Mechanizm jest ogłupiająco prosty: przeciętni wyborcy wybierają swoich przedstawicieli, też przeciętnych, a potem ci wybrani zapewniają swoich wyborców, że dokonali właściwych wyborów. Ale z przeciętnością jest jak z horyzontem zdarzeń i czarnymi dziurami. Z wnętrza czarnej dziury nie da się zaobserwować żadnego zdarzenia, nie da się również powiedzieć czegokolwiek o czymkolwiek, bo czarna dziura znosi wszystkie właściwości. Stephen Hawking porównał to do sytuacji kajakarza zmierzającego do wodospadu: „Opadanie przez horyzont zdarzeń jest trochę jak wiosłowanie kajakiem nad wodospadem Niagara. Jeśli jesteś jeszcze przed krawędzią wodospadu, możesz uciec, jeśli wiosłujesz wystarczająco szybko, ale kiedy już przekroczysz krawędź, jesteś stracony. Nie ma odwrotu”. Podobnie dzieje się i w tej sytuacji. Masy, potwierdzone przez przeciętność i uwięzione w przeciętności, wytracają jakiekolwiek właściwości, zapadają się w sobie, przekształcają się w idealną nicość, nie czując tego i nie wiedząc o tym.
Miesiąc: marzec 2025
Klepsydra
Ze wszystkich naszych sposobów mierzenia czasu najbardziej spektakularna jest klepsydra, dwa szklane stożki połączone wąskim kanalikiem, przez który – z góry w dół – przesypuje się wieczność. Gdy widzę te nieubłagalnie spadające okruchy piasku, mogę obserwować czas, upływający czas. Widzę jak ubywa go w górnym naczyniu, jak dopełnia się w dolnym. Nie widzę tego, gdy spoglądam na wskazówki zegarka, który noszę na przegubie ręki, nie widzę tego na zegarach ściennych, jeszcze mniej na zegarach kwantowych czy atomowych, które mierzą coś, czego ani świadomie ani fizycznie nigdy nie doświadczam. Te sposoby mierzenia czasu są zbyt abstrakcyjne, obce i nieswoje – nie żyjemy w zeptosekundach. Czas naszego życia jest równie wymierny jak ilość piasku w klepsydrze, przesypująca się w niej nicość, unaoczniająca przemijanie. Klepsydra jest może nie tyle nawet sposobem mierzenia czasu, co metaforą, trafną aluzją do czegoś, co zawsze przeczuwaliśmy. Jest to jedna z najpiękniejszych metafor, jakie kiedykolwiek udało nam się stworzyć. W pradawnych czasach zamiast piasku używano wody, stąd jej nazwa. Łacińskie słowo clepsydra pochodzi z greki: greckie słowo κλεψύδρα (klepsydra) to kombinacja dwóch słów: czasownika κλέπτω (klepto) „wymykać się ukradkiem, kraść” i rzeczownika ὕδωρ (woda). Nasz język wiernie to przechował: czas płynie jak woda. I aktualizacja: czas przesypuje się jak piasek między palcami.
Antyczne déjù vu
Nic nie jest nowe. Wszystko już kiedyś zdarzyło się. Szalejące obecnie wśród Europejczyków poczucie winy i wstydu za własną tożsamość też nie jest niczym nowym czy dotychczas w naszej kulturze nieobecnym. Inicjatorami tego trendu byli pierwsi chrześcijanie, których Rzym starożytny łaskawie przyjął na swoje utrzymanie. To oni zapoczątkowali ów nurt poczucia winy w myśl którego barbarzyńcy mieli o całe nieba przewyższać dekadenckich i popędliwych Rzymian. Pewien wczesnochrześcijański duchowny, Salwian z Marsylii, Gall z pochodzenia, pisał nawet, z typową dla tych ludzi bezczelnością, że „Rzymian trzeba zbarbaryzować”. I, niestety, z czasem ta V kolumna zyskała tak znaczne wpływy, że istotnie była w stanie dołożyć swoją cegiełkę do upadku Imperium. Ciekawe, czy raz jeszcze przeżyjemy to antyczne déjù vu.
Nobel literacki?
Pełna lista laureatów literackiej nagrody Nobla zawiera 121 nazwisk. Zawsze sądziłem, że znam większość zasłużonych w tej dziedzinie, ale myliłem się. Większości z nich nie znam i raczej nigdy o nich nie słyszałem: Prudhomme, Björnson, Echegarary, Carducci, Eucken, von Heidenstam, Gjellerup, Agnon, Pontoppidan, Spitteler, Benavente, Deledda, Pearl Buck, Sillanpää, Mahfuz, Gordimer, Walcott, Morrison, Heaney, Muller, Gluck, Gurnah, aby wymienić tylko nielicznych, choć wyliczankę tę można byłoby kontynuować jeszcze długo. Ręka do góry ten, kto zna jakąś powieść Agnona. Ja nie znam. A może ktoś wie, czym wybitnym wykazał się w literaturze Echegarary? Znasz choćby jedną jego powieść? Kto jeszcze pamięta te nazwiska? Kto ich jeszcze czyta? Cóż tak znaczącego wnieśli do literatury i czym zdołali ją wzbogacić? Na liście literackich nagród Nobla prawie nie ma prawdziwie wielkich pisarzy, a w każdym bądź razie ani jednego z tych, którzy rzeczywiście przyczynili się do rozwoju literatury i jej znaczenia. Literacki Nobel to nagroda przez przeciętnych dla przeciętnych.
