Wszystkie ruchy tożsamościowe koncentrują się wyłącznie na kwestiach identyfikacji i przynależności (przez takie czynniki jak rasa, płeć, orientacja seksualna, kultura czy religia) do pewnych grup społecznych. Bez względu na to, co oficjalnie głoszą, jedynym ich celem jest walka z nierównościami (prawdziwymi oraz urojonymi), które dotyczą tych grup, ale przede wszystkim promowanie swoich własnych, zwykle partykularnych praw i interesów. Ruchy te nie proponują nowych idei, nie wnoszą żadnego nowego konceptu, niczego, co mogłoby zelektryzować i porwać za sobą tłumy – są charakterystyczną cechą epok schyłkowych, epok wykastrowanych z wyobraźni. Nie lansują uniwersalnych projektów. Ich projektami są one same. Pobrzmiewa w nich jedynie zawistne nawoływanie do zdobywania czegoś, co inni już mają. Są płaczliwe. Domagają się litości i współczucia. I nigdy nie mają tego dość. Żyjemy właśnie w takich czasach. To prawda, że nie są to czasy ani interesujące ani choćby zabawne, ale ewolucja również potrzebuje „złapać oddech”.
Miesiąc: lipiec 2025
Mądrość
Mądrość nie może być zasadą życia. Mądrość jest bezsilna. Życiem rządzi siła, bezrozumna, ślepa i przypadkowa. I to wystarczy, to sprawia dobro i zło. Zaś ich proporcje, nieustannie ulegające zmianie, nie mają żadnego znaczenia.
Bullenhuser Damm
Szkoła Bullenhuser Damm znajduje się przy Bullenhuser Damm 92–94 w Hamburgu w Niemczech. Jest to miejsce ohydnej zbrodni dokonanej przez Niemców na 20 dzieciach pod sam koniec II wojny światowej – celem było ukrycie dowodów, iż były one wykorzystywane w nieludzkich eksperymentach medycznych.
Podczas alianckich nalotów pod koniec wojny wiele obszarów Hamburga uległo zniszczeniu, a odcinek Rothenburgsort został poważnie uszkodzony. Szkoła została jednak uszkodzona tylko nieznacznie. Budynek został ewakuowany 11 kwietnia 1945 roku. Do pilnowania szkoły pozostawiono dwóch esesmanów, Johanna Frahma i Ewalda Jaucha. W październiku 1944 r. utworzono z niej podobóz obozu koncentracyjnego Neuengamme. W nocy 20 kwietnia 1945 r. przywieziono tam z Neuengamme 20 dzieci, które były wykorzystywane jako ludzkie obiekty w eksperymentach medycznych w Neuengamme. Operacją kierował lekarz SS Kurt Heissmeyer. Towarzyszyli mu trzej strażnicy SS (Wilhelm Dreimann, Adolf Speck i Heinrich Wiehagen), a także kierowca Hans Friedrich Petersen i lekarz SS Alfred Trzebiński. Po przybyciu do szkoły dzieci zaprowadzono do piwnicy. Według jednego z obecnych tam esesmanów, dzieci „usiadły na ławkach dookoła i były wesołe i szczęśliwe, że choć raz pozwolono im opuścić Neuengamme. Niczego nie podejrzewały. Nakazano im rozebrać się i wstrzyknięto morfinę. Następnie prowadzono je do sąsiedniego pokoju i powieszono na hakach wbitych w ścianę. Egzekucję nadzorował SS Obersturmführer Arnold Strippel. Pierwsze powieszone dziecko było tak lekkie, że pętla nie chciała się zacisnąć. SS man Frahm chwycił je w niedźwiedzi uścisk i użył własnego ciężaru, aby pociągnąć w dół i zacisnąć pętlę”.
Dzieci miały od 5 (Mania Altmann z Radomia) do 12 lat. Tylko jedno z nich, Walter Jungleib, chłopiec ze Słowacji, miał lat 16. Frahm dopilnował, aby wszystkie dzieci zostały powieszone. Zadbano również, aby pozbyć się wszelkich dowodów zbrodni. Spalono ubrania i rzeczy należące do dzieci, po czym lekarz SS Trzebinski wrócił do obozu w Neuengamme i zgłosił komendantowi obozu Maxowi Pauly’emu, że zadanie zostało wykonane.
