Prezentyzm

Prezentyzm jest nie tylko sofizmatem nunc pro tunc. Przede wszystkim jest dowodem umysłowego lenistwa i braku rzetelnej wiedzy. Patrz. odczyt noblowski Olgi Tokarczuk. Zwłaszcza fragmenty o „zbrodniach” hiszpańskich konkwistadorów. Żałosne.

Czas

Im dłużej żyję, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nasze postrzeganie czasu, nasze odczucie czasu ma ścisły związek z ilością przetwarzanych przez nas informacji. Im więcej nowych informacji, tym wolniej upływa czas. Vide: dzieciństwo. Wtedy jeden dzień wydawał się być tak długi jak cały rok. Dzisiaj, w tym momencie mego życia, świat nie jest już nowy, nie jest też tak fascynujący, mało w nim świeżych wrażeń, a takie, które mnie zaskakują i poruszają, zdarzają się rzadko. Przetwarzam mniej informacji, więcej uznaję za pewnik. Jeden rok wydaje się więc być krótszy niż jeden dzień.

Sankcje

Sankcje. Embargo na broń. Zamrożenie aktywów. Obostrzenia gospodarcze. Sankcje wobec Kuby. Sankcje wobec Rosji, wobec Iranu. Sankcje wobec Korei Północnej. A mimo tego i Iran, i Korea sprowadzają potrzebne im towary, technologię i broń. Sankcje nie są niczym nowym. Nie zostały wymyślone przez nasz wiek. Mają bardzo stary rodowód. Już w XIV wieku handel bronią i materiałami wojennymi, które wykorzystywano potem do walki z chrześcijanami, stał się problemem tak poważnym, że w 1372 roku papież Grzegorz XI dodał do bulli „In Coena Domini” zakaz dostarczania ich „Saracenom i innym wrogom chrześcijaństwa”. Świat islamu zapoznał się z działaniem prochu mniej więcej w tym samym czasie co Europa, jednak to Europejczycy zdobyli zdecydowaną przewagę zarówno w produkcji, jak i umiejętności korzystania z broni palnej. Rycerzom zakonnym z Rodos, joannitom, przypadł obowiązek egzekwowania papieskich sankcji, lecz mimo ich starań zyskowna kontrabanda kwitła w najlepsze. Tak jak dzisiaj. Turcy ponadto płacili hojnie i nie tylko złotem. Nagradzali także korzystnymi koncesjami i przywilejami handlowymi. To przyniosło pożądane przez nich rezultaty: już w XVI wieku żadna armia nie mogła mierzyć się z nimi w ilości dział i poziomie wyszkolenia kanonierów. Było to smutną „zasługą” chrześcijańskich renegatów oraz (przede wszystkim) włoskich kupców, wyznających jedynie kult pełnej sakiewki.

Łamanie papieskich sankcji miało zresztą różne formy. Ewidentnym tego przykładem była, znana także z naszej historii, bitwa pod Warną, w której zginął Władysław III. W tamtym przypadku problemem Turków była kwestia przerzucenia wojsk na europejski brzeg cieśniny. Z rozkazu papieża cieśnina była skutecznie blokowana przez Wenecjan. Turcy łatwo poradzili sobie z tą drobną przeszkodą – zapłacili za przetransponowanie swojej armii na europejski brzeg … Genueńczykom i 10 listopada 1444 roku pokonali sprzymierzone wojska węgiersko-polskie.

Warna przypieczętowała los Konstantynopola. 9 lat później Turcy stanęli pod potężnymi murami stolicy Bizancjum. Siły obrońców były bardzo skromne – 5000 Greków, około 200 łacinników i mieszkańcy oblężonego miasta. Kontyngent zachodnioeuropejskich żołnierzy tworzył oddział złożony z 700 Genueńczyków. Strona turecka miała przewagę co najmniej dziesięciokrotną. Atutem obrońców było tylko wyjątkowe położenie miasta i jego potężne mury. Brzegi trójkątnego półwyspu obmywają od południa fale Morza Marmara, a od północy głębokie wody zatoki Złoty Róg. Oba wybrzeża nie wymagały wznoszenia szczególnie silnych obwarowań – lądowanie od strony morza praktycznie uniemożliwiał bardzo silny prąd, zaś wody zatoki zablokowano potężnym łańcuchem, pływającym na drewnianych tratwach i zawieszonym pomiędzy murami a wieżą w Galacie – ufortyfikowanym mieście po drugiej stronie zatoki. Wejście od strony lądu zamykał natomiast Mur Teodozjusza. Liczył on 6,5 kilometra długości, jego grubość u podstawy wynosiła około 4,5 metra, wysokość 12 metrów. Co 50 – 60 metrów wzniesiono dwukondygnacyjne wieże, wystające przed czoło muru na 5 do 10 metrów. Mur składał się z trzech linii – szerokiej na 20 i głębokiej na 10 metrów murowanej, częściowo zalanej wodą fosy, stojącego za nią przedmurza wysokiego na 7,5 metra, również wzmocnionego wieżami i linii głównej. Bizantyjscy budowniczowie, spadkobiercy greckiej i rzymskiej myśli wojskowej, stworzyli fortyfikacje, które nie miały sobie równych w całym ówczesnym świecie.

Turcy byli jednak tym razem doskonale przygotowani, a to, między innymi, „dzięki” życzliwej pomocy zachodnich puszkarzy, z których jeden miał odegrać szczególnie doniosłą i haniebną rolę w tym dramacie. Był nim ludwisarz i artylerzysta o imieniu Urban, opętany ideą budowy ogromnej bombardy. Przybył do Konstantynopola w 1451 roku, prawdopodobnie pochodził z Węgier, choć kronikarze nie są do końca zgodni, co do jego narodowości. Cesarz Konstantyn XI wyraził zainteresowanie jego usługami, ofiarował mu nawet skromna pensję, choć nie miał wystarczających środków, by zrealizować marzenie Urbana. Zniechęcony ludwisarz opuścił więc dwór Konstantyna i udał się do Edirne, ówczesnej tureckiej stolicy, i tam zaoferował swoje usługi. Przyjęto go z otwartymi ramionami, hojnie obdarowano, dostał też polecenie odlania dział, które byłyby zdolne zburzyć mury Konstantynopola. Urban ochoczo zabrał się do pracy. Największe z odlanych przez niego dział ważyło 19 ton, miało 8 metrów długości, kaliber 750 milimetrów i strzelało na odległość do 1,5 kilometra kamiennymi kulami o wadze ponad pół tony. Sześćdziesiąt wołów, dwustu ludzi oraz oddział specjalny, który wyrównywał drogę – tyle było potrzeba, by przetransportować kolosa pod mury miasta. To monstrualne działo nie było jedynym w sułtańskiej artylerii. W czasie przygotowań do oblężenia Urban odlał kilkadziesiąt innych bombard o różnych kalibrach – następna co do wielkości strzelała pociskami o wadze 360 kilogramów, reszta miotała kule ważące od 23 do 90 kilogramów. Cała artyleria turecka, zgromadzona pod Konstantynopolem, liczyła łącznie 69 dział, podzielonych w czasie oblężenia na 14 lub 15 baterii. Po siedmiu tygodniach oblężenia, nocą 29 maja 1453 roku, sułtan Mehmed II posłał swoich żołnierzy do szturmu ostatecznego właśnie tam, gdzie działa Urbana spowodowały największe spustoszenia. Przez kilka godzin obrońcy odpierali jeszcze kolejne fale atakujących, ale była to już agonia.

Po zdobyciu Konstantynopola potomkom koczowniczych plemion z głębi azjatyckich stepów Europa wyraźnie przypadła do gustu. Wielokrotnie jeszcze starali się powiększyć swoje włości, a ich państwo nadal znajduje się na jej terytorium.

Alianci

Prezydent Polski odmówił udziału w spotkaniu organizowanym przez Światowe Forum Holokaustu w Izraelu, spotkaniu z okazji obchodów 75. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Organizatorzy nie przyznali mu prawa głosu.  Awner Szalew, dyrektor Instytutu Jad Waszem w Jerozolimie, tłumaczył tę decyzję tym, że „w tym międzynarodowym wydarzeniu, z braku czasu, przemawiać będzie tylko pięć osób z zagranicy, przedstawiciele państw alianckich. Do państw alianckich zaliczono Rosję, Francję, USA, Niemcy i Wielką Brytanię. To ciekawe, że szef żydowskiego instytutu uważa, że Niemcy byli aliantami w czasie II wojny. Czyżby z jakichś nowych, świeżo w Jerozolimie odkrytych dokumentów wynikało, że to właśnie oni, pospołu z Anglikami i Amerykanami, zdobywali Monte Casino? Od wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau minęło ledwie 75 lat. Z okazji 100. rocznicy okaże się zapewne, że to Niemcy właśnie byli wyzwolicielami tego obozu. Nie bądźcie zdziwieni.

Strzępy 26

Rozmowy z mężczyznami są śmiertelnie nudne i zniechęcające. W gruncie rzeczy są one zamaskowanymi negocjacjami i chodzi w nich przede wszystkim o to, by zapewnić sobie wyższą pozycję, przewagę, bo w tym hierarchicznym świecie, jakim jest świat mężczyzn, ważne jest, aby być nad kimś. W tym świecie nawet rozmowy są współzawodnictwem. Rozmowy kobiet są innym typem negocjacji i ustalenie hierarchii nie jest w nich wcale celem nadrzędnym. W tym przypadku chodzi raczej o to, by osiągnąć porozumienie, zgodę, by doprowadzić do zbliżenia.

Można więc powiedzieć, że w rozmowie zajmowałem zwykle kobiecą postawę, dążąc do  porozumienia i zawsze w jakimś momencie odkrywałem, że jest to traktowane przez mego rozmówcę jako gest poddańczy, jako potwierdzenie jego przewagi. Mogłem mu przyznać tę urojoną przewagę, nic mnie to nie kosztowało, lecz i sama rozmowa w tym momencie traciła wszelki sens – nic z niej nie wynikało, bo i nie mogło wynikać.

                                                                          ***

czas przypomina komórki, małe, hermetycznie zamknięte szkatułki, gdzie spoczywają zdarzenia. W pewnym takim prostokąciku znajdują się twoje oczy, zdumione i smutne. W innym zawarta jest chwila, gdy dostrzegasz mnie po drugiej stronie ulicy i bojąc się, że cię nie zauważę, gotowa jesteś wbiec na jezdnię, choć nadjeżdża tramwaj. W jeszcze innym są twoje wargi blisko moich oczu, i jest też i taki, który przechowuje nasze rozstanie i jest to najsmutniejsza szkatułka w zbiorach mojej pamięci.

Inkwizycja

Nie kochamy Świętego Oficjum i Inkwizycji? Nie, nie kochamy. Palili na stosach niewinne czarownice i wesołych wiejskich przygłupów. Spalili nawet Giordano Bruno, chociaż nie był niewinną czarownicą i z całą pewnością nie był wiejskim przygłupem. Nie kochamy więc Inkwizycji. Tym dziwniejsze, że z taką konsekwencją i żarliwością, przez tyle czasu, pielęgnujemy inkwizycyjne wynalazki w dziedzinie prawa. Choćby sądy odwoławcze. W średniowieczu nie istniała, o czym wszyscy doskonale wiemy, instancyjność sądów. Los oskarżonych zależał od przypadku. Sędzia mógł popełnić błąd bądź po prostu okazać się stronniczy czy przekupny. I zwykle popełniał błędy, a jeszcze częściej bywał stronniczy i przekupny. Święte Oficjum jako pierwsze wprowadziło sądy odwoławcze, dając szansę niesłusznie skazanym. Dopiero później ideę tę przejęły też sądy świeckie. Podobnie jest z instytucją adwokata z urzędu. Wcześniej to sędzia miał obowiązek dokonywać analizy materiału dowodowego. Zmienił to dopiero papież Grzegorz IX, uznając, że procesy będą przebiegać sprawiedliwiej, gdy inna osoba pełnić będzie rolę oskarżyciela, inna obrońcy, a jeszcze inna sędziego. Kolejną prawną innowacją wprowadzoną przez Inkwizycję była, żeby było jeszcze ironiczniej, ława przysięgłych. Posiadała ona jedynie głos doradczy, co prawda, ale przyczyniła się do powstania współczesnej ławy przysięgłych. Trudno nie uznać, że Inkwizycja, choć zła, zacofana i zbrodnicza, zainicjowała sporo prawniczego racjonalizmu. Ale i tak jej nie kochamy.

Rasistowska matematyka

Uwielbiam absurdalne odkrycia i teorie lewicowych naukowców. Rozweselają mnie nie mniej niż oglądanie filmów z Flipem i Flapem. Niekiedy nawet bardziej, bo głupota w profesorskich togach jest jednak nieporównywalnie zabawniejsza, prawem kontrastu choćby. Anne DeLessio Parson, wykładowczyni socjologii na stanowym uniwersytecie w Portland, ogłosiła na przykład, że matematyka jest rasistowska (sic!). Umotywowała to tym, że w przeszłości matematyka służyła do liczenia czarnych i brązowych ciał, czyli liczenia niewolników przez białych wyzyskiwaczy. I to wystarczy. Należy czym prędzej przestać wykładać ten rasistowski przedmiot, a prywatnie powinno się nawet unikać liczenia czarnych owiec. Lepsza bezsenność niż ewidentny rasizm. Brittney Cooper, profesor nadzwyczajny na Wydziale Badań Kobiet i Płci na uniwersytecie w Nowym Brunszwiku, wcześniej asystentka profesora na uniwersytecie w Alabamie, postanowiła nie dać się zdystansować i ogłosiła, że również i „czas jest rasistowski”. Uzasadnienie? Został wymyślony przez białych Europejczyków, a przecież nie trzeba udowadniać, że każdy biały jest rasistą. Ten sam temat podejmuje wschodząca gwiazda amerykańskich demokratów, propagatorka New Green Deal, autorka projektu naukowego dotyczącego wpływu antyoksydantów na długość życia robaków obłych C. Elegans, zasiadająca obecnie w Izbie Reprezentantów Alexandria Ocasio-Cortez. Otóż, jej zdaniem nawet „uprawianie kalafiora to forma ekologicznego rasizmu”, bowiem … „kalafior to warzywo białych ludzi, którego czarni nie lubią i nie potrafią nawet ugotować”. Przyczyną jest zapewne fakt, że kalafiory są białe. Czarni mieliby mniej problemów z czarną rzepą, ale nawet to przewrotne i podstępne warzywko jest w środku białe i rasistowskie.

W filozofii też pojawili się lewicowi „wolnomyśliciele”. Hinduski filozof Raphael Samuel zaskarżył swoich własnych rodziców do sądu za to, że się urodził. Jak przystało na filozofa uważa, że „przyszedł na świat wbrew swojej woli, a to stanowi naruszenie jego praw, w tym jego prawa do nieistnienia”. Ale wszystkich przebiła jednak prof. Jane Bone z Uniwersytetu Monasha w Australii, która przedstawiła „naukowe dowody” na to, że „małe krzesło jest kontrowersyjnym i niejednoznacznym artefaktem, który jest uważany za pewnik we wczesnym dzieciństwie”. Jej zdaniem „małe krzesła z jednej strony hamują rozwój dziecka, a z drugiej są wyrazem stereotypowo sfeminizowanego miejsca pracy, skupionego na dzieciach i niepozwalającego wychowawcom się rozwijać i wyjść z ról płciowych”. Będę wdzięczny za kolejne przykłady lewicowych odkryć. Z góry dziękuję.

Myślenie magiczne

Holenderski rząd podjął decyzję, by zmienić nazwę kraju z Holandia na Niderlandy. Z dniem 1 stycznia 2020 ustawa weszła w życie. Zmiana ta spowodowana jest życzeniem, by kraj kojarzył się raczej z rowerami i tulipanami niż prostytucją i narkotykami. Jakie to proste: zmieniamy nazwę i zmienia się wszystko. I rzeczywistość i reputacja. Myślenie magiczne. Tyle, że już w skali społecznej.

Virginia Woolf

Według Virginii Woolf współczesny świat rozpoczął się tego dnia, gdy Lytton Strachey, pisarz i krytyk, odwiedził jej mieszkanie i wskazując na plamę na sukience jej siostry, Vanessy Bell-Stephen, nadzwyczaj uprzejmie zapytał: „Nasienie?”

Pornografia

Słownik Webstera wymienił po raz pierwszy słowo „pornografia” w 1864 roku, by opisać „wyuzdane malarstwo stosowane do ozdabiania ścian pomieszczeń świętych dla orgii bachanicznych, których przykłady występują w Pompejach”. Słowo to stworzone zostało cztery lata wcześniej przez włoskiego archeologa, Giuseppe Fiorelliego, który połączył greckie słowo oznaczające prostytutki, pornai, ze słowem pismo, grafos. To on, nota bene, opracował metodę wykonywania gipsowych odlewów ciał, dzięki czemu po dziś dzień możemy zobaczyć kształt zachowanych, nierzadko w śmiertelnych konwulsjach, ciał Pompejańczyków, którzy zginęli w czasie wybuchu Wezuwiusza w 79 ne.