Zamiast prawdy

Nasz świat oferuje nam wiedzę zamiast mądrości. Ale wiedza bez mądrości nie rozwiązuje żadnych problemów, a za to hojnie stwarza nowe. Oferuje nam informację zamiast prawdy. Informacja jest pożyteczna, gdy musimy znaleźć drogę, lecz nie mówi nam, jakiej drogi chcemy szukać. To mogłaby podpowiedzieć nam prawda, ale o niej nic nie wiemy …

Jak łatwo

Niewiarygodne jak łatwo ludzi zastraszyć i spacyfikować. Scena w saunie w P.: „Przecież w telewizji tak mówią”. Bo to, co mówią w telewizji, przecież musi być prawdą. Żadnych pytań, nikt niczego nie kwestionuje. Potulność. Nawet w kolejce do gazu staliby tak samo grzecznie.

de Chamfort

Chamfort. Sébastien-Roch Nicolas. Znakomity aforysta i wielki entuzjasta Rewolucji. Później, przerażony terrorem, dołączył do Moderatów i został zadenuncjowany w Komitecie Bezpieczeństwa Ogólnego. „Bądź moim bratem albo cię zabiję”, jedno z jego powiedzeń, celnie podsumowujące koncepcję Terroru dotyczącą rewolucyjnej zasady braterstwa. Zwolniony z więzienia, ale nie mogąc znieść niepewności i perspektywy ponownego uwięzienia, we wrześniu 1793 roku zamknął się w swoim gabinecie i strzelił sobie w twarz. Pech chciał, że pistolet zepsuł się. Kula strzaskała mu nos i wybiła oko, lecz przeżył. Podcina więc sobie brzytwą żyły, kaleczy się dotkliwie, jego kamerdyner znajduje go nieprzytomnego w kałuży krwi, zostaje odratowany. Podyktował tym, którzy przybyli, aby go aresztować, znaną deklarację: Moi, Sebastien-Roch Nicolas de Chamfort, déclare avoir voulu mourir en homme libre plutôt que d’être reconduit en esclave dans une maison d’arrêt („Ja, Sebastien- Roch Nicolas de Chamfort, oświadczam, że wolę raczej umrzeć jako wolny człowiek niż pozostać niewolnikiem w więzieniu.”), którą podpisał własną krwią.  Od tego czasu aż do śmierci w następnym roku, a śmierć zajęła mu siedem potwornych miesięcy, bardzo cierpiał. Opiekował się nim żandarm, któremu codziennie płacił koronę.

Powieść

Màrai. 5 i ostatni tomów jego Dzienników.  Jest to wspaniała, panoramiczna powieść, fascynująca i uczciwa relacja o losach ludzi wpisanych w burzliwy pejzaż XX wieku. W żadnym razie nie są to „Dzienniki” w takim sensie w jakim zwykle to słowo pojmujemy. To powieść, jestem przekonany, że jedna z najlepszych powieści XX wieku, choć był to wiek w którym nie zabrakło przecież dobrych powieści. A jednak. Buddenbrookowie w porównaniu z Dziennikami Màrai prezentują się w najlepszym razie jak coś w rodzaju nieco ambitniejszego harlequina.

Opinia publiczna

Zagrożeniem dla indywidualizmu nie jest już dziś, jak w dawnych wiekach, tyrania władcy czy tyrania Kościoła, ale bezprzykładny despotyzm „opinii publicznej”. Konformistyczna większość poluje na najdrobniejsze przejawy indywidualizmu i tępi je bezlitośnie, uznając je za śmiertelne zagrożenie dla jej bytu. Święte Oficjum naszych czasów to Opinia Publiczna.