Zbrodnia ta znana jest jako Masakra Bullenhuser Damm. Po kapitulacji Niemiec w maju 1945 r. zabójstwo dzieci w dawnym budynku szkolnym przy Bullenhuser Damm wyszło na jaw i wywołało – przynajmniej wśród cywilizowanej części ludzkości – przerażenie aż nadto zrozumiałe. Trzebiński, komendant Neuengamme Max Pauly, Dreimann, Speck, Jauch i Frahm zostali schwytani, uznani za winnych, i skazani na karę śmierci. Powieszono ich w więzieniu w Hameln 8 października 1946 roku. Kurt Heissmeyer, który przeprowadzał eksperymenty na dzieciach, długo uniknął zdemaskowania. Spokojnie wrócił do swojego domu w Magdeburgu i z powodzeniem rozpoczął praktykę lekarską jako specjalista (a jakże!) od chorób płuc i gruźlicy. Ostatecznie został zidentyfikowany w 1959 roku, ale aresztowany dopiero w 1963 roku. Trzy lata później skazano go na dożywocie. Podczas procesu stwierdził: „Nie uważam, że więźniowie mieli pełną wartość jako istoty ludzkie”. Zapytany, dlaczego nie używał w swoich eksperymentach świnek morskich, odpowiedział: „Dla mnie nie ma podstawowej różnicy między ludźmi a świnkami morskimi”.
Są granice po przekroczeniu których nie ma już powrotu do człowieczeństwa i to bez względu na to, co byśmy nie czynili. Niemcy tę granicę przekroczyli, przekroczyli ją wielokrotnie – obcując z nimi, powinniśmy o tym zawsze pamiętać.
Równanie
Kobiety, gdy kochają, stają się jeszcze bardziej kobiece. Mężczyźni także.
Europejczyk
Przedstawianie się „jestem Europejczykiem” jest zdaje się wyłącznie polską specjalnością. Jeżeli gdziekolwiek w Europie przedstawiasz się jako Europejczyk, jesteś traktowany jak ktoś, kto nie ma żadnego rodowodu i chciałby przywłaszczyć sobie tożsamość do której nie ma prawa.
Życie
Życie jest niewystarczające. Każde życie.
Nasi chłopcy hitlerowcy
Nasz szwedzki znajomy, gdy w dyskusji potępiamy Niemców i bezmiar ich zbrodni w czasie 2 wojny światowej, broni ich przywołując niemieckie osiągnięcia w kulturze, a więc Bacha, Beethovena, Goethego, Wagnera, Manna. Najwyraźniej uznaje, że V Symfonia oraz Toccata i Fuga d-moll Bacha są w stanie usprawiedliwić bez mała 7 i pół miliona ludzi pomordowanych przez Niemców w obozach koncentracyjnych. Veritas numquam perit, mawiali Rzymianie, ale i to już nieaktualne – z czasem ginie i Prawda. Dzisiaj czytam w Necie, że Muzeum Gdańska w porozumieniu z Muzeum II Wojny Światowej zorganizowało wystawę „Nasi chłopcy” – jest to wystawa o żołnierzach III Rzeszy rodem z Pomorza. Jeżeli „nasi chłopcy z Wehrmachtu i SS” mają także stać się bohaterami naszej historii, to gdzie umieścimy naszych prawdziwych chłopców, tych, którzy oddali życie za naszą wolność? Vae victis – nie mają prawa nawet do swojej pamięci.
Słoń Trąbalski i inni
J. Tuwim w „Przekroju” o śmierci Stalina: Długie są dzieje nasze – dzieje rodu człowieczego na ziemi – a nie było jeszcze żałoby tak powszechnej, tak boleśnie w zbiorowym sercu ludzkości wezbranej, jak po Nim – pierwszym tej ludzkości obywatelu.
I natychmiast powiędły wszystkie „kwiaty polskie” – przynajmniej dla mnie. Czasem jedno zdanie wystarczy, by ktoś z Dyzia Marzyciela przekształcił się w słonia Trąbalskiego. Okazuje się, że można stworzyć tysiąc doskonałych wierszy i potem jedno zdanie – jak to powyższe – aby unieważnić je wszystkie. Może to dziwne, ale godność uwierzytelnia także i poezję. Szkoda, że tak niewielu poetów wie o tym.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.