Skoutari

Skoutari. Piękna plaża z krystalicznie czystą wodą. Tawerna rybna tuż przy brzegu i kilka hotelowych pokoi w Fisherman`s House, z niewielkimi tarasami, dwa metry od brzegu morza. Wszystko w bieli i błękicie. Wokół pusto, tylko w oddali jakiś rybak rozplątujący sieci. Na jednym z tarasów młoda para, nie więcej niż dwadzieścia kilka lat, opaleni i uśmiechnięci, kilka minut temu wyszli z wody. Teraz oboje z książkami w rękach. Naszą uwagę zwraca lektura młodego mężczyzny. Postrzegamy angielski tytuł „Mani. Wędrówki po Peloponezie” P. Fermora. Natychmiast wymieniamy uśmiechy, kilka słów o Fermorze, tak, jest najlepszy, o Mani tylko on, i żegnamy się już jak członkowie tego samego elitarnego klubu, tajnego sprzysiężenia. Ci młodzi ludzie czytający Fermora są jakąś nadzieją.

Seferis i Sparta

Seferis o „idyllicznym” krajobrazie Sparty. To prawda. Krajobraz Sparty jest idylliczny. Co za przewrotny i zaskakujący kontrapunkt – Sparta i idylla. A jednak. I nie ma tu miejsca na myśl o Likurgu. Nic z tego, co zwykle kojarzymy ze Spartą. To radosne, niemal oszałamiające przeżycie, gdy parkując samochód przed hotelem Menelaion przy Palaiologou, ujrzałem przez wąską szczelinę biegnącą ku górze, przez uliczkę Vrasidou, zbocza Tajgetu. Sparta, której nigdy wcześniej nie potrafiłem sobie wyobrazić i Sparta, którą poznałem. Nawet Mani nie zrobiło na mnie takiego wrażenia.

Inne trafne spostrzeżenie Seferisa: W Grecji biada ci, jeśli chcesz patrzeć przez cały czas; musisz zmniejszać przesłonę, jak podczas robienia zdjęć. W przeciwnym razie możesz sobie zaszkodzić … I to mówi Grek. I wie, co mówi. W Grecji łatwo zatracić się w patrzeniu.