Bogaci i biedni

Dwudziestu sześciu najbogatszych mieszkańców Ziemi dysponuje takim samym majątkiem, jak połowa światowej populacji – powiedział Antonio Guterres. Musimy przyjąć, że jest to prawda, skoro potwierdza to oficjalnie sekretarz generalny ONZ. W sumie jednak nic nowego. Globalizm, który zapanował na świecie po podbojach Aleksandra Wielkiego, spowodował, że na grecki świat spadł złoty deszcz bajecznych łupów. Bogaci nigdy nie byli tak bogaci jak wówczas, a biedni tak biedni jak wówczas. Jak teraz?

Kubek Fidiasza

Według Plutarcha mistrz Fidiasz, oskarżony w sfingowanym procesie o przywłaszczenie mienia publicznego i bezbożność, został wtrącony do więzienia i tam zakończył życie. Jak głosi jedna wersji z powodu choroby, według innej na skutek zażycia trucizny, którą podstawili mu wrogowie, aby potem posądzać o to Peryklesa. Gdyby przyjąć tezę Plutarcha, to słynny posąg Zeusa Olimpijskiego, zaliczany do siedmiu cudów świata, nie mógłby więc być dziełem Fidiasza. Ale istnieje też inna wersja. Wersja Filochorosa. Według niego oskarżony rzeźbiarz zdołał uciec do Elidy. Największe dzieło Fidiasza tradycyjnie datuje się na lata pięćdziesiąte, a Atenę Parthenos na 433 – 432 rok. Jednak z komentarza Filochorosa wynika, że Fidiasz udał się do Olimpii w 438 – 437 roku i zmarł tam na przełomie 433 – 432 roku. Za uznaniem Zeusa Olimpijskiego za ostatnie dzieło wielkiego rzeźbiarza przemawia także pewien … drobiazg. Mianowicie, odkryty w tzw. pracowni Fidiasza w Olimpii, i być może należący do artysty słynny kubek z napisem Feidio eimi (ΦEIΔIO EIMI czyli Należę do Fidiasza), datowany na 435-420 rok p.n.e. Ironia niemal boska. Stwarzamy wspaniałe dzieła, a jedynym potwierdzeniem naszego istnienia jest zwykły kubek.

Uosobienie nihilizmu

Notatka Seferisa z 2 września 1948 roku w „Dni”. Wspomina o informacji zamieszczonej w biuletynie Agencji Wschodu, dotyczącej posiedzenia Rady Parlamentarnej w Bonn, gdzie padły słowa o tym, że Hitler w żadnym razie nie jest zjawiskiem specyficznie i wyłącznie niemieckim, ale uosobieniem nihilizmu europejskiego. Komentarz Seferisa: W ten sposób pewnego wieczoru w Korczy usłyszałem, jak ogłoszono w radiu, że lud niemiecki wolny jest od grzechu pierworodnego! Ich nieświadomość jest nie do przecenienia.

Co widzimy

Na nasz świat składa się to wszystko, czego doświadczamy, ale treść tego doświadczenia, niczym odciski opuszków naszych palców, jest jedyna i unikalna dla każdego z nas. Porównajmy to ze snem. Śnimy wszyscy, a jednak każdy z nas ma inne sny. Nie śnimy tych samych snów. W podobny sposób na nasze życie, naszą rzeczywistość – mimo tego, że dzielone z innymi – składa się głównie suma indywidualnych doświadczeń i przeżyć. Każdy z nas egzystuje w swojej własnej, prywatnej rzeczywistości, choć jesteśmy przekonani, że postrzegamy rzeczywistość taką, jaką ona jest. Jest to złudzenie wynikające być może stąd, że nie mamy żadnego wglądu w proces tworzenia subiektywnego doświadczenia, nie widzimy procesu tworzenia naszego świata, nie uczestniczymy w nim w sposób świadomy i zwykliśmy sądzić, że ten świat nie jest wciąż na nowo tworzony, poszerzany i poprawiany, lecz że po prostu jest, zwyczajnie jest, i jest zawsze taki sam. Przyjmujemy za oczywiste, że widzimy, rejestrujemy świat takim, jakim on jest, a więc również i to, że nasze wybory, preferencje, opinie, czy przekonania są naturalne i wynikają z obiektywnego oglądu spraw. Stąd już blisko do pewności, że to, jak ja widzę świat, musi być prawdziwe, wiarygodne i właściwe, a mylą się i błądzą wszyscy ci, którzy uważają inaczej. Czy nie przed tym ostrzegał nas Marek Aureliusz mówiąc, że wszystko, co słyszymy, jest opinią, nie faktem, a wszystko, co widzimy, nie jest żadną prawdą, lecz tylko punktem widzenia?

