Ruiny mają różne losy. Pamiętam Delos, które kruszeje i rozsypuje się w objęciach czasu, lecz niezmiennie trwa, bo nic nie ukradło jego tożsamości. I myślę też o termach cesarza Dioklecjana. Zbudowano je w latach 298-306 n.e, mogły pomieścić około 3 tysięcy osób, składały się z łaźni, basenów kąpielowych, sal gimnastycznych, saun, bibliotek, tawern i domów publicznych. Po upadku Imperium łaźnie zamknięto, skazując je na pastwę losu, reszty dokonali rabusie i przyroda. Dzisiaj jest to rzymska Bazylika Santa Maria degli Angeli, Bazylika Matki Bożej Anielskiej. Jej budowę właśnie na ruinach dawnych term zainicjował, trzynaście wieków później, papież Pius IV. Sklepienie tego przybytku, fasada kościoła i przestronna nawa, zaadoptowana z głównego pomieszczenia term, liczą sobie jednak tysiąc siedemset lat. Tu, gdzie obecnie bezmyślnie szepcze się modlitwy, kiedyś oddawano się lekturze, dyskusjom, przyjemnościom sauny i rozkoszom zmysłów. Termy już nie istnieją. Ukradziono im tożsamość.