Czy zjawisko, które dzisiaj określa się zabawnym słowem celebryta, jeszcze stosunkowo niedawno nie określano słowem błazen? Aha, proszę nie mylić ze Stańczykiem.
Miesiąc: czerwiec 2026
Polska dziennikarka?
Roksana Matelska to podobno dziennikarka, polska dziennikarka. Swoje pierwsze kroki w mediach miała stawiać prowadząc audycje radiowe w Poznaniu, a potem współpracowała z „Gazetą Wyborczą” i serwisem Co Jest Grane.
Rzeczywiście należałoby zapytać: co jest właściwie grane? R. Matelska opublikowała bowiem w którymś z serwisów internetowych tekst w którym łaskawie przypomina nam, że Czesław Miłosz został nagrodzony za swoją twórczość Noblem i, że choć zmarł 21 lat temu to jego twórczość cieszy się wciąż „niesłabnącą popularnością”. I w tym miejscu polska dziennikarka odkrywczo informuje nas, że „Czesław Miłosz wcale się nie urodził w Polsce”. Dalej wyjaśnia, że przyszedł na świat 30 czerwca 1911 roku w Szetejniach, a więc na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego, w wielokulturowym i tolerancyjnym miejscu, i że to ważne, by wiedzieć, skąd pochodził Czesław Miłosz, bowiem – jak pisze – Dziś i wtedy nie była to Polska”.
Dziś i wtedy nie była to Polska … Podejrzewam, że ta „polska dziennikarka” albo wcale nie jest polską dziennikarką albo luki w jej edukacji są większe niż leje, powstające po bombach typu GBU-57 MOP. W miejscach, które dziś i wtedy nie były już Polską, urodzili się także Mickiewicz, Słowacki, Orzeszkowa, Wańkowicz, Konwicki, Herbert, Lem, Fredro i setki innych polskich twórców i wszyscy oni, jakimś dziwnym trafem, pisali w języku polskim i o Polsce. Zastanawiam się, czy ta „polska dziennikarka” będzie w stanie kiedykolwiek zrozumieć ten paradoks.
Wolna wola
Wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, powodzie, lawiny śnieżne, tsunami, huragany i cyklony nie działają na zasadzie moralności czy w ramach moralności. Materia nieożywiona nie powoduje się moralnością. My tak – my ponosimy odpowiedzialność niemal za każdy nasz gest i to jest to, co nas najpełniej odróżnia od materii nieożywionej. Można więc wzorem Libeta i jemu podobnych dzielić włos na czworo i triumfalnie obwieszczać, że wolna wola nie istnieje, bo poruszenie palcem następuje 200 ms po podjęciu przez badanego świadomej decyzji o ruchu. Można. Lubimy degradować się do roli przedmiotu, bowiem zwalnia to nas z wszelkiej odpowiedzialności, ale niezależnie od tego, kiedy następuje poruszenie palcem to właśnie nasza wolna wola decyduje o tym, czy jesteśmy podmiotem czy przedmiotem tego, co dzieje się wokół nas.
Starość i improwizacja
Starość i improwizacja nie idą w parze. Improwizacja wymaga nie tylko odwagi, ale i przede wszystkim sił, a więc czegoś, czego starość raczej nie posiada w nadmiarze. Starość jest z konieczności zachowawcza, asekurancka, ostrożna, ergonomiczna, pragnie zaczarować świat w tym samym kształcie, chce, by rzeczy i pojęcia nie opuszczały swoich miejsc. Ludzie starzy wyhamowują czas. Zmiany, choćby były najdrobniejsze, przerażają ich, bowiem zmuszają do wysiłku na który już ich nie stać. Organizowanie rzeczywistości z każdym nowym dniem od nowa, od początku, jest procesem niszczycielsko kosztownym i wyczerpującym. Ludzie starzy są więc mimowolnymi strażnikami entropii. Świat podbijają chłopcy – na przykład Aleksander Macedoński.
Imperatyw maczugi
Wojny toczyliśmy od zawsze, od pierwszego sękatego kija, od pierwszego kamienia, pierwszej maczugi. To jedna z naszych najstarszych aktywności. Będzie nam towarzyszyć do końca, a jest możliwe, że będzie też naszą ostatnią aktywnością. Ktoś kiedyś powiedział, że konflikt na poziomie grupy stanowi zasadniczy element człowieczeństwa. Od dawien dawna zastanawialiśmy się nad przyczynami wojen, analizując ten fenomen na wszystkie możliwe sposoby i w konsekwencji zawsze dochodzimy do tego samego wniosku. U podłoża naszych konfliktów nigdy nie tkwi biologia. Jesteśmy tym samym gatunkiem, bez względu na to pod jakim niebem żyjemy. Konflikty między nami mają podłoże albo polityczne albo religijne. Czy świat byłby więc lepszy gdybyśmy wyeliminowali z naszego życia politykę i religię? Wiem, pytanie jest niedorzeczne. Nigdy z naszego życia nie usuniemy ani polityki ani religii. Polityka jest na poziomie społecznym kontynuacją prywatnego zdania, religia zinstytucjonalizowaną formą nadziei. Maczuga nie jest wyborem – jest przeznaczeniem.
