Bawi mnie zawsze, gdy dziennikarze, prawnicy, teolodzy czy politycy mówią o Prawdzie, chcą jej poszukiwać, dochodzić lub dowodzić. Zwykle przypomina mi się wtedy pewien znakomity rosyjski dowcip, który dla mnie osobiście może być definicją Prawdy: Ktoś powiedział, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody, co okazało sie po części prawdą, tyle, że nie w Moskwie, a w Lenigradzie i nie na placu, a na dworcu, i nie samochody, a rowery i nie rozdają tylko kradną.
Miesiąc: marzec 2018
Pamięć
Zdarza się to głównie w chwilach, gdy piszę, intensywnie piszę. „Zapominam” wtedy, by zrobić coś, co obiecywałem zrobić, umykają mi gdzieś daty czy spotkania, wymazują się numery telefonów i kody, i sam sobie przypominam kogoś, komu szwankuje pamięć. Ale, o dziwo, ta szwankująca pamięć podpowiada mi wszystko to, czego potrzebuję w trakcie pisania, wygrzebując nawet to, co wydawało się być bezpowrotnie zapomniane. Obecnie rozumiem lepiej ten pozorny paradoks, bo jest on pozorny i nie ma on wiele wspólnego z zapominaniem. Jest to raczej tak, iż zadanie na którym jesteśmy skoncentrowani w danej chwili, kształtuje nasz obraz rzeczywistości, a tym samym decyduje o tym, co możemy, i czego nie możemy zobaczyć. I dotyczy to nie tylko pisania – dotyczy każdej formy naszej intelektualnej aktywności.
Trzy luźne myśli
Eksperymenty potwierdzaja, że im bardziej niespodziewane jest wydarzenie, które wywołuje zły nastrój, tym mocniej wierzymy, że podobnie zakończą się inne nasze przedsięwzięcia. Zgnębieni jednym niepowodzeniem podświadomie spodziewamy się kolejnych. Czy nie dlatego uważamy, że „nieszczęścia chodzą parami”?
***
Wszyscy rodzice zapewniają, że jedynie czekają na moment, gdy ich dzieci wyjdą wreszcie z domu i zaczną żyć swoim życiem. Kiedy tak się staje, zachowują się jak zdetronizowani władcy.
***
Dzisiaj wciąż jeszcze żyje życiem swoich dzieci. Czym będzie żyć, gdy jej dzieci zaczną żyć ich własnym życiem?
Miasto
Nocne miasto przypominało dziś opróżnione witryny sklepów.
Graham Green
Graham Green „Spokojny Amerykanin”: Gdybyż można było kochać bez krzywdy. Krzywda leży w samym akcie posiadania: jesteśmy zbyt mali na ciele i duszy, by móc posiadać drugą istotę bez dumy lub należeć do niej bez upokorzenia.
Złudzenia
Złudzenia to jedyny rodzaj dziewictwa, którego nie traci się nigdy. Bez względu na to, jak długo żyjemy.
Śnieg
Szwecja to kraj w którym śnieg pada horyzontalnie.
Pauzaniasz
Od tygodni Pauzaniasz, pełne trzy tomy, hojny prezent od Ag. Czytam go powoli, smakuję każdy akapit, chciałbym, by starczył na długo. Tymczasem dotarłem prawie do kresu tomu „Wędrówka po Helladzie” i nigdzie, dosłownie nigdzie, ani jednego słowa o naturze czy przyrodzie. Przyroda dla niego nie istnieje. Nie postrzega jej, nie uznaje za stosowne, by wspomnieć o jej istnieniu, a jeżeli pojawia się jakaś wzmianka, to jedynie wówczas, gdy mowa o katastrofach naturalnych. Jest mi to bliskie i znajome – nie cierpię przyrody. Uznaję ją jedynie jako dekorację, a przesadna dziś gloryfikacja przyrody wydaje mi się być obrzydliwa i niestosowna; zgodnie z panującą obecnie manierą podlizujemy się do wszystkiego co, jak trwożliwie przeczuwamy, jest silniejsze od nas i może nas zniszczyć w każdej chwili. Z dumnych zdobywców świata staliśmy się bandą tchórzy. Przyrodę powinno się traktować jak teatralną dekorację – dostosowując jej formę do granej przez nas sztuki. Pauzaniasza rozumiem doskonale – on i jego współcześni byli wciąż jeszcze zbyt blisko przyrody, by ją podziwiać czy, tym bardziej, kochać. W przeciwieństwie do nas, dobrze znali prawdziwą naturę natury.
Erotyzm
Moja próżność tańczy z radości po pani słowach, Barbaro – powiedział Bosan dwornie całując dłoń Modliszki – ale życie, w przeciwieństwie do pani, jest fatalnie wychowane i z reguły nigdy nie obdarza nas komplementami, nawet przez grzeczność. Przeciwnie, gdy jesteśmy młodzi drwi z naszej niedojrzałości, a na starość pogardza nami za to, że jesteśmy starzy. Zapewniam panią, że miłość fizyczna ludzi w moim wieku jest już zajęciem mało zabawnym – Eros lubi świeże obrusy na swoich ołtarzach. Pani wyobraźnia płata pani figla podsuwając wysublimowany obraz spotkania dwóch łagodnych smutków, dwóch melancholijnych barek obciążonych tysiącami nieważkich wspomnień, płynących po życzliwie sennych nurtach rzeki życia, dwóch samotności, złączonych w czystym i tkliwym uścisku, dwóch jesiennych istnień, wędrujących malowniczą aleją wyścieloną opadłymi liśćmi. Jest więc pani skłonna sądzić, że i erotyzm przesycają wtedy te same nostalgiczne barwy, ale w rzeczywistości obrazek ten wygląda całkiem inaczej. W moim wieku spotykają się w tym akcie dwie znużone dusze, dwa przewiędłe ciała, obie obolałe wątroby, dwa otłuszczone serca, podagra i reumatyzm, odciski na naszych stopach i zadyszka, osłabione oczy, sztywne, zardzewiałe stawy i sflaczałe mięśnie. Jest to randez-vous wszystkich naszych chorób, niedomagań, zawodów, rozczarowań, wszystkich niespełnionych marzeń i wszystkich zmarnowanych szans, całego smutku duszy i ciała. Ciało jest smutne, jak powiedział Mallarme, a na starość jest szczególnie smutne. Erotyzmu nie należy odkładać na jesienne wieczory naszego życia, gdy siedząc przy kominku popijamy ziółka i czujemy ziąb przenikający nasze kości, a zza okna dobiega nas zawodzący płacz banshee. Erotyzm to pojedynek drapieżników, pole bezlitosnych zmagań, gdzie nie ma miejsca na litość, wyrozumiałość, tkliwość, niedomagania czy choroby. Eros jest dzieckiem, Barbaro, wiecznym dzieckiem, niestrudzonym, okrutnym, sprawnym i beztroskim. Nie, erotyzm na moment przedtem nim zanurzymy w szklance naszą sztuczną szczękę, zażyjemy tabletki i nasmarujemy maściami nasze obolałe kości, to mało zabawne i równie mało estetyczne.
(frag. powieści „Urbs”)
Katastrofa
Być może to katastrofa jest naszą jedyną, prawdziwą ojczyzną. Być może nawet, że innej nie mamy. Być może nigdy nie mieliśmy. Nie możemy mieć.
3 punkty
Wyczytałem w „mądrym i naukowym” artykule, że średni iloraz inteligencji naszej populacji rośnie co 10 lat o trzy punkty. Pojęcia nie mam, co to mogą być te „trzy punkty”, ale nie wydaje mi się, by miały one coś wspólnego z naszą inteligencją – te same prastare błędy popełniamy mniej więcej co 3 godziny, a jeżeli mamy okazję, to znacznie częściej.
Ryzyko
Ryzyko nie jest „sportem narodowym” Szwecji i Szwedów. Być może zabrzmi to dziwnie, ale mam wrażenie, że jest to związane z klimatem. Wiemy wszyscy i od dawna, że dobra pogoda poprawia humor. Dobry humor z kolei owocuje wzmożonym optymizmem. Gdy jesteśmy optymistyczni zaś, stajemy się bardziej skłonni do ryzyka i częściej popełniamy błędy wynikające z przecenienia swoich szans i możliwości. W Szwecji pogoda nigdy nie poprawia humoru. Ilość słonecznych i pięknych dni w ciągu roku można tu policzyć na palcach dwóch rąk. Przy tym towarzyszy im zwykle stres – nie ma żadnej pewności, że ta „dobra pogoda” zdoła utrzymać się choćby przez pół dnia.
Inne poczucie
Czemu dla odmiany nie porozmawiać o poczuciu nieprzynależności? To ciekawsze.
Telefon
Największym przegranym naszych czasów jest … telefon. Jeszcze pół wieku temu był niekwestionowanym symbolem statusu. Używano go z respektem i wyłącznie w ważnych sprawach. Jego dźwięk zawsze zapowiadał jakieś wydarzenie, przynosił jakąś nowinę, choć czasem brzmiał złowieszczo. Cieszył się szczególną pozycją. Dzisiaj telefon jest wszędzie, posiada go każdy, spełnia dziesiątki różnych funkcji, ale jego popularność sprowadziła go do poziomu zwykłego gadżetu. Używają go przedszkolaki i znudzone nastolatki, informując się nawzajem o tym, że siedzą właśnie w autobusie, używają go analfabeci i żebracy, by szybko porozumieć się ze swoim pracodawcą. Telefon przestał być ważny, znaczący, elitarny. Popularność wyniosła go na piedestał … i obdarła ze splendoru. Od elitaryzmu do populizmu.
Mózg
Mózg jest zbyt wyspecjalizowany, by mógł być sprawny. Oddychanie, krążenie krwi, procesy przemiany materii – wszystkie te systemy przeszkadzają. Już sama konieczność oddychania rozprasza i zapewne nie jest przypadkiem, że w jodze dąży się właśnie do opanowania procesu oddychania, a raczej do zminimalizowania go. Oddychanie bowiem dekoncentruje. Nasz mózg nie może być tak sprawny, jak naprawdę mógłby być, bo – paradoksalnie – przeszkadza mu ciało, choć bez ciała nie byłoby mózgu. Zostaliśmy więc wyposażeni w genialny instrument, którego nigdy nie wykorzystamy w pełni.
Arlekiny
Kiedyś mieliśmy oczekiwania wobec świata. Dziś świat mówi nam, jakie ma oczekiwania wobec nas. I my je tańczymy. Ach, te arlekiny …
Przywilej
Nie mamy szans, by godnie zaczynać. Możemy tylko godnie kończyć. Gdybyśmy tylko potrafili pamiętać, że jest to przywilej.
Cienie w Raju
Pewien mieszkaniec szwedzkiego miasteczka o wdzięcznej nazwie Malmö miał bezsenną noc. Nic nadzwyczajnego, od czasu do czasu przydarza się nawet najbardziej porządnym ludziom o idealnie czystym sumieniu. Może głównie takim, łotry śpią zwykle dobrze. Nie posiadają sumienia, więc nic ich nie budzi. Pech tego, dręczonego besennością Szweda, polegał na tym, że w oczekiwaniu na sen usadowił się w fotelu przy oknie, obserwując stąd cichą, bezludną ulicę. Nie całkiem bezludną. Spostrzegł, mianowicie, przemykającą się chyłkiem postać, która wyraźnie objawiała przesadne zainteresowanie samochodami zaparkowanymi na poboczu. Tu bohater tej historii rozbudził się na dobre, zwłaszcza, że ta mroczna, zakapturzona postać wybrała jego samochód. Gdy usłyszał brzęk tłuczonego szkła, uzbroiwszy się po drodze w kij hokejowy, ruszył na odsiecz. Wysportowany, szybki bez trudu dopadł złodzieja i zafundował mu spektakularny pokaz użycia hokejowego kija jako bō. Skutecznie, bo w złości, spotęgowanej bezsennością.
Wczoraj sąd skazał go na 6 miesięcy więzienia, zapłacenie złodziejowi odszkodowania w postaci 40 tys. koron, za cierpienia fizyczne i moralne, koszty procesu oraz, naturalnie, kilka tysięcy za wstawienie nowej szyby w samochodzie.
Bezsennne noce w Raju mogą być bardzo kosztowne.
Pożytek
Są ludzie, którzy nie uczynią niczego dobrego nie upewniwszy się przedtem, że będą mieli z tego pożytek. Tylko w czynieniu zła nie są tak wstrzemięźliwi. Zło, nawet jeżeli nikomu nic nie daje, zawsze komuś coś odbiera. Dla pewnych ludzi strata innych to ich własny zysk.
Wątpliwy przywilej
Skazanym na śmierć przysługuje podobno wybór ich ostatniego posiłku. Nigdy tego nie rozumiałem. Jaki ma sens jeść, gdy za moment masz umrzeć? Czemu nie poprosić o godzinę z ostatnią książką?
Bazylika
Ruiny mają różne losy. Pamiętam Delos, które kruszeje i rozsypuje się w objęciach czasu, lecz niezmiennie trwa, bo nic nie ukradło jego tożsamości. I myślę też o termach cesarza Dioklecjana. Zbudowano je w latach 298-306 n.e, mogły pomieścić około 3 tysięcy osób, składały się z łaźni, basenów kąpielowych, sal gimnastycznych, saun, bibliotek, tawern i domów publicznych. Po upadku Imperium łaźnie zamknięto, skazując je na pastwę losu, reszty dokonali rabusie i przyroda. Dzisiaj jest to rzymska Bazylika Santa Maria degli Angeli, Bazylika Matki Bożej Anielskiej. Jej budowę właśnie na ruinach dawnych term zainicjował, trzynaście wieków później, papież Pius IV. Sklepienie tego przybytku, fasada kościoła i przestronna nawa, zaadoptowana z głównego pomieszczenia term, liczą sobie jednak tysiąc siedemset lat. Tu, gdzie obecnie bezmyślnie szepcze się modlitwy, kiedyś oddawano się lekturze, dyskusjom, przyjemnościom sauny i rozkoszom zmysłów. Termy już nie istnieją. Ukradziono im tożsamość.
My
Długo byłem przekonany, że człowiek siebie kształtuje, stwarza, że ma jakąś wizję siebie i stara się ją urzeczywistnić, powołać do życia, uformować. Teraz już tak nie myślę, za to postrzegam wyraźniej, jak wiele w tym wszystkim przypadku, jak wiele zewnętrznych okoliczności i jak wielki ich udział w tym procesie, jak niepomiernie wielki, aczkolwiek niechciany przecież. To, kim stajemy się, jest wypadkową wielu czynników, przeróżnych koincydencji, ale niezmiernie rzadko naszej wizji o nas samych.
Przypadek
Czy nigdy nie zastanawiał się pan nad tym, jak wspaniale zorganizowany, jak precyzyjny, jak zegarmistrzowsko dokładny bywa przypadek? Czy nigdy nie uderzyła pana jego logika, jego straszliwa perfekcja? Nie czuje pan w tym mroźnego oddechu boskości? Przypadek, twórca genialny, łączy rzeczy najbardziej przeciwstawne, wybiera warianty najbardziej nieoczekiwane i zawsze spina je złotą fibulą doskonałości. Czy unikniemy czegoś, czy spotkamy to, zawsze będzie to sytuacja zawierająca ciąg przerażająco logicznych ogniw. Cóż to jest przypadek? Determinizm, żeby nie szukać zbyt daleko, definiował go jako „zbieg indywidualnych konieczności” i trzeba przyznać, że sformuowanie to nadzwyczaj łatwo i chętnie przykleja się do myśli, ale problem polega na tym, że determinizm zgrał się do suchej nitki i już nie bierze udziału w tej partyjce pokera. Dzisiaj wiemy, że elektrony atomu wcale nie poruszają się z topornością kul bilardowych. Wiemy, że przeskakują z orbity na orbitę niczym rozbawione, kapryśne dzieci i w gruncie rzeczy nigdy nie wiadomo, gdzie skoczą i dlaczego. Współczesna fizyka bezradnie rozkłada ramiona i nie znajduje żadnego wyjaśnienia na pytanie o przypadkowość. Czysty wytwór chaosu więc? A może przeciwnie – okruch ładu? Dla przykładu posłużmy się jakąś banalną sytuacją. Wyobraźmy sobie, że przechadzam się po ulicy i na głowę spada mi dachówka. Nic nadzwyczajnego, ale ileż to rzeczy musi złożyć się na to zdarzenie, jaka mistrzowska zgodność miejsca, czasu i akcji! Tego dnia obudzę się o ściśle określonej porze, spacerując znajdę się dokładnie w tej, a nie w innej części miasta, właśnie na tej ulicy, obok tego domu i co do milimetra w tym miejscu, w które celuje spadająca dachówka, która wcześniej uwolniła się z uścisku cementu i wapna, poluzowała, oderwała się we właściwym momencie i staczając się po pochyłości dachu zachowuje tor, który uplasuje ją ostatecznie właśnie na mojej głowie. Czyż to nie wystarczy? Gdybym tego dnia przebudził się chwilę później, zamiast wybrać się na spacer sięgnął po książkę czy też w czasie spaceru wybrał inny kierunek, gdybym zatrzymał się kilka sekund dłużej przed witryną księgarni, zwolnił kroku oglądając się za piękną kobietą, przystanął, by zapalić papierosa … Ale nie, tego dnia każdy mój gest, każdy krok, każda minuta były dokładnie wyliczone i zaplanowane. Wszystkie rozproszone elementy konsekwentnie zdążały na spotkanie, ku tej jednej, jedynej chwili, gdy znieruchomieją w zdumiewającym porządku. Czy powinno nas dziwić, że ludzie mówią o przeznaczeniu, że nie wierzą, by można było uciec przed losem? Myślę niekiedy, że życie jest możliwe nie dlatego, że pewne rzeczy zdarzają się, lecz dlatego, że miliony innych nie zdarzają się nigdy. Nie dlatego więc, że jest porządkiem, lecz właśnie dlatego, że nim nie jest. Przypadek – chaos czy może raczej ład? Monstrualny ład, gdzie wszystko układa się według swoich przeznaczeń, gdzie nic nie egzystuje osobno, nic niczego nie szuka, nic z niczym nie mija się, gdzie nie ma wyprzedzeń i spóźnień, pełnia, w której każda Ewa spotka swego Adama, zastygła, straszliwa doskonałość? Może przypadek jest miniaturową kopią takiego stanu? Nie, nie proponuję i nie propaguję dysteleologii i chciałem jedynie podkreślić, że w przypadku objawia się ten rodzaj harmonii, która przywołuje na myśl bezruch, nieistnienie. Kiedy pomyślę, czym byłoby życie, gdyby wszystko łączyło się w tak doskonały sposób, gdyby wszystko odnajdowało się tak precyzyjnie i nieodwołalnie, ze strachu wolałbym nie żyć. Na nasze szczęście życie jest chaosem, morzem, które jeszcze nie zamarzło i choć czasem rozbijamy się o pływające w nim bryły lodu, dachówki spadające nam na głowy, czyli przypadki, to przecież potwierdza to jedynie domniemanie, że życie jest chaosem prawdziwym, to znaczy niewybiórczym, i to już jest jakaś pociecha. Czy przekonuję pana mówiąc, że przypadki są górami lodowymi morza chaosu? Proszę zauważyć, że życie zamiera, gdy osiąga ostateczny ład i nie na próżno doskonałość zawsze kojarzono z martwotą. Systemy społeczne w których organizacja życia obejmuje każdą z jego dziedzin, wytracają energię, zastygają w bezruchu, gasną. I to samo dzieje się z nami, z każdym z nas z osobna; życie żąda od nas nie tyle ładu, co intensywności, nie tyle porządku, co różnorodności. Tylko wtedy jest bogate. Nawiasem mówiąc, te nieuczesane spekulacje podsuwają mi myśl o daremności naszych wysiłków zmierzających do wyjaśnienia i uporządkowania życia. Jesteśmy pogrążeni w życiu, pływamy w nim jak w morzu chaosu i tak długo nie będziemy w stanie powiedzieć nic pewnego o jego Ładzie, jak długo ów chaos nie zakrzepnie. Przypadek objawia się w chaosie, ale chaosem nie jest. Jeśli już jakoś trzeba go nazwać, to nazwijmy go emisariuszem nieistnienia, przebłyskiem stanu martwej doskonałości, mikroskopijną cząsteczką Ładu i Porządku, które być może były na początku i być może będą na końcu. W tym sensie nie jest on i nie może być produktem chaosu. Jest jego zaprzeczeniem, ostrzeżeniem przed Ładem, czymś, co nie należy do naszego świata i całe szczęście, że nie należy … Ale widzę, że zaniedbuję moje obowiązki gospodarza. Pozwoli pan, że napełnię pański kieliszek słonecznością tego wybornego trunku?
(frag. powieści „Urbs”)
Złudzenia
Ludzie chętnie podążają za tymi, którzy oferują im złudzenia. Niby bardzo cenimy uczciwość, ale jakoś nikt i nigdy nie ustawiał się w kolejce do uczciwych lub, tym bardziej, pozbawionych złudzeń. Ciekawe, że wiedząc to, co w gruncie rzeczy każdy z nas instynktownie wie, możemy wciąż na nowo czynić tak samo idiotyczne wybory …
Troja
Druga pieśń „Iliady” zawiera ciekawą statystykę załóg i okrętów, które przybyły pod Troję: Beoci – 50 okrętów, po 120 ludzi w każdym, Fokeje – 40, Ajas i Lokry – 40, Eubea – 40, Ateny – 50, Salamina – 12, Argos, Tyrynt, Hermiona, Asina, Ejona, Trojzena, Epidaur – 80, Mykeny, Kleona, Arajtyra, Orneje, Sykion, Hiperezja, Gonoessa, Sykion – 100, Sparta, Faris, Messa, Augeje, Bryzeidy, Amykle, Helos, Laas, Ojtyl – 60, Pylos, Arena, Tryos, Ajpa, Kyperejs, Amfigeneja – 90, Tegea, Arkadia, Feneos, Mantineja, Orchomeos, Ripa, Stratia, Enispa – 60, Buprazjon, Hyrmina, Mersinos, Olenia, Alejzjon – 40, Epeje, Dulichion oraz Echina – 40, Kefalonia – 12, Etolowie – 40, Kreteńczycy – 80, Rodos – 9, Syme – 3, Nisyros, Krapatos, Kasos, Kos, Eurypyla, Kalydna – 30, Pelazgowie – 50, Fylaka, Pyras – 40, Fery, Bojba, Glafyry – 11, Metona, Taumakia, Olizona, Meliboja – 7, Trikka, Itoma, Ojchalia, Asklepios -30, Ormenion, Titanos, Hypereja, Asterion – 40, Argissa, Gyrton, Olooson, Elona, Orta – 40, Kyf, Ajnionczycy, Perajbowie – 22 i Magnetowie – 40.
Łącznie jest to 1145 okrętów. Niektóre załogi były liczniejsze, inne mniej, ale gdyby przyjąć, że na każdym znajdowało się przeciętnie 50 wioślarzy, to otrzymujemy cyfrę przekraczającą 5o tysięcy. Nie dziwi mnie, że już Tukidydes, nie tylko historyk, ale i wybitny strateg, podważał wiarygodność Homera, odsyłając go do krainy wspaniałych, co prawda, ale baśni. Pewnie i on zadał sobie proste, logistyczne pytanie: kto i jakim cudem mógł wyżywić 50 tysięcy ludzi przez całe 10 lat trwania wojny?
Nie zwalniać
Nie zwalniać. Im bliżej, tym szybciej należy iść.
Pokusa
Pokusa, by czynić zło wcale nie jest silniejsza, niż by czynić dobro. Różnica polega tylko na tym, że zło wyzwala więcej adrenaliny, a więc z naszego, czyli zwierzęcego punktu widzenia, jest bardziej atrakcyjne.
Pytanie
Czy wiesz już, jaką częścią mowy jesteś?
Łóżko
Xavier de Maistre „Voyages autour de ma chambre” : Łóżko jest kołyską, świątynią miłości oraz grobem.
Pisarstwo
Dobre pisartswo nie daje żadnych odpowiedzi, nie zawiera żadnych recept na cokolwiek – daje tylko odrobinę krystalicznie czystej przyjemności. Nic ponadto. I aż tyle.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.