Expresso w żłobku

Sześcioro młodych ludzi, trzy młode małżeństwa, z niemowlakami w kawiarni, wózki blokują wąskie przejścia, zabierają niepomiernie dużo przestrzeni, trzeba przeciskać się między tymi rozpanoszonymi pojazdami. Dzieci są ożywione, gaworzą, płaczą, domagają się uwagi. O czym mogą rozmawiać – nie użyję słowa dyskutować, bo to jest w tej sytuacji niemożliwe – ci młodzi ludzie? Po co spotkali się w kawiarni? Wszystko na co ich w tej sytuacji stać, to naśladować swoje pociechy – gaworzyć. Kawiarnia zaczyna upodabniać się do żłobka. Kto ma ochotę iść do żłobka na expresso czy lampkę wina? Niańki i guwernantki były dobrym rozwiązaniem. Komu to, do diabła, przeszkadzało?

Żyć w świecie

S. Màrai, Dziennik, tom IV: Oburzenie, że muszę żyć w świecie, w którym kulturą śmieją nazywać coś, co nie jest niczym innym jak tylko perwersyjną negacją, rozbiciem, zniekształceniem wszystkiego, co ludzkość dotąd wyobraziła i stworzyła. Mdli mnie, ponieważ żyję w świecie, w którym Uffizi i podobne im sale przechowują wprawdzie jeszcze dowody najwyższego stopnia duchowej energii twórczej ludzkości, ale jednocześnie na całym świecie nieustannie trzeszczy mechaniczny hałas, który nazywają muzyką; zamiast obrazów pokazują szaleńcze albo prześmiewcze bohomazy, a grube i uczone księgi najpoważniej w świecie dowodzą, że to „sztuka”; pisze się książki, w których ani jeden wiersz nie promienieje twórczym prądem. Mdli mnie i oburza, że obecne pokolenie znosi zastępowanie Ducha i Sztuki bezsensownymi bzdurami dla głupców, oferowanymi przez partaczy i kupczyków, i – jak to przepowiedział przed ponad stu laty Schopenhauer – toleruje zniszczenie sztuki, tego ostatniego schronienia człowieka, uciekającego przed terrorem konformizmu i nihilizmu.

Sokrates i demokracja

Pamiętać, że Sokratesa nie zamordowała tyrania. Sokratesa zamordowała demokracja. Rygorystyczna, egalitarna demokracja, która właśnie rośnie i formułuje się na naszych oczach, demokracja, która nie dopuszcza żadnych odstępstw, żadnych wyjątków. Łatwiej zapewne dałoby się znaleźć jakiegoś liberalnego dyktatora, który z przymrużeniem oka i pobłażaniem będzie patrzył na „demoralizujące” czy „bezbożne” wywody filozofa niż przejętą samą sobą liberalną demokrację. Ta jest śmiertelnie poważna.

Seferis

Jorgos Seferis raz jeszcze: Rozpacz ruin Azji Mniejszej jest nie do opisania. Genialne sformułowanie. To samo czułem oglądając ruiny Miletu, Priene, Efezu, Didymy. Rozpacz tych ruin i na ich szczytach złowrogo łopoczące tureckie flagi. Jak sfałszowany podpis.

