milisekundy. Ten monachijski badacz zajmuje się od dawna zjawiskiem odczuwania czasu. Stwierdził, że nasz mózg pracuje w 30 milisekundowym rytmie – tyle potrzebuje on na to, aby odróżnić dwa optyczne obrazy albo odróżnić kolejność różnych tonów. Podczas tego 30 milisekundowego interwału nie ma żadnego przedtem ani potem. Jest to faza bezczasowa, a czas nie płynie, lecz swoiście przeciska się do przodu pewnymi porcjami. Poeppel twierdzi, iż „teraz” jest przez nasz własny mózg niejako konstruowane. Ale, co ciekawe, i co potwierdzono doświadczalnie, w „teraz” zawarte są już pewne wskazówki na przyszłość, mózg niejako wyprzedza nasze przyszłe zachowania.
Interesujące jest też to, że człowiekowi brakuje organu, który mierzyłby upływający czas. Jest on dla nas równie niewyczuwalny jak promieniowanie radioaktywne. Rejestrujemy upływ czasu pośrednio, głównie jako upływ zdarzeń, i zależy to przede wszystkim od naszego samopoczucia. Nieraz spotykamy się z określeniami, że godzina nudnej prelekcji ciągnie się w nieskończoność, a gra w coś interesującego tak szybko przeleciała, mimo że zajęła nam wiele godzin. Czas jest subiektywny.
A co powiedzieć o np. filozofii i medytacji Zen? Dla Zen czas i przestrzeń to złudzenia. W filozofii Zen istnieje tylko tu i teraz, czyli istnieje tylko ta chwila i tylko to miejsce, zaś to, co było, to, co ma być , to, co z przodu, to, co z tyłu, to tylko konstrukcje umysłu, nie odzwierciedlające rzeczywistości. Każdy z praktykujących Zen musi odnaleźć miejsce leżące właśnie tutaj i właśnie teraz, innymi słowy musi osiągnąć doświadczenie „tu i teraz” zwane udżi (tzw. bycie-czas). Mistrzowie Zen powiadają, że teraz trwa wiecznie, a czas jest iluzją, że wszystko w świecie jest ze sobą połączone, że wszystko zdarza się równocześnie, a czas jest jedynie koncepcją umysłu. To tutaj i teraz, jak przestrzeń i czas, są jednak wciąż abstrakcjami, ale tym, co nadaje im sens jest nasza własna istota, nasza jaźń.
Głupota
Głupcy wbrew pozorom radzą sobie w życiu całkiem nieźle, a niekiedy lepiej niż ludzie mądrzy. Znacznie częściej też robią tzw. kariery, co wielu może dziwi, ale czy powinno? Ktoś, kto tylko w ograniczonym stopniu postrzega to, co dzieje się wokół niego i nie przejmuje się rozmaitością możliwych wariantów działania w danej sytuacji, ma zawsze większe szanse. A głupcy właśnie tego nie postrzegają, a ponadto mają przekonanie o słuszności swoich opinii. Mniej rozmyślają i tym samym mniej w nich wahań. Nota bene, istnieje coś takiego jak aktywna głupota, coś w rodzaju morderczej antyinteligencji, bardzo ostatnio rozpowszechniona.
Omnia fui
Septymiusz Sewer (podobno): Omnia fui, nihil expedit – byłem wszystkim, nic nie jest warte zachodu.
Determinizm
Ostatnie dziesięciolecia przyniosły zaskakujący zwrot części ideowej lewicy w stosunku do nauki, a przede wszystkim do biologii. Lewicowcy, niegdyś dumnie podkreślający ”naukowość” swojej doktryny, dziś stali się mocno podejrzliwi wobec nauki i akurat to łatwo jest zrozumieć – koncepcja człowieka jako istoty genetycznie zdeterminowanej zdecydowanie kłóci się z marksistowską wizją istoty ludzkiej będącej w całości produktem abstrakcyjnych stosunków społeczno-politycznych. Nawet więc ta część lewicy, która zdecydowanie odcina się od marksistowskiej ortodoksji, dostrzega w postępach ewolucyjnej psychologii poważną groźbę. Genetyczny determinizm podważa ich ufność w powodzenie prób poprawy świata za pomocą środków politycznych i ekonomicznych. Lewica jest więc zdecydowanie wroga wobec psychologii ewolucyjnej, choć w istocie powinno być przeciwnie: czyż tezie o możliwości samodoskonalenia nie powinno raczej towarzyszyszyć przekonanie o osobistej odpowiedzialności jednostki za swoje czyny? Tymczasem to prawica jest mniej wyrozumiała wobec naszych grzechów. Lewicowcy pobłażliwiej traktują indywidualne słabości, bowiem w ich przekonaniu sporą część winy za to ponosi społeczeństwo. I mamy, łagodnie mówiąc, paradoks. Lewica, sama skłonna do przesadnej wiary w determinizm kulturowy, zarzuca prawicy niebezpieczną skłonność do determinizmu genetycznego.