Widzenie stereoskopowe
Widzenie stereoskopowe umożliwia nam postrzeganie głębi i odległości, ale my, gatunek sapiens, jesteśmy wyposażeni w jeszcze inny rodzaj widzenia stereoskopowego. Jest nim wiedza i kultura. One także pozwalają postrzegać więcej, głębiej i dalej. Znajduję wczoraj w Internecie, na niechlujnym blogu, wzmiankę o zwiedzaniu pałacu w Łańcucie i o tym, że w jednym z salonów stoi „jakiś grat, przedpotopowy fortepian”. Autor tych wynurzeń jest najwyraźniej wyposażony jedynie w podstawowy rodzaj stereopsji – widzi tylko stary fortepian, jakiś grat. Brak wiedzy i kultury nie pozwala mu dostrzec, że fortepian ten, marki Bösendorfer, to instrument koncertowy Teodora Leszetyckiego, obok Franza Liszta uważanego za jednego z najbardziej wpływowych nauczycieli fortepianu swojej epoki. Nie widzi też, że na tym instrumencie pobierał naukę m. in. Ignacy Paderewski. I nie widzi, że Teodor Leszetycki przyszedł na świat właśnie w zamku w Łańcucie, gdzie jego pochodzący z Czech ojciec Józef, z polecenia Carla Czernego, wybitnego kompozytora wiedeńskiego, uczył muzyki córki hrabiego Alfreda Potockiego – Julię i Zofię. Nie widzi też tego, co Paderewski w „Pamiętnikach” pisał o pedagogice Leszetyckiego: „Nie znałem i do dziś dnia nie znam nikogo, kto by mu dorównał. Nikt absolutnie nie może się z nim porównywać. Jako pedagog – olbrzym, wobec którego wszyscy inni są tylko karłami”. Widzimy to samo? Nie, nigdy nie widzimy tego samego.
Niepewność
Nie jestem pewien, czego powinniśmy bać się bardziej: czy tego, co w nas zwierzęce czy przeciwnie – tego, co w nas ludzkie.
Smutek
Seneka: Est aliqua et doloris ambitio. Większość ludzi obnosi się ze swoim smutkiem, a jeżeli nie obnosi się z nim, to i nie ukrywa również, więc tak, jest w tym próżność, żaden smutek nie jest od tego wolny.
My home is my castle
W „Tak było”, znakomitych i świetnie napisanych wspomnieniach Eustachego Sapiehy, jest scena opowiadająca o wizycie jakiegoś sprzedawcy, oferującego cud ówczesnej techniki, czyli radio. Rzecz dzieje się w domu Sapiehów w Spuszy koło Grodna w pierwszych latach zeszłego wieku. Sprzedawca dumnie wyjaśnia, że przyjechał aż z Warszawy, by zaprezentować coś, co w stolicy robi prawdziwą furorę: Z kartonowego pudełka wyciągnął drewniane pudełko z jakimiś guzikami, lampkami, na które patrzyliśmy dziecinnymi oczami jak na raroga. Coś pokręcił, coś podusił, nacisnął, jakieś dwa druciki połączył i nagle pudło zaczęło strasznie trzeszczeć i gwizdać, a w końcu bardzo niewyraźnie odezwał się czyjś głos mówiący, że nazajutrz ma być deszcz.
Autor wspomnień, podówczas zaledwie kilkuletni, był – zwyczajem większości dzieci – zafascynowany wynalazkiem, ale jego ojciec, E. Kajetan Sapieha, okazał się być nader sceptyczny wobec tego cudu. Zwracając się do sprzedawcy zapytał: Czy pan naprawdę myśli, że będziemy słuchać tego straszliwego hałasu i starali się zrozumieć co mówi ten człowiek, którego nie prosiłem, żeby mi w moim domu gadał, bo go nie znam i myślę, że wcale nie chcę go znać?
Doskonała riposta. Książę Sapieha ani myślał zapraszać do swego domu „hałaśliwych, obcych” ludzi. Jego dom był jego ostoją, miejscem do którego wpuszczał dokuczliwy jazgot świata tylko wtedy, gdy uznał to za konieczne i tylko w takiej formie, która jemu odpowiadała. My home is my castle. Nasz dom to nasz zamek, nasza świątynia, miejsce święte.
Dzisiaj nasz dom nie jest już ani naszym zamkiem ani naszą świątynią. Nie chcemy i nie potrafimy być sami w naszym domu. Nasz dom stał się czymś w rodzaju lupanaru, który zaludniają polityczni kuglerzy, komentatorzy nicości, przepowiadacze pogody, zbrodniarze chcący uchodzić za zbawców, fałszywi prorocy, bezduszni specjaliści od naszych dusz, oszuści, hochsztaplerzy, psychopaci, komedianci, bandy oszołomów, karierowiczów, nachalni i obcy nam ludzie. Nasz dom stał się miejscem, gdzie rozgrywają się wojny, trwają manifestacje, gdzie dokonuje się zbrodni i głosi się kłamstwa, miejscem kataklizmów, powodzi, trzęsień ziemi i wybuchów wulkanów. Dziś do naszych domów wpuszczamy cały brud i smród tego świata. Dobrowolnie oddaliśmy nasz ostatni azyl i czasem niedorzecznie dziwimy się, że nie mamy już dokąd uciec.
Prawda Chaplina
Dziennik J. Lechoń: Ale pamiętam też zawsze, co przed wielu laty Chaplin powiedział do Wierzyńskiego, który z młodzieńczym entuzjazmem zachwycał się rzekomym współczuciem dla nędzy ludzkiej, jakie Chaplin wykazał w swoich filmach: „Wcale mi nie chodziło o okazywanie tego współczucia. Chciałem tylko pokazać, że nie ma tak biednego człowieka, któremu nie można by jeszcze czegoś odebrać”.
Wyjątkowo trafna myśl. Rzadko jest tak, by ktoś nie miał już absolutnie nic do stracenia, bo jeżeli nie ma już nic do stracenia, to ma jeszcze życie. A dopóki mamy życie, to nigdy nie jesteśmy aż tak biedni, by nie było już niczego, co można nam odebrać. Szantaż życiem – najstarsza i najskuteczniejsza forma szantażu.
Gene Hackman
65 letnia kobieta, chora, zarażona paskudnym patogenem, hantawirusem, niebezpiecznym dla życia. Jej mąż, o 30 lat starszy, a więc 95-letni, z zaawansowanym Alzheimerem oraz poważną chorobą serca. Żyją samotnie, tygodniami nikogo nie widując. Ona umiera nagle, pada gdzieś w łazience, może sięgając po tabletki, bo te znaleziono rozsypane wokół jej ciała. On, otępiały, bez pamięci, żyje jeszcze przez tydzień. Jest w takim stadium choroby, że prawdopodobnie nawet nie zauważa jej nieobecności. Może coś postrzega, może budzi to w nim jeszcze większy niepokój, lecz schwytany w niepamięć nie jest w stanie ani tego rozumieć ani działać. Wiemy, że nic nie jadł, prawdopodobnie nie rozumiał, że ona nie żyje. Mózg osoby z zaawansowanym Alzheimerem jest w najlepszym razie tylko czymś w rodzaju kamery – bezmyślnie rejestruje otoczenie i nic ponadto. Podobno osoby takie mogą odczuwać różne emocje i uczucia, jednak nie są w stanie ich przetwarzać. Nie wiemy, jak było w tym przypadku. Możliwe, że był już za daleko, że świat nie prowokował w nim żadnych uczuć, żadnych wspomnień, żadnych asocjacji; ludzie z chorobą Alzheimera są martwi za życia. Ona aż do jego zgonu, a więc przez cały tydzień leży tam, gdzie upadła, gdy zabrała ją śmierć. W końcu i jego serce przestaje pracować, sześć, może siedem dni później, tydzień, gdy żył z jej martwym ciałem, być może wcale go nie postrzegając. Prasowa sensacja z ostatnich dni? Znakomity niegdyś aktor Gene Hackman i jego żona Betsy Arakava? Tak, ale pomyśl, że również ty, ja, że może to przydarzyć się każdemu z nas i przydarza się wielu, choć nikt o tym nie wie i nikt o tym nie pisze. Sławni czy anonimowi odchodzimy tak samo. Tylko śmierć jest prawdziwie demokratyczna.
Koń Przewalskiego
Eustachy Sapieha „Wspomnienia niedemokratyczne”: Cała ta komunistyczna swołocz zabrała nam kraj i poddała go Rosji, nie potrzebowaliśmy jej, nie chcieliśmy mieć z nią żadnych kontaktów. Stała się bez porównania większym niszczycielem od Niemców, po wyjściu których kraj został zrujnowany i wyludniony, ale mocny duchem całego społeczeństwa. Niemcy niszczyli oznaki naszej kultury i mordowali jej przedstawicieli, ale nie potrafili jej zabić i wyrwać z ludzkich serc czy duszy. Niestety, komuna miała dość czasu, żeby z poparciem przyjaciół radzieckich kulturę i jej ducha zabić. To co dziś robią rozbitki resztek jej przedstawicieli, to jest „odtwarzanie konia Przewalskiego”, a nie wyciąganie konia, który zapadł się po szyję w błocie; ten niestety utonął bez śladu.
Ludzie jednej książki
Kiedy myślę o Arabach przychodzi mi na myśl pewna trafna uwaga, że należy być bardzo podejrzliwym wobec ludzi, którzy mają tylko jedną książkę, której na dodatek nigdy nie przeczytali, ale uznają ją za świętą.
Zręczność
Cała zręczność wieku dojrzałego polega zdaje się głównie na tym, aby umieć unikać sytuacji w których trzeba wykazać się zręcznością. To także rodzaj zręczności. Pasywnej.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.