Sąsiedzi

Sąsiedzi z ostatniego piętra domu po drugiej strony ulicy wprowadzili się tam niedawno. Są bardzo młodzi. Mają wielki, całościenny telewizor i kilkumiesięczne dziecko. Dziecko jest przygotowywane do oglądania telewizji już od najwcześniejszych godzin rannych. Zwykle układają je na kanapie, ustawionej wzdłuż okna, naprzeciwko tego żarłocznego, monstrualnego ekranu i spokojnie mogą oddawać się innym zajęciom. Przeważnie są w domu oboje, ale dzisiaj dzieckiem zajmował się tata. Młody, dość wysoki, nieco łysawy, roznegliżowany do kusych, plażowych majtek. Zmieniał dziecku pieluszki, stojąc pod oknem. Robił to sprawnie, trzeba przyznać. Potem kilkakrotnie podnosił pieluszkę do nosa i obwąchiwał prawie z lubością. Obrzydliwe. I nie tylko to małpie obwąchiwanie.

Bóg i inni

Bracia Goncourt, „Dziennik”: Ludziom trzeba boga, a kiedy go brak, bóstwem staje się człowiek, którego plugastwo nawet jest wielbione. Trzeba czegoś lub kogoś, przed kim duch tłumów ukorzy się i poniży; w przyszłych społeczeństwach religię zastąpi może cezaryzm. Zamiast Boga, który stał się człowiekiem, człowiek stanie się Bogiem.

I dokładnie tak się stało. Lenin, Stalin, Mao, inni. Masy muszą w coś wierzyć. Nie wolno odbierać im Boga. Bóg to może najmniejsze zło.

Absolut

Muzeum Archeologiczne w Atenach. Wspaniały, wielki gmach, imponujące ekspozycje. I znużenie, które pojawia się szybciej niż się tego spodziewasz. Tylko piękno i realizm. W tych rzeźbach nie ma żadnych marzeń i ani cienia fantazji. Jest natomiast jakaś obłędna, zegarmistrzowska precyzja, jakby artysta pragnął idealnie skopiować rzeczywistość, a nawet prześcignąć ją w realizmie. W tych liniach jest niewiarygodne, maniackie dążenie do absolutu. Antyczna sztuka próbowała odzwierciedlić świat. Dopiero tutaj, w tym miejscu, zaczynasz pojmować, dlaczego najwyższym komplementem i wyrazem uznania dla tamtych twórców było porównanie ich dzieł do tworów natury.