Dżizja

Wszędzie tam, gdzie muzułmanie stanowią lub zaczynają stanowić większość, wcześniej czy później pojawia się dżizja. Pod tą nazwą kryje się podatek dla wszystkich nie-muzułmanów w krajach z przewagą ludności islamskiej. Dżizja oznacza takie opodatkowanie innowiercy, aby ten zmuszony był „dobrowolnie” przejść na islam, bo inaczej zabraknie mu środków do życia. W praktyce jest to haracz, który muszą płacić wszyscy innowiercy, perfidna, ale skuteczna forma prozelityzmu. Obecnie stosuje się ją na terenach opanowanych przez tzw. państwo islamskie, ale odnotowano już jej przypadki także w Europie – w brytyjskich więzieniach przestępcy muzułmańscy pobierają takie haracze od współwięźniów innych wyznań. Nie tak dawno w egipskim miasteczku Dalga Bractwo Muzułmańskie nałożyło dżizję na chrześcijan. Za możliwość zachowania swojej wiary Koptowie i Żydzi muszą płacić muzułmanom od 20 do 50 euro na dzień. Wysokość tych sum jednoznacznie podpowiada, że dżizja nie jest podatkiem, lecz brutalnym przymusem.

Ktoś całkiem rozsądnie zaproponował nałożenie identycznego podatku na wyznawców Proroka, nad wyraz chętnie osiedlających się obecnie w Europie, co w wielu krajach mogłoby solidnie zasilić budżety, mocno nadwyrężone przez stale rosnące wydatki socjalne na rzecz islamskich migrantów.