W sprawie niezbywalnych praw
Maja Ostaszewska, to polska aktorka, matka dwojga dzieci, miłośniczka zwierząt i buddystka, dzielnie walcząca o prawa człowieka i ochronę środowiska. Ta zacna osoba ogłosiła ostatnio w jakimś wywiadzie, że każdy człowiek ma prawo do szczęścia, zdrowia i bycia sobą. Pozornie myśl wydaje się być z wszech miar szlachetna i słuszna, ale tylko pozornie, niestety. W istocie twierdzenie to jest bełkotliwe, puste, kłamliwe i na domiar złego szkodliwe, bo naiwnych ludzi wprowadza w błąd pozwalając im wierzyć, że istotnie posiadają jakieś prawa.
W naturze nie istnieją żadne przyrodzone prawa. Nie mamy żadnych praw naturalnych, tak jak nie mają ich żyrafy, guźdzce czy króliki. Oczywiście, możemy sobie przyznać prawo do szczęścia, ale kto i w jaki sposób może nam zagwarantować owo szczęście? EU, Platforma Obywatelska, Kościół czy może osobiście premier Tusk? Na podobnej zasadzie możemy sobie przyznać prawo do bycia kochanym. Co jednak, jeżeli nikt nie będzie chciał nas kochać? Może zatrudnić kogoś przez pośrednictwo pracy? Albo może przydzielić kogoś drogą losowania? I tak samo jest z prawem do zdrowia, bycia sobą, prawem do wolności, prawem do pracy, prawem do godności, prawem do nauki, prawem do głosowania, prawem do bezpieczeństwa, do dobrego życia i tysiącem innych, „niezbywalnych praw”, na które ludzie powołują się obecnie przy każdej okazji.
Tymczasem prawdą jest, że nie mamy żadnych praw, a raczej mamy tylko te, które ktoś łaskawie zechce nam dać – kochając nas, dając nam pracę, przyznając nam wolność, umożliwiając naukę czy dając nam prawo do głosowania. Na pewno nie jest to jednak prawo do szczęścia, zdrowia i bycia sobą. Dzięki takim natchnionym osobom jak Maja Ostaszewska wierzymy, że je posiadamy i coraz częściej uzurpujemy sobie prawo do tego, by nadawać różne prawa także innym stworzeniom zamieszkującym tę planetę, zwierzętom, ptakom, rybom czy owadom. Tymczasem tym, co naprawdę istnieje są jedynie zdolności i cechy. Ptaki nie latają dlatego, że mają prawo latać, ale dlatego, że mają skrzydła, jak ktoś słusznie zauważył.
Hej, hej sokoły
Rusłan Szoszyn, ukraiński politolog, w artykule opublikowanym wczoraj przez Interię, o decyzji uhonorowania morderców z UPA: Ukraina nie będzie podejmowała decyzji politycznych czy pisała swojej historii po myśli Polski. Sytuacja mocno się zmieniła. Jeżeli to komuś się nie podoba, to trudno, ale naszą historię będą pisali w Kijowie, a nie w Warszawie. Z nieskrywanej arogancji i buty tych słów wynika, że Ukraina była dotychczas czystą kartą, że nie miała żadnej historii, ale teraz będzie ją mieć i historia ta będzie pisana w Kijowie.
Już dziś łatwo więc przewidzieć, jaka to będzie historia i jeżeli po tak jednoznacznej deklaracji Polakom jeszcze nie zapaliły się czerwone światła alarmu, to wkrótce będzie już za późno. Może już jest za późno.
Aneks: W polityce obowiązuje ta sama zasada, co w naszych osobistych relacjach z innymi ludźmi – jeżeli nie potrafisz wzbudzić w innych ludziach szacunku dla twego życia i twoich przekonań, nikt nie będzie cię szanował.
Biedne kraje
Są kraje tak ubogie w bohaterów, że nie pozostaje im nic innego jak za bohaterów uznać zbrodniarzy. Biedne kraje.
Przypadek
Ani w całej ludzkiej historii ani w naszym prywatnym życiu nie ma ani cienia zamysłu, sensu, ciągłości, konsekwencji, świadomego dążenia czy ładu. Wojny i czasy pokoju, dobre uczynki i zbrodnie, podłość i szlachetność, współczucie i obojętność, muzea i więzienia, prawa moralne i bezprawie, wielkie odkrycia i wynalazki, to, co pożyteczne i to, co wyniszczające, to, co określamy mianem dobra i to, co nazywamy złem, wszystkie nasze idee, religie, doktryny społeczne i polityczne – bez względu na to, jakie dorobimy do nich motywacje i jak bardzo szczytne przypiszemy im cele – wszystko to jest wyłącznie loterią, dziełem przypadku, wynikiem zbiegów okoliczności. Dobro i zło w naszym świecie mają wspólny mianownik – przypadek. Penicylina, koło, gilotyna i elektryczność pochodzą z tego samego źródła. Wszystkie nasze płody, również te, którymi szczycimy się uznając je za wybitne osiągnięcia, są dziełem przypadku. Nigdy świadomie nie budowaliśmy naszej egzystencji ani naszej rzeczywistości. Otrzymaliśmy niewiarygodny dar – rozum, zdolność antycypacji przyszłości i nigdy nie dorośliśmy do tego, by tę zawrotną szansę wykorzystać.
Jedynym w miarę świadomym przejawem naszej działalności jest sztuka. Tylko w niej objawia się niekiedy zamysł, cel i sens.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.