Agresja
Stopień agresji jest wprost proporcjonalny do rodzaju związków między ludźmi wśród których się objawia. Im bliżsi sobie jesteśmy, tym większy stopień agresji. W sumie najmniejszy gest bliskiej nam osoby, sposób w jaki osoba ta chrząka, wyciera nos, je czy opowiada, może nas wyprowadzić z równowagi znacznie skuteczniej niż identyczne zachowania ludzi całkiem nam obcych. Do nienawiści jesteśmy zdolni tylko wobec tych, których kochamy. Miłość i nienawiść mieszkają w tym samym domu.
Jean Dorst
Jean Dorst ”Siła życia”: Gdyby wszyscy ludzie mieli korzystać z dobrodziejstw nowoczesnej cywilizacji w takim samym stopniu co obywatel Ameryki Północnej, trzeba by było mieć do dyspozycji piętnaście do dwudziestu razy więcej surowców, co jest nierealne licząc ilościowo, a jeszcze bardziej nierealne, jeśli wziąć pod uwagę energię konieczną do ich wydobycia. A przecież dążenie do równości, choćby przybliżonej, wymagałoby, choćby próby zbliżenia się do takiego stanu rzeczy. Szanse, by to się udało, są tym mniejsze, że obecna ewolucja czyni sytuację nierozwiązywalną, a problem niedorzecznym – jak mówią matematycy.
Jak Kant
Zauważ, że ludzie, którzy kochają życie, ludzie z intensywnym wewnętrznym pulsem, pełni pasji i namiętności, przepełnieni uczuciami, nigdy nie tworzą i nie odczuwają potrzeby tworzenia jednolitych, konsekwentnych i spójnych systemów opisujących życie. Jest to głównie zajęcie ludzi z niedoborem wewnętrznej energii i jałowym życiem duchowym. W filozofii znakomitym tego przykładem jest Kant. Ten prawiczek z Królewca, który nigdy nie całował kobiecej piersi, nigdy nie kochał i nigdy nie zatracił się, skonstruował system monstrualnie spójny.
Dwa rodzaje
… ale w istocie, droga pani, istnieją tylko dwa rodzaje kobiet. Kobiety głupie i kobiety inteligentne. Kobiety głupie, jeżeli złośliwy i przewrotny przypadek pozwoli im spotkać mężczyznę inteligentnego, bawią się z jego intelektem, bowiem tak naprawdę nie mają pojęcia, co z nim można zrobić, ani w jaki sposób może on być im użyteczny. Trochę jak dzieci, które – znajdując jakiś skomplikowany przedmiot – starają się zrozumieć go czy rozszyfrować, niestety, najczęściej przy pomocy młotka. Potem, zniszczywszy go, czują się rozczarowane i zawiedzione, bowiem według nich nie skrywał żadnej tajemnicy. Kobiety inteligentne, w takiej samej sytuacji, postępują inaczej. Eksploatują intelekt, który zesłał im los. Może pani sama odgadnąć, których kobiet jest więcej na świecie.
Pociąg
Jeżeli rzeczywistość porównać do pociągu: kiedyś, stosunkowo nie tak dawno temu, był to pociąg, który poruszał się z mniej czy więcej stałą prędkością. Owszem, przyśpieszał niekiedy, ale nie tak, aby nie można było za nim nadążyć. Były też epoki, kiedy zwalniał jeszcze bardziej, ledwo posuwając się do przodu i wówczas można było iść obok niego, bez nadmiernego pośpiechu zresztą, i nie pozostawać w tyle. Na ważnych stacjach zatrzymywał się zawsze, na mniej ważnych choćby na chwilę.
Dzisiaj tempo tego pociągu z trudem tylko pozwala postrzegać mijane krajobrazy i nie tylko nie zatrzymuje się on nigdzie, ale wciąż przyśpiesza. Nie da się z niego wysiąść, nie przystaje nigdzie, i lepiej nie wysiadać, bo powrót jest niemożliwy.
Najkrótsza droga
Najkrótszą drogą do tych, których kochamy, jest droga z której korzystamy najrzadziej – szczerość wobec samego siebie.
Tylko po co
Podobno nasz mózg jest zbudowany z biliona neuronów i biliarda łączących je synaps. Tylko po co, do cholery?