Skoutari

Skoutari. Piękna plaża z krystalicznie czystą wodą. Tawerna rybna tuż przy brzegu i kilka hotelowych pokoi w Fisherman`s House, z niewielkimi tarasami, dwa metry od brzegu morza. Wszystko w bieli i błękicie. Wokół pusto, tylko w oddali jakiś rybak rozplątujący sieci. Na jednym z tarasów młoda para, nie więcej niż dwadzieścia kilka lat, opaleni i uśmiechnięci, kilka minut temu wyszli z wody. Teraz oboje z książkami w rękach. Naszą uwagę zwraca lektura młodego mężczyzny. Postrzegamy angielski tytuł „Mani. Wędrówki po Peloponezie” P. Fermora. Natychmiast wymieniamy uśmiechy, kilka słów o Fermorze, tak, jest najlepszy, o Mani tylko on, i żegnamy się już jak członkowie tego samego elitarnego klubu, tajnego sprzysiężenia. Ci młodzi ludzie czytający Fermora są jakąś nadzieją.

Seferis i Sparta

Seferis o „idyllicznym” krajobrazie Sparty. To prawda. Krajobraz Sparty jest idylliczny. Co za przewrotny i zaskakujący kontrapunkt – Sparta i idylla. A jednak. I nie ma tu miejsca na myśl o Likurgu. Nic z tego, co zwykle kojarzymy ze Spartą. To radosne, niemal oszałamiające przeżycie, gdy parkując samochód przed hotelem Menelaion przy Palaiologou, ujrzałem przez wąską szczelinę biegnącą ku górze, przez uliczkę Vrasidou, zbocza Tajgetu. Sparta, której nigdy wcześniej nie potrafiłem sobie wyobrazić i Sparta, którą poznałem. Nawet Mani nie zrobiło na mnie takiego wrażenia.

Inne trafne spostrzeżenie Seferisa: W Grecji biada ci, jeśli chcesz patrzeć przez cały czas; musisz zmniejszać przesłonę, jak podczas robienia zdjęć. W przeciwnym razie możesz sobie zaszkodzić … I to mówi Grek. I wie, co mówi. W Grecji łatwo zatracić się w patrzeniu.

Pas cnoty

S. Màrai notuje w Dziennikach, że czasami czuje się „jak powracający z wojny krzyżowej rycerz, który dowiaduje się, że nie wytwarza się już pasów cnoty”. Najwyraźniej jest to doświadczenie, które w pewnym momencie przeżywa każde pokolenie, każdy z nas na pewnym etapie życia. Ja też coraz częściej jestem zdziwiony, że nikt już nie produkuje „pasów cnoty”.

Żołnierze

Dział polski biblioteki miejskiej w Malmö przeniesiony został piętro wyżej, ale znajdujemy go uboższym przynajmniej o trzy lub cztery regały, a na pozostałych panoszy się głównie literatura menstruacyjna oraz harlekiny o tytułach rodem z powieści zeszytowych z lat trzydziestych zeszłego wieku. Tym, co zwraca moją uwagę jest tytuł książki o jakimś pospolitym polskim bandziorze o pseudonimie Masa. Tytuł jest dumny: „O żołnierzach polskiej mafii” – i w ten oto prosty sposób gangsterzy oraz mordercy zrównani zostają z … żołnierzami. Żołnierz nie brzmi już dumnie.

Drobna różnica

Polskie media kłamią. Kłamią bezczelnie i prymitywnie. Nie wysilają się nawet, by zachować pozory czy odrobinę dziennikarskiej przyzwoitości lub – w ostateczności – okazać choćby gram szacunku dla inteligencji czytelników. Dwa przykłady. Pierwszym jest portal internetowy „Wirtualna Polska”, gdzie pojawił się artykuł o dramatycznym tytule „Szwecja się przeliczyła? Wprowadza obostrzenia”. Dowiadujemy się z niego, że w Uppsali szaleje covid. Stała się więc pierwszym szwedzkim regionem, w którym zastosowano ograniczenia. I dalej informacja, że w Uppsali zaleca się: unikanie organizowania imprez, spotkań towarzyskich i kontaktów fizycznych z osobami, z którymi się nie mieszka jak i unikanie podróżowania środkami transportu publicznego. Pojawiły się też: surowsze zalecenia dla sklepów, obiektów sportowych i miejsc pracy w Uppsali. Miejsca te powinny ograniczać liczbę odwiedzających. Jednocześnie jeśli to możliwe, mieszkańcy Uppsali powinni przejść na pracę zdalną. Według autora artykułu decyzja obowiązywać będzie dwa tygodnie.

