Çatalhöyük. Uznawane przez wielu za najbardziej niezwykłe neolityczne stanowisko na świecie. Uzyskano tam pierwsze archeologiczne dowody na bardzo dramatyczne zmiany klimatu i suszę, które dotknęły świat około 8,2 tys. lat temu i przyczyniły się do upadku tego megamiasta.
Miesiąc: sierpień 2018
Malinowski
Szczerze rozbawiła mnie informacja o wyprawie Bronisława Malinowskiego na Wyspy Triobrianda. Była to jeszcze w pełnym tego słowa znaczeniu wyprawa zeszłowieczna, a Malinowski zachował się jak prawdziwy, cywilizowany Europejczyk. Jego bagaż, nie licząc osobistego, składał się z kilku ogromnych skrzyń zawierających między innymi wannę, zegar ścienny, dywan, plastry bekonu, koce, umywalkę, śledzie, musztardę francuską, zmiany pościeli, stolik, krzesła, lampy, namiot, kakao, rozmaite leki, rosół, a nawet potrawkę z zająca.
Pucybut
W Malmö namnożyło się ostatnio pucybutów. W śródmieściu jest ich już przynajmniej kilku. Problem polega na tym, że nie mają klientów. Bo też i nie mogą mieć. Szwedzi to najgorzej „obuty” naród Europy – chodzą w sandałach, drewniakach albo adidasach.
Lato
Wciąż nie rozumiem, skąd w ludziach ta radosna skłonność do dzielenia się z innymi swoją brzydotą czy kalectwem. Lato było piękne w tym roku, ulice zaroiły się od nagości. Było w czym wybierać. Nikt nie ukrywał swoich deformacji, owrzodzeń, otyłości, alergii, obrzęków, grzybicy, ropnych żylaków, pięt spękanych jak ziemia pustyni, pałąkowatych nóg, hiperkeratozy, obwisłych brzuchów, gigantycznych pośladków, cukrzycowych owrzodzeń, egzemy, małpio owłosionych karków i ramion. Wszystko było na pokaz. Wszystko było na sprzedaż. Noszone dumnie jak medale.
Mecze
Dzisiaj w saunie jakiś idiota pyta mnie, czy dzisiaj są mecze. A niby skąd miałbym o tym wiedzieć? I przede wszystkim dlaczego? I po co? Czy istnieje jakiś powód dla którego powinienem wiedzieć, czy dzisiaj są mecze? Z jakiejż to przyczyny mecze mogą być tak ważne, że powinno się o tym wiedzieć? Czy zmienią coś na dobre w tym świecie? Czy poprawią ten świat? Czy spowoduje to jakiś ważny dla ludzkości wynalazek? Uratuje czyjeś życie? Czy przyczyni się to do poprawy sytuacji ekonomicznej biednych? Ułatwi nam egzystencję? Uczyni ją mądrzejszą czy choćby mniej durną? Czy da to odpowiedź na jakiekolwiek pytanie, które sobie stawiamy? Dlaczego, do diabła, miałbym wiedzieć, czy dzisiaj są jakieś mecze?
Komunizm
Żaden polski pisarz nigdy nie dokonał tak precyzyjnej i bezkompromisowej wiwisekcji komunizmu jak Màrai w „Ziemia! Ziemia!”. Watt czy Miłosz to egzegeci komunizmu – są w gruncie rzeczy zafascynowani komunizmem, a głównie swoją z nim przygodą. Bliżej Màrai są Czapski i Herling-Grudziński.
Tekst i obraz
Przez tysiące lat dominował w naszej kulturze tekst. Nasza kultura jest zaszyfrowana w tekstach. To tam znajdują się kody do niej. Teraz zaczyna dominować obraz. Być może po raz pierwszy w dziejach analfabeta może czuć się uprzywilejowany, bowiem może teraz „uczestniczyć” w kulturze – obraz nie wymaga żadnej znajomości szyfru, zbyteczna jest umiejętności czytania, rozumienia subtelności słów czy wyczuwania aluzji. Tekst staje się zbyteczny, coraz bardziej zbyteczny. Nawet instrukcje obsługi maszyn znajdują się w prostej drodze do lamusa. Maszyny, którymi posługujemy się dziś, chociaż coraz bardziej skomplikowane, są – paradoksalnie – coraz prostsze w obsłudze. Właściwie obsługują się same, naszym zadaniem jest jedynie uruchomić przycisk startu. Praktycznie może ich używać każdy, każdy potrafi je uruchomić, wielostronicowe instrukcje to przeszłość, a kilka prymitywnych obrazków załatwia sprawę aż nadto skutecznie. Mój nowoczesny i nowo nabyty komputer za całą instrukcję miał kartkę papieru typu A2, a na niej kilka niemal mikroskopijnych ikon, podpowiadających jak połączyć przewody i nic ponadto. Trudno mi było uwierzyć, że to takie proste, ale było.
