Drobna różnica

Polskie media kłamią. Kłamią bezczelnie i prymitywnie. Nie wysilają się nawet, by zachować pozory czy odrobinę dziennikarskiej przyzwoitości lub – w ostateczności – okazać choćby gram szacunku dla inteligencji czytelników. Dwa przykłady. Pierwszym jest portal internetowy „Wirtualna Polska”, gdzie pojawił się artykuł o dramatycznym tytule „Szwecja się przeliczyła? Wprowadza obostrzenia”. Dowiadujemy się z niego, że w Uppsali szaleje covid. Stała się więc pierwszym szwedzkim regionem, w którym zastosowano ograniczenia. I dalej informacja, że w Uppsali zaleca się: unikanie organizowania imprez, spotkań towarzyskich i kontaktów fizycznych z osobami, z którymi się nie mieszka jak i unikanie podróżowania środkami transportu publicznego. Pojawiły się też: surowsze zalecenia dla sklepów, obiektów sportowych i miejsc pracy w Uppsali. Miejsca te powinny ograniczać liczbę odwiedzających. Jednocześnie jeśli to możliwe, mieszkańcy Uppsali powinni przejść na pracę zdalną. Według autora artykułu decyzja obowiązywać będzie dwa tygodnie.

Przyjrzyjmy się tym naiwnie makiawelicznym kombinacjom. Czy covid istotnie szaleje w Szwecji? Nie. Wzmożone przypadki covida odnotowano przecież, jak wynika z artykułu, w Uppsali, która nie jest zresztą regionem, jak to formułuje autor, lecz 150-tysięcznym uniwersyteckim miastem w Upplandzie, położonym mniej więcej 35 kilometrów od lotniska w Arlandzie. Kto więc wprowadza obostrzenia – Szwecja czy Uppsala? Czy miasto Uppsala jest równoznaczne z całą Szwecją? I czy na pewno obostrzenia? Dalej dowiadujemy się bowiem, że w mieście zastosowano ograniczenia, a już w następnym zdaniu, że są to w istocie zalecenia. Dziennikarz Wirtualnej Polski ma najwyraźniej poważne braki w wykształceniu i nie jest w stanie dostrzec żadnej różnicy między słowem „obostrzenie”, czyli przepis zwiększający surowość jakiegoś prawa, a słowem „zalecenie”, sugerującego zalety pewnego typu zachowań (w tym wypadku). A różnica jest kolosalna, bo „zalecenie” nie ma mocy prawnej i nie musi być przestrzegane. Nie wiadomo też w czym Szwecja przeliczyła się, jak to sugeruje tytuł, skoro informacja dotyczy tylko jednego miasta na północy kraju.

Drugi artykuł pod tytułem „Koronowirus. Szwecja wprowadza obostrzenia” pochodzi z portalu internetowego Interia. Dowiadujemy się z niego, że kolejne trzy regiony zaostrzyły restrykcje: Halland, Oerebro oraz Joenkoeping, polegające m.in. na utrzymaniu limitu 50 osób w przypadku zgromadzeń publicznych. W tych częściach Szwecji zaleca się unikania kontaktów poza osobami z gospodarstwa domowego oraz korzystania z komunikacji publicznej. Wcześniej podobne rekomendacje wprowadziły m.in. regiony Sztokholm, Goeteborg, Uppsala, a także Malmoe. I tu już mamy pełny bełkot, bo dowiadujemy się, że trzy szwedzkie regiony wprowadziły restrykcje (czyli ograniczenie czyichś praw, czyjejś wolności w celu wywarcia na kimś presji) podtrzymując limit 50 osób w przypadku zgromadzeń publicznych, czyli podtrzymując ten sam limit, który obowiązuje od początku epidemii. Reszta dotyczy jedynie zaleceń, których nie należy w żadnym wypadku mylić z obostrzeniami czy restrykcjami, są bowiem jedynie sugestią, jak można postępować, a nie jak bezwarunkowo trzeba; na przykład pod presją sankcji karnych, jak to ma miejsce w Polsce.

Szwecja nie ma obecnie w Polsce dobrej prasy. Szwecja od początku histerii z Covid-19, czyli kolejnej wersji trywialnej corocznej grypy, przyjęła zdecydowanie inne, rozsądne i przytomne stanowisko, i tym samym skazała się na sytuację outsidera. Nikt nie lubi outsiderów. Outsider jest czarną owcą, różni się od nas, białych, ślicznych i bezmyślnych owieczek i jest oczywiste, że go nie lubimy. I nigdy mu nie darujemy, że nie jest taki jak my. I jesteśmy z tego, my, potulne, białe owieczki, bardzo dumne – czyż nie?

Border collie

To trudne, ale staram się dotykać świata bez pośrednictwa mediów. Nie potrzebuję wiedzieć, co dzieje się na Madagaskarze czy na archipelagu Kiribati, kto kogo zabił w Palestynie czy w Syrii, nie muszę znać plotek z angielskiego dworu, nie interesuje mnie wynik meczu między drużynami piłkarskimi Niemiec i Hiszpanii, szaleństwa homoseksualistów i lesbijek w Polsce, do niczego nie jest mi potrzebna wiadomość, gdzie była na wakacjach Barbara Kurdej-Szatan, nie jestem ciekaw, jak w kostiumie kąpielowym prezentuje się Brigitte Macron i nie potrzebuję też sprawdzać prognozę pogody. Wystarczy przecież otworzyć okno, poczuć ciepły czy zimny powiew wiatru, zobaczyć słońce czy chmury. Wszystkie informacje serwowane nam przez media są potrzebne tylko po to, abyśmy ani przez moment nie zapomnieli, że jesteśmy stadem, rojem, tłumem, że jesteśmy jednym, wielkim i bezmyślnym organizmem. Media to border collie, zaganiający pies pasterski, który ma kierować naszymi emocjami, pilnować, abyśmy nie oddalali się od stada. Stado i tłum to jedno i to samo. Tłum nie jest sumą jednostek. Tłum, tak samo jak stado, nie jest ani racjonalny ani myślący i tak samo jak stado zna tylko emocje, a tymi można sterować jednym warknięciem.

Proust

Dopiero teraz, po tylu latach i tylu spotkaniach z nim, zauważam, że Proust był kobietą, bowiem tylko kobieta mogła stworzyć „W poszukiwaniu straconego czasu” – to mistrzowskie szydełkowanie, ten misterny haft. To jest niewiarygodnie kunsztownie „wydziergane”. Mógł to napisać tylko ktoś dla kogo rzeczywistość jest molekularna. W porównaniu z nim Wirginia Wolf jest Hemingwayem.