Przyjrzyjmy się tym naiwnie makiawelicznym kombinacjom. Czy covid istotnie szaleje w Szwecji? Nie. Wzmożone przypadki covida odnotowano przecież, jak wynika z artykułu, w Uppsali, która nie jest zresztą regionem, jak to formułuje autor, lecz 150-tysięcznym uniwersyteckim miastem w Upplandzie, położonym mniej więcej 35 kilometrów od lotniska w Arlandzie. Kto więc wprowadza obostrzenia – Szwecja czy Uppsala? Czy miasto Uppsala jest równoznaczne z całą Szwecją? I czy na pewno obostrzenia? Dalej dowiadujemy się bowiem, że w mieście zastosowano ograniczenia, a już w następnym zdaniu, że są to w istocie zalecenia. Dziennikarz Wirtualnej Polski ma najwyraźniej poważne braki w wykształceniu i nie jest w stanie dostrzec żadnej różnicy między słowem „obostrzenie”, czyli przepis zwiększający surowość jakiegoś prawa, a słowem „zalecenie”, sugerującego zalety pewnego typu zachowań (w tym wypadku). A różnica jest kolosalna, bo „zalecenie” nie ma mocy prawnej i nie musi być przestrzegane. Nie wiadomo też w czym Szwecja przeliczyła się, jak to sugeruje tytuł, skoro informacja dotyczy tylko jednego miasta na północy kraju.

Drugi artykuł pod tytułem „Koronowirus. Szwecja wprowadza obostrzenia” pochodzi z portalu internetowego Interia. Dowiadujemy się z niego, że kolejne trzy regiony zaostrzyły restrykcje: Halland, Oerebro oraz Joenkoeping, polegające m.in. na utrzymaniu limitu 50 osób w przypadku zgromadzeń publicznych. W tych częściach Szwecji zaleca się unikania kontaktów poza osobami z gospodarstwa domowego oraz korzystania z komunikacji publicznej. Wcześniej podobne rekomendacje wprowadziły m.in. regiony Sztokholm, Goeteborg, Uppsala, a także Malmoe. I tu już mamy pełny bełkot, bo dowiadujemy się, że trzy szwedzkie regiony wprowadziły restrykcje (czyli ograniczenie czyichś praw, czyjejś wolności w celu wywarcia na kimś presji) podtrzymując limit 50 osób w przypadku zgromadzeń publicznych, czyli podtrzymując ten sam limit, który obowiązuje od początku epidemii. Reszta dotyczy jedynie zaleceń, których nie należy w żadnym wypadku mylić z obostrzeniami czy restrykcjami, są bowiem jedynie sugestią, jak można postępować, a nie jak bezwarunkowo trzeba; na przykład pod presją sankcji karnych, jak to ma miejsce w Polsce.

Szwecja nie ma obecnie w Polsce dobrej prasy. Szwecja od początku histerii z Covid-19, czyli kolejnej wersji trywialnej corocznej grypy, przyjęła zdecydowanie inne, rozsądne i przytomne stanowisko, i tym samym skazała się na sytuację outsidera. Nikt nie lubi outsiderów. Outsider jest czarną owcą, różni się od nas, białych, ślicznych i bezmyślnych owieczek i jest oczywiste, że go nie lubimy. I nigdy mu nie darujemy, że nie jest taki jak my. I jesteśmy z tego, my, potulne, białe owieczki, bardzo dumne – czyż nie?