To zabawne. Niegdyś nasze maszyny działały jako nasze funkcje. Dziś my staliśmy się funkcją naszych maszyn. Nie mogę oprzeć się przeczuciu, że przyszłość całkowicie podporządkuje teksty obrazom, że nauka pisania i czytania stanie się w przyszłej szkole przedmiotem nieobowiązkowym, czymś do wyboru, coś jak dzisiaj etyka czy religia. Czytać i pisać będą uczyć się tylko specjaliści. Akcentem szczególnie ironicznym jest w tym wszystkim to, że celem jeszcze do nie tak dawna miała być powszechna edukacja, a skutkiem będzie prawdopodobnie powszechny analfabetyzm.
Chania
Meczet Janczarów lub meczet Yali Hassan w Chanii, z półkolistą kopułą wspartą na czterech kamiennych łukach. Jego zachodnia i północna strona otoczone są arkadami pokrytymi sześcioma małymi kopułami. Najstarsza otomańska budowla na Krecie, dość marnej urody – przypomina korpus jakiegoś monstrualnego pająka, wysiadującego jaja, a widziany z góry wygląda jak stary garnek odwrócony dnem do góry. Ten budynek jest obcy i chory w pięknym, portowym nadbrzeżu Chanii.
Kłamstwa fotografii
Patrząc na obraz zastanawiamy się zwykle, co malarz chciał nam przekazać, dlaczego użył takich, a nie innych barw, co kryje się za jego wizją, jakie niesie treści. Patrząc na fotografię, nie mamy tego rodzaju pytań. A przecież ten, kto fotografuje, też ma pewien zamiar, pewien określony czy choćby przeczuwalny cel. Nie przypadkiem wybiera taki, a nie inny fragment rzeczywistości. I nie przypadkiem ten właśnie jej fragment przyciąga jego uwagę. Już sam fakt, że dokonuje wyboru, że pokazuje jedno i ukrywa coś innego, świadczy o tym, że fotografia wcale nie jest tak niewinna, jak zwykliśmy sądzić, żadna fotografia. Przekonałem się wielokrotnie, że dwoje ludzi, fotografujących – w tym samym czasie i z tego samego punktu – to samo miejsce czy zdarzenie, nigdy nie przedstawia dokładnie tego samego. Fotografie M., choć często robi je stojąc tuż obok, zawsze są inne i zawsze wyłuskują z tej samej rzeczywistości coś innego. I nie tylko dlatego, że ma inny aparat. Każdy fotografujący zaszyfrowuje w obrazie fotograficznym swoje wyobrażenie świata i, żeby zrozumieć owo wyobrażenie, trzeba odkryć ten szyfr. Fotografia nigdy nie jest li tylko bezmyślną kopią danego momentu rzeczywistości – zawsze chce nam coś powiedzieć, zawsze coś skrywa. Do tego dochodzą jeszcze wszystkie kłamstwa kolorowej fotografii. Ale i czarno-białej. Czerni ani bieli nie ma. I nie jest to metafora.
Google Foto
Irytuje mnie natręctwo Google Foto, który ostatnio regularnie przypomina mi, gdzie był na wakacjach mój aparat fotograficzny i co widział. Oglądając tak spreparowane zdjęcia, czuję się całkowicie wyalienowany z procesu ich tworzenia. Nie są już moje. To aparat opowiada mi o swoich przeżyciach.
Trochę konsekwencji
W szwedzkiej prasie jakiś bałwan oburza się, że profaszystowskie partie wciskają się do Parlamentu. A dlaczego nie? pytam. Niby dlaczego nie miałoby tam mieć miejsca dla partii profaszystowskich, skoro najwięksi zbrodniarze w dziejach ludzkości, komuniści, siedzą tam od dawna i nikt tego nie kwestionuje? Na boga, trochę konsekwencji.
