Wanaprastha

W starożytnych Indiach, analogicznie do podziału społeczeństwa na cztery klasy, dzielono życie jednostki na cztery okresy. W trzecim okresie należało rozpocząć wanaprastha, pustelnicze życie. Europejskie średniowiecze proponowało klasztor.

A czym my możemy obronić się przed natarczywością świata? Gdzie my możemy uciec, gdy dochodzimy do punktu w którym banalność i ograniczoność ludzkich przeżyć zaczynają ciążyć, gdy ich schematyczność i tępota zaczynają nas przyprawiają o mdłości, a szaleństwo tego świata, popychanego wciąż w to samo szambo władzy, religii i pieniądza podpowiadają potrzebę ucieczki. Gdzie możemy uciec? Dokąd? W co? Czy jest jeszcze takie miejsce, taka dziedzina życia, której nie zdążyliśmy sprostytuować do reszty? Przyszły Mojżesz będzie prawdopodobnie otępiałym, głuchym wrakiem, z gumą do żucia w nieskazitelnie zdrowych zębach, na monstrualnej górze śmieci.

Ambicja

Cenimy ludzi ambitnych, a ambicje – jeżeli nie są przesadne i bezwzględne – skłonni jesteśmy uznawać raczej za zalety niż wady. Ludzie ambitni jawią nam się jako ludzie silni i zapewne jest to prawdą.

Do ludzi zazdrosnych mamy już nieporównywalnie mniej pozytywny stosunek, chociaż zazdrość jest niczym innym jak zdławioną i karłowatą formą ambicji – zazdrość jest bowiem ambicją słabych. Te dwie nasze cechy są do siebie zadziwiająco podobne. Obydwie, nakazując nam patrzeć na innych i przymierzać się do nich, oddalają nas od samych siebie, od naszego własnego przeznaczenia. Zastanówmy się – któż to w istocie jest człowiek ambitny? To ktoś, kto nie zadawala się tym, czym jest. To ktoś, kto chce być czym więcej. W samym pragnieniu „bycia czymś więcej” nie ma nic złego, ale taki człowiek chce również być wyżej, chce panować nad innymi i tutaj czycha na niego pułapka. Przymierza się do innych. Usiłując być kimś więcej niż inni – popada w zależność od innych. Zaczyna żyć innym, obcym mu życiem. Identycznie jest z człowiekiem zazdrosnym. Cierpi on męki z tego powodu, że nie jest tym innym, kimś, kto został obdarowany przez los hojniej, kto otrzymał więcej, kto ma się lepiej. Człowiek zazdrosny i człowiek ambitny żyją fikcyjnym, pożyczonym życiem, w którym więcej jest rozglądania się na boki i przymierzania się do innych niż patrzenia w siebie i na siebie. I ambicje i zazdrość czynią z naszego życia karykaturę, wypaczają je.

Być może jedyną, w miarę zdrową formą ambicji jest ta, która każe nam przyglądać się tylko sobie samym, przymierzać się tylko do siebie, która pozwala nam jasno i wyraźnie postrzegać własne braki oraz słabości i wyposaża nas w wolę, by pokonywać je i przekraczać. Ale ten rodzaj ambicji jest niewiarygodnie rzadki.

Rozumiem

Gdy słuchając kogoś mówimy ”rozumiem cię” chcemy przez to jedynie powiedzieć, że gotowi jesteśmy wysłuchać go do końca, na moment, na krótką chwilę starając się wygłuszyć samych siebie. Tak naprawdę jednak nikt nigdy nikogo nie rozumie. Nie można zrozumieć kogoś innego. Aby zrozumieć kogoś innego należałoby całkowicie wyłączyć i wycofać samego siebie, a to nie jest możliwe. Możemy więc jedynie zbliżyć się do zrozumienia i nic więcej. Słuchanie kogoś innego przypomina słuchanie stacji radiowej na zakres której nieustannie nakładają się fale innego, fale naszego własnego programu   – czystość odbioru nigdy nie jest pełna. Mówiąc ”rozumiem cię” mówimy w istocie ”staram się ciebie usłyszeć”.