Border collie

To trudne, ale staram się dotykać świata bez pośrednictwa mediów. Nie potrzebuję wiedzieć, co dzieje się na Madagaskarze czy na archipelagu Kiribati, kto kogo zabił w Palestynie czy w Syrii, nie muszę znać plotek z angielskiego dworu, nie interesuje mnie wynik meczu między drużynami piłkarskimi Niemiec i Hiszpanii, szaleństwa homoseksualistów i lesbijek w Polsce, do niczego nie jest mi potrzebna wiadomość, gdzie była na wakacjach Barbara Kurdej-Szatan, nie jestem ciekaw, jak w kostiumie kąpielowym prezentuje się Brigitte Macron i nie potrzebuję też sprawdzać prognozę pogody. Wystarczy przecież otworzyć okno, poczuć ciepły czy zimny powiew wiatru, zobaczyć słońce czy chmury. Wszystkie informacje serwowane nam przez media są potrzebne tylko po to, abyśmy ani przez moment nie zapomnieli, że jesteśmy stadem, rojem, tłumem, że jesteśmy jednym, wielkim i bezmyślnym organizmem. Media to border collie, zaganiający pies pasterski, który ma kierować naszymi emocjami, pilnować, abyśmy nie oddalali się od stada. Stado i tłum to jedno i to samo. Tłum nie jest sumą jednostek. Tłum, tak samo jak stado, nie jest ani racjonalny ani myślący i tak samo jak stado zna tylko emocje, a tymi można sterować jednym warknięciem.

Proust

Dopiero teraz, po tylu latach i tylu spotkaniach z nim, zauważam, że Proust był kobietą, bowiem tylko kobieta mogła stworzyć „W poszukiwaniu straconego czasu” – to mistrzowskie szydełkowanie, ten misterny haft. To jest niewiarygodnie kunsztownie „wydziergane”. Mógł to napisać tylko ktoś dla kogo rzeczywistość jest molekularna. W porównaniu z nim Wirginia Wolf jest Hemingwayem.

Europejczyk

Andrzej Bobkowski: Europa to przede wszystkim człowiek, a trudno i darmo – gatunek człowieka psuje się ostatnio z zatrważającą szybkością. Europejczyk traci wszystkie te cechy, które stanowiły o jego wyższości dawniej: przedsiębiorczość, pęd do rozsądnego ryzyka, zdolność indywidualnego osądu, rozsądne nieposłuszeństwo. Wprost przeciwnie – stał się posłuszny Państwu i państwom obcym.

Polski ksiądz

Wywiad z jakimś polskim księdzem, który deklaruje, że nie chciałby żyć w kraju w którym dozwolona byłaby aborcja. Przychodzi mi na myśl anegdota z „Charakterów” Chamforta: Pan de C. mówił raz o rządzie angielskim i o jego zaletach w towarzystwie, gdzie było kilku biskupów i kilku księży. Jeden z nich, nazwiskiem Seguerrand, rzekł:Proszę pana, z tego co wiem o tym kraju, nie miałbym najmniejszej ochoty w nim żyć; mam wrażenie, że czułbym się tam bardzo źle.Proszę księdza, odparł naiwnie pan de C., właśnie dlatego, że ksiądz by się tam źle czuł, kraj ten jest bardzo sympatyczny”.

Dżungla

J. Seferis: Nasz życie publiczne to dżungla, w której wszyscy nawzajem się eksterminują: podstępem, oszczerstwem, tchórzostwem, bezwstydnością. Ci ludzie sprawiają, że czujesz się tak, jakbyś żuł mgłę. Słowa, które znakomicie pasują do obecnej sytuacji w Polsce. Można by sądzić, że zostały napisane z myślą o Polsce, choć dotyczą Grecji.

Wspaniałe czasy

Nastały wspaniałe czasy dla strachliwych, lękliwych i przerażonych. Im więcej ograniczeń, tym dla nich lepiej. Nie muszą przystawać z innymi ludźmi, nie muszą objawiać żadnej aktywności socjalnej – mają powód, by obchodzić innych szerokim łukiem i czuć dumę z tego powodu, że pilnie przestrzegają wszystkich zakazów. Potulność. To ci, którzy grzecznie staliby nawet w kolejce do gazu.

Andrzej Bobkowski

Curaçao, wyspa należącą do archipelagu Małych Antyli, położona w południowej części Morza Karaibskiego. A. Bobkowski dotarł tam na statku „Jagiełło” bodaj w lipcu 1950 roku. Gdy statek zacumował w porcie, władze holenderskie zezwoliły na zejście na ląd wszystkim z wyjątkiem Niemców. Było to zarządzenie „odwetowe” – odwet za rajdy niemieckich łodzi podwodnych, które podpływały tam w czasie wojny i bombardowały z morza bezbronne miasto. „Sądzę, że na całym świecie powinno się jeszcze przez długi czas przypominać im takimi drobnymi zarządzonkami, czym byli. Żeby za wcześnie nie wyobrazili sobie, że wszystko jest w porządku, darowane i przebaczone. Albo, co gorsza, aby z tego okresu nie urobili sobie bohaterskiej legendy, wspaniałego zrywu Niemiec. Bo już i do tego zaczynają przejawiać pewne skłonności. A. Bobkowski pisze te słowa w roku 1950, a dzisiaj „bohaterska legenda” Niemców jest już faktem – na fotografii pamiątkowej z ostatnich odchodów D-Day, w pierwszym rzędzie, wśród przywódców państw alianckich siedzi dumna i uśmiechnięta … Angela Merkel. Chwilę wcześniej serdecznie ściskała dłoń brytyjskiej królowej, Elżbiety II. Niemcy już nam wybaczyli wszystko, co nam zrobili – nie ma się o co gniewać. Jak ironicznie zauważa Bobkowski.

Requiem

Europejskie społeczeństwa przypominają dzisiaj pisarza, który być może i był genialny, ale wypalił się i nie ma już absolutnie nic do powiedzenia, nic do dodania, nic do przekazania, niezdolny jest nawet do tego, by w innym miejscu postawić przecinek czy kropkę. Nic go nie ciekawi, nic go nie interesuje, nie ma żadnej wizji, żadnego przekazu – męczy go nawet trwanie.

Cioran

Emil Cioran, „Rozmowy”: Długo starałem się odgadnąć, w jaki sposób ludzie niezdolni zostać chrześcijanami i wiedzący, że przegrali reagowali na pewne wydarzenia. Stwierdzam, że nasza sytuacja i nasza postawa przypomina trochę sytuację z tamtych czasów, z tą różnicą co prawda, że my nie możemy już oczekiwać żadnej nowej religii. Pominąwszy tę okoliczność, znajdujemy się w położeniu ostatnich pogan. Widzimy, że za moment wszystko utracimy, że może już wszystko utraciliśmy i że nie ma dla nas nawet cienia nadziei, nawet najlżejszego widma nadziei.

Mojry

Mojry, boginie przeznaczenia i losu, to Kloto, Lachesis i Atropos. To one przędą nić ludzkiego życia. Kloto, Prządka, rozpoczyna nić życia, Lachesis, Udzielająca, snuje ją, a Atropos, Nieodwracalna, ucina. Przedstawiano je jako kobiety bardzo stare, o pomarszczonych, pooranych bruzdami głębokich zmarszczek twarzach, srebrnych włosach, związanych z tyłu głowy białymi wstążkami i przeraźliwie chudych ramionach wystających spod sukien z bielonego płótna. Ich woli musieli być posłuszni zarówno ludzie jak i bogowie. Spotkaliśmy je w Areopolis na Mani. Dwie z nich były bardzo młode i urodziwe, trzecia, nieco starsza, miała spokojną, łagodną twarz i ujmujący uśmiech. Były bez reszty zajęte dzieckiem leżącym w wózku. Tawerna, którą prowadziły nazywała się „Mojry”. Coś, co może zdarzyć się tylko w Grecji.