Facebook jest przymilny. Nie stawia oporu. Przeciwnie, podlizuje się. Jest to znakomita maszyna do potwierdzania swojej wiedzy lub raczej niewiedzy, swoich przekonań i poglądów czy też przede wszystkim ich braku. Zabieg prymitywny, choć sprytny, bo obliczony na wrodzoną naszemu gatunkowi niechęć do wszystkiego, co podważa czy kwestionuje nasz sposób widzenia świata. Tylko efekt jest tragiczny, nawyk myślenia krytycznego znika całkowicie, świat zawęża się jak naczynia wieńcowe pod wpływem miażdżycy, staje się bezkonfliktowo płaski i życzeniowy. Wszyscy dajemy sobie lajki i klepiemy te same piaskowe babki w tej samej piaskownicy.
Strzępy 3
Czasem czuję się jak ktoś, kto czeka na coś, o czym wie, że nie wydarzy się to nigdy, a mimo tego czekam na to tak, jakby na pewno miało się wydarzyć. Czyż nie jest to jednak tak, że wszyscy czekamy na coś, o czym doskonale wiemy, że nie wydarzy się to nigdy i w gruncie rzeczy może wcale nie chcemy, aby się wydarzyło?
Człowiek
To fascynujące. Człowiek jest taką istotą, która potrafi nieustannie myśleć o tych, którzy już od dawna o nim nie myślą.
Liturgia czytania
Sàndor Màrai: Liturgia czytania zmienia się bowiem nie tylko ze względu na treść, lecz także pod względem gatunku. Ludzie poszukiwali innych pogańskich liturgii: cywilizację litery (uczeni w piśmie tak później nazwali to zjawisko) zastąpiła cywilizacja obrazkowa. (Obrazka nie trzeba rozumieć, wystarczy się nań gapić z rozdziawionymi ustami, bez żadnego wysiłku umysłowego). We wszystkim tym była prawda. Ale nie to było straszne. Bo choć fabryki książek wypuszczały coraz więcej tomów, choć coraz liczniejsi autorzy pisali coraz więcej, na akord, choć kwitły nowe gatunki: pośmiertnie wydawane zbiory listów, zalew biografii – coraz mniej osób wierzyło w Książkę. A bez wiary nie ma literatury.
Sympozjum i orgia
Słowo sympozjum brzmi dzisiaj poważnie i dostojnie. Kojarzymy je natychmiast z jakimś towarzystwem zramolałych językoznawców, omawiających nudne problemy składni albo kongresem dentystów dyskutujących o wpływie zanieczyszczeń powietrza na rozwój próchnicy zębów. Tymczasem w starożytnej Grecji, a stamtąd to słowo pochodzi, sympozja oznaczały pijaństwo i seksualną rozpustę. Biesiadnikami byli tylko i wyłącznie mężczyźni, obsługiwani przez młodych i urodziwych niewolników obojga płci. Kobiety nie brały udziału w sympozjach, chyba, że były heterami. Ucztę rozpoczynała zwykle propoma, wypicie przez gości czary aromatyzowanego wina, a kończył komos, pijacka procesja z pochodniami, naturalnie, ku czci Dionizosa.
Słowo orgia natomiast, które obecnie jednoznacznie kojarzy się seksualnymi ekscesami miało pierwotnie dość niewinne znaczenie: rzymska orgia służyła głównie zaspokajaniu ekstrawaganckich rozkoszy podniebienia. Była to uczta kulinarna. Ale seks i jedzenie to dwa rytuały, które ocierają się o siebie nieustannie, bo i łączą nas najsilniej. Pierwsze jest zarezerwowane dla prywatności, drugie publiczne. Choć i to niekoniecznie. W wielu kulturach pierwotnych jedzenie było czynnością równie intymną jak seks i oddawano się temu tylko w odosobnieniu.
Literatura
W literaturze nie powstają już wielkie dzieła. Obecnie mamy tylko bestsellery. Wiesz, co to za różnica? Jak między różą, a gównem.
Bądź wierny
Obowiązująca dziś etyka opiera się na wątpliwym paradygmacie samorealizacji: Bądź wierny samemu sobie. Czyli wierny komu właściwie? albo czemu? Składamy się przecież tylko z pozorów, podpatrzonych, tanich gestów, z frazesów i banałów, z kłamstw reklamy i polityki, ze złości i zawiści, z komunałów i sloganów … Aby być wiernym samemu sobie, trzeba byłoby zredukować całe to morze śmieci i odzyskać wolność. Wtedy można próbować być wiernym samemu sobie. Tylko kogo z nas na to stać?