Malek al Aziz
W roku 1215 obłąkany kalif Malek al Aziz Othman postanowił – bardzo starym islamskim zwyczajem – zetrzeć z powierzchni ziemi wszystkie grobowce pogan, w tym również i trzy piramidy w Gazie. Zebrał więc prawdziwą armię kamieniarzy, uzbroił ich w młoty, oskardy i wyruszył na dżihad. Jako pierwszy miał paść grobowiec Mykerinosa, czyli najmniejszy z Wielkiej Trójki. Po 8 miesiącach niewolniczej pracy robotnicy Othmana zdołali wybić jedynie ledwo widoczną z dołu dziurę. Tak to skwitował pewien historyk: „Tylko na jednej ścianie dało się dostrzec rezultat blisko rocznej pracy wszystkich ludzi kalifa”.
Dzisiejsi następcy kalifa nie mają już takich problemów.
Tłum i perspektywa
Każdy z nas jest podobny do innych i każdy z nas czymś różni się od innych. To, co nas różni od innych, tworzy naszą osobowość, czyni z nas niepowtarzalne indywiduum. Kiedy wymaga się od nas, abyśmy byli „bezstronni” czy „sprawiedliwi” wymaga się innymi słowy, abyśmy odrzucili to właśnie, co nas wyróżnia, naszą osobowość. Ale osobowości odrzucić nie można – a więc bezstronność jest złudzeniem. Być bezstronnym znaczy więc chwalić i ganić to, co chwali i gani większość. Dziś, w epoce panowania tłumu, tłum domaga się, by stosowano i respektowano jego perspektywę. Tylko, że tłum nie ma żadnej perspektywy.
Trzy cytaty
Shundo Aoyama, Zen Seeds: Wszedłem do sali w leżącej nieopodal świątyni, gdyż zostałem tam zaproszony na ceremonię parzenia herbaty, i zauważyłem zwój wiszący we wnęce. Przedstawiał on tykwę do napojów i zaopatrzony był w taką oto inskrypcję autorstwa współczesnego mistrza zen, Rosena Tahashina: „Jeśli chlupie, jest za mało”. W tym zdaniu kryje się wielka mądrość.
***
Albert Low, “Zen: Tradition and Transition”: Choroba bycia człowiekiem to choroba pragnienia bycia wyjątkowym. Każdy z nas próbuje być tym Jedynym. Każdy chce kontrolować wszechświat, żeby obracał się wokół niego i tylko wokół niego. Myśl, że jesteśmy tacy sami jak cała reszta ludzkości i wszystkie istoty, jest dla nas prawie niemożliwa do zaakceptowania. Głównym sposobem na potwierdzenie swojej wyjątkowości jest zwrócenie na siebie uwagi innych.
***
W.H.Auden: Można wyobrazić sobie, że jest się bogatym, gdy jest się biednym, pięknym – gdy jest się brzydkim, hojnym – gdy jest się skąpym, ale nie sposób wyobrazić sobie, że ma się wyobraźnię bogatszą lub uboższą, niż to jest w istocie. Człowiek, którego każda myśl była banałem, nigdy się o tym nie dowie.
Gra
Miłość to jedyna gra w której zawsze przegrywają ci, którzy nie biorą w niej udziału.
Ariadna i metafora
Nić, którą Ariadna daje Tezeuszowi, to trafna metafora miłości: ”Daję ci moją miłość, abyś nie pogubił się w labiryncie, czymkolwiek on jest, abyś odszukał w nim to, co pragniesz odszukać i pokonał to, bo nie wątpię, że pokonasz i abyś zdołał do mnie powrócić”.
Saint-John Perse
Poeta Saint-John Perse do amerykańskiego przedstawiciela urzędu do spraw imigracji nalegającego w 1940 roku, by ujawnił mu swoje imię, nazwisko, miejsce zamieszkania i funkcję: Mieszkam w moim nazwisku, wywodzę się z mojego języka, poza ojczyzną moich myśli nie mam żadnej innej, a prawdziwie odnajduję się w rodzinie tych umysłów, które sam wybrałem.
O perszeronach
Kobiety, które domagają się, by widzieć w nich człowieka, a nie kobietę, oczekują jednak, że będą przez kogoś pożądane. Nie z powodu ich urody, naturalnie, lecz dla nich samych. Nie rozumieją, że pożądanie nie odnosi się do człowieka. Pożądamy rzeczy pięknych i kiedy o kobiecie mówimy, że jest godna pożądania, mamy zwykle na myśli właśnie jej urodę, jej kobiecość, powabność, ów szczególny aspekt piękności. Kobiety, które pragną, by pożądać je jedynie z powodu ich użyteczności, chcą więc uchodzić za perszerony. Użyteczność nie budzi pożądania. Piękno budzi nasze pożądanie, a jednym z aspektów piękna jest właśnie jego doskonała nieużyteczność.
Tłumacz
Niejeden związek mógłby być uratowany, gdyby w porę przedzielono mu tłumacza.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.