Kalipso, przekazując Odysowi nowinę o uwolnieniu go z jej wyspy, nic nie wspomina o swoim uczuciu. Jest zrozpaczona, rzuca to w twarz Hermesowi, ale w jej słowach do Odysa nie ma już żadnych akcentów rozpaczy. Chcesz wracać do Itaki, wracaj, nie chcę, abyś się smucił czy rozpaczał, jestem gotowa cię puścić, a do tego hojnie wyposażę cię we wszystko, czego będziesz potrzebował w drodze, pomogę ci. Jest lakoniczna i rzeczowa. Ani słowem nie wspomina o tym, że nie jest to jej zasługa, że jest to kategoryczne żądanie Zeusa. Nie ujawnia też, że została zmuszona do tego pod groźbą kary, ani tego, że nie odważyła się sprzeciwić woli Zeusa ani tego, że nie walczyła o swoją miłość, że oddała ją bez walki i że Hermes nie musiał przekonywać ją długo, bo posłusznie zaakceptowała wolę Gromowładnego. W ustach Kalipso jest to tylko i wyłącznie jej decyzja. Żaden nakaz, żaden przymus, jedynie jej wola, jeszcze jeden dowód jej uczuć do niego, gdyż kocha go, ale i widzi jego tęsknotę. Kalipso nie kłamie, omija prawdę. Jest dumna. Jest boginką. Jest nimfą. Nie skarży się i nie płacze. Jeżeli czuje ból, zachowa go dla siebie. Odys nie jest dla niej równorzędnym partnerem. Jest człowiekiem, istotą śmiertelną, przed śmiertelnymi nie wolno demaskować się, odsłaniać i poniżać. Nie muszą wiedzieć wszystkiego. Lepiej, gdy nie wiedzą.