Rozum
Używamy rozumu w miarę skutecznie jedynie wtedy, gdy staramy się zabezpieczyć nasze indywidualne korzyści i głównie wtedy, gdy chodzi o to, by innych skutecznie wmanipulować w służbę naszym przyjemnościom. W takich sytuacjach objawiamy nawet pewnego rodzaju mistrzostwo, ale na tym zasadniczo kończy się nasze w miarę świadome używanie rozumu. Jak to było w języku Hegla? „uduchowione społeczeństwo zwierząt”?
Róża Luksemburska
Lubię polską prasę. Lubię ją przeglądać, bo zawsze czymś mnie zaskoczy. Choćby taki drobny cytat z pewnego artykułu: „W latach 80. kariera Olbrychskiego kwitła. Nikt nie przypuszczał, że udział w niemieckiej produkcji filmowej zniszczy jego małżeństwo. Na planie „Róży Luksemburskiej” wówczas 40-letni Daniel poznał o 5 lat młodszą Barbarę Sukową. W filmie grał jej partnerkę życiową.”
Piękne. A teraz interpretacja niemożliwa: w filmie „Róża Luksemburska” (nie mylić z „Różą Luksemburg”) bohaterka filmu jest lesbijką, a Olbrychski gra jej partnerkę życiową, chociaż nawet Wikipedia nie twierdzi, że Leon Jogiches był kobietą.
Habituacja
Jesteśmy istotami, które przestają wiedzieć to, na co patrzą, gdy patrzą na to długo. Tak samo reaguje nasz zmysł dotyku, węch, smak, nawet słuch. Jesteśmy ślepi na wszystko to, co nie jest nowością, jesteśmy na to nieczuli. Habituacja to proces utraty zainteresowania dla obiektów, które straciły walor nowości. W ten sposób więdnie, a z czasem całkiem znika ekscytacja naszym partnerem, w ten sposób butwieje miłość, tak rozkłada się uczucie. Habituacja.
Alternatywa
Czytam dzisiaj bardzo naukowy artykuł o polityce, gdzie autor z całą powagą utrzymuje, że w pewnej kwestii : „rozważa się ewentualne skorzystanie z trzeciej alternatywy” … I w tym miejscu kończę lekturę. Co sensownego o polityce, o czymkolwiek zresztą, może nam powiedzieć ktoś, kto jest przekonany o istnieniu „trzeciej alternatywy”?
Ateny raz jeszcze
W pewnym antykwariacie na Monastyraki oglądałem rycinę przedstawiającą Ateny w latach 1860-62. Był to widok z Filopappos. Resztki Akropolu, pozbawione drzew, gołe rumowisko, u podnoża kilka domów, w oddali masyw gór. Nic więcej. Ateny. Jedno z najstarszych miast w Europie, miejsce narodzin demokracji, filozofii, poezji, igrzysk olimpijskich, historiografii, geometrii i matematyki, dramatu i komedii. Patrzyłem na tę rycinę i nie mogłem tego, co przedstawiała, skojarzyć z Atenami. Chciałem ją kupić, lecz mimowolnie wybrałem inną rycinę. Wybrałem taką, która była być może kłamliwa, ale bliższa moim wyobrażeniom o Atenach. Wybrałem zmyślenie.
W Atenach zachowało się najstarsze drzewo oliwne Attyki i może jedno z najstarszych na świecie. Ma ponad 2500 lat i znajduje się w Agioi Anargiroi, około 6 kilometrów od centrum Aten.
Pod Atenami płyną rzeki. Przy większych opadach deszczu wody tych rzek wzbierają i, nie mając innego ujścia, wylewają się na ulice. Te podziemne zbiorniki powodują też dużą wilgoć w miejscach pod którymi przepływają. Mój nos wyczuwał to zwłaszcza w Monastyraki.
Lawrance Durrell mieszkał w Atenach przy Anagnastopolou, u stóp Lycabettus.
W Atenach nie ma niebotycznych wieżowców, które przysłaniają pejzaż. Ateny mają niską zabudowę. Z Akropolu czy wzgórza Filopappos doskonale widać Pireus i morze. Powodem jest prawo nieograniczonego widoku na Akropol – wysokość budowli nie może przekraczać 27 metrów, poza nielicznymi wyjątkami.
