Gene Hackman

65 letnia kobieta, chora, zarażona paskudnym patogenem, hantawirusem, niebezpiecznym dla życia. Jej mąż, o 30 lat starszy, a więc 95-letni, z zaawansowanym Alzheimerem oraz poważną chorobą serca. Żyją samotnie, tygodniami nikogo nie widując. Ona umiera nagle, pada gdzieś w łazience, może sięgając po tabletki, bo te znaleziono rozsypane wokół jej ciała. On, otępiały, bez pamięci, żyje jeszcze przez tydzień. Jest w takim stadium choroby, że prawdopodobnie nawet nie zauważa jej nieobecności. Może coś postrzega, może budzi to w nim jeszcze większy niepokój, lecz schwytany w niepamięć nie jest w stanie ani tego rozumieć ani działać. Wiemy, że nic nie jadł, prawdopodobnie nie rozumiał, że ona nie żyje. Mózg osoby z zaawansowanym Alzheimerem jest w najlepszym razie tylko czymś w rodzaju kamery – bezmyślnie rejestruje otoczenie i nic ponadto. Podobno osoby takie mogą odczuwać różne emocje i uczucia, jednak nie są w stanie ich przetwarzać. Nie wiemy, jak było w tym przypadku. Możliwe, że był już za daleko, że świat nie prowokował w nim żadnych uczuć, żadnych wspomnień, żadnych asocjacji; ludzie z chorobą Alzheimera są martwi za życia. Ona aż do jego zgonu, a więc przez cały tydzień leży tam, gdzie upadła, gdy zabrała ją śmierć. W końcu i jego serce przestaje pracować, sześć, może siedem dni później, tydzień, gdy żył z jej martwym ciałem, być może wcale go nie postrzegając. Prasowa sensacja z ostatnich dni? Znakomity niegdyś aktor Gene Hackman i jego żona Betsy Arakava? Tak, ale pomyśl, że również ty, ja, że może to przydarzyć się każdemu z nas i przydarza się wielu, choć nikt o tym nie wie i nikt o tym nie pisze. Sławni czy anonimowi odchodzimy tak samo. Tylko śmierć jest prawdziwie demokratyczna.