Polskie media

Polskiej prasy nie da się czytać. To samo dotyczy innych mediów. To jakiś obłąkany wyścig w jednomyślności, popisy prymusów i lizusów. Każdy mówi to, co mógłby powiedzieć ktokolwiek inny, zwłaszcza, że pytania bezczelnie sugerują odpowiedzi i właściwie nie potrzebują żadnych odpowiedzi, bo same są odpowiedziami. Trochę tak, jakby wszyscy widzieli tylko jednym okiem, na przykład prawym, a to, co istnieje po lewej stronie jest niewidoczne. Jedyny rodzaj krytyki to krytykowanie przeciwnika i jego ewentualnych działań. W Polsce wciąż panuje ten rodzaj myślenia, które szuka tylko i wyłącznie takich pytań, na które odpowiedź jest już z góry dana, i gdzie fakty są jedynie grzecznymi sługami dogmatów. Od upadku komunizmu minęło trzydzieści lat, pojawiły się nowe pokolenia, wyrosły nowe domy i dzielnice, zbudowano nowe drogi i autostrady po których jeżdżą nowe i drogie samochody, ale myśli się dokładnie w taki sam sposób jak w epoce przed transformacją. Zakładając, że jakaś transformacja w ogóle miała miejsce.  

Jaszczur

Cała Europa znajduje się w sytuacji Rafaela de Valentin z powieści Balzaka „Jaszczur”. Ludzie starają się nie żyć, by tylko zachować życie. Dokładnie jak Rafael, który czując zagrożenie, ale pragnąc przedłużyć swoje życie, zażywa opium i zapada w sen – gdy śpi szagryn nie kurczy się, a jemu nie ubywa życia. Dzisiaj ludzie podobnie wierzą, że jedyną rzeczą, którą muszą zatrzymać za wszelką cenę jest ich życie. Przestali przytulać się, witać ze sobą, oddalili się od siebie, unikają kontaktów, przestali spotykać przyjaciół, znajomych i najbliższych. Wierzą ślepo w to, co słyszą w radio czy telewizji, co z trwogą wyczytują w gazetach i bez wahania rezygnują z wolności. Świat zamienił się w dobrowolny obóz koncentracyjny. Jak żyć nie żyjąc? Jak żyć, by zaoszczędzić na życiu? Ironiczne, że enklawą normalności stała się „nienormalna” Szwecja.