Za Akropolem znajdował w dawnych czasach barathron – rozpadlina albo dół do którego strącano skazanych na śmierć przestępców. Ich ciałami żywiły się padlinożerne ptaki i zwierzęta.
Światowa Organizacja Zdrowia utrzymuje, że Ateny to jedno z najgłośniejszych miast nie tylko w Europie, ale na całym świecie. Idąc którąś z ruchliwych ulic, jak choćby Siggrou, nie da się rozmawiać nie krzycząc. Co niewiele pomaga.
Wszystkie ścieki z Aten trafiają prosto do Zatoki Sarońskiej. Tak, właśnie tam, tam gdzie znajduje się słynna Riviera Ateńska.
Lincoln
Sàndor Màrai: A. Lincolnowi polecono jakiegoś człowieka. „Nie podoba mi się jego twarz” – powiedział prezydent. I kiedy polecający oburzył się i zaczął dowodzić, że „nikt nie może nic poradzić na to, jaką ma twarz” Lincoln wzruszył ramionami i odparł: „Po czterdziestce każdy odpowiada za swoją twarz”. To prawda. Nie ma usprawiedliwienia.
Takt czy dyskrecja
Słowa dyskrecja i takt uchodzą za synonimy. Jest jednak między nimi być może drobna, ale znacząca różnica. Trafnie definiuje ją pewna scena z filmu „Skradzione pocałunki” F. Truffaut. Mam na myśli tę, gdzie Delphine Seyrig prosto i genialnie wyjaśnia to swojemu kochankowi mówiąc: Wyobraź sobie, że wchodzisz przypadkiem do łazienki, w której stoi pod prysznicem obca ci, naga kobieta. Jeżeli jesteś dyskretny, szybko zamkniesz drzwi mówiąc: Pardon, Madame!, ale taktem byłoby zamknięcie drzwi ze słowami: Pardon, Monsieur!”. Tylko w tym drugim wypadku, udając, że nie zdołaliśmy zobaczyć aż tyle, by określić płeć osoby pod prysznicem, okazujemy prawdziwy takt.
Fantazja
Mężczyźni rzadko kochają się z rzeczywistą, prawdziwą kobietą, kobietą z krwi i kości. Zwykle kochają się z fantazją na temat kobiety. I nie zawsze nawet własną fantazją.
Colette
Colette: Albo miłość – albo pożycie.
Màrai
Jego twórczość jest solidna w absolutnie najlepszym tego słowa znaczeniu. Zawsze wie o czym pisze i pisze to dobrze. Można mieć do niego pełne zaufanie. Màrai jest solidny. Nie tylko w twórczości, zresztą. Kiedy postanowił odejść z życia popełniając samobójstwo, zapisał się wcześniej na kurs strzelania. Niczego nie pozostawił w kapryśnych łapkach przypadku, żadnej fuszerki, żadnego amatorstwa.
Cioran
Cioran – czyli sztuka przekształcania depresji w filozofię. To komplement. Taki zabieg udaje się bardzo rzadko.
Filmy historyczne
Lubię filmy historyczne. Lubię film „Gladiator” z Russellem Crowe. Dobry film winien być jak dobra powieść – czyli czynić prawdopodobnym nawet to, co nieprawdopodobne. Jeżeli w ogóle można taki efekt osiągnąć, to osiąga się go przez nadzwyczajną dbałość o szczegóły. Wymyślony świat, w przeciwieństwie do rzeczywistego, nie może mieć ani szczelin ani, tym bardziej, niekonsekwencji. By być wiarygodnym, musi być perfekcyjny. W filmie „Gladiator” ramię Maximusa szpeci tatuaż SPQR (czyli Senatus Populusque Romanus). Taki tatuaż w Rzymie był nie do pomyślenia, a już zwłaszcza na ramieniu rzymskiego wodza. Tatuażem piętnowano przestępców, tatuowano także niewolników. Tatuaże nosili głównie barbarzyńcy. Manifestowali w ten sposób urojoną siłę i znaczenie, podkreślali swoją ważność. Człowiek wolny w żadnym wypadku nie odczuwał potrzeby profanowania i bezczeszczenia swego ciała.
Ciekawe, nota bene, czego wyrazem jest obecna popularność tatuaży – pogardy dla nas samych czy źle pojętej estetyki? sygnałem, jak nisko cenimy siebie i nasze ciało?
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.