Zasada dobrego smaku

Powtarzalność życia jest nieznośna. Przeżywszy czterdzieści, pięćdziesiąt lat docieramy do granicy poza którą, jeżeli potrafimy być szczerzy wobec samych siebie, niewiele już jest w stanie nas zadziwić czy zaskoczyć. Niewiele też jest w stanie nas wzruszyć, a jeżeli „wzruszamy się” jeszcze, to nie dlatego, że czujemy się wzruszeni, lecz z szacunku dla nas samych. Przeżywszy czterdzieści, pięćdziesiąt lat spostrzegamy, że staliśmy się więźniami tych samych, powtarzalnych i wciąż powracających, uczuć i odczuć, wrażeń i gestów, myśli i snów.

Wtedy ważna staje arystokratyczna zasada dobrego smaku, forma i styl. I dopiero wtedy odkrywamy, że styl jest ważniejszy niż zasady moralne, a wrażliwość estetyczna może być ważniejsza niż przyzwoitość etyczna. Dopiero wtedy zaczynamy pojmować, że forma i styl są ukrytymi aspektami wolności.

Strzępy 11

Nic a nic nie zrozumiałeś, miły. Była to tylko próba, próba głównie dla mnie, moich do ciebie uczuć. Chciałam wiedzieć, czy i jak bardzo jesteś mi potrzebny, bo jeśli nie, to nie byłoby mi trudno odejść od ciebie, a łatwość odejścia pozwoliłaby mi bez oporów iść do ciebie. Nie rozumiem jak ty, ze wszystkich ludzi na świecie, mogłeś tego nie zauważyć. A może nie chciałeś …?

Bergasse

Henry Bergasse „Podzwonne dla Rzymu”: Mieszkali w zbytkownych willach, wzniesionych na łonie natury, wyposażonych w termy, posągi, biblioteki, cieszyli się towarzystwem sąsiadów wybitnych i wykształconych. Te oazy spokoju i kultury, ostatnie schronienie hellenizującego pogaństwa, długo jeszcze przetrwają po najazdach barbarzyńców. Wysepki ocalałe z katastrofy, żyjące własnym życiem, z własnych zasobów, posiadające przedstawicieli wszystkich zawodów, stają się zarodkiem villae z epoki Merowingów oraz zamków panów feudalnych.

To bezczynne życie toczyło się beztrosko w niewielkim gronie przyjaciół, wśród uczt, roztrząsania najsubtelniejszych problemów i estetycznego rozkoszowania się urokami przyrody. Z gimnastyką myśli łączyło się uprawianie sportów: polowanie, jazda konna, łucznictwo, pływanie. (Czyż Sydoniusz nie chwalił się swoją pływalnią zawierającą 170 000 litrów przejrzystej, perfumowanej wody?). Zimne i gorące kąpiele, przejażdżki po rzekach, wycieczki po opieką strażników chroniących przed włóczęgami, miłe wizyty u sąsiadów – wszystko to z ogromnym bogactwem szczegółów opisuje poeta Sydoniusz Apollinaris. Ludzie czynu – jak Ammianus Marcellinus – potępiali bez ogródek lenistwo tych wyrafinowanych i dumnych patrycjuszy, „pyszniących się liczbą niewolników, wielkością powozów, elegancją postawy” i „kupujących spokój fiskalny dzięki potajemnym transakcjom finansowym”. Troszczyli się jedynie o odsunięcie się od teraźniejszości, o zamknięcie się w towarzyskim kręgu, bez kontaktu z nędzą ludu, z pobliskimi ruinami, z wrzawą barbarzyńskiego żołdactwa o natłuszczonych czuprynach, „woniejącego zjełczałą oliwą”.