Strach

Powód dla którego ludzie uczą się niechętnie i niechętnie zmieniają swoje przekonania wcale nie jest związany z ignorancją, umysłowym lenistwem czy brakiem ciekawości. Głównym powodem jest strach. Poznawać nowe rzeczy, dodawać coś do swojej wiedzy, poszerzać swoje horyzonty, związane jest z nieustanną korektą swego światopoglądu, swoich przekonań, wizji, wyobrażeń, osądów i zapatrywań. Każda taka zmiana, każda taka korekta to stan zawieszenia – opuszczasz znany teren i znajdujesz się na grząskim, nieznanym gruncie. To trochę tak, jakbyś na czas zanim ustabilizujesz swoje nowo uzyskane widzenie świata – zakładając, że w ogóle zdołasz to uczynić – musiał żyć na niewyobrażalnej wysokości bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Strach. Paraliżujący strach.   

Odysjada 1

Kalipso. Pani Ogygii, uderzająco piękna, długowłosa boska nimfa skazana przez Zeusa na zesłanie z powodu buntu jej ojca, Atlasa. Samotna na wyspie zapomnianej przez bogów i ludzi. Samotna do chwili, gdy w jej pustelni pojawia się rozbitek, Odys. Czy kochała go? Nie można w to wątpić. Pragnęła dać mu nieśmiertelność i wieczną młodość, urodziła mu dwóch synów, Nausitusa i Nausinusa, spędzili razem siedem bardzo szczęśliwych dla niej lat. Siedem lat to wieczność. Nie wiemy, ile czasu Odys i Penelopa byli małżeństwem, zanim Odys wyruszył pod Troję. Rok, może dwa, pewnie nie więcej. Od tamtej chwili minęło jednak 20 lat. Penelopa jest już kobietą w średnim wieku, ma około czterdziestu lat, może czterdzieści jeden, dwa. Z całą pewnością nie jest dawną atrakcyjną, dwudziestoletnią dziewczyną. Odys o tym wie. Ten mężczyzna potrafi liczyć. My również o tym wiemy. I, podobnie jak Odys, jesteśmy po stronie Penelopy i razem z nią, każdej nocy, prujemy tkaninę, całun pogrzebowy Laertesa. Tylko czy na pewno Odys jest po stronie Penelopy? Odys jest przecież zawsze tylko po swojej stronie. I czy my jesteśmy po jej stronie? Co nas uwodzi w Penelopie? Jej wierność, jej niezachwiana wiara w męża, jej stałość, jej duma? Rozpacz Kalipso, gdy dowiaduje się, że musi uwolnić Odysa, nawet jeżeli uwierzymy, że jest zrozpaczona, nie bardzo nas jednak porusza. Kalipso jest piękna, wiecznie młoda, jest tą drugą, jest nieśmiertelna, jest uprzywilejowana mimo swojej niewoli, jest obca, i nie należy do naszego świata. Nie mamy żadnych szans, by jej współczuć. Jesteśmy po stronie Penelopy. A więc po naszej własnej stronie. Dokładnie jak Odys. Żal mi Kalipso. Nie, nie Penelopy. Penelopa nie ma już nic do zyskania. Kalipso natomiast traci wszystko.

Nad Elsterą

Lipsk 1813. Poniatowski próbuje wycofać się z miasta, które przechodzi już w ręce sprzymierzonych. Jest w kleszczach koryta dwóch wezbranych i rwących, rozlanych rzek, Pleśny i Elstery, płynących prawie równoległe w małej od siebie odległości. Zapada decyzja, by pokonać rzekę wpław. Koń księcia, znoszony nurtem, nie może dobić do brzegu. Wówczas na pomoc księciu rzuca się młody oficer sztabowy, Francuz Hipolit Blechamps. Pomaga księciu uwolnić się od konia i wydostać się na brzeg. Dalej próbują iść pieszo ogrodami, tu jednak Poniatowskiego po raz czwarty tego dnia trafiła nieprzyjacielska kula, tym razem w bok. Bardzo osłabiony i tracący przytomność książę Józef wsiada jednak na nowego konia, wspomagany przez otaczających go oficerów, i ponownie rusza ku rzece. Jest z nim adiutant, kapitan Ludwik Kicki (przyszły generał, zginie pod Ostrołęką), mały oddział Krakusów, polski artylerzysta płk. Jakub Redel i wspomniany francuski kapitan Hipolit Blechamps.  Tymczasem wróg zajmuje już brzeg rzeki, ostrzeliwuje próbujących przeprawiać się żołnierzy. Poniatowski, widząc wrogi oddział na swojej drodze, kieruje konia do Elstery, dociera nawet do przeciwległego brzegu, lecz podczas wychodzenia na stromy brzeg trafia go piąta kula. Książę osuwa się z powrotem do rzeki, dzielny Blechamps po raz kolejny rzuca się na pomoc, walczy o życie księcia utrzymując jego głowę ponad wodą, aż opada z sił i razem znikają w spienionych nurtach Elstery. W nocy przeszukałem Internet w poszukiwaniu informacji o kapitanie Blechamp lub Blechamps. Tylko lakoniczna notatka, że prawdopodobnie pochodził z Hawru oraz, że był oficerem sztabowym. Nic ponadto.

Dziesięciu małych murzynków

Nie to jest smutne, że nie ma już dzieł wybitnych (te pojawiają się rzadko), lecz to, że szmira i przeciętność triumfują dziś jak nigdy przedtem. Literatura, malarstwo, film, muzyka, poezja, wszystko bez wyjątku przystrzyżone jak trawnik przed mauzoleum Kim Ir Sena. Poprawność polityczna pożeniona z prezentyzmem wkrótce dokonają pewnie reszty, ale i dziś już nikt nie odważa się powiedzieć niczego, co nie jest dozwolone. Dokonuje się nawet zabiegów na przeszłości. Czytam dzisiaj, że powieść kryminalna Agathy Christie, „Dziesięciu małych murzynków„, zmieni we Francji swój tytuł na „Było ich dziesięciu”. Dokonane zostanie również „pewne dostosowanie” treści tłumaczenia. Ma to na celu „uniknięcie zranienia choćby jednej osoby” sformułowaniami użytymi w książce. Słowo „nigger”, występujące w książce 74 razy, zostanie zastąpione przez ekwiwalent politycznie poprawny. W Polsce „Dziesięciu małych Murzynków” ukazało się w 1960 roku. Od 2004 roku tytuł książki brzmi „I nie było już nikogo”. Chciałoby się dodać …i niczego. Proroczy tytuł.