Herbert Spencer, Principles of Sociology: „Wykarmianie nicponi kosztem dobrych jest skrajnym okrucieństwem. To jest rozmyślne gromadzenie nieszczęść dla przyszłych pokoleń. Nie ma większej klątwy dla potomków, niż zapisanie im w testamencie powiększającej się populacji imbecyli.”
Miesiąc: maj 2017
Nowe Koloseum
Sport i polityka to prastary duet. Już Igrzyska Olimpijskie w starożytnej Grecji kreowały zwykłych ludzi na narodowych bohaterów, choć były to jednak dość niewinne zabawy w porównaniu z tym, co przyszło kilka wieków później. Wystarczy przypomnieć słynne „powstanie Nika” w Bizancjum, gdy niezadowolone z rządów Justyniana elity polityczne sprowokowały ogłupiałych kibiców Zielonych i Niebieskich do awantury, która zakończyła się śmiercią dziesiątek tysięcy ludzi. Średniowieczne, preferując zdrowie duszy, znacznie mniej zainteresowane ciałem, nie było szczególnie „sportowe”, jeśli nie liczyć turniejów rycerskich i publicznych egzekucji, tłumnie nawiedzanych przez podnieconą i rozentuzjazmowaną gawiedź – namiastka antycznego „circus”, bo chleb przynoszono ze sobą, jak na porządny piknik przystało. Kolejne epoki, nawet jeśli doceniały i propagowały starożytny ideał paidei, też nie potrafiły czy nie umiały użyć sportu w celach politycznych. A może nie było potrzeby? Czasy nie były spokojne. Upiory wędrowały wzdłuż i wszerz Europy, a krwawe widowisko zwane powszechnie Rewolucją Francuską dostarczyło plebsowi dostatecznie dużo wrażeń na wiele lat do przodu. Dopiero więc czasy nowożytne powróciły do tej wypróbowanej rzymskiej metody. Nazistowskie Igrzyska Olimpijskie w Berlinie, rozdęta rola sportu w byłych krajach komunistycznych, ze Związkiem Radzieckim i Chinami na czele, wojna futbolowa między Hondurasem a Salwadorem. Przykładów jest wiele, od początku XX wieku sport stał się techniką projektowania człowieka według politycznych potrzeb, a więc człowieka sprawnego tylko w bardzo wąskim zakresie rzeczywistości społecznej, istoty bezrefleksyjnej, uwolnionej od trudu krytycznego widzenia i przykrej konieczności decydowania o samym sobie.
W latach 60-tych ubiegłego wieku, w okresie, gdy telewizja jeszcze raczkowała, sport pojawiał się głównie w soboty i niedziele, zaledwie dwie, co wyżej trzy minuty, skrót najważniejszych informacji o ciekawszych sportowych wydarzeniach. W 10 lat później jest w naszych domach każdego wieczoru, choć wciąż jeszcze nie dominuje innych programów. Dzisiaj mamy już dziesiątki kanałów sportowych, które nadają całą sportową nędzę dzień i noc, od pierwszej ligi po dziesiątą, przez okrągłą dobę i to te kanały królują w naszych pubach, restauracjach, poczekalniach dworcowych i lotniczych, u dentysty, w szpitalach czy osiedlowych butikach. Sport, sport, wszędzie sport i sport raz jeszcze. Sport i telewizja – dwa narkotyki. Nie ma to już nic wspólnego z ćwiczeniami ciała, z jakąkolwiek paideią czy kalokagatią, z sensowną rywalizacją. To widowiskowy biznes, nowe i udoskonalone wydanie panem et circenses, gdzie każdy chwyt jest dozwolony, a pomysłowość i „wynalazczość”, głównie w dziedzinie środków dopingowych, przechodzi samą siebie. Dzięki temu stutysięczne tłumy legalnie narkotyzują się na trybunach stadionów, a tzw. kibice, zdominowani przez wszelkiej maści bandytów, stali się znaczącą siłą polityczną. Wszystko, byle tylko nie myśleć, byle niczego sobie nie uświadamiać, byle być „poinformowanym” bez wysiłku wypracowania własnego sądu czy zdania, bo dzisiaj tabela wyników sportowych znakomicie zastępuje przekonania, komentarze o sportowych imprezach uchodzą za konwersację, a przynależność do określonego klubu jest tym samym, co przynależność do partii politycznej.
W kraju w którym mieszkam, w Szwecji, sport jest świętą krową. Wieczorne wiadomości prawie nigdy obecnie nie zajmują więcej niż dziesięć minut, pozostałe dwadzieścia minut to wiadomości sportowe. Przeciętny Szwed, w prawdziwym życiu zdominowany przez kobiety, niepewny i bojaźliwy, bezsilny w życiu społecznym i zawodowym, poprawny politycznie aż do rzygowin nie ma żadnych powodów i żadnych szans, by poczuć się silnym. Sport jest więc dla niego substytutem. Tutaj może projektować siebie na grę, w której nigdy nie będzie brał udziału, i tylko tutaj, w przypadku wygranej jego drużyny, może poczuć, że coś dzieje się w jego nędznym życiu i on sam coś znaczy. I to samo dzieje się w całej Europie. Tak oto, po tysiącach lat, znów rozsiedliśmy się wygodnie na nowych ławkach nowego Koloseum.
Stanisław Lem – o wirusach
Stanisław Lem : Ziemia ma 12 tys. kilometrów średnicy. Niech pan za jej model weźmie jabłko o średnicy 12 centymetrów. Cała biosfera – od dna oceanu do końca troposfery – ma nie więcej niż 10 kilometrów. To znaczy, że proporcjonalnie skórka jabłka jest jakieś 10 razy grubsza od tej biosferycznej ziemskiej otuliny. Ta cieniutka otulina leży na ogromnej magmatycznej bani. My w tej otulinie żyjemy, w niej się awanturujemy, mordujemy, kochamy i okropnie puszymy zapominając, że przeniesieni do skali jabłka nie osiągniemy nawet rozmiarów bakterii. Raczej będziemy przypominali najmniejsze z wirusów. Więc wszystkie nasze problemy i cywilizacyjne kryzysy można w tej skali przedstawić co najwyżej jako warstewkę pleśni na skórce. A przecież nasze jabłko wisi w bezkresnej przestrzeni, której modelu w skali jabłka nawet nie możemy zbudować.
Pippa Middleton
Pippa Middleton wychodzi za mąż, Pippa bierze ślub, ”ślub roku”, światowe media oczarowane, znalazły nareszcie godny temat. Pippa bierze ślub. Nie wojny, nie cała polityczna nędza, nie zbrodnie, ale ślub Pippy. W naszej rzeczywistości nie wydarza się nic godniejszego uwagi niż jej ślub. Pippa bierze ślub. Każdego dnia, przez okrągły rok, na wszystkich kontynentach różne Pippy biorą ślub. Ale media sikają po nogach z zachwytu tylko dla tej jednej Pippy. Kim jest ta Pippa? Kim jest Pippa? Słynną pisarką, wybitną artystką, wspaniałym sopranem czy altem, Marią Callas czy Edith Piaf, nową Marią Skłodowską Currie, czy może Margaret Thatcher..? Nie, Pippa jest siostrą innej Pippy, która wcześniej wzięła słub. Wydarzenie roku, media z całego świata, zachwyt, uczone rozprawy na temat szczegółów jej sukni, filozoficzne rozważania o jej fryzurze, namaszczone dysertacje o kształcie jej nosa. Pippa bierze ślub. Czyż to nie cudowne, że na tej szczęśliwej, spokojnej i radosnej planecie nie mamy innych ważnych wydarzeń?
Z dziejów absurdu 1
W czasie rewolucji francuskiej, po zdobyciu zbuntowanego Lyonu Konwent uchwalił dekret orzekający, że miasto to ma być, wzorem Kartaginy, zburzone totalnie. Nawet jego nazwa miała zostać wykreślona z listy miast Republiki, a na ruinach planowano wznieść kolumnę z napisem: „Lyon prowadził wojnę przeciwko wolności, Lyonu już nie ma.” Prócz burzenia (na całe szczęście, niedokończonego) miasto ukarano również masowymi mordami. By oszczędzić na kulach karabinowych, zapędzano setki ludzi w ślepe ulice i strzelano do nich z armat kartaczami.
Nietzsche
Gustaw Herling-Grudziński (Dziennik pisany nocą 1973-79):
3 stycznia 1889 spadł w Turynie gęsty śnieg. W pokoju sublokatora było cicho od samego rana. Po obiedzie Davide Fino wyszedł z domu. Zaraz za zakrętem ulicy zobaczył z daleka dwóch policjantów prowadzących kogoś pod ręce, a po bokach gromadkę gapiów. Coś go tknęło, przyśpieszył kroku. Tak, prowadzonym był Nietzsche. Znaleziono go na Via Po uczepionego końskiej szyi i ledwie od niej oderwano. Według relacji świadków podszedł do konia w zaprzęgu, zarzucił mu ramiona na szyję i przywarł twarzą do jego łba. Fino zdołał przekonać policjantów, by w jego ręce oddali zatrzymanego.
Przewieziono go do Bazylei 8 stycznia. Zanim do tego doszło, leżał w swoim turyńskim pokoju i pisywał nieczytelne karteczki. Sygnował je Cezar, Dionisos, Władca Świata. A także – Ukrzyżowany. W dniu wyjazdu stawiał opór, nie chciał rozstać się z „ukochanym” gospodarzem. Ubłagano go prezentem: szlafmycą pana Fino. I w tej szlafmycy jechał na turyński dworzec, jak błazen zbiegły z cyrku. W Bazylei, obawiając się publicznego skandalu na dworcu, wmówiono mu że jest podróżującym incognito księciem i musi przez tłum przejść w milczeniu z wagonu do karety.
W marcu umieszczono go w zakładzie dla chorych umysłowo w Jenie. Jego wypełniana codziennie karta kliniczna za okrągły rok, do marca 1890 roku, jest przejmująca w swej monotonii: zjadł własne ekskrementy, wypił własną urynę, wysmarował się własnymi ekskrementami, wybił szybę w oknie…
Z Jeny przewieziono go do rodzinnego Naumburga, gdzie siedem lat wegetował pod okiem matki. Po jej śmierci zabrała go do Weimaru siostra, Elisabeth Forster. Umarł tam w sierpniu 1900 roku, nigdy nie odzyskawszy przytomności, „w stanie kompletnego rozkładu fizycznego i umysłowego”. Z wyjątkiem tej jedynej przedśmiertelnej chwili, gdy wobec dopuszczonego doń wyjątkowo gościa wskazał na siebie palcem i wymruczał pod obwisłymi wąsami po włosku: un povero cristo.
Przeszłość
Czy nasza przeszłość jest naszą własnością? Czy może wręcz przeciwnie – to my jesteśmy jej własnością, jej niewolnikami? Wobec przeszłości jesteśmy bezradni. Nie mamy żadnych możliwości, by dokonać w niej jakichkolwiek, choćby najmniejszych zmian, nie możemy przestawić w niej nawet przecinka, wszechwładnie panuje nie tylko nad tekstem naszego życia, ale i jego interpunkcją i decyduje nawet o tym, co nas jeszcze nie spotkało, nawet o tym, co dopiero może się wydarzyć.
Błędy
Uczyć się na własnych błędach … Nie mamy problemu z tym, by uczyć się na własnych błędach. Problemem jest przyznać, że się je popełniło. To jest najtrudniejsze, ale bez tego nie jesteśmy w stanie nauczyć się czegokolwiek. Zwykle więc niczego nie uczymy się na własnych błędach, bowiem popełniamy je niezmiernie rzadko. W wielu przypadkach – nigdy.
Partia Zielonych
Partia szwedzkich Zielonych przekształciła się w ciągu ostatnich kilkunastu lat z organizacji ekopolitycznej w bardzo ciemną sektę. Jeszcze nie tak dawno, bo przed kilku laty, domagali się jedynie praw dla ich przyjaciół zwierząt. Wywalczyli te prawa i dzisiaj zwierząta w Szwecji mają niemal ludzkie prawa. Potem przyszła kolej na ptaki i cały pozostały drób, a obecnie szwedzcy Zieloni domagają się szacunku dla każdej formy życia. Ich zdaniem należy zachować każde istnienie i każde bez wyjątku istnienie – choćby najbłachsze – jest równie ważne.
Czyżby? Czy możemy żyć i rozwijać się nie niszcząc innych form życia? Czy mamy otoczyć opieką i ochroną także wszystkie paciorkowce, gronkowce i krętki, wirusy Eboli i dengi? Czyżbyśmy doszli już w naszym rozwoju do takiego poziomu wysublimowania, że możemy egzystować tylko i wyłącznie w sferze ducha, czyli nie jedząc i nie pijąc, nie budując domów i nie produkując odzieży? Może, może tak jest, a ja jak zwykle coś przegapiłem, ale osobiście jestem przekonany, że w tej mojej egzystencji nie zdołam, niestety, osiągnąć takiego poziomu uduchowienia i dalej będę, co jakiś czas, zjadał z przyjemnością grillowane kurczaki, a krętki niszczył penicyliną, nawet pod karą więzienia o zaostrzonym rygorze żywieniowym.
Dwa cytaty
Zabijajcie bez litości wszystkich Polaków – mężczyzn, kobiety i dzieci. Pamiętny rozkaz Adolfa Hitlera z sierpnia 1939 r. był w zasadzie wykładnią niemieckiej polityki okupacyjnej w naszym kraju. Od pierwszego dnia wojny realizowały go bezlitośnie m.in. specjalnie przygotowane grupy operacyjne – Einsatzgruppen. Tuż po klęsce Polski spalono 55 miast i 476 wsi, dokonano 714 egzekucji. Szacuje się że na terenie niemieckiej okupacji w zaplanowanych akcjach śmierć poniosło wtedy co najmniej 20 tys. polskich obywateli. Niektóre zbrodnie szczególnie szokują swoim okrucieństwem. Przykładowo 23 listopada 1939 r. we wsi Górka Klasztorna członkowie niemieckiej organizacji paramilitarnej Selbstschutz bestialsko wymordowali więźniów miejscowego obozu przejściowego:
(…) kobiety musiały rozebrać się do naga. Dowódca Selbstschutzu , Harry Schulz, był skończonym łajdakiem. Szpicrutą chłostał kobiety. (…) Żydówka w ciąży urodziła przy rowie dziecko. Schulz podniósł je lewą ręką i zastrzelił z pistoletu. Dla Jaworskiej Anny obmyślili (…) specjalną śmierć. (…) Była ona w ciąży. Uwiązano ją za obie nogi i rozerwano na dwoje.
(Dariusz Kaliński, „Dlaczego tak wielu Polaków cieszyło się z wkroczenia Armii Czerwonej?” Ciekawostki historyczne)
********
Specjalny gość tegorocznej ósmej edycji nagrody POLONICUS w Akwizgranie (Aachen) Lech Wałęsa został wyróżniony za całokształt swoich dokonań na rzecz wolności i demokracji w Polsce i Europie. W krótkim wystąpieniu po odebraniu prestiżowego wyróżnienia w Sali Koronacyjnej historycznego ratusza Lech Wałęsa podkreślił, że „Niemcy są największą potęgą w Europie i chciałby, żeby Polska nią była”. Dlatego zaapelował, by Niemcy „skończyły z kompleksami i przejęły odpowiedzialność za Europę”.
– Jeśli chcecie zbudować mądrą Europę, to musicie ją osadzić na wartościach i jeśli ktoś, Polska, Węgry czy ktokolwiek inny rozbije Unię, to wy, jako wiodąca siła, musicie mieć przygotowane w kieszeni rozwiązanie. I pięć minut po rozpadzie Unii zakładacie nową – powiedział były działacz związkowy i prezydent RP.
(Onet, Wiadomości)
Luce Irigaray
Luce Irigaray to – dla tych, którzy nie wiedzą – francuska myślicielka (należałoby zapytać, co to właściwie znaczy?), aktywistka feministyczna (to określenie jest już wyraźniejsze), autorka prac o charakterze interdyscyplinarnym (czy to znaczy, że pisze o wszystkim, czyli o niczym?) i przedstawicielka feminizmu postmodernistycznego ( konia z rzędem temu, kto sensownie wyjaśni różnicę między feminizmem a feminizmem postmodernistycznym). Otóż, ta francuska „myślicielka” potępiła Einsteinowskie E = mc2 jako równanie rasistowskie, motywując to tym, że równanie to „ przyznaje uprzywiljowany status prędkości światła kosztem innych prędkości, które są nam potrzebne do życia”.
Luce Irigaray wpadła też na pomysł, że mechanika płynów zajmuje się „kobiecymi” aspektami i dlatego jest mało badana, podczas gdy mechanika ciała stałego z powodu swojej „męskości” jest bardzo popularną gałęzią fizyki. Nie komentuję. Zrobił to doskonale Alan Sokola w pracy „Modne bzdury”. Polecam.
Nagroda Coudenhove-Kalergi
Człowiek przyszłości będzie rasy mieszanej. Dzisiejsze rasy i klasy będą stopniowo znikać ze względu na eliminację przestrzeni, czasu i uprzedzeń. Eurazjatycko-negroidalna rasa przyszłości, podobna z wyglądu do starożytnych Egipcjan, zastąpi różnorodność narodów i różnorodność jednostek. Zamiast niszczyć europejski judaizm, Europa, wbrew jej woli, uszlachetniła i wykształciła tych ludzi, popędzając ich do przyszłego statusu wiodącego narodu poprzez ten sztuczny proces ewolucyjny. Nic dziwnego w tym, że naród który uciekł z getta-więzienia, stał się duchową szlachtą Europy. Tym sposobem litościwa troskliwa Europa stworzyła nową rasę arystokratów. To się wydarzyło, gdy upadła europejska arystokracja feudalna z powodu emancypacji Żydów [z powodu działań podjętych przez rewolucję francuską].
„Praktyczny idealizm” / Richard Coudenhove-Kalergi
Europejską Nagrodę Coudenhove-Kalergi przyznaje się co 2 lata Europejczykom, którzy wyróżnili się w promowaniu tego planu. Do laureatów tej nagrody należą Angela Merkel i Jean-Claude Juncker. Bardzo trafny wybór, trzeba przyznać.
Poputczyki islamu
Poputczyki islamu to termin zaproponowany przez znakomitego pisarza węgierskiego, Sandora Marài, i nie ma w tym przypadku, bowiem pochodził z kraju, który od stuleci narażony był na spotkania z tą tępą i gwałtowną ideologią. W Europie zresztą, nawet jeżeli brzmi to dziwnie, nigdy nie brakowało jej poputczyków. Już Erazm z Rotterdamu zapewniał, że ekspansję islamu można skutecznie powstrzymać dając „dobry przykład chrześcijańskiego życia”. Innymi słowy, liczył – podobnie jak jego dzisiejsi epigoni – że muzułmanie, ujrzawszy bogobojnych giaurów, zawstydzą się okrutnie i może porzucą, zalecaną im przez Proroka, „drogę miecza”. Erazm byłby zapewne dumny widząc dziś tłumy pokojowo nastawionych pajaców, którzy w milczeniu i pokorze demonstrują swoją dezaprobatę dla „niecnych wyczynów” jakichś tam pojedyńczych i niedostatecznie zintegrowanych multikulturalnie imigrantów. Byłby zapewne tym bardziej dumny postrzegając w tych demonstracjach muzułmańskich politruków czyli immamów, którzy w ten sposób odwdzięczają się nam za inwestycje w postaci setek meczetów i szkół koranicznych w całej zjednoczonej Europie. I byłby na pewno dumny widząc tysiące pluszowych misiaczków, zniczy, wiązanek kwiatów, laurek oraz wszystkie malowanki na chodnikach z wyrazami współczucia dla ofiar i wyrazami najwyższego szacunku do innych „cywilizacji i kultur”. Czyli byłby na pewno dumny z naszej tolerancji dla islamskiego braku jakiejkolwiek tolerancji dla czegokolwiek.
Mamy bogate tradycje w tym względzie i nie kończą się one bynajmniej na Erazmie. Luter i jego kumple od reformacji uważali, iż islamskie najazdy są słuszną plagą Bożą spadającą na oddających się „kapistowskiej idolatrii” katolików i że sułtan, jakiś ówczesny Erdogan, to daleki potomek króla Priama i ma słuszne prawa do zasiadania na imperialnym tronie Nowego Rzymu. Inni twierdzili, że oto spełnia się apokaliptyczna zapowiedź o powstaniu ludów Goga i Magoga jako zwiastunów klęsk ostatecznych. Nasze dzisiejsze intelektualne wygibasy na ten temat mają więc wypróbowaną i prastarą tradycję. Liberalną.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.