Książka i życie

Życie książek bywa czasem równie fascynujące jak życie ludzi. Dobrym tego przykładem może być księgozbiór Arystotelesa i Teofrasta (tylko częściowo nabyty przez Bibliotekę Aleksandryjską), zapisany przez Teofrasta nijakiemu Neleusowi (uczniowi Arystotelesa), który z kolei zapisał go swoim spadkobiercom, zamieszkałym w starożytnym Skepsis (miasto w Troadzie, blisko Troi, na którego miejscu istnieje dziś turecka wioska Kurşunlutepe). Ci zaiste prości ludzie, nie znając wartości odziedziczonych zwojów, a przerażeni wieścią, że król Attalos I poszukuje podobno zwojów do swojej biblioteki w Pergamonie, zakopali zbiory w ziemi. Przeleżały tam one półtora stulecia, niszczejąc i gnijąc, aż na początku I wieku p. n. e. zakupił je kolekcjoner Apellikon z Teos.

Arystofanes i Homer

Arystofanes uważał, że właściwy koniec Odysei stanowi wiersz 296 (wers 306 w tłum. Lucjana Siemieńskiego, Ossolineum, 2004) XXIII księgi, gdzie Penelopa rozpoznaje swego męża, stara piastunka przygotowuje małżonkom ich łoże, a pokojowa Eurynome z pochodnią w ręce prowadzi ich do sypialni. W dalszych, zamykających epos 6oo wierszach, ton zmienia się tak bardzo, jakby poeta śpieszył się, by jak najprędzej zakończyć poemat albo – co jest równie prawdopodobne – ktoś inny uczynił to za niego. Trudno nie przyznać Arystofanesowi racji – cały finał Odysei w obecnej, oficjalnej wersji wydaje się być obcy i doklejony. To już nie jest Homer. Księga/Pieśń XXIV jest mało homerycka.

Bez kagańca

Najbardziej charakterystyczną cechą naszej kultury jest to, że żadna z funkcjonujących w niej, dostępnych teorii nie poucza o tym, jaka informacja jest do przyjęcia ze względów moralnych. Nasza rzeczywistość nie ma już żadnej transcendentalnej opowieść, która mogłaby dostarczać moralnej podbudowy i nie ma żadnych instytucji społecznych, które mogłyby kontrolować przepływ informacji produkowanych przez technologię. Najłatwiej można to zrozumieć, jeżeli wyobrazimy sobie olbrzymie miasto, dziesiątki tysięcy najrozmaitszych pojazdów i totalny brak jakichkolwiek przepisów drogowych. W tej sytuacji nawet poruszanie się po chodniku jest heroicznym wyczynem, a próba przejścia na drugą stronę ulicy graniczy z samobójstwem. Rzeczywistość bez kagańca.

Polityka

Polityka nie jest interesująca. Polityka to współczesność, a współczesność trwa najwyżej jeden dzień. Nikt z nas nie żyje we współczesności. Żyjemy w rzeczywistości, tylko w rzeczywistości. Interesująca jest więc jedynie rzeczywistość.

Dowód niewinności

Kiepska literatura usiłuje opowiedzieć uczucie. Dobra daje opis z którego uczucie wynika. Nic nie wynika ze słów on ją kochał, choćby napisanych majuskułą. Uczucie trzeba przedstawić. Jak na rozprawie sądowej: samo zapewnienie, że oskarżony jest niewinny, nie wystarczy. Należy przedstawić dowód niewinności.

Latarnia magiczna

Sébastien-Roch Nicolas de Chamfort: „Osiągnąłem to, iż znajduję wszystkie przyjemności w samym sobie. Wyobraźnia, Kondycja ludzka to coś znaczy jedynie w grze swojej inteligencji. Natura pomieściła w mózgu człowieka mały gruczoł, który pełni rolę zwierciadła: oglądamy w nim, lepiej lub gorzej, w dużym lub małym formacie, wszystkie przedmioty świata, a nawet produkty własnej myśli. Jest to latarnia magiczna, której człowiek jest właścicielem; przed nią przesuwają się sceny, których on jest aktorem i widzem. To jest właściwie człowiek; tam mieści się jego królestwo; wszystko inne jest mu obce”.

Agathangelos

Według Agathangelosa, ormiańskiego historyka z pierwszej połowy V wieku, podróże morskie i proces pisania mają wiele wspólnego. Są przygodą, która – dobiegając kresu – przekształca się w opowieść: Żarliwym pragnieniem żeglarzy, gdy ich podróż dobiega końca, jest bezpieczne dotarcie do portu. Tak więc pośród fal i burzliwych wiatrów pobudzają swoje rumaki z drewna i żelaza, trzymane razem gwoździami. Lecą nad narastającymi falami, aż w końcu uciekając z niespokojnych wód, ścigają się do swoich ojczyzn. Opowiadają swoim bliskim, jak stawili czoła przerażającemu zgiełkowi morza, aby wrócić do domu z łupem z niebezpiecznej morskiej podróży

Casanova

Casanova, zwolennik zapobiegania ciąży, swoją kolekcję kondomów wielokrotnego użytku, wykonanych z jelit zwierzęcych, pieczołowicie i z dumą przechowywał w cienkim puzderku inkrustowanym macicą perłową. Były to jednak produkty nad wyraz niepewne i do tego paskudnie uciążliwe – miały szwy, które z całą pewnością musiały uwierać podczas stosunku, a mężczyzna, by zapobiec ich zsuwaniu się, zmuszony był mocować je na biodrach za pomocą specjalnych wstążek, co upodabniało go do rabina w talit katan z charakterystycznymi frędzlami. Widok zapewne tyleż śmieszny, co kłopotliwy. Ponadto po każdym użyciu trzeba było je myć, suszyć oraz nasączać oliwą, aby nie straciły wymaganej elastyczności. Casanova w swoich Pamiętnikach nigdzie, niestety, nie wspomina o tych prozaicznych zajęciach, choć z całą pewnością musiał oddawać się im dość często. Umarł czterdzieści lat przed wynalazkiem wulkanizacji kauczuku, który pojawił się w roku 1839, choć na pierwsze kondomy trzeba było i tak poczekać jeszcze kolejnych szesnaście lat. Te wyroby były już jednak znacznie pewniejsze w użyciu i zdecydowanie mniej kłopotliwe, choć wciąż daleko im było do finezji obecnych – miały, jak twierdzą znawcy przedmiotu, grubość porównywalną do dzisiejszej dętki rowerowej. 

Sparta

Znakomita praca Ryszarda Kuleszy o Sparcie. Liczba obywateli Sparty, która wedle Arystotelesa wynosiła niegdyś 10 tysięcy spadła w ciągu V-IV w. p.n.e. drastycznie. Jeszcze w 480 r. (okres bitwy pod Termopilami) dochodziła do 8 tys., ale już w latach dwudziestych zaledwie ok. 3,5 tys., zaś w latach dziewięćdziesiątych następnego stulecia jedynie 2,5 tys. W końcu lat siedemdziesiątych IV stulecia liczba Spartiatów zmniejszyła się do ok. 1500. W połowie III w. było już ich tylko 700, a więc prawie dwanaście razy mniej niż w roku 480. Liczba obywateli Sparty stale spadała, co doprowadziło w IV w. do prawdziwego kryzysu demograficznego i przekreśliło jej mocarstwową pozycję w Grecji. Dzisiaj w Sparcie nie ma już Spartan. Nie radziłbym jednak upierać się przy tym twierdzeniu w rozmowie z mieszkańcami Sparty.

Uwertura

Rozgrywka między Perdikkasem a Meleagrem po śmierci Aleksandra Wielkiego. Stronnicy Meleagra, głównie piechota, oddziały pedzetajrów, zostają zwabieni w pułapkę, przy jego biernym współudziale zresztą, trzystu z nich wyłapano i rzucono słoniom, by stratowały ich na śmierć. Była to pierwsza tego typu w świecie greckim publiczna egzekucja, zapowiadająca wszystko to, co nastąpiło potem i trwało, z drobnymi interwałami wymuszonego spokoju, czterdzieści lat. Ponura uwertura do hellenizmu.

Prawo

Myślenie o jutrze bez pamięci o wczoraj jest równie niemożliwe jak odwrócenie drugiego prawa termodynamiki – stłuczony wazon nie składa się sam. Nasza przyszłość jest zależna od wspomnień, bowiem pamięć i myślenie o przyszłości są ze sobą ściśle powiązane.

Przyzwolenie

Myli się ten, kto uważa, że Wisława Szymborska, ta poetyzująca ciocia-klocia od zabawnych wierszyków i limeryków, co ochoczo nagrodzono literackim Noblem, ograniczała się jedynie do dziergania wierszy. Poniżej fragment rezolucji podpisanej przez nią w lutym 1953 roku w sprawie księży oczekujących na wykonanie kary śmierci po procesie wytoczonym Kurii krakowskiej: My zebrani w dniu 8 lutego 1953 r. członkowie krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich wyrażamy bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyznyktórzy wykorzystując swe duchowe stanowiska i wpływ na część młodzieży skupionej w KSM działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali – za amerykańskie pieniądze – szpiegostwo i dywersję. Potępiamy tych dostojników z wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali knowaniom antypolskim i okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne zabytki kulturalne. Wobec tych faktów zobowiązujemy się w twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu – dla dobra Polski silnej i sprawiedliwej. Rezolucję podpisały również inne „znakomitości” polskiej literatury: Andrzej Kijowski, Sławomir Mrożek, Julian Przyboś, Maciej Słomczyński, Anna Świrszczyńska, Stefan Otwinowski, Jan Błoński m.in. I zawsze te same usprawiedliwienia, że takie czasy, że taka rzeczywistość, ale jak słusznie zauważył R. Caillois: „Nie ma władzy opartej wyłącznie na przymusie: sprawą zasadniczą jest zawsze